niedziela, 12 lipca 2015

Pogórze w kwietnej przesłonie ...

Żeby tylko zdążyć ... żeby tylko zdążyć ... takie myśli kołatały mi po głowie, kiedy pędziliśmy do chatki, prosto w chmury kłębiące się przed nami, a błyskawice rozświetlały horyzont. Nie wyglądało to dobrze, zdążyłam tylko zamknąć tunel foliowy, żeby nie odfrunął, a walnęła w nas fala uderzeniowa nawałnicy ... w tym momencie runęła śliwka węgierka, obciążona owocami ... o kilka centymetrów od pieca chlebowego, i zawisła na sąsiedniej dzikiej gruszy. Kiedy minęło główne uderzenie, a deszcz odrobinę przestał padać, mąż przyciął konary śliwki, żeby bezpiecznie wylądowała na ziemi, nie czyniąc szkody. Potem sobie tak spokojnie szemrał deszczyk długo w noc, ale trochę za krótko ... po wysuszających upałach ziemia potrzebuje więcej wody.


Derkaczowe łąki pogórzańskie jeszcze miękko falują, puszyste i kwietne. Jak patrzę na nie z naszej strony, widzę delikatne odcienie, wzajemnie przenikające się, z przewagą delikatnych różowości, a to białe ... może przymiotno, bo nie podejrzewam, że jakieś dzikie kminy czy pietruszkopodobne tak zakwitły ...


Sąsiedzka łąka stała się dla mnie tegorocznym objawieniem, a przyciągnęły mnie tam jakieś niebieszczące się kwiatki ... kiedy przedarłam się przez naszą, w trawach sięgających ramion, okazało się, że to łany dzikiej cykorii dają taki efekt ... a kiedy pochyliłam się niżej, zauważyłam wiele roślin z muraw kserotermicznych, które dane mi było poznać trochę wcześniej ...


Cóż, w końcu łąka leży w tym samym regionie, na podobnej wysokości, nawet wychodnie fliszu karpackiego znalazłam, a kiedyś myślałam, że to ruiny zabudowań ... miejscowi mówią, że to "łupek" ... oszałamiająco pachnie ziołami, rozgniecionymi moimi buciorami, pachnie ziemia po deszczu ...


Nasza łąka jest trochę bujniejsza, w końcu nie tak dawno było tu pole uprawne, ale już widzę oznaki "stepowienia", podobne rośliny ... a może były tu od zawsze?
Kiedyś pisałam, że odwiedziła mnie zielarka, która zbierała "cyntorię, na bóle brzucha" ... ale tutaj tego nie ma, rośnie tam wyżej, we wsi, i na Kopyśnie ... Grażyna-M oświeciła mnie, że chodzi o centurię, czyli ziele tysiącznika ... nic mi ta nazwa nie mówiła, nigdy nie widziałam tej rośliny, a chciałabym poznać. I chyba udało mi się, a wskazówką były te różowe kwiatki ...



... a to już znalezisko z naszej łąki ... jest, jest, i my mamy centurię ... proszę mnie upewnić, że się nie mylę ...


... wczoraj wypatrzyłam jeszcze kwiatki raczej białe, ale może dlatego, że były jeszcze w pąku.
Skoro zaczęłam z tą górnolotną "kwietną przesłoną", to może jeszcze parę zdjęć ...




W tym roku bardzo obficie owocują dzikie czereśnie, zresztą czy ja wiem, czy dzikie? kiedyś tu mieszkali ludzie, była wieś ... sama pamiętam z dzieciństwa, że tylko takie czereśnie jadało się, a nie te ogromne "mutanty" ...


... słodziutkie, pachnące kropelki, nie sposób przejść obojętnie obok naszej "emeryckiej" czereśni ... z gałązki prosto do gęby:-) a pod czereśnią kwitnące kozibrody ... tak otwierają się tylko rano ...


