wtorek, 3 maja 2016

7x4,5 ... czyli o tym, jak spotkała się różdżka z rzeczywistością ...

Może przypominacie sobie, jak niedawno pisałam o różdżkarzu, który przyjechał do nas, na Pogórze, poszukać wody, najlepiej przy studni,  ... czary-mary-rozdzkarskie ...
No i stało się, firma studniarska zajechała ze sprzętem i zaczęło się wiercenie ...





Długie rury zagłębiają się w ziemię, na początku lekko, bo gliniaście, a potem zaczyna zgrzytać skała. Szef co i jakiś czas wyciąga ręką z błota urobek, płucze go jak poszukiwacz złota na sitku, a potem dokładnie ogląda ...


I następna, i następna ... liczyliśmy na źródło na 10 metrach, a oni dalej wiercą ... włożyli tych rur do ziemi 7 sztuk, każda po 4 i pół metra długości ... a my nad nimi jak kat nad ofiarą ... no i co? jest woda? ... ja do tego z aparatem w ręku, żeby uwiecznić tę wiekopomną chwilę, bo tak sobie wyobrażałam, że jak walnie z tego otworu wodą:-)
Nic nam nie mówili, patrzyli po sobie tylko ... potem wyjęli to ogromne wiertło, a zaczęli wkładać plastikowe rury jako osłony, coś tam przeszkadzało, jakiś pewnie obsunięty kamień, to i musieli panowie dowiercać jeszcze raz ... znowu rury, teraz wchodziły bez oporu.


Przyszła chwila na prawdę, czyli pompowanie wody z odwiertu, tej użytej do płuczki, a więc praktycznie rzadkiego błocka, a pan Józio z gwizdkiem na lince bada, gdzie ustabilizuje się poziom wody ... o ile ona tam jest ...
Wypompowywanie idzie szybko, tak samo szybko opuszcza się ten gwizdek na sznurku ... woda opada ... 15m ... 20m ... panie Józiu, olaboga, zatrzymaj pan ten gwizdek ... boli mnie żołądek z nerwów, zacisnął się w supeł ... po co mi wodotrysk, żeby tylko woda była ... 25m ... 26m ...........
stanęło, woda przestała opadać, a nawet zaczęła przybierać ... jest woda, jest woda, jest woda ....


To teraz wypompowywanie odwiertu z zabrudzonej wody, panowie już noszą żwirek do obsypki ... przykładam ucho do rury, słyszę, jak gdzieś w tej czeluści piekielnej szumi woda ... tyle wody się leje, a dla mnie, która do tej pory liczyła się z każdą kroplą, to czyste marnotrawstwo ... ale wylać brudną wodę trzeba. Na następny dzień chlorowanie, i znowu wylewanie wody ... zostałam na straży sprzętu studniarskiego, mąż wyjechał do domu, a ja miałam rano tylko włączyć wtyczkę do prądu ...
Chodziłam od 5 rano i sprawdzałam, czy leje się woda ... poszłam koło 7 ... matko kochana, nie leje się, wody zabrakło, kolana ugięły się pode mną ... szybko wyłączyłam prąd, co tam szybko! i tak już pewnie pompa zatarła się ... wody nie ma, pompa zepsuta ...
Dzwonię w tej czarnej rozpaczy do męża i prawie płacząc zdaję relację ... spokojnie, spokojnie, idź zobacz pod to wiadro, tam może być wyłącznik czasowy ...
I to było to! trafiłam po prostu na przerwę w pracy pompy ... odłączyłam wyłącznik, i jest, leje się znowu ...
Było nerwowo, naprawdę, i przy wierceniu martwiłam się, i przy wylewaniu wody, a potem jeszcze i to:-)


Odwiert ma głębokość ponad 30m, na 10m ani śladu źródła, a miało być wedle zapewnień różdżkarza ... woda dziś ustabilizowała się na 24m,
Już jesteśmy przyłączeni do istniejącej sieci, tej ze starej studni, a z kranów płynie "nowa" woda:-)
W nagrodę poszliśmy "wyparować nerwy" na Skałę Machunika, ale o tym napiszę następnym razem:-)


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, dobre słowo, dobrej wiosny Wam życzę, pa!


Bazylio, ta sama firma kręciła u nas studnię, co u Ciebie, jakoś tak nam się zgadało:-)
a pan Józio jest the best:-)



22 komentarze:

agatek pisze...

Super, że jest :))) Pozdrawiam

Pellegrina pisze...

Najważniejsze, że już jest. I wiesz Mario, mówią, że im głębiej tym bardziej czysta.

ekolandia pisze...

Oo, studnia, też bym chciała (a nie tylko szambo ;)
A woda ma lecieć cały czas? Jeszcze nie ogarniam tej koncepcji.

