sobota, 6 sierpnia 2016

Ucichły derkacze ...

... wyprowadziły młode i już nie muszą wabić drugiej połowy swoim "krrek, krrek". Terkotały nocą, i w dzień, czasami zasnąć przeszkadzało:-)
Zaraz mi się przypomina, jak byłam ze znajomymi w dolinie Cisowej ... tam derkacze terkotały i na górze, i na dole, a niosło się z każdej strony ... koleżanka czatowała z aparatem, żeby nagrać ich głos, a co go włączyła, to derkacz przestawał nawoływać:-)


Teraz terkoczą na łąkach traktory, w upalne dni nawet koło 5-tej rano wyjeżdżają na koszenie, żeby trochę zdążyć przed gorącem. Za nimi kroczą stada bocianów, a zlatują się nie wiadomo skąd, bo przecież w naszej wioseczce nie ma ich tyle. Chyba, że to bezdomni kawalerowie, jeszcze bez pary, co to wałęsają się na nadbrzeżnych łąkach razem z czaplami, że ciężko rozpoznać, co bocian, a co czapla.


Ogromne areały zajmują trochę czasu, potrzeba paru dni, żeby skosić ... a potem już tylko posiwiała łąka ... znak, że lato nieuchronnie zmierza ku końcowi. Chodziłam po takich łąkach po naszej stronie potoku, a tam tyle różnych ziół, całe łany bukwicy, a owadów roje, przeważnie trzmieli ... te wszystkie cudności już pokoszone ...





Sąsiedzka łąka była skoszona najwcześniej,  teraz robię sobie wypady na różne zioła, których młodziutkie odrosty aż proszą o zebranie ... tu oregano ...


Czeka mnie jeszcze zbiór ziół z własnej grządki, już kwitnie hyzop ... obok cząber, bardzo mi pasuje do ziemniaków,  pokuszę się chyba o zrobienie swojej czubricy:-)


...  czas też na piołun ...

 ... a sporym zaskoczeniem jest mięta meksykańska, którą z ciekawości wysiałam ... myślałam, że to roślina jednoroczna, a tu okazuje się, że bylina, i jak ładnie kwitnie ... nazywają ją "kubańskie oregano":-)


Koszenie było i u nas, bo po ostatnich opadach trawa urosła znowu, machałam kosą spalinową przez dwa dni, też zaczynając pracę wcześnie, jeszcze po chłodzie. Niby nie ciężkie zajęcie, ale po skończeniu zawsze można było podkoszulek wykręcać, a na twarzy aż czuło się pod palcami kryształki soli:-)
Nie docięłam do końca trawy w sadzie, zostawiłam najkwietniejszy kawałek, tuż za pasieką, bo tam tak kolorowo, i tyle pszczół jeszcze polatuje ... Kiedy otwieram okno "widokowe", a wiaterek powiewa z zachodu, to wpada taki zapach siana, że sama już nie wiem, czy to moje tak pachnie, czy wiatr niesie aż zza potoku:-)


W pasiece pojawiły się "smerfowe" domki, jak to nazywam, takie śmieszne niebieskie maloty, jak zabawki ... tam mąż zrobił jakoweś odkłady, będzie zasiedlać nową rodziną wolny ul ... najpierw poprzekładał z innych uli ramki z czerwiem, z pszczołami, potem podał matkę, schładzał całe towarzystwo w piwnicy, a teraz czekamy na efekty, bo matka wyleciała w oblot, poszukać sobie trutnia:-)


To, że lato zmierza już ku jesieni, i trzeba powoli szykować się do zimy, świadczy o tym ta wielka kupa drzewa, gałęziówki ... czeka na pocięcie, a potem złożenie w każdym wolnym miejscu, na tarasie też ...


Dziś mam domowy dzień, młodzież wyjechała,  z przyjemnością oddaję się różnym zajęciom, a przede wszystkim kot Gucio zostaje w domu, nie zostawię go samego. Pochłodniało trochę, więc smażę konfitury z wiśni ... trochę czasu zajęło drylowanie ...


... powolutku, podgrzewam, odstawiam, tak przez dwa dni, niech nasączą się cukrem do szklistości, a potem postoją i tysiąc lat ... najwyżej scukrzeją:-)
W końcu nie jada się ich codziennie, tylko jako dodatek, np. do zupy "nic" albo budyniu, tyle słodyczy nie zaszkodzi.
Hm! może jakiś placek upiekę, szarlotkę dajmy na to, bo jeszcze jabłek "pomocowych" troszkę mam.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, za dobre słowo, bywajcie w zdrowiu, pa!


12 komentarzy:

Agata Zinkiewicz pisze...

Wpadłam z wizytą, widzę zmiany, pracy sporo,widoków że aż dech zapiera. Niegdyś moje marzenie mieszkać na wzgórzu, gdy Andzie oglądałam, tak i u Was pięknie. Też już szykowanie u nas opału na zimę i przetworów. Trochę męczące ale cóż, życie takie nasze ciekawe jest. Zimą martwić się nie trzeba, oby była łagodna, żeby jechać się dało, auta żyły:-) pozdrawiam i do usłyszenia :-)

Aleksandra pisze...

Z jaką przyjemnością czytam Twoje wpisy. Wyobrażam sobie ten widok, a przede wszystkim niemal czuję zapach niesiony z łąk. U nas też już widać zbliżającą się jesień. Kwiaty przekwitają jesienne zaczynają kwitnąć. Pozdrawiam

mania pisze...

Lato przewraca się już na drugi bok, u mnie na łąkach wrotycz się już złoci a i ranki jakby chłodniejsze. Ale za to jak pięknie będzie w Bieszczadach gdy buki zapłoną :)
Dobrej niedzieli, pozdrawiam serdecznie

Anna Kruczkowska pisze...

Ależ ziół wszelakich! Nic tylko zbierać! I te wiśnie muszą być pyszne!

Mażena pisze...

Powietrze już jakieś inne..niby lato a jednak wyraźnie jest inaczej...
Moje wiśnie już w słoikach...I świerszczy mniej i fruwających jeżyków...
Poznałam kobietę, które wykonuje zioła i kwiaty z pół i przenosi do swojego ogrodu i "przyjmują się". Widziałam chabry w starych kaloszach ( oczywiściebez podeszew) bo nie ma gdzie wyrzucić gumy...aby korzystać z natury a nie szkodzić...

Mażena pisze...

Powietrze już jakieś inne..niby lato a jednak wyraźnie jest inaczej...
Moje wiśnie już w słoikach...I świerszczy mniej i fruwających jeżyków...
Poznałam kobietę, które wykonuje zioła i kwiaty z pół i przenosi do swojego ogrodu i "przyjmują się". Widziałam chabry w starych kaloszach ( oczywiściebez podeszew) bo nie ma gdzie wyrzucić gumy...aby korzystać z natury a nie szkodzić...

Beata Bartoszewicz pisze...

Znak, że lato ma się ku końcowi :( Mario, u Ciebie nawet bez lata jest cudownie!
Ściskam najserdeczniej,
BB :)

Grażyna-M. pisze...

Znowu kolorowo, pachnąco, słodko i pracowicie.:) Ciekawe, że Twoje wpisy mają jakieś takie kojące działanie.:)
Jeśli to ta sama roślina, a wygląda podobnie, to ja też mam oregano kubańskie. Bardzo lubię jego zapach, dodaję do wody, albo parzę herbatę. Z niewielkiej ilości, bo intensywne. Tylko nie udaje mi się go zasuszyć. Po paru miesiącach liście są nieco zwiędnięte, ale nie suche.:)
Serdeczności:)

Pellegrina pisze...

Na twoich łąkach Mario jakby bardziej kolorowo, u mnie chyba za często koszą. Od powrotu z Chorwacji (a to już rok) namiętnie kupuję czubricę czerwoną i zieloną , jak tylko spotkam je w sklepie, aromat przywołuje wspomnienia zeszłorocznych wakacji. Pasieka Wam się rozrasta w szybkim tempie, stos drewna na zimę też, przy obu sporo pracy. Ja narazie przy mirabelkach, wekuję to złoto w słoiczki. Ot, robota na własne życzenie to nie robota tylko ..... no właśnie co? Bo nie tylko przyjemność.

Tomasz pisze...

Witaj Mario
Pogoda na Pogórzu Przemyskim i nie tylko psuje się, mam nadzieję że zdążycie ze wszystkimi możliwymi pracami wokół chatki. Cieszcie się każdą chwilą w tym uroczym zakątku.
Pozdrawiam serdecznie

Evunia pisze...

Pozdrawiam z Mazowsza. U mnie też jakby jesiennie, chłód ciągnie od Buga. Do czego używasz piołunu? bo ja mam 'własny' (niestety)- lubię jego wygląd, te srebrne liście ale wyrwać - horror..
Miałam na wiosnę posiać oman, żeby mieć swój, zapomniałam... genialny na kaszel.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agata, praca mnie bardzo lubi; właśnie przysiadłam po prawie całodziennym zajęciu przy obcinaniu winorośli z odrostów i liści, a potem jeszcze góra drzewa do poskładania w stóg:-) czuję ręce i krzyże, sporo skłonów; pozdrawiam.

Aleksandro, sama wiesz, że suszące się siano pachnie najpiękniej:-) dla mnie to jeszcze wspomnienia z dzieciństwa - obowiązkowo spanie na sianie; pozdrawiam.

Mania, dobrze, że mi przypomniałaś o wrotyczu, bo zaraz pobiegłam za dom, na ugory i nazbierałam kilka "wiąch"; lubię jesień, chociaż to lato przeleciało mi, a ja nie zdążyłam się nacieszyć; pozdrawiam.

Ania, u mnie suszących się ziół wyjątkowo dużo, podajemy je także pszczołom jako dodatek naparu do syropu; wiśnie już w użyciu, bo skoro Jasiek prosi - babcia, bundyń! - to jak tu nie gotować:-) pozdrawiam.

Mażena, niebo jest inne, a słońce nad zachodem teraz nisko i bardzo razi w oczy; też staram się przenosić niektóre, szałwię łąkową tak przeniosłam i przyjęła się, nasiona też zbieram i rozsypuję u siebie; sympatyczne są te różne pomysły na wykorzystanie niepotrzebnych rzeczy, sprzętów, a raczej ich ukwiecenie, w tym strojnym towarzystwie i byle kalosz odnajduje się bardzo dobrze:-) pozdrawiam.

Beata, ale przed nami jeszcze "babie lato", a potem "złota polska", nie będzie upałów, i dymy zapachną z pól, i jabłka w sadzie, a my przytulimy się do ciepłego pieca i będziemy wspominać:-) pozdrawiam.

Grażyna-M, miłe słowa, dzięki:-) dla mnie ta mięta ma jakąś nutkę anyżkową, już myślę sobie o obsadzeniu w przyszłym roku całej grządki, bo aż miło patrzeć, jak lubią ją pszczoły, a to na późny czas jak znalazł; no i trzeba mi rzeczywiście nasuszyć jej, także dla pszczół do dokarmiania; pozdrawiam.

Krystynko, u nas późno łąki koszą ze względu na dopłaty unijne "na derkacza"; bardzo mi odpowiada czubrica, wysiałam sobie w tym roku dwa rządki cząbru dodatkowo, właśnie kwitnie; drewna do palenia nigdy za dużo:-) pozdrawiam.

Tomasz, o! i w środę deszcz wygonił mnie do domu:-) właściwie to nie deszcz, tylko potrzeba, bo na Pogórzu deszcz wcale niestraszny, i lubię tam być, z czystym sumieniem czytać dużo, bo przecież pada deszcz:-) eh! Tomasz, to niekończąca się praca, chyba nigdy tak nie było, że wszystko zrobione:-) pozdrawiam.

Evunia, no, ostatnie noce to ziąb zupełny, skarpety ciepłe z pomponikami ubierałam do spania:-) piołun to właściwie dla pszczół, a także inne na dobre trawienie, typu kocanka, albo centuria, bo pszczoły też chorują na brzuszek:-) ewentualnie można by absynt nastawić, ale po nim miesza się w głowie, to wolę nie:-) pozdrawiam.