... To już czereśnie z sąsiedzkiej łąki ... prawie czarne, o innym smaku, słodkie, a lekko gorzkawe, za to bardziej soczyste ... ptaki mają używanie, i my.


Kręcimy jeszcze miód, tym razem o innym aromacie, bardziej lipowym, ale jednak nadal ciemnym, czyli z domieszką spadzi ... zresztą czego tam nie ma, pewnie nektar z wszystkich kwiatów, pokazanych wyżej, bo pszczoły spotykam na łące w ogromnej ilości.
Dziś rano była świetna widoczność, pasma górskie doskonale widoczne daleko, po drugiej stronie granicy ... patrzyliśmy ze wzgórza kalwaryjskiego ...


... a wracaliśmy naszą ulubioną drogą przez Wiar ... zmiany, zmiany, zmiany:-(


No i przedmiot mojego niezmiernego zadowolenia ... w zachodzącym słońcu obejście zyskuje inny wymiar ... ale bramy dalej nie ma:-)


A co na niwie warzywniczej? po upałach nie znalazłam zielonych łętów w ziemniakach, wszystkie uschły, nawet nie pomogło kropienie drożdżami ... musi grzybowe je pokonały.
Za to pomidory mają się bardzo dobrze, ogórki też, tylko rosną słabiej, bo noce zimne ... dziś było tylko +8 stopni. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem jest papryka ... pod osłoną z agrowłókniny rośnie doskonale, kwitnie obficie, i od biedy już można używać np. strąków cayenne ... śmiem twierdzić, że rośnie ładniej od tej w tunelu.


Natomiast "spałowany" przez jelonka dereń schnie ... poczekamy do wiosny, może coś odbije poniżej ogołoconego z kory pnia.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione słowo, bywajcie w zdrowiu, pa!


29 komentarzy:

Beata Bartoszewicz pisze...

A to się działo! Dobrze, że udało się Wam umknąć nawałnicy, tylko śliwki żal. Kolejna strata po smakowitym dla jelonka dereniu :( Czereśnie smakowicie wyglądają, bo widać, że nie sztuczne jakieś. Dasz wiarę Mario, że ja pierwszy raz czereśnie z drzewa jadałam mając 36 lat :( Na wczasach w Wildze zresztą.

Odwazjemniając życzenia moc serdeczności wysyłam do Ciebie :)

ankaskakanka pisze...

Mario, będę miała podobny płot na działce. Za murem, po drugiej stronie, mam uprawy rolne i łąkę, brakuje tylko gór. Wyobrażam sobie, jak na żywo jest u Ciebie pięknie.

Anna Kruczkowska pisze...

O tak, ziemia potrzebuje wody. Ponoć wody w gierczyńskiej studni ledwo co, jeszcze jej nie widziałam, bo w środę powinnam w Gierczynie się obudzić. I na dzikie czereśnie też czekam- na razie mam wiadomość, ze te na drzewku przy domu, uprawne już na mnie czekają gotowe do zebrania i przetworzenia na dżem. A dopiero potem będę po miedzach skakać za dziczkami.

Zofijanna pisze...

Byłam dzisiaj na wsi i znalazłam łany centurii. Ona jest taka - czasem ciemniejsza, czasem jaśniejsza, jak na Twoich zdjęciach. W sam raz na Nalewkę Lwowską mojej znajomej Niny.Też napstrykałam mnóstwo zdjęć z jej udziałem. Ależ jej tam było!!! Kwitło też oregano, ale cykorii tutaj nie ma. Za to w ogrodzie mnóstwo trzmieli i pszczół oblatuje lawendę, mikołajki, krwawnice, czosnki główkowe, ogórki, jeżówki. Te drobne czosnki rosną też na murawach ks.- myślę, że to coś dla Ciebie, podobnie mikołajki - wspaniałe pożytki dla pszczół.
Nic tak nie smakuje, jak czereśnie !!!!
Serdeczności

grazyna pisze...

Nic tak nie smakuje jak czeresnie, zgadzam sie, zajadam sie nimi poki sa....cykorie bardzo mi sie podobaja, lubie ich niebieski kolor, pieknie wygladaja na obrzezach drog! Plot bardzo mi sie podoba! dalej i ciagle sie zachwycam Twoim otoczeniem! pozdrawiam serdecznie

Agata Zinkiewicz pisze...

Ach te czereśnie;) dokładnie wsio potrzebuje wody i ciepełka,napewno wszystko bedzie rosło;) pozdrawiam serdecznie

Bazylia pisze...

Mam czereśnie i te czerwone i te czarne - wiem o czym piszesz... Pysznie jest stanąć sobie pod drzewem i ciach, prosto do pyska:)
Szkoda węgierki. A za lasem i za górą bez nawałnicy na szczęście, za to deszczu trochę spadło.
Pozdrowienia Mario:)

Barbara Wójcik pisze...

Piękne te Wasze łąki i takie dziewicze...

Nasza Polana pisze...

uprawy do pozazdroszczenia bo u nas raczej rachitycznie. Ale przyjdzie i czas na nasze plony, śmiem nieśmiało wierzyć. Ściskamy Was mocno.

Ania pisze...

Centurii nigdzie tu nie widziałam, nostrzyka u nas tez nie ma ( to też bardzo cenne ziółko) ale za pozostałe sa w duzych ilościach. Moja węgierka nie ma ani jednego owocu ( u sąsiadów podobnie) - chyba za wczesnie zakwitły, pszczół jeszcze nie było. Twojej tym bardziej szkoda ! Łąki piękne, u mnie tez takie różowe i mięciutkie. Ale wody ciągle mało, choć trochę pada. Uściski !

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

Też ostatnio starałam się zdążyć przed burzą, kiedy wieczorem spacerowałam z psami - nie udało się. Biegłam jak szalona pod dom, psy zamknęłam w samochodzie, żeby nie czekały na miski w deszczu, a jak mąż mnie zobaczył to tylko bez słowa podał ręcznik :)
U nas też pełno w tym roku owoców na zdziczałych czereśniach i wiśniach. Na pewno były sadzone przez ludzi bo rosną w naszym sadzie, ale też wzdłuż drogi na Wonne Wzgórze. Najfajniejsze jest w nich to, że można je zbierać od razu wydrylowane. Kiedy pociągnie się za dojrzały owoc to w ręce zostaje okrągła czerwona kuleczka, a ogonek i pestka dalej wisi na drzewie :)
Współczuję tego asfaltu, mam tak daleko do Ciebie, a i tak zakuło mnie w sercu jak to zobaczyłam. U nas boli mnie nawet każdy nowy dom postawiony w okolicy, nie mówiąc już o asfalcie na pięknych starych drogach. Raz nawet napisałam na blogu, że żal mi takiej kamiennej drogi, bo są plany żeby położyć tam asfalt i zostałam ofiarą "hejtu", hehe. No cóż nic nie poradzimy na te zmiany, a kiedyś ludzie zrozumieją i będą żałować...
Płotek cudny - zazdroszczę!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Beata, obawiałam się, że sławojkę nam rozwali:-) tak, śliwka to stara węgierka, obciążona zielonymi owocami ponad miarę; kiedy jest taki urodzaj, często łamią się gałęzie, tutaj nawałnica pomogła całemu drzewu; jelonkowi wybaczam:-) oj, kochana, bo Ty jesteś miastowe stworzenie, skąd byś wzięła czereśnie z drzewa w środku miasta, na prowincję trzeba:-) pozdrawiam.

Ania, chwyciła Cię własna ziemia na całego, widzę; ale cieszą efekty, prawda? płot na takie miejsca niereprezentacyjne jedyny, właśnie taki siermiężny; no cóż, góry musisz sobie wyobrazić za swoim płotem:-) pozdrawiam.