Agata Zinkiewicz pisze...

Super że woda juz jest :-)

ankaskakanka pisze...

To takie auto musi wjechać na posesję?. My mamy zamkniętą działkę, a jesteśmy umówieni z panem od studni. Załamałam się....

Mażena pisze...

Człowiek i natura ile niepewności a ile radości!

Anna Kruczkowska pisze...

O matko, tyle nerwów! To może niech już mój Ślubny wody w Gierczynie nie szuka?Przecież studnię mamy ;) A swoją drogą ciekawa jestem, co mu fachowcy powiedzą

Gosianka Wrocławianka pisze...

Ale akcja!!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agatek, i my cieszymy się bardzo; pozdrawiam.

Krystynko, tak, kolejny etap za nami; a tak nawiasem mówiąc, ciekawa jestem, w jakim "wieku" jest ta woda, zanim zamknęły się nad nią warstwy skalne:-) pozdrawiam.

Eko, długo dojrzewaliśmy do tej decyzji, bo to dosyć kosztowna inwestycja:-) nie, woda tylko była wypompowywana dla oczyszczenia z drobinek zmielonej przez wiertło skały, była mlecznego koloru, a potem z chloru, teraz ujęta już jest w rury i płynie tylko z kranu:-) pozdrawiam.

Agata, czekaliśmy, czekaliśmy, aż się doczekaliśmy:-) nie chciałam kolejnego lata bez wody; pozdrawiam.

Ania, może będziecie mieć studnię kopaną, a zresztą ogrodzenie zawsze można delikatnie rozebrać; tak, wiertnica musi zajechać przy głębinówce, bo jak inaczej:-) pozdrawiam.

Mażena, emocje były jak rzadko:-) wbrew pozorom, to nie tylko maszyna wykonuje pracę, ludzie też ciężko pracują, żal mi ich było, gdyby odwiert okazał się pusty, tyle pracy na darmo; ale i takie sytuacje zdarzają się; pozdrawiam.

Ania, no widzisz, jaka akcja:-) jeśli macie studnię, wody wystarcza ... my musieliśmy, bo z roku na rok było coraz gorzej, a wodę do celów spożywczych i tak woziliśmy z domu; myślę, że napiszesz o poszukiwaniach wody, ciekawa jestem, temat ciągle żywy:-) pozdrawiam.

Gosia, tyle mnie to nerwów kosztowało, ale nic to, najważniejsze, że jest:-) pozdrawiam.

Bazylia pisze...

Mario, gratuluję wody! Bardzo dokładnie znam te wszystkie emocje - tak samo wyglądało to u nas w tamtym roku. Z tym, że ekipa (ta sama zresztą, co u Ciebie) przyjechała z informacją, że trzy wcześniejsze odwierty, również wskazane przez różdżkarza, były suche... A po wszystkim, też bolało mnie serce na te tysiące litrów czyszczenia i wylewania wody w pole...
Łączę się:)

Bazylia pisze...

P.S. Nie doczytałam tego ostatniego zdania pod jabłonką:) Malutkie to nasze Podkarpacie:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Bazylio, tak mnie tknęło, że oni również mogli być u Ciebie, a już zapytanie o kopułę ze słomy rozwiało wszelkie wątpliwości:-) różdżkarz ponoć za dużo bierze na siebie poszukiwań dziennie, traci "moc", więc coraz częściej zdarzają się nietrafione miejsca; bardzo lubię słuchać podobnych opowieści, o wierceniach, o nadmiarze wody, problemach czyli życie:-) pewnie działałam im trochę na nerwy tym wypytywaniem, ale w końcu moja inwestycja, nie? pozdrawiam.

Sąsiad pisze...

Ech fajnie. U nas woda podobno na 45 metrach się zaczyna. Przy 30 już zgoda z powiatu... podatki... sratki... i cała dopłata gminna (a tak mamy takową) pójdzie "w piach", znaczy w skałę :). Ale... jak się nie poprawi do lata (a nie poprawia się ni cholery) to czas będzie szukać wiertarki. Niech Wam się leje zdrowo! PozdroWo ! S.

Beata Bartoszewicz pisze...

Woda jest najważniejsza ! Super, że jest, choć nie na 10 metrach ;)

Serdeczności posyłam :)))

Bylinowy Pan pisze...

Zastanawiam się po co chloruje się wodę ze studni głębinowej ? Z kranu to zrozumiałe.
U nas nie chlorowali wody ze studni głębinowej. Nie rozumiem tego- oświeć mnie Marysiu ?

grazyna pisze...

Ale emocje!! ja sie emocjonowalam czytajac Twoj wpis a co dopiero Wy!! ale juz szczesliwie macie wode! ciesze sie!

Aleksandra pisze...

Woda, to cenna rzecz. Dobrze, że udało się, chociaż fakt głęboko. Pozdrawiam

mania pisze...

Maryniu, piszesz opowieści z dreszczykiem :)

colorado2811 pisze...

Tak bardzo dobrze pamiętam wszystkie perypetie i niedogodności związane z brakiem wody, "zamulaniem" studni, a zatem i hydroforu, filtrowaniem tego "błota" przez kilkaktrotnie złożony ręcznik i gotowaniem, żeby umyć siebie i dzieci. Noszeniem wiadrami na zupę i herbatę od sąsiadów, którzy mieli lepsza studnię.

Więc tym bardziej cieszę się razem z Tobą, że się udało!

Bozena pisze...

Marysiu! Znam ten ból; wiercenie studni i różdżka. Jak sięgam do postów historycznych na moim blogu, to wiercenie, napięcie, nieudane odwierty , i to 10, 15, 30,40 metrów i nic, a później w okolicy 50- ciu i... Jest! Później zepsuta pompa itp. Tak podobne emocje , rozczarowania i euforia! Zyczę , aby płynęła i płynęła, zawsze, gdy będzie potrzebna. uściski:))

ankaskakanka pisze...

Niepotrzebnie panikuję. Płot jest łatwo do rozebrania, a mam zapewnienie, ze zniszczone zostanie metr z każdej strony rusztowania.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Sąsiedzie, u was odwierty są o wiele tańsze, jak patrzyłam na ogłoszenia, u nas x2 i jeszcze troszkę, nie wiem dlaczego, może chodzi o te dopłaty gminne?
jeszcze do mnie za bardzo nie dochodzi, że jest woda, dużo wody, a zbiornik 1000-litrowy do podlewania pod folią napełnia się tak szybko, po staremu oszczędzam:-) pozdrawiam.

Beata, mam tę świadomość, że choćby lato było suche, nie będę musiała już z beczkami jeździć do Wiaru, prawie codzienny obowiązek; już darowałam różdżkarzowi te 10m:-) pozdrawiam.

Aniu, no ba! ażebym ja wiedziała, po co? płukanie odwiertu szło wodą przywiezioną z Wiaru, dostało się tam też pewnie sporo nawierzchniowej gliny, może tak zapobiegawczo:-) pozdrawiam.

Grażyno, przeżycie tego wiercenia studni było bardzo emocjonujące, a także wielka niewiadoma, jak dla nas:-) mamy wodę, to najważniejsze, nie trzeba wozić beczułki z wodą spożywczą, sprawdzać co jakiś czas poziomu wody w studni, żeby pompy nie spalić, a ten zmieniał się bardzo szybko, no i czuję się bezpieczna na czas suszy, tfu! tfu! 3x przez lewe ramie, żeby nie zapeszyć:-) pozdrawiam.

Aleksandro, dla kogoś, kto odkręci kran i woda leci bez żadnego zachodu, i nigdy jej nie brakowało, to może i dziwne, że tak nas to raduje, ale przeżyliśmy już kilka razy jej brak; masz rację, woda to dla nas skarb nieoceniony, niech już sobie będzie nawet tak głęboko:-) pozdrawiam.

Maniu, i to z jakim dreszczykiem:-) w pewnym momencie straciłam nadzieję, nic i nic; i co z tego, że nie płacimy za pusty odwiert, kiedy wody nie będzie, a ludzie tak się napracowali ... niebiosa okazały się łaskawe:-) pozdrawiam.

Iwonka, miałam to "szczęście"w czasach maleńkości dzieci korzystać z wody, noszonej ze studni sąsiadów, woda była, ale jakaś żelazista, więc wyobraź sobie te pieluchy, białe rzeczy po pewnym czasie:-) jak jest wodociąg, to człowiek bez zastanowienia odkręca kurek i ma się lać, nawet za bardzo nie myśli, że może tej wody zabraknąć; nasza stara studnia była bardzo niewydajna, bardzo słaby przybór wody, no i uzależniona od poziomu wód gruntowych, a ten sama wiesz, jaki był przez suche lata, więc radość nasza niezmierna, hej! pozdrawiam.

Bożena, bo i emocje pewnie takie same towarzyszą wszystkim, niezależnie od głębokości, i jedna myśl, żeby była:-) pompy "załatwiliśmy" dwie, trzecia chodziła, bo uważaliśmy na poziom wody, ta pierwsza spaliła się na amen, drugą udało się reanimować, i teraz jest w zapasie, jak gdyby co, nie daj Boże:-) dzięki i pozdrawiam.

Ania, a widzisz, nie taki diabeł straszny, dadzą sobie panowie studniarze radę, i zniszczeń nie narobią:-) pozdrawiam.