niedziela, 5 lutego 2017

Hura! Kanion Rybotycki zdobyty zimą ...

Właściwie to "hura!' należałoby odnieść li tylko do przeprawy przez Wiar po tej kładce ...


Przecież tydzień temu zrezygnowałam.
Tym razem mąż poszedł na oględziny tego okropnego zejścia na drugim brzegu, i okazało się, że ten patyk, włożony w betonowy otwór pełni rolę oparcia dla stopy, a podstawiony pieniek pozwala całkiem gładko zeskoczyć z betonowego postumentu.
Ponieważ przyszła odwilż, każdy ślad na śniegu napełniał się od razu wodą, woda w Wiarze przybrała mocno, wylewając się aż na lód, a ja kolejny raz wędrując po chybotliwych deskach kładki powtarzałam sobie ... tylko nie patrz w wodę, tylko nie patrz w wodę ... Wyobraźnia podpowiadała obrazy żywcem przeniesione z filmów o Indiana Jonsie, gdzie mosty zawieszone były na zrywających się linach, spróchniałe deski wypadały, a główny bohater dyndał nad przepaścią. ... Śmiał się ze mnie mąż, że tu wody to chyba tylko do pasa, głębiej nie ma ... a ja na to, że i w takiej bym się utopiła w panice, albo i nawet w takiej po kolana:-)
Przeszliśmy kawałek w rozmokłym śniegu, a potem już głuchy odgłos pod nogami mówił, że idziemy po skorupie lodowej ... przed nami otworzył się widok na zamarznięty wodospad ...





Ze skalnej gardzieli spływają zamarznięte masy lodu, tworząc widok niesamowity, w ciszy słychać, jak pod spodem tej masy lodu szemrze cicho płynąca woda. Nad głową niebo widoczne jak ze studni, trzeba dobrze zadzierać głowę, żeby popatrzeć na drzewa od strony korzeni ...


Ilekroć tu jestem, nie umiem zrobić ładnego zdjęcia, te strome ściany z fliszu karpackiego, płynąca z wysokości woda ... i z góry źle, i z dołu nie najlepiej.
W rozpadlinach zieleni się zanokcica skalna, wiszą jakieś korzenie, być może tych drzew, które rosną nad nami ... tajemniczo, urokliwie, trochę niesamowicie ...


Ktoś był tu w grudniu, było o wiele ładniej, bez śniegu, lód przeźroczysty i nie tak dużo ... przed nami jeszcze taki grudzień, dobrze, że zdążyliśmy przed roztopami.  U stóp Skały Machunika ślad po ognisku, i patyki do pieczenia kiełbasek wbite w śnieg. może komuś jeszcze przydadzą się ...


... piknik, w tym miejscu chyba nie ma sobie równych, prawie jak "pod wiszącą skałą", i na lodowcu:-)


Rankiem słychać już  ptasie trele, chyba zaczynają się godowe zaloty, na wytopiskach śniegowych żerują stada kwiczołów, a grubodzioby zmieniają kolor dziobów na perłowoszary, no i jeszcze jery ... co niektóre osobniki mają już ciemniejsze piórka, takie rdzawo-brązowe, jak kakao:-) Śnieg poprzecierany, mgła, a w nocy budzi deszcz, bębniący o blaszany dach ...
Dziś na szczytach wzniesień mgła zamieniała się w szklane igiełki ... w dolinach lał deszcz ...




... a w domu przywitała mnie na oknie moja amarylka ... zakwitła pod moją nieobecność.


To wdzięczna roślina, odporna na zaniedbania. Ostatnio oberwałam z niektórych cebul wszystkie wyschłe liście, do ostatniego, a one i tak wystrzeliły pąkiem kwiatowym, i jeszcze wiele czeka na rozkwitnięcie. Przed laty dostałam od siostry jedną roślinę, dochowałam się całego parapetu, w doniczkach pewnie już czekają następne mniejsze cebulki, znowu do rozsadzenia.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione słowo, bywajcie w zdrowiu, pa!


21 komentarzy:

makroman pisze...

Brawo Wy! Mimo wszystko dreszczyk emocji musiał być - pięknie tam musi być, choć pokazanie tego na zdjęciu wydaje się niemożliwością.

Stanisław Kucharzyk pisze...

Super sprawa :-) Pozdrawiam

Barbara Wójcik pisze...

Brawo, brawo!!!

Krzysztof Gdula pisze...

W zasadzie zimowo u Ciebie, Mario, ale i pierwsze ślady przedwiośnia znajdujesz.
Dobrze, że już „z górki”.

grazyna pisze...

A raczki zakladasz na buciki? ja dostalam takie od brata i chodzenie w nich to prawdziwy luksus, przestalam sie bac slizgawic i lodu. Ciekawe miejsce, wodospad zmrozony musi robic wrazenie A amarylisa to ja od kdwu miesiecy zaczelam traktowac zle, po to by mi zakwitl, moze, juz czas zaczac go podlewac? pozdrawiam i sciskam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maciej, to było dreszczysko spore, bo ja za bardzo bojąca jestem, i do tego wyobraźnia robi swoje; tak, miejsce wyjątkowo urokliwe, bywałam tam latem, jesienią, tylko szliśmy z innej strony, w zimie jeszcze nigdy, i nie widziałam tego wodospadu zamarzniętego; ciężko zrobić zdjęcie do góry, albo też od dołu, żeby było widać wysokość, właściwy rozmiar; tylko moja sylwetka na tle daje wyobrażenie.

Staszek, udało się pokonać kładkę, nawet jak się bujała pod krokami:-) przy wodospadzie wyjątkowo, zresztą sam wiesz, bo bywałeś; może uda nam się, jak przyjdą wiosenne roztopy, ruszą śniegi i lody, chciałabym zobaczyć, jak spływającej wody jest dużo; i ja pozdrawiam.

Basia, ale jestem odważna:-) zresztą jak zawsze, pod opieką męża:-)

Krzysztof, mimo deszczu śnieg na Pogórzu trzyma się dobrze, zresztą znowu od jutra ochłodzenie, tak, że nagłego spływu wód nie będzie; tak, ptaki już czują pismo nosem, czas budki lęgowe zawiesić:-)

Grażyna, nie mam "raczków", a mam jedne buty wyjątkowo śliskie, że czasami z naszej górki wywijam niezłego orła; jeśli chodzi o przeprawę kładką, to bardziej bałam się, że tam nie ma poręczy, a może zakręci mi się w głowie, albo zagapię się; nie jest to przyjemne uczucie, a pod spodem toń wody, mam jakiś lęk w sobie; właściwie to jakoś specjalnie nie traktuję amarylisa, bo nie wgłębiałam się w jego pielęgnację, latem ma mało wody, bo z rzadka podlewany, liście usychają, zostają niezbyt efektowne gołe cebule, które wyjątkowo w tym roku prawie wszystkie wypuściły pąk; pewnie im posłużyło moje zaniedbanie:-) i ja pozdrawiam.

Aleksandra pisze...

Oj ja też boję się przechodzić przez takie niepewne kładki. A ten zamrożony wodospad jest imponujący. Teraz przystopowałam chodzenie, bo dopadło mnie choróbstwo. Ja też już słyszałam takie radośniejsze trele ptaków. Co by nie mówić już bliżej do wiosny. Pozdrawiam serdecznie.

Mażena pisze...

Ja to raczej na kolanach ale warto było! Natura jest wspaniala.
A mnie amarylusy jakoś powtórnie nie chcą kwitnąć. Teraz dokupiłam dwa kolejne. Moja szefowa kiedys polazywala, że po przekwitnięciu wyjmuje cebule
i trzyma jakiś czas w piasku.
Pozdrawiam i nie wraca mróz.

agatek pisze...

Podziwiam determinacje ja bym nie przeszla. Ciesze sie ze takie miejsce moglam zwiedzic wirtalnie z tobą. Pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aleksandro, jeszcze z kijkami troszkę się człowiek asekuruje, a tu śliskie deski i ani czego się złapać:-) rozmawialiśmy z mężem, że na Dolnym to pewnie i Kamieńczyk wygląda imponująco, i Szklarka; dużo ludzi choruje, u nas prawie epidemia, nam choróbsko przeszło i oby nie wróciło nowe; pozdrawiam i zdrowia życzę.

Mażena, niby nic szczególnego, taka kładka, a strach blokuje:-) moje amarylki w tym roku były wyjątkowo zaniedbane, podlewałam, jak sobie przypomniałam, a widocznie im to posłużyło, w doniczkach tych samych po parę lat, ziemia jałowa na pewno, ale one pewnie żyźniejszej nie potrzebują, bo pójdą w liście; i ja pozdrawiam.

Agatek, miałam podporę w postaci męża, choć kładkę pokonywaliśmy każde z osobna, za bardzo bujała; pójdziemy tam w wiosenne roztopy, niech wali woda z góry mocno, bo zawsze jej mało; pozdrawiam.

wkraj pisze...

Pomysł z raczkami dobry, w takim terenie powinnaś je mieć na wyposażeniu. Podobnie jak i rakiety śnieżne. No i narty biegowe, takie na dzikie trasy, to już bardziej dla przyjemności. Zima tam u ciebie zawsze chyba dłużej jest biała, ze śniegiem? Wąwóz bardzo ciekawy :)
Pozdrawiam.

Bozena pisze...

Gratuluję zdobywcom. Ale jesteś odważna! Ja chyba bardziej bym się cykała.
Z Twojego postu powiało przygodą. Filmy przygodowe bardzo lubię, choć moja druga połowa śmieje się z moich dziecinnych upodobań. Twierdzi, że chyba nie wyrosłam z Tomka na czarnym lądzie , na tropach yeti itp. Może coś w tym jest. Na zdjęciach nie widać aby u Was zaczynały się roztopy. Widać, że zima trzyma się nieźle. pozdrawiam ;)

mania pisze...

Maryniu, jesteś bardzo dzielna, ta kładeczka nie wygląda zachęcająco.
Wiosna chyba już niebawem nadejdzie, rano jeszcze przed wschodem słońca słychać ptaki. A i Florek trochę przystopował z pochłanianiem zawartości miski :D
Pozdrawiam serdecznie

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wkraju, skory tyle dobrego słyszę o raczkach, to pewnie sobie sprawię, bo parę upadków na stromiźnie już zaliczyłam:-) ha, rakiet, narty biegowe, nie wiem, czy umiałabym:-) tak, zima zawsze jest tu dłużej, pewnie ze względu na wysokość i bliskie sąsiedztwo gór; właśnie sypie od wczoraj, dosypie nam białego; pozdrawiam.

Bożena, gdzież tam odważna, truchlałam na tej kładce ze strachu:-) też lubię przygodowe, nawet z odrobiną fantazji; aktualnie sypie śnieg, a wiosny nie widać wcale, no, noże tylko w naszych sercach; pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mania, mała przerwa w odpisywaniu na komentarze:-) Jaśko właśnie przyniósł kilka klocków lego i chciał, żeby mu helikopter zbudować, a kiedy powiedziałam, że nie umiem, z mądrą miną orzekł: umiesz, babcia, kwestia wprawy:-) uśmiałam się z niego przez pół godziny, bo poważne słowa w ustach 2,5-letniego szkraba brzmią prześmiesznie; heh, gdzież tam dzielna, bałam się jak licho! tak ptaki słychać, a śniegu dosypuje od wczoraj, i mrozik trzyma, chyba przyjdzie jeszcze trochę poczekać; z kolei mój Gucio przestał tak dużo jeść, za to Mima nadrabia za wszystkich, straszny z niej łakomczuch; pozdrawiam.

Pellegrina pisze...

Wierzyłam, że nie odpuścicie, 'dzielne z Was ludzie'. Strach ma wielkie oczy, za dużo wyobraźni.

Jan Łęcki pisze...

Mario, możesz spróbuj kiedyś zrobić zdjęcia pionowe wodospadom i wysokim skałom. Poproś osobę towarzyszącą, że by się tak ustawiła abyś ja mogła ująć na zdjęciu, wtedy na fotografii będzie widoczna skala tego obiektu. Ja tak zrobiłem Krzysztofowi zdjęcie przy świerku w czasie naszej wypraw Żeleźniak w Górach Kaczawskich. Wyszło fantastycznie.

Dorota pisze...

O jaaa! Gratuluję!! Mnie nie udało się odnaleźć tego miejsca dwa lata temu, ale pozostał taki niedosyt tego miejsca, że powtórzę eksplorację. Na razie kojarzy mi się ze wspaniałą kąpielą w ożeźwiającym Wiarze, gdzie wartka woda obmywała spragnione ciało lepiej niż w każdym SPA. Pozdrawiam serdecznie

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krystynko, to ja taka strachliwa jestem, ale przy wsparciu drugiej połowy poszło bardzo gładko:-) ale mimo wszystko, poręcz choćby najmniejsza przydałaby się, dla wsparcia moralnego:-)

Janie, niby tak, pionowe ujęcie, ładnie widać; ale tutaj, z tym wodospadem rybotyckim mam zawsze kłopoty, to jakbyś z dna studni zdjęcie robił:-)

Dorota, a zatem, kolejna wyprawa na Pogórze przed Wami, chyba najlepiej byłoby wiosną, kiedy jeszcze krzaki i zarośla nie zakryją dojścia, bo wbrew pozorom, wodospad nie leży tuż przy Wiarze, trzeba odrobinę wbić się w teren:-)

wkraj pisze...

Zima na Roztoczu jest pełna magii. Słynne "Szumy " tylko to potwierdzają.
Pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wkraju, zima tam nas zaskoczyła, zwłaszcza ilością śniegu; Szumy rzeczywiście magiczne, i to o każdej porze roku; jakim cudem komentarz o Roztoczu znalazł się pod Kanionem Rybotyckim? :-) i ja pozdrawiam.