niedziela, 15 marca 2015

Uwolnić murarki ...

Już był najwyższy czas, żeby wydłubać z trzcinek kokony murarek.
Z każdym rokiem jest ich więcej, a robota żmudna, jak nie wiem co.


Mąż tak patrzył, patrzył i wreszcie pyta ... a w naturze to kto im tak pomaga? Niby tak, ale wyczytałam, że w ten sposób pomaga im się łatwiej wydostać na świat, jedna drugiej nie uszkadza, przy okazji oddziela się zapasożytowane kokony ...


Sporo tego się uzbierało.
Palce, a najbardziej paznokcie bolały od rozrywania trzcinek, a o kręgosłupie to już nie wspomnę . Skończyłam, zapakowałam na dolną półkę lodówki na kilka dni, dopóki nie przyniosę im nowych trzcinek do składania potomstwa, a poza tym to jeszcze podsypuje śniegiem, nie ma kwiatków i jest ogólnie zimo.
Potem całe towarzystwo zaniosę do ulika, kokony w przewiewnej myszce, kupionej w klamociarni, a trzcinki będą powiązane w pęczki ... niech się teraz wygryzają.
Bo u nas każdy ma swoje pszczoły, ja murarki, te nieżądlące, a mąż te od miodu.
Przy okazji siedzenia przed oknem "widokowym"co i raz oko mi leci na dalekie łąki, a nuż jakaś zwierzyna wyjdzie.
Patrzę ci ja, patrzę, a tu zza linii pagórka wyłania się coś dziwnego ... ale duży jeleń, pierwsze widać rogi potężne ... przecież to nie rogi, tylko długie szyje dużych ptaków. Wołam męża, zobacz, pewnie strusie komuś uciekły! przekazujemy sobie lornetkę z rąk do rąk ... jakie strusie, to żurawie!
Zobacz, chyba pies za nimi idzie! znowu mówię i przekazuję lornetkę ... tak, pies z z takim długim ogonem, przecież to lis ...


Ciężko było zrobić jakiekolwiek zdjęcie, raz że daleko, dwa że sypał cały czas śnieg ...
Żurawie kroczyły, a lis skradał się za nimi, odległość ciągle ta sama ... pewnie bał się je zaatakować, to w końcu duże ptaki, a ja znowu zmartwiona, może one zmęczone, zmarznięte, głodne nie zdążą mu uciec, bo nie będą mieć siły ...
Skryły się za zagajnik, nie widziałam, co się dalej działo ... po chwili patrzę, są, zatoczyły łuk i wracają, ale już bez lisa ... pewnie zrezygnował. Żerowały w trawie, na łące długi czas, co będzie, jak nie odlecą? ... nie dały mi powodu do zmartwienia, rozwinęły szeroko swoje skrzydła i uleciały ponad lasem, gdzieś na północ ...


Pod wieczór śnieg już stopniał zupełnie, wszędzie jest bardzo mokro, a dziś Pogórze dociśnięte z góry przez niski pułap chmur, w dolinach znośnie, a u nas biało ...



Wracaliśmy wcześniej niż zwykle do domu, bo mąż spieszył się na zebranie pszczelarzy, a zwłaszcza chodziło mu o kontakt z tym panem od sadzonek, drzewek i krzewów miododajnych. O, właśnie wrócił, są lipy naszczepiane, robinie różowe i jeszcze jakieś inne, po niedzieli jedziemy do jego szkółki, do Łańcuta.
A moje okulizowane pączki na lipie mają się całkiem dobrze, jeszcze trochę i zobaczymy, jak udała się cała operacja.




Przymierzam się także do pikowania większych papryk, bo mają już liście właściwe. Może uda mi się wyhodować własne sadzonki? pomidory już miałam swoje, kolej na paprykę.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, ciepła życzę, pa!


29 komentarzy:

claire pisze...

U nas też są lisy, ale mam mieszane uczucia, bo zjadają małe kotki na działkach ;(. Zamieszkały na działkach i przychodziły na blokowisko - moja suczka rok temu pogoniła jednego lisa, tak że prawie złapała go za ogon, ale był bardziej zmotywowany i uciekł. Potem zachorował i leżał na fotelu na działkach a ludzie ciągle wzywali weterynarzy, rózne ekipy, które miały go zabrać na leczenie. Niestety, uciekał i nie dał sobie pomóc, miał jakąś chorobę skóry i chyba zdechł, bo ostatnio jak go widziałam to był okropnie chudy. Ale jest jeszcze lisica z młodym - one są właściwie jak psy, jak tak chodzą po osiedlu :-)

Anthony Garden pisze...