Ania K, a dziś siąpi u nas spokojnie, cieszę się, bo wody w studni też ubyło; mam zamiar zerwać trochę czereśni, mówią, że pierogi z nich bardzo dobre:-) pozdrawiam i miłego pobytu Pod Orzechem.

Zofijanko, pierwszy raz w życiu zobaczyłam centurię, i mam zamiar zebrać jej garstkę, właśnie na potrzeby nalewkowe, bo już byłam u Ciebie i doczytałam przepis od pani Niny; są jakieś czosnki u nas, nawet z braku ogrodowego zdarzało mi się wiosną używać jego zielonych piórek; właśnie przyjechał syn na urlop, więc kręcę się trochę wokół kuchni; pozdrawiam.

Grażyna, nie zawsze mają owoce, albo bardzo mało, że nie dosięgnę do nich, a w tym roku mnóstwo, tak samo jak śliwki węgierki; za to jabłonie mają przestój, rok odpoczynku; cykorie są takie skromniutkie przez tę swoją modrość, jak niebo, oznaczają środek lata; pozdrawiam.

Agata, dziś u nas pada, mam nadzieję, że ogórki ruszą w końcu ze wzrostem; kwitną obficie, mają nawiązanych mnóstwo małych ogórków; pozdrawiam.

Bazylia, właśnie tak, czasami ułamię sobie gałązkę, bo wiem, że czereśnie lubią to, rozkrzewiają się potem bujniej; nasze węgierki są bardzo stare, pnie często spróchniałe, że dziwię się, jakim cudem one jeszcze żyją i rodzą owoce; ale ciągną soki pod korą i wypuszczają młode odrosty, nie przekreślamy ich, no chyba, że powali je wichura, to na to wpływu już nie mamy; czasami złamana gałąź pozwoli jeszcze dojrzeć owocom, na wiosnę jednak nie odradza się; pozdrawiam.

Basia, piękne to one są, ale nie takie dziewicze ... skażone przez myśliwych, którzy przemierzają je dumnie z dubeltówkami na ramieniu; pozdrawiam.

Polanko, bo wszystko potrzebuje uwagi i ręki, a Wy jesteście zajęci budową; dopracujesz się własnego kompostu, dojdziesz do wprawy w dobieraniu roślin, bo niektóre to tylko strata czasu i pieniędzy, wszystko się wyklaruje po pewnym czasie; a myślę, że i obornikiem sąsiedzi wesprą ubogą, górską ziemię; pozdrowienia ślę.

Ania, jakam dumna, że na naszej łące zasiedliła się w końcu centuria, i udało mi się ją wypatrzeć; nostrzyki łanami rosną przy drogach, żółte i białe, właśnie kwitną; i pewnie jeszcze wiele innych ziół, których dopiero uczę się, bo mam ku temu stosowne książki; ale co zobaczyć i dotknąć w naturze, albo jak ktoś pokaże, to zupełnie inaczej, niż książkowa wiedza; nasze węgierki obficie rodzą raz na kilka lat, że z tych wyższych to zbieram, aż opadną, słodkie i pomarszczone; za to jabłonie odpoczywają; dziś popadało u nas, ale niezbyt dużo jak na zapotrzebowanie; pozdrawiam.

Natalia, dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy myślą podobnie ... pokręciliśmy się ostatnio po wzgórzu kalwaryjskim, tam było tak pięknie z kamiennymi drogami, współgrały doskonale ze starymi ścianami zabudowań gospodarczych, ogrodzeń, kaplic ... a teraz wszędzie asfalt, najmniejszy trakcik komunikacyjny zaasfaltowany, tak pięknie szło się starą aleją lipową na punkt widokowy ... też zalane na czarno; ciekawe, czy szlak pątniczy na stare grodzisko do pustelni Magdaleny też:-( koszmarny widok; pewnie co niektórzy odsądzą mnie od czci i wiary za to moje "zacofanie", ale cierniem mi ta nowa idea asfaltowania wszystkiego; pozdrawiam.

