wtorek, 7 lipca 2015

Tygodnik pogórzański czyli o kotku, gąsiorku i trutniach ...

To i dla mnie była wielce pocieszająca wiadomość. Kotek spod dębu ma wreszcie dom, przyjął go pod swój dach mieszkaniec sąsiedniej wsi, a wiadomość przekazała mi dziewczyna, której mąż kotka złapał i zawiózł do przyjaznych ludzi. Przy okazji wynikła zabawna sytuacja, bo po drugiej stronie drogi jest cmentarz, a kotek często tam przebywał. Osoby, odwiedzające groby bliskich, również przynosiły mu jedzenie, a szczególnie jedna pani, która jakby częściej tam przebywała ... Niech pan zostawi tego kotka, on ma tu być, my go karmimy ... Ale proszę pani, ja go zawożę do domu, będzie miał dach nad głową ... Niech go pan nie rusza, on ma tu być ... kobieta była nieustępliwa, ale gość nie patrząc na nic, złapał kota i zawiózł do ludzi. I mnie spadł kamień z serca, kot ma dom, nie martwię się w czasie burzy, co też tam biedaka robi, i najważniejsze, że są dobrzy ludzie. Ci sami przygarnęli też pieska, którego znowu ktoś podrzucił we wsi, małego rudaska ... piesek zaprzyjaźnił się na razie tylko z kotami, bo wzięli ich dwa, a do ludzi bardzo nieufny ... widziałam ostatnio to osobliwe towarzystwo, łaziły po podwórzu, łasząc się do siebie, koty i psiak.


W zeszłym tygodniu często przebywałam w okolicy pasieki. Widziałam go raz, drugi, i następny ... siedział spokojnie na gałęzi, a potem nurkował w gęstwę wylatujących pszczół i wracał z kolejną w dziobie. Oho, szkodnik, łapie pszczoły. Ptak ładny, z grubą krechą przez oko, kubraczek w rozbielony brązik, już wcześniej widziałam go przez okno, jak siedział samotnie na gałęzi głogu ...

zdjęcie z netu
Poszperałam w książkach, tak, to dzierzba gąsiorek.
Ptak nieco okrutny w swych praktykach łowieckich ...jego nazwa rodzajowa po łacinie to rzeźnik ... oto co mówi o nim wikipedia ...
Zjada owady (najchętniej chrząszcze i pasikoniki), rzadziej małe kręgowce jak nornice, myszy oraz drobne ptaki, często pisklęta ptaków śpiewających oraz małe gady.
Swojej zdobyczy szuka na ziemi albo czatuje na nią. Uważany za bezwzględnego drapieżnika (mimo niepozornego wyglądu zewnętrznego). Mniejsze zdobycze zjada od razu, większą (owady, jaszczurki, gryzonie) lub nadwyżkę pokarmu nabija na cierń krzewu (najchętniej tarniny) lub drzewa albo na kolec od drutu kolczastego, podobnie jak inne dzierzby, np. srokosz. Dzięki temu łatwiej mu przytrzymać zdobycz (ma słabe nogi) i rozczłonkować ją dziobem. Niezjedzone od razu ofiary tworzą zarazem rodzaj zapasów na dni, w trakcie których nie upoluje dostatecznie dużo zdobyczy[8][15][13]
W porównaniu do swoich dość niewielkich rozmiarów chwyta zaskakująco duże zdobycze, które czasami mogą być niewiele mniejsze od gąsiorka – ptak potrafi upolować żabę.
Mąż od razu skontaktował się z doświadczonymi pszczelarzami ... zalecenia były niekorzystne dla ptaka ... zlikwidować ... i tak myślę sobie, może jest jakiś sposób, żeby go zniechęcić ... płyty cd wieszają, żeby błyskiem i ruchem odstraszyć np. zające. Ja nie poszłam tak daleko, zawiesiliśmy kolorowe wstążki, może ruch i kolor zrobią dobrą robotę ...


Zachodziłam potem wiele razy w pobliże, głos ptaka słyszałam w zaroślach, ale bał się zalatywać pod ule ... może gdzieś dalej będzie polował na pojedyncze pszczoły, w końcu to natura, ale może nie będzie czynić spustoszenia tuż przy wylotce z ula.
Nie wiem, czy słyszeliście, ale wśród pszczelarzy krąży niepisany przesąd, że nie wolno obcego wpuszczać na teren pasieki. Przy okazji prac drogowych kręcił się w pobliżu jeden pracownik, coś tam gadał z mężem, oglądał, podglądał ... przy ostatnim przeglądzie okazało się, że w jednym ulu nie ma matki, bo nie ma czerwiu w komórkach, a w drugim, tym ze złapanym rojem, jest tylko czerw tzw. garbaty. To znaczy, że z niego wyjdą tylko trutnie, czyli ul bez szans rozwoju. I znowu telefon do przyjaciela pszczelarza... trzeba wytrzepać z ula wszystkie pszczoły, komórki trutowe wyciąć i wyrzucić, a następnie podać nową, unasiennioną matkę w klateczce, a pszczoły powrócą, tylko, że bez matki trutowej, tej poprzedniej, bo ona już nie potrafi wrócić do ula.
Prześcieradło przygotowane i działamy ...



Z daleka robiłam zdjęcia, pszczoły brzęczały rozwścieczone, ale już wyczuły matkę, zaczęły krążyć przy niej ... ul spakowany na nowo, z nową matką w środku, po niedzieli zobaczy się, czy przyjęła się i zaczyna czerwić. A swoją drogą, trzeba mieć żelazne nerwy, żeby przebywać wśród tego brzęczącego roju ...
Nie, nie podejrzewam, że wizyta obcego na pasiece spowodowała te zdarzenia. Tak się po prostu dzieje, to natura, a człowiek chyba nie wszystko jeszcze poznał.
Ubiegły tydzień był znojny.
Budowaliśmy popołudniami, po segmencie, płot, czyli przymierzanie, przycinanie desek, przykręcanie do słupka.


 Rankiem mąż jechał do pracy, a ja zabierałam się za swoją czyli malowanie powyższych impregnatem ... mozolna to robota. Inaczej maluje się gładkie powierzchnie, a inaczej, czyli gorzej, "kudłate" deski, znaczy nieheblowane. Ale jakoś dałam radę, i oto mamy płot, ale jeszcze bez bramy ...


Zobaczylibyście minę Miśki, jak zapędziła się "lewą" ścieżką, żeby obszczekać traktor, a przed nią ściana ... co się nakombinowała, żeby wydostać się, ale nie dała rady ... brama załatwi resztę.
W starej gruszy futrzasta wyściółka, myślałam, że to może popielice tak sobie urządziły gniazdo, ale nie, już podglądnęłam, bo ptaki przylatują karmić młode ... to sikorki.


Popielice też są, a jakże! urządzają nocne harce na poddaszu.
Przy okazji kopania rowów na naszej drodze drogowcy wykopali takiż ozdobny kamyczek i położyli w barwinku na poboczu. Nazywają go tutaj wapieniakiem, a to chyba trawertyn ...



Przetoczymy go z górki pod bramę i będzie ozdobnikiem na wjeździe. Ciężki jest, przy moim szczęściu żeby tylko nie przetoczył się po mojej stopie:-)
Na kamyczkach podjazdu, kiedy są z lekka wilgotne po porannej rosie, przysiada mieniak ... ależ to piękny motyl ... trochę niepozorny przy złożonych skrzydłach, ale jak je rozłoży, zachwycająco mieni się fioletem, zależy jak pada światło ...




I skończył mi się tydzień, bo sobotę spędziłam na rajdzie, który już Wam opisałam w poprzednim poście.
Dziękuję za odwiedziny, pozdrawiam serdecznie wszystkich, wszystkiego dobrego, pa!