Kawał dobrej roboty z murarkami wykonałaś. I rozsady masz już takie ładne, gratulacje. Miłej niedzieli :)

Tomasz pisze...

Byłem w okolicach Trzciańca, tam też juz śniegu nie ma, ale mokro, błoto i deszcz. Mam nadzieję że wiosna już niedługo na dobre zadomowi się na Pogórzu Przemyskim.
Pozdrawiam

grazyna pisze...

Siedzialabym murem w oknie widokowym, ile fascynujacych historii mozna podejrzec...szczesciara jestes Mario, czekam na twoje opowiesci! pozdrawiam serdecznie

Barbara Wójcik pisze...

Z podziwem przyglądam się Twojej pracy! Serdecznie pozdrawiam!

wkraj pisze...

Twoje okno jest lepsze niż Animal Planet. Wciąż coś ciekawego wypatrzysz i poobserwujesz. Fajnie, że dzielisz się tymi obserwacjami. Co do Twojej pracowitości to ja już dawno nie mogę wyjść z podziwu. Widać, takie tam na Wschodzie mieszkają kobiety. Powiem znajomemu, bo od lat wciąż w kawalerskim stanie, że niby nie ma już prawdziwych pań.
Pozdrawiam ze słonecznego dzisiaj Zabrza

Krystynka w podróży pisze...

No właśnie, czy je aby nie rozpieszczasz za bardzo te murarki? One są do zapylania a mężowskie do miodu?
Fajny masz "telewizorek" i programy przyrodnicze cudne, tylko serce do oglądania trzeba mieć mocne, bo z daleka nie da się pomóc. Rozsada zacna, do pikowania gotowa. Czuć już wiosnę.

Stanisław Kucharzyk pisze...

Z miododajnych polecam stulisz sztywny. Wielka bylina, kwiatów mnóstwo Rośnie sobie w Posadzie Rybotyckiej niedaleko cerkwi być może posadzony prze jakiegoś pszczelarza. Jak piszą: "Wydajność miodowa: 360 kg/ha."

Mayu pisze...

Oj to kawal roboty wykonałas z tymi murarkami, u mnie papryka jeszcze nie gotowa wzeszla w ilości niewielkiej ale miałam tylko 15 nasionek myślę ze jak na 1 raz to nie jest u mnie zleca u ciebie to busz fantastico ;)
Pozdrawiam Mayu

Inkwizycja pisze...

U Ciebie już wiosna na całego, takie piękne rozsady... u nas wczoraj padał śnieg ;( A w chałupie zimno i nasionka dopiero nieśmiało kiełkują.
Może i żmudna robota przy murarkach, ale jaka satysfakcja ;) też się kiedyś zbiorę w sobie i murarki zahoduję ;-)) bardzo bym chciała.

Ania pisze...

Hej, więc jednak żurawie są i u Ciebie :-) ! A lisy są wszędzie, ku rozpaczy drobnych hodowców drobiu.

Zofijanna pisze...

No i będzie kiszona papryczka, ale to jeszcze daleka droga..

Dorota pisze...

Podziwiam Twoje zaangazowanie w pomaganie murarkom - ukłony! Ja w tamtym roku postawilam im domek, ale chyba za pozno, bo sie nie zadomowily, a kwiatów miododajnych u mnie troche jest, wiec szkoda. To okno to marzenie wielu, moje też ;)

Beata Bartoszewicz pisze...

Mario, dziś dzięki Tobie szukałam czegoś o murarkach :) Można im budować takie pszczele hotele, właśnie z trzciny. To tak jak u Ciebie,pęki trzcin i różnym przekroju.
Ile Ty pożytecznych rzeczy robisz wokół swojej chatki :)))
Trzymam kciuki z murarki.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Claire, wolałabym, żeby moje psy nie spotykały lisów, a że polują na koty, to też słyszałam; kotkom zostawionym na działkach tylko wypada współczuć, bo ciężkie życie przed nimi, latem może być, bo ktoś dokarmi, a zimą? pozdrawiam.