Stanisław Kucharzyk pisze...

Na tej nucie Mario gramy. Właśnie objadałem się dzikimi czereśniami (wiśnia ptasia) w dolinie Sanu. U nas na Pogórzu Strzyżowskim zwano je częściej trześniami, albo po prostu jagodami. Dlaczego jagodami przecież ta nazwa przynależeć raczej powinna borówkom?. Tyle, że w mich okolicach borówek nie ma i tak to trześnie jagodami zostały. Zresztą o jakich to jagodach mówią pogórskie piosneczki:
Czerwone jagody spadają do wody albo mniej przyzwoite
U naszego Pana starca obrosły mu watą...
...jagody koło wody naszej Kaśce dla wygody
:-)
To przecież o jagodach na trześniach nad wodą rosnących a nie borówkach.
Nie wiem jak Ty, ale ja już w dzieciństwie wypraktykowałem, że zawartość goryczki u różnych drzew jest bardzo różna. Z niektórych drzew słodkie jak miód, z innych gorzkie jak piołun. Faktycznie te ciemniejsze bywają bardziej gorzkie, ale nie jest to regułą. Ostatnio przyniosłem dzieciakom parę gałązek żeby smak mojego dzieciństwa popróbowały, ale akurat gorzkie się trafiły jak licho.

Dorota pisze...

Zapatrzyłam się w te dzikie rozmaitości, kolory, zapachy i brzęk zadowolonych pszczół. Ogrodzenie bardzo ładnie wpasowało się w otoczenie. Chciałabym trafić kiedyś na taką doskonałą widoczność na Pogórzu. Pozdrawiam :)

mania pisze...

Rzeczywiście, czereśnie smakują najlepiej prosto z drzewa, niechby nawet z "wkładem mięsnym " :)
A jak pieski przetrwały burzę? Florek ostatnio szczekał gdy grzmiało, niegdy mu się to dotąd nie zdarzało.
Piękne te łąki pogórzańskie, z przyjemnością poleżałabym w takiej pachnącej trawie :)
Dobrego tygodnia !

Małe radości pisze...

No proszę co za niespodzianka. Ostatnio chodząc po rumuńskich łąkach napotkałam łano tych pięknych różowych kwiatków. Zastanawiałam się i po necie szperałam co to może być za gatunek a tu proszę u Ciebie odpowiedz znalazłam że to Centuria jest pospolita. Niedość że piękna to jeszcze dobre zioło.
Pozdrawiam serdecznie- Iza
P.S tEN Wasz miodek to pyszny być musi!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Staszek, częściej słyszałam nazwę trześnie, od męża, a u nas to zawsze były czereśnie:-)subtelności pogórskich piosenek, i nie tylko ... to jest dopiero smaczek życia, czasami delikatnie zawoalowany, w zależności od okoliczności; dużo tych czereśni mamy tutaj do wyboru, bo i pod lasem, i u nas w sadzie ze trzy, i sąsiedzkie gałęzie zwieszają się, a praktycznie każda ma inny smak; trzeba było wpierw spróbować samemu:-) pozdrawiam.

Dorota, zajrzeliśmy wczoraj na chwilę do chatki, bo syn przyjechał na urlop, długo siedzieliśmy na tarasie, a cisza, że nigdzie takiej nie masz; kiedy wyjeżdżam z lasu i zagarniam wzrokiem całą tę krainę po horyzont, błogość mnie łapie w sercu, i radość, że tu jesteśmy; a ostrość krajobrazowa to najlepiej rano, choć i czasami pod wieczór też się zdarza, ciężko utrafić; dumna jestem z ogrodzenia, a jakże! pozdrawiam.

Mania, te "dzikuski" są akuratnie wolne od wkładu mięsnego, a zresztą kto by tam zaglądał do środka:-) na Misce burza nie robi żadnego wrażenia, natomiast Amik chowa się po najciemniejszych kątach, tym razem wcisnął się pod bambetel; na łąkach bardzo pachnąco, tyle ziół; i Tobie dobrego, pozdrawiam.

Iza, muszę sobie uzbierać garstkę tego ziela, bo pomocne bardzo, a oprócz tego odrobinę potrzebuję do nalewki lwowskiej:-) centurię zobaczyłam po raz pierwszy; pozdrawiam.

Mażena pisze...

Ładnie, ba pięknie tam jest u Ciebie! Natura Was rozpieszcza. Faktycznie gdyby tylko opady były bardziej zrównoważone...Serdecznie pozdrawiam.

Tomasz pisze...

Takie czereśnie jeszcze i w Beskidzie Niskim w lesie zjemy i jabłka. Na Pogórzu również. Też i z dzieciństwa pamiętam te czereśnie, są inne ale z chęcią jedliśmy, a węgierki szkoda, to z kolei moje ulubione śliwki. Dziadek mój wiele tych drzew miał w sadzie w swoim czasie ale 2 lata temu ostatnia padła.
Pozdrawiam

wkraj pisze...

Uwielbiam takie łąki i takie pamiętam z wielu letnich górskich wycieczek. Ostatnio rzadziej zarzucam plecak na ramiona, nogi tez jakby słabsze. Dlatego z przyjemnością zaglądam do Ciebie, gdzie życie toczy się jak dawniej.
Serdecznie pozdrawiam.

Dorota pisze...

Marysiu,kiedyś...na rajdzie z Radawy do ...gdzieś nad Lubaczówkę, dostałyśmy w łapki od kogoś do rozpoznania różowe ziółko.Wzięłam to do domu, WTEDY rozpoznałam i...zapomniałam.Fotografia przypomniała mi to zdarzenie i nazwę-centuria.A co do nalewek...spróbowałam wczoraj odrobinę nalewki z kaliny.Chyba z pół roku stoi,specyficzny odstraszający zapaszek jakby zanikł,już mam pewność że będę jesienią poszukiwać kaliny na nowy nastaw bo nalewka zacna.Pozdrowienia ślę serdeczne-Dorota /może nazwę się Dorota II?Hi/

Raals pisze...

Ha! Trześnie wcinałem dwa tygodnie temu przy starej drodze z Pacławia do Paportna. Były i gorzkie, były i słodkie. Jedne i drugie tak samo ręce i twarz sokiem brudziły,ale oprzeć się im było nie sposób...
A teraz jeszcze dwa tygodnie i hajda znowu na Pogórze, tym razem dłużej niż na kilka dni. Hurrrra!

kot w nutach pisze...

uśmiecham się :)

ciche marzenia...ciii... pisze...

Jak ja tesknilam za twoim pisaniem, można byłoby czytać bez końca, wszystko piękne, i cudowne. Pytanie z innej beczki , macie tam ślimaki takie ogromne ohydne bez skorupek, które opiera.....ogródek do zera...:) buziaczki

Krystynka w podróży pisze...

Uwielbiam kwiaty łąkowe za urodę i zapach. A jak jeszcze się dowiaduję jak się nazywają i jakie pożyteczne mają właściwości to już pełnia szczęścia.
A co z Wami Marysiu, długi wyjazd jak u mnie? Pozdrawiam upalnie.

Krystynka w podróży pisze...

Marysiu, niepokoję się troszeczkę, jakieś zmęczenie upałem? Brak mi Twoich zachwyceń :-)

Grażyna pisze...

Jakaś długa ta cisza... Też się niepokoję.
Serdeczności:)

Anulka Domowa pisze...

Zaglądam ,zaglądam .Szukałam nawet na odpuście kalwaryjskim
pozdrawiam
Ania

Emil pisze...

Bardzo dobry wpis a zdjęcia jakościowo są rewelacyjne. Dobra robota