20 komentarzy:

Beata Bartoszewicz pisze...

Jak zwykle podziwiam umiejętności pszczelarskie :) Pies, kot wiadomo, ale pszczółki tak zaopiekować - wyrazy najwyższego szacunku!

Dorota pisze...

A ja zrobiłam wg Twojego przepisu "warszawski świt".Nie dało się nie popróbować, zwłaszcza jak latorośl zjechała na odstresowanie przed obroną.Toż to delicje...Dziękuję i pozdrawiam serdecznie.Dorota

Rick Forrestal pisze...

Beautiful scenes.

Agata Zinkiewicz pisze...

Podziwiam prace z pszczołkami;)bardzo ryzykowne ale miod owszem uwielbiam;) pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Beata, mąż terminował cały sezon w zaprzyjaźnionej pasiece, ale i tak jeszcze się uczy; ja tylko kibicuję mu z daleka, przy miodzie pomagam i dokarmianiu, czasem wody doleję do poidełek; na resztę nie mam odwagi; pozdrawiam.

Dorota, to cieszę się, że smakowało, choć to nie mój patent; swojego "świtu"? jeszcze nie próbowałam, stoi na oknie; a wiesz, że z Andrzejem N. śpiewaliśmy na szlaku Gruzińską pieśń, opowiadał mi całą historię poznania tej piosenki, za Twoja sprawą, a zimą już nie przegapi koncertów Koryckiego-Żukowskiej; czy dziewczę już po obronie? i ja pozdrawiam Was.

Rick, taka pochwała z ust fotografa to zaszczyt; dziękuję i pozdrawiam.

Agata, to mąż zajmuje się pszczołami, ja tylko z daleka patrzę; za bardzo boję się, żeby zbliżyć się do nich, a one chyba to czują; tak, miodek też lubię, używam teraz do wszystkiego; pozdrawiam.

Grażyna-M. pisze...

Uroczy mieniak. Nigdy nie widziałam w naturze.
U Ciebie jak zwykle pracowicie i barwnie.
Dzierzba śliczna, ale nieco wystraszyły mnie zalecenia pszczelarzy, bo przecież na terenie Polski gatunek ten jest objęty ścisłą ochroną gatunkową.
Serdeczności :)

wkraj pisze...

Zmyślna ptaszyna, ale rzeczywiście szkodnik, szczególnie dla właścicieli uli. Pracowicie Wam mija czas, ale efekty chyba dają satysfakcję. Coś przegapiłem post o rajdzie, lubię takie wypady, to najlepsza odskocznia od codziennych trudów, chociaż czasem bywa równie wyczerpująca.
Pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Grażyna, pierwszy raz mieniaka zobaczyłam na Szczelińcu, na mokrych deskach podestu, a potem zaczęłam go zauważać u nas, ale w pobliżu potoku; tym razu kręci się koło chatki, raz nawet wynosiłam go spod foliaka; czasami nawet słychać jak leci, delikatny szelest skrzydeł, bo jest duży; nie, nie, nie zasadzalibyśmy się na gąsiorka w życiu, przecież na pszczoły polują i sikorki, i dzięcioły, a może jeszcze inne ptaki, tylko my tego nie widzimy; pozdrawiam.

Wkraju, w dzieciństwie, kiedy pracowaliśmy w polu, na jednej miedzy rosła dzika grusza, z kolcami; widziałam tam taką "okrutną" spiżarnię, tylko wtedy nie zastanawiałam się nad tym, że to ptak robi takie zapasy; rajd wyśmienity, okupiony litrami potu, ale nic to, warto było:-) pozdrawiam.

Olga Jawor pisze...