A.Garden, moja zabawa z murarkami trwa już kilka lat, i jest ich z roku na rok coraz więcej, to cieszy; paprykę wysiałam pod koniec stycznia, bo miała długo wschodzić, a ona uwinęła się w dwa tygodnie, oby nie za wcześnie urosła; pozdrawiam.

Tomasz, błoto jest masakryczne, do tego, co było, doszedł jeszcze roztopiony śnieg; całą sobotę przesiedzieliśmy w chatce, bo było wręcz zimowo, za to murarki uwolnione; w sobotę idziemy z Przemyśla witać wiosnę na Pogórzu z turystami; pozdrawiam.

Grażyno, nie myśl sobie, że tylko czaję się na widoki za oknem, to tak "przy okazji", a że zawsze coś zobaczę ciekawego:-) a jak już zobaczę człowieka, to wielkie wydarzenie; pozdrawiam.

Basiu, bo lubię, naprawdę:-)dzięki za dobre słowo, i ja pozdrawiam.

Wkraju, za oknem ciepło i bezpiecznie, nie wiem, czy miałabym tyle samozaparcia, żeby gdzieś tam czatowac pod drzewem w różnych warunkach pogodowych, a poza tym boję się stanąć oko w oko ze zwierzyną; wszędzie są pracowite kobitki, tylko, że może już zajęte:-) pozdrawiam.

Krystynko, ale tak każą robić:-) sama zastanawiałam się, czy nie puścic ich na żywioł, niech sobie same szukają gdzieś domu, ale potem mi żal, i przynoszę im te trzcinki, i znowu dłubię godzinami; a ile obserwacji, wynoszę je też z chatki, bo i tu szukają miejsca; tak, te tylko zapylają, składają potomstwo, zabezpieczając pyłkowy pokarm i giną;
a mężowskie słodziaki ... wezmę czasami łyżeczkę miodu do herbaty i mówię, zobacz, ile tu różnych kwiatów, lata schowanego, ile tu lotów pszczelich, żeby zebrać tę łyżeczkę miodu:-) pozdrawiam.

Staszek, już sobie poczytałam i pooglądałam zdjęcia stulisza; niby znajoma roślina, niby widywałam takie, nawet pod chatką coś podobnego urosło, ale może to odmiana dziurawca? sama nie wiem, trzeba się znać, najlepiej, jak zamówię sobie nasionka i rozsieję po sadzie przed ulami; dzięki i pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mayu, zaszalałam z paprykami, posiałam cayenne, pomidorową, zwykłą słodką, odmianę doniczkową ozdobną i czereśniową, o której to chyba Ty mi przypomniałaś; oby tylko wszystko wyszło, część posadzę w tunelu, a trochę na grządkach pod agrowłókniną, jak zalecają; moja zabawa z murarkami trwa już kilka lat; pozdrawiam.

Inkwi, wiosna tylko na oknie, a na zewnątrz jeszcze wcale nie wiosennie; śnieg popadał na Pogórzu, tylko podbiał zwiastuje przedwiośnie; gdybyś im trzcinki zawiesiła, to murarki same by je zasiedliły, one szukają takich domków, a dzikie pszczoły są wszędzie;pozdrawiam.

Aniu, one odleciały gdzieś do Ciebie, to była mała przerwa w podróży; obserwuję lisy, jak polują na myszy, bo nie mają innego wyjścia, potem pewnie na ptaki, gniazdujące w trawach; pozdrawiam.

Zofijanno, z tą myślą wysiałam paprykę czereśniową; oglądałam Makłowicza, jak był na targu w Sibiu, o matko, zawrotu głowy można dostać od tych stosów różnych papryk, bakłażanów, estragonów; i był u ciobana robiącego ser; uwielbiam te rumuńskie klimaty; pozdrawiam.

Dorota, kupiłam ich kokony parę lat temu, chciałam mieć jakiekolwiek pszczoły właśnie do zapylania kwiatów, bo wydawało mi się, że owadów jest za mało; jest ich coraz więcej, doszły też nasze pszczoły, a więc okolica uratowana, a my zbierzemy słodycz do słoików; murarki tylko zapylają, zostawiają potem potomstwo i giną, lubię je, takie małe pszczółki z potężnymi szczękami; trzeba im wcześnie zapewnić te trzcinki, wczesną wiosną; pozdrawiam.

