poniedziałek, 19 września 2016

Raz na kilka lat ...

... jesteśmy świadkami niezwykłego zjawiska.
Owszem, lecą pojedyncze klucze żurawi, zawsze zadzieramy głowę i odprowadzamy je wzrokiem, a ich klangor wywołuje w naszych sercach tęskny żal, ale czasami mamy je za towarzystwo przez całą noc:-)
Odlatujące ptaki lądują na "zapotocznych" łąkach, aby tam przenocować, nabrać sił i ruszyć w dalszą drogę.
W ostatni piątek już czuło się w powietrzu nadchodzącą zmianę pogody, słońce nie zachodziło czysto jak dotychczas, a komary cięły jak na burzę.


I w tej właśnie czarownej i ulotnej chwili zaczęły nadlatywać kolejno bardzo liczne klucze żurawi, jeszcze jedne nie zdążyły schować się za lasem, a tu już nadlatywały następne, i następne ...



Akuratnie zajrzeli do nas Ania ze Stefanem, to razem patrzyliśmy jak zaczarowani na ten spektakularny pokaz. Ostatni klucz był najliczniejszy, rozciągnął się prawie na całym widnokręgu, a potem zakrążył i ptaki zaczęły siadać na łące prawie w mroku. W ciemnościach słyszeliśmy, jak ptaki co i raz podrywały się, krzyczały, ale zaraz z powrotem siadały ... może to lisy je niepokoiły, albo inna zwierzyna ... Wczesnym rankiem mgły podnoszące się z doliny nie pozwoliły dokładnie obejrzeć tego licznego stada żurawi, tylko widać było te, stojące na samej górze, gdzie na tle nieba rysowały się ich przygarbione sylwetki ... razem z poranną mgłą zniknęły ptaki, nawet tego nie zauważyliśmy.


Za to do późnego rana słychać było jelenie na rykowisku, czasami mieliśmy wrażenie, że zbliżają się do nas, tuż, tuż za drogą ... ryczał jeden, odpowiadał inny gdzieś dalej, za chwilę jeszcze inny ... długie ryczenie gdzieś z trzewi tego potężnego cielska, albo tylko pojedyncze, krótkie pomruki, złowrogie wręcz ...
Po raz pierwszy w życiu miałam okazję zobaczyć najprawdziwszą modliszkę, przywiezioną znad Wiaru przez naszych znajomych, to ją obfotografowałam, a potem została wypuszczona na krzak róży, może zdąży złożyć jaja i u nas rozmnożą się te stworki o głowie i oczach kosmity:-)



Ceramiczne pszczółka i kogucik znalazły już swoje miejsce, zdobią pszczeli domek i chatkę ...



Zbieram plony, przetwarzam, korzystamy z nich na bieżąco ... tylko dynia nie zawiązała ani jednego owocu, pięknie kwitnie, potem kwiaty opadają razem z zawiązkiem,o ile takowy się wytworzy ... są to jednak ciepłolubne osobniki, kapryśne wręcz ...


Za to papryka obrodziła, zwłaszcza ta czereśniowa, cała pokryta czerwonymi kulkami, lekko ostrymi w smaku, bardzo smaczna nadziewana słonym serem ... no i pomidory:-)


No i mamy upragniony chłodek, nawet trochę deszcz zasilił spragnioną ziemię ... Wiar ledwie sączy pomiędzy kamieniami, a na Sanie coraz większe plaże wystają z wody ...
Lubię jesień, ale lata mi żal ...


Jasiek lubi oglądać bajki, a czasami nie ma łączności z internetem ... oto jego pomysł, przyniósł z podwórza gałązkę modrzewiową, wcisnął pomiędzy ekran a klawiaturę ... babcia, jest już intelnet ...


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione słowo, bywajcie w zdrowiu, pa!


16 komentarzy:

Barbara Wójcik pisze...

Nad moim domem przeleciał mały " kluczyk" żurawi, a i tak byłam szczęśliwa!

ankaskakanka pisze...

Za to własnie lubię jesień. Pięknie snujesz swoje opowieści znad Pogórza.

Beata Bartoszewicz pisze...

To wielkie szczęście, Mario, tak móc współodczuwać zmiany w naturze razem ze stworzeniami. I pomimo, że klucze żurawi zasiewają smutek za przemijającym latem, są znakiem spójności przyrody i trwania nas wszystkich w tym kole czasu.

A skoro zaprosiłaś modliszkę, to pewnie trzeba jej będzie poszukać męża... na pożarcie ;-)

Ściskam najserdeczniej,
BB

Aleksandra pisze...

Oj tak jesień zbliża się dużymi krokami. Nie wiadomo jaka będzie. U mnie liście zasuszone spadają czy zdążą się przebarwić Nie wiem. Jest sucho, mimo, że wczoraj i dzisiaj trochę pada. Fajnie było tak słuchać jeleni na rykowisku. Pozdrawiam cieplutko

Bozena pisze...

U nas też wieczorne koncerty jeleni. Koncerty na tubach. Tęskne, chyba za latem i słońcem. Ja wiem, że to rytm przyrody, walka o stada, o terytorium.... ale milej myśleć, że to tak na pożegnanie. Pozdrawiam. :)

Chemini pisze...

Ja strasznie przeżywam odlot bocianów, jakoś tak ciężko mi się pozbierać później; czuć wtedy nadchodzącą jesień. Szkoda,że mieszkasz tak daleko bo moje dynie obrodziły jak durne i nie wiem co z nimi zrobić. Liczyłam na 6 sztuk a mam 30.

Stanisław Kucharzyk pisze...

Kocham żurawie :-) Jeśli ma cie namiar tej modliszki to wyślijcie to młodego naukowca, który pisze prace o rozsiedleniu modliszki w Polsce. Aktualizuje mapę sprzed 10 lat http://rcin.org.pl/Content/45408/WA058_54228_P256-T50_Frag-Faun-Nr2.pd
Nazywa się Damian Zieliński z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie email - damian.zielinski@up.lublin.pl

mania pisze...

Dziwnym trafem widuję tylko te przylatujące żurawie :) Taka gromada na jednej łące musiała wyglądać bardzo malowniczo.
Bardzo sprytny wnusio, antenę Babci zrobił :)
Dobrego tygodnia!

Mażena pisze...

Niby lubię jesień, ma piękne kolory a jednak...no właśnie..czegoś szkoda, żal, koniec....

Pellegrina pisze...

Piękne światło ma jesień! Modliszek u nas sporo, tak mówi moja Przyjaciółka, nawet przy zbiorniku deszczówki jedną uratowała.
U mnie cukinia tak jak Twoja dynia. Kwitną jak szalone, bo posadziłam je w kompostowniku ale owoców ani, ani. Za to pomidorki koktajlowe obrodziły hojnie. Pomysłowość dzieci nie ma granic, czy antena zadziałała:-)))

Grażyna-M. pisze...

Jesień jest piękna, ale jednak jakaś taka... nostalgiczna, zamyślona, senna, wyciszona. Mgły potęgują ten nastrój.
Zostało tylko stado wrzeszczących wróbli, gdzieś popiskują sikory. Całe to śpiewające i kolorowe bractwo już się wyniosło.
Serdeczności:)

agatek pisze...

W tym roku miałam okazję słyszeć o poranku żurawie, ALe rzeczywiście ptaki już w grupach i przygotowują się do odlotów... ech... kolejne wyczekiwanie lata przede mną... pozdrawiam :)

Joanna pisze...

ode mnie już chyba wszystko poleciało w cieplejsze regiony świata;
a wiesz... u mnie dynie już drugi rok z rzędu n ie zawiązały owoców; tak sobie myślę, że po kiju odmiany bo i owadów u mnie dużo a tu... nic...
trzeba kupić
pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Basia, tak wielkie klucze ptaków obserwuję na Pogórzu, w domu stacjonarnym rzadziej mi się to udaje:-) pozdrawiam.

Ania, ale smuteczek ogarnia człowieka, kiedy ptaki odlatują; pozdrawiam.

Beata, najlepiej obserwuje mi się przyrodę na Pogórzu, rozległe widoki, nie ma obcego hałasu, z daleka słychać klangor żurawi; tak, smutek mnie ogarnia, jak odlatują; ponoć modliszka nie zawsze zjada męża, tylko, jak jest głodna:-) pozdrawiam.

Aleksandro, u nas deszcz nie zostawia prawie śladu, musiałoby padać kilka dni, żeby poprawił się stan wód, bo za chwilę Wiaru nie będzie; pozdrawiam.

Bożena, i u nas ryczą całymi nocami, nawet rano, koło ósmej zdarza mi się je słyszeć; szkoda tylko, że myśliwi mają pozwolenie na zabijanie tych pięknych zwierząt, kiedy są w amoku; pozdrawiam.

Chemini, bociany odlatują ciszej, nie wydając dźwięków w locie:-) każdemu szkoda chyba tego przemijania, ale tak świat urządzony; o! to dynie dały Ci plon niesamowity, mnie udało się kilka cukiń wyhodować, mimo, że wysiałam całą paczkę nasion; pozdrawiam.

Staszek, już napisałam mejla do Damiana:-) również darzę żurawie wielką sympatią, szkoda, że u nas tylko przelotem; pozdrawiam.

Mania, bo może długo jesteś w pracy i nie masz okazji obserwować:-) piękny to widok, taki ogromny klucz na niebie; Jaśko jak pomysłowy Dobromir:-) pozdrawiam.

Mażena, i ja tak mam; pozdrawiam.

Krystynko, no właśnie, myślałam, że może niezapylone, ale przecież pszczół mnóstwo, obserwowałam; widocznie czegoś im brakuje; no ba! od razu internet się pojawił; pozdrawiam.

Grażyno, u nas nawet wróbli nie ma, tylko kilka mazurków, a wrzaskiem nadrabiają sójki; tak, tak, jesienne smuteczki; pozdrawiam.

Agatek, kiedyś świtem słyszałam również, jak leciały, widocznie miały sprzyjające prądy powietrzne; pozdrawiam.

Joanna, jeszcze nie udało mi się wyhodować dyń, a jak przejeżdżam obok pól, to leży ich mnóstwo, może niżej mają cieplej; pozdrawiam.

colorado2811 pisze...

O, modliszka! W życiu nie widziałam! Ale to mądre zwierzęta są ;)
Żurawie tez mi się zdarzyło obserwować. Nawet po lornetkę zdążyłam, ale po aparat już nie. Większość kluczy leciała w tym roku bardziej wschodnią stroną i z mojego gumna było je jedynie słychać. Tylko ten największy klucz, najpóźniej lecący, już nad wieczorem prawie ciągnął od zachodu. Może te właśnie u Ciebie wylądowały?

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ja też pierwszy raz w życiu, znajomi przywieźli ją w słoiku, a myślałam, że ona tylko w cieplejszych rejonach cha! cha! mądre zwierzęta! bardzo możliwe, że to te same żurawie, w końcu w linii prostej to wcale nie jest tak daleko do nas; przymierzam się do dżemiku winogronowego z jabłkiem, nastaw wina zawsze zmarnuję, bo zapominam dodać drugą porcję cukru i wychodzi aromatyczny ocet winny:-) a tak zjemy ze słodką bułeczką; pozdrawiam.