Płotem Waszym się z mezem zachwycamy. Zawsze nam sie takie płoty podobały!Pieknie komponują sie z półdzikim otoczeniem. Zasłaniaja, co trzeba i są tak wspaniale naturalne.
Ptaszek, który swe ofiary nabija na kolec - przerażający troch, ale i godzien podziwu za swój spryt.Oby zostawił w spokoju wasze pszczoły.
Dzisiaj chyba ostatni dzień upałów. Oby, bo już prawie wszystko zaczyna żółknąc.W lesie grzyby tylko pojedyncze i robaczywe. Czekamy na wysyp prawdziwków i kozaków. W zeszłym roku o tej porze mielismy cudowne grzybobrania.
Pozdrawiam Cie serdecznie, Marysiu!:-))

Dorota pisze...

Marysiu,moja zasługa przy Gruzińskiej Pieśni żadna, ot-podrzuciłam Andrzejowi N temat, z komentarzem że "piękna". Większa zasługa Andrzejowej wrażliwości i interpretacji, których jestem wielbicielką.Latorośl broni się 9 lipca-jutro, o 9.30.Poproszę o kciuki,hi.A Korycki i Żukowska....ech....duszoszczipatielnyje...może kiedyś gdzieś w pobliżu będą?Może do Was się podczepię?A, mam jeszcze znajomych, który jeżdżą za taką piosenką, o ile im codzienność pozwala.Może kiedyś wszyscy?wspólnie?A płot deskowy jest piękny...

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Olu, samiśmy też zadowoleni z tego płotu, w końcu inny tu nie za bardzo pasuje, a najważniejsze, że wyłapią psy i zaznaczą granice naszego prywatnego świata dla obcych; czekam też na ochłodzenie, bo przed nami jeszcze roboty murarskie, i kopanie w ziemi trochę, przed przyjściem budowlańców do postawienia szkieletu pokoiku nad piwnicą; za ciepło na zdrowe grzyby, teraz to chyba zarodniki albo i grzybnia od razu robaczywe:-) pozdrawiam i ja.

Dorota, to wszystko prawda, co piszesz, gadaliśmy długo na tematy muzyczne, rodzaje piosenek, podśpiewywaliśmy co niektóre, idąc sobie w ogonie; 9 lipca to bardzo dobra data:-) i dla nas też, bo 32 lata temu ślubowaliśmy sobie i tyleż wytrwaliśmy u swego boku, więc myślę, że i Latorośli przyniesie szczęśliwe zakończenie lat nauki, czego mocno życzę; bądź dobrej myśli, Doroto, i do miłego zobaczenia, może na jakimś koncerciku "łagodnej krainy"; pozdrawiam Was.

Stanisław Kucharzyk pisze...

Darujcie życie dzierzbie proszę...
Wapieniak to nie trawertyn, ale otoczak prawdziwego wapienia jurajskiego zwanego sztramberskim - egzotyk w warstwach fliszowych.

Dorota pisze...

Marysiu, znalazłam ciekawego wykonawcę,nazywa się Jacek Beszczyński,jest z Torunia.Ciekawie interpretuje.Choć przyznam że "prowadzę prace" nad tym by posłuchać naszego Andrzeja.Coś wspominał o tym by przyjechać do niego...mam w związku z tym pewien plan...Serdeczności w kierunku ukwieconych łąk przesyłam.

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

Jestem przekonana, że pszczoły to istoty, których nie mogłabym hodować. Nie przeszkadzają mi owady do momentu w którym pojawia się ich bardzo dużo. Wtedy panikuję i nie muszą to być zaraz pszczoły czy szerszenie, wystarczą mi mrówki, lub komary.
Ptaszek rzeczywiście rzeźnik, Drakula co nabija na pal ofiary, jednak cieszę się, że został po prostu odstraszony, a nie zlikwidowany.
Pozdrawiam ciepło!

Mariusz Obszarny pisze...

Mario, trudniłaś się może kiedyś wyrobem wina z czereśni? Wyjątkowo obrodziły w tym roku, można by je spożytkować w zacnym celu... ;

Gąsiorek to faktycznie wyrafinowany zabójca, oto fotka z zeszłego tygodnia: http://www.fotkaplus.pl/di/3ZL0/-dsc0042.jpg Czasem można natknąć się na coś większego, np. myszy, czy duże świerszcze.

pozdrawiam

Barbara Wójcik pisze...

Piękny tydzień, piękna praca, zgodnie z naturą i wiem, jak na cieszy...

Anthony Garden pisze...

Mnie też wkrótce czeka takie malowanie. Motyl jak z bajki :)

Ania z Siedliska pisze...

Z tym obcym w pasiece, co ro złe czyni, to oczywiście bzdura. masz racje - natura ma swoje prawa i tak sie czasem po prostu dzieje. Widywałam myszy nabite na ostre gałązki polnych grusz i długo zachodziłam w głowę, kto zacz to uczynił. Gdy sprawcy pojawili się w pobliżu domu, znalazłam ich w atlasie i przeczytałam o zwyczajach. Nie na prózno maja złodziejska opaskę na oczach :-). Zawsze podobały mi się takie płoty. I sarenki już nie będą Wam drzewek ogryzać !
Uściski !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Staszek, i widzisz, jaką propagandę sieję, mężowi memu też nachwaliłam się, że to trawertyn, bo przecież JA WIEM:-) dobrze, że ktoś koryguje te moje głupoty:-) bądź bardzo spokojny o dzierzbę, w życiu nie zrobilibyśmy jej krzywdy, masz NASZE słowo; kolorowe wstążki robią dobrą robotę, słyszę gąsiorka w pobliskich krzakach, widzę również w oblotach, ale do pasieki nie zbliża się, znaczy pomogło:-) a wiesz, że mamy gładziutką drogę do nas? nie bywasz już na Pogórzu? i herbatka czeka; pozdrawiam.

Dorota, nie znam utworów Jacka Beszczyńskiego, ale za chwilkę coś poszukam; a może znam, tylko nie wiem, że znam:-) ho, ho! czyżby szykowało się spotkanie Z krainy łagodności na Pogórzu Dynowskim? a jak poszło Latorośli? pozdrawiam.

Natalia, to tak jak ja, mogę tylko obserwować z daleka; chociaż ostatnio pracowaliśmy przy miodzie, pszczół trochę przyleciało na taras chatki, i ... jakoś mniej histerycznie reagowałam na ich obecność; nie, nigdy nie zasadzalibyśmy się na ptaka tylko dlatego, że podjada pszczoły, bądź spokojna, a wstążki skutecznie go odstraszyły; pozdrawiam.

Mariusz, nie robiłam takiego wina, ale myślę, że można czereśnie doskonale wykorzystać do tego celu, i są słodziutkie; poszukaj jakiegoś przepisu na forum winiarzy; ewentualnie po fermentacji można to wino zabarwić jakimś mocniejszym dodatkiem, np. czarnym bzem albo porzeczką; tak, widziałam kiedyś myszy na dzikiej gruszy, ale niech mu tam ... niech żyje; pozdrawiam.

Basia, sama jestem zadowolona z efektów, to bardzo cieszy; pozdrawiam.

A.Garden, ja też pewnie zrobię powtórkę malowania, bo deski schną, pękają i powstają białe rysy, albo przynajmniej poprawki; mieniak, tak, mnie też zauroczył; pozdrawiam.

Ania, no przecież:-) opaska na oczach gąsiorka, ależ ładnie to ujęłaś:-) oj! płot tylko od drogi na razie, na boki i tył na razie materiału brak, to w późniejszym terminie; a jelonek już zniszczył derenia jadalnego, posadzonego wiosną, schnie; mam nadzieję, że odbije poniżej obdartej kory wiosną; pozdrawiam.

Dorota pisze...

Mario tyle się u Ciebie dzieje ciekawostek, to wspaniale, że potrafisz to dostrzec i przekazać w miłej dla oka formie.