Beata, już pisałam u Doroty powyżej, że kupiłam kokony murarek z myślą o zapylaniu, bo w wioseczce nikt nie ma pszczół; te domki dla murarek same w sobie mogą być ozdobą ogrodu, zbieram się za budowę ładniejszego ulika, bo na razie sprawę załatwiają trzy deski, zbite w trójkąt; w zeszłym roku, kiedy sprowadziliśmy pszczoły prawdziwe, była taka śmieszna sytuacja, bo do Haneczki na górze wpadła pszczoła i brzęczała uwięziona w oknie; a Haneczka mówi, że trzeba ją wypuścić, bo to pszczoła od Maryśki; te parę uli to dobro dla okolicy, nie ma dużych areałów, to może nie pójdą szkodliwe opryski; a pszczoły zapylą, co trzeba; pozdrawiam.

Beata Bartoszewicz pisze...

Twoje murarki też prawdziwe, choć miodu od nich nie weźmiesz - ale robią to co najważniejsze - zapylają. My z mężem w zeszłym roku w maju - taki się trafił okrutnie zimny i wietrzny dzień - uratowaliśmy jedną pszczołę. Wtuliła się w zderzak w samochodzie pod hipermarketem - prawie jak nie żywa był. Włożyłam ją ostrożnie do pudełeczka. W domu przełożyłam ją do wielkiej szklanej miski przykrytej gazą, położyłam łyżkę z bardzo osłodzoną wodą i na dno gałązkę lipy, która miała już kwiatki. I tę pszczołę na ten kwiatostan. Dorwała się do nektaru, potem jak się ogrzała w mieszkaniu zaczęła latać biedaczka jak szalona po tym więzieniu. Przetrzymała ją do popołudnia, kiedy wiatr ustał to się trochę ociepliło. Musiałam ją wynieść bo szalała w więzieniu i bałam się że się uszkodzi. Położyliśmy ją na kwiatku lipy, ale nie odlatywała. Może było za późno, może zbyt daleko od domu-ula? Zrobiliśmy co mogliśmy, a nie znamy się na pszczołach. Rano już jej nie było...

claire pisze...

Dodam tylko że ja zimą dokarmiałam te koty z działek i moja mama, chodziłyśmy tam w minus 16 !!! Koty są pod opieką gminy i fundacji, która kupuje dla nich część jedzenia, właściciele działek, na których osiadł kot podpisywali zobowiązanie że będą dokarmiać i jakoś to działa:-)

Grażyna-M pisze...

Masz taki pszczeli żłobek. :)
Lisa też ostatnio widziałam przy drodze.
Widziałam kiedyś żurawie z daleka, na polu i to w trakcie jazdy samochodem. Przez dłuższą chwilę się zastanawiałam, dlaczego te strusie były takie małe... :))) Potem zrozumiałam, co widziałam. :)
Serdeczności:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Beata, w zeszłym roku, kiedy mąż przywiózł wieczorem ule, też jedna wyleciała i poszła w las; ja zaraz martwię się, więc tylko uspokajające: wróci, wróci; potem przyznał, że nie wróci, bo to dla niej nowy teren, nie oblatany, nie trafi do ula; niby pszczoły latają do 3km, ale w swojej okolicy; tak więc Twoja pszczółka ... może nie zginęła, ale nowego ula chyba nie znalazła, pszczoły niszczą obcych, chyba że trafiła jakoś z powrotem do starego; zwyczaje tych owadów są twarde, bez pardonu, przecież nawet potrafią sąsiadki z ula opanować słabszy ul i zabrać im cały miód; mąż mnie ciągnie, chodź, zobaczysz, ja jestem oporna, użądliła mnie w tamtym roku w rękę, potem w pasek ciała nad spodniami, tak, że zrobił mi się nowy pośladek:-) bo puchnę bardzo; wolę moje murarki, te nie żądlą; pozdrawiam.

Claire, i chwała Ci za to, i Twojej mamie; ludzie rozmnażają zwierzęta bez umiaru, a potem czeka je okropny los; pozdrawiam.

Grażyna-M, no widzisz, też pomyliłaś żurawia ze strusiem, sylwetka bardzo podobna; lisy rozmnożyły się bardzo, kolejna plaga oprócz bobrów; pozdrawiam.

Dorota pisze...

A propo komentarza Beaty tak mi się przypomniało, że w tamtym roku w jeden dzien był jakiś nalot os do naszego domu I w oknach na parapetach czołgały się osłabione. Podstawilam im łyżkę z osłodzoną wodą, przyssaly się I po jakimś czasie odleciały. Dziwne to bylo, ale sposób okazał się pomocny, warto go nagłośnić.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Dorota, może wiatr nie pozwolił im dolecieć do gniazd i musiały gdzieś przeczekać i uzupełnić siły; ten pomysł z osłodzoną wodą wykorzystuję, kiedy motyle za wcześnie obudzą się w chatce; ciągną wtedy trąbką słodycz aż miło; pozdrawiam.

Mażena pisze...

Lubię wiosnę, bo ona jest początkiem, może ma mniej kolorów niż jesień, ale ta oznacza koniec. Tak więc nowy sezon, nowa zieleń. Bardzo lubię te Twoje zdjęcia, ostre czy nie tyle się u Ciebie dzieje, tyle można zobaczyć !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mażeno, chyba każdy czeka z utęsknieniem, najmniejszy kwiatek witamy z radością; chciałabym taki aparat fotograficzny, który robi piękne zdjęcia, i wyraziście przybliża, co odległe; ale to trzeba coś umieć, i mieć oko, a ja wszystko automatem, po prostu nie umiem manualnie ustawić, co tam trzeba, a instrukcja obsługi to taka gruba książka:-)pozdrawiam.

Bozena pisze...

Mario! Z prawdziwą przyjemnością wtopiłam się w klimat łąk, żerowania żurawi. Tu lisek, tu murarki... Czuje się ten przedwiosenny smaczek. Mam też obok chaty kolonię murarek, a Jędrek postanowił zrobić im hotelik
z trzcin. Na razie niewiele na ich temat wiemy i z zaciekawieniem czytam, co nas czeka. Pozdrawiam serdecznie : )

Dorota pisze...

Marysiu,trochę mnie nie było-miałam bliskie spotkania z onkologiem-ale po powrocie z wielką radością odrobiłam zaległości i po kilka razy czytałam co przez ten czas zdziałałaś.Mam ogród wielki...jakieś 80x20 cm -2 sztuki ale i ja sadzę paprykę i co tylko da się w takim areale pomieścić.Chciałam pod blokowym oknem ale szkoda...skoszą wszystko, bez litości.Cieplej-by nadrobić-pozdrawiam.
A, dla spokojności...spotkania z onkologiem były bliskie i w trójkącie ze skalpelem ale wszystko jest dobrze,nic więcej nie trzeba.Raz jeszcze wiosennie i bardzo radośnie pozdrawiam

amelia10 pisze...

Jak zwykle pracowicie u Ciebie Marysiu, juz nawet masz sadzonki!
U mnie jeszcze nic nie kiełkuje, ale ja i w domu mam mało słońca, wiec czekam na cieplejsza pogode i wtedy rusze do ogrodu.
Serdecznie Ciebie pozdrawiam i zyczę pieknej wiosny!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Witaj, Bożeno, jak miło Cie zobaczyć choć raz na jakiś czas; murarki to pożyteczne stworzonka, nie ma z nimi kłopotu, ot! trochę trzcinek dostarczyć; pozdrawiam.

Dorota, to są najlepsze wieści, jakie mogą być:-) wysiałam też małe papryczki ozdobne, takie do doniczki, zobaczymy, co z tego wyjdzie, bo małe jakieś; myślałam, że dziś wyjdę do ogrodu skończyć przycinanie, ale jakoś zimno bardzo, zaraz w kominie rozpalę; pozdrawiam Was.

Amelia, z sadzonkami pewnie za wcześnie wystartowałam, ale może uda im się przetrwać; na razie zimno jak licho, przejmująco wręcz, bo człowiek już do wyższych temperatur się przyzwyczaił, a tu ziąbem ciągnie ze wschodu; i ja czekam ciepła; pozdrawiam.

Krzysiek z legnicy pisze...

A ze się dołączę to i po gratuluję pszczółek.sam zaczynam przygodę z murarkami i czytam wszystko co z nimi związane i tak trafiłem w to miłe miejsce. Pozdrawiam i Wszystkiego dobrego na Wielkanoc. Krzysiek z legnicy