środa, 15 lutego 2017

Kto lubi zimę? ...

Mamy takiego małego krasnoludka.
Sanki, śnieżki, wywrotki w śniegu, nawet kopanie łopatką ... a bałwan Edgar najpierw przystrajał ogród, a teraz przewrócony, spełnia rolę wyścigówki:-)




Całkiem znośna górka za sadem, można pośmigać z góry z wielką radością ...




Psy mają także radochę, najbardziej chyba Mimi, dobrali się z Jaśkiem jak w korcu maku. Razem tworzą małe tornado. Na powyższych zdjęciach widać wysoko ciemną sylwetkę Amika, cały czas usiłuje wyciągnąć za sobą Mimę na "wielką ucieczkę" ... ale Mimi jakby się uspokoiła, nie oddala się za bardzo od domu, wraca pierwsza sama po krótkim czasie, a Amik tez rezygnuje z dłuższych wypadów. Myślicie, że przyszło uspokojenie i zmądrzenie na psy, czy też może to tylko taki zimowo-mrozowy zastój:-)



A co po sankach? może by się tak na Kopystańkę wybrać?


Zima nie odpuszcza, w nocy mrozi, a w dzień tylko słońce daje złudne odczucie ciepła.
Noce rozgwieżdżone, z księżycem w pełni, pozwalały na długie siedzenie przy oknie, przy zgaszonym świetle i obserwowanie zwierząt na białych przestrzeniach. A to zając przykuśtykał do jabłoniowych gałązek, a to lis przemknął za krzakami ... wszystko jak na dłoni, bo nawet cień chatko wyraźny na śniegu, jakby ktoś latarnię zaświecił. Niestety, nie umiałam zrobić ładnego zdjęcia takim czarodziejskim, nocnym widokom ... co najwyżej zachodom słońca, zwiastującym następny mroźny dzień.





"Zapotoczne" łąki czarno-białe, tylko niebo rozpłomienione, rozognione ... aż wierzyć się nie chce, że prawdziwe. Słońce zachodzi teraz naprzeciwko naszego okna, już dawno rozpoczęło wędrówkę w kierunku Kopystańki, a to znaczy tylko jedno ... już niedługo wiosna, a my nawet nart nie wyjęliśmy ze schowka, czy aby zdążymy:-)
W zeszłym tygodniu zrobiłam wędzenie ... ciężko było przy mroźnym wschodnim wietrze z utrzymaniem temperatury ...


Zdaje się, że kiełbaska lekko niedopieczona ...zaradzimy temu:-)


Mam w swoich zasobach także szynkowar, który pozwala przygotować tak jakby konserwę, wyrób bez wędzenia ... zamarynowane mięso w niedużych kawałkach wkłada się do puszki z dociskiem i gotuje na wolnym ogniu, i wychodzi takie coś ...


Na koniec jeszcze Kopystańka w mroźnej szacie, z drzewami pobielonymi, oszronionymi, ale tylko na samym szczycie ... tam musi być ładnie, trzeba by sprawdzić:-)



Wczoraj przeżyliśmy mały horror w domu.
Wpadła Mima z podwórza cała we krwi, matko kochana, co się stało, dopiero przecież męża witała przy samochodzie ... krew dosłownie leje się wszędzie, schlapana kuchnia, pokój, fotele, kanapa ... mąż przytrzymał ją delikatnie, a ja usiłowałam zobaczyć, co to. Okazało się, że w krzakach drasnęła sobie ucho w samą końcówkę i trafiło na naczynko krwionośne. Dopiero zimny okład wstrzymał krwawienie, potem ja w emocjach wycierałam ją z krwi, syn zmywał z podłogi ślady jak po krwawej jatce, no a potem jeszcze trzeba było plamy wywabić z mebli.
Co za przeżycie, bardzo stresujące, dobrze, że obyło się bez weta, a dziś został tylko niewielki strupek ...  Mimi ma uszy długie, mięsiste, dobrze ukrwione, bo przecież zamarzłyby jej na mrozie, że też akuratnie tak jej się przydarzyło, i na szczęście byliśmy w domu:-)
Dziś sieję paprykę, tylko czereśniową i kilka cayenne, z pomidorami jeszcze odrobinę poczekam.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, wszystkiego dobrego, pa!


To ślad ptasich skrzydełek w śnieżnym puchu.
Coś tam sobie ptaszki poddziobują, nóżki głęboko w śniegu, nie ma możliwości odbicia od twardego podłoża, więc pomagają sobie skrzydełkami. Całe podwórze mam w takich "anielskich" śladach.

23 komentarze:

makroman pisze...

Jak Maria pokazuje życie? ... smakowicie!!!! ;-DDDDD

Pellegrina pisze...

Wnusio uroczy ale córcię, czy synową masz piękną, prześliczną. Taka radosna kobiecość!
Zachody tak cudne że aż kiczowate.
A to zamarynowane mięsko to moje marzenie, marzenie mięsożercy

Beata Bartoszewicz pisze...

Same cudowności: radość, miłość, zimowa przygoda. taką zimę można lubić. W mieście zima jest brudna i posolona, a do tego smog dusi :(

Mimi narobiła Wam stracha, dobrze, że na strachu się skończyło.

Jasiek do mamy podobny, śliczni są oboje.

Najserdeczniej Was wszystkich pozdrawiam,a psiakom łapki ściskam
Beata

grazyna pisze...

Mario Twoje przygody takie zwykle niezwykle w chatce ulozylyby sie w piekna ksiazke, tyle czaru, tyle pieknego a prostego zycia...jasko cudny , jego mama tez, Ty jako babcia..e tam, cala rodzina niezwykla!
zima taka pelna atrakcji a Ty wszystko zauwazasz i doceniasz. Ta kielbaska z kawalkow miesa wyglada niesamowicie apetycznie. Sciskam serdecznie!

Barbara Wójcik pisze...

Dzieciaczek boski, niebo cudowne, kiełbaskę bym pochłonęła:-)

Agata Zinkiewicz pisze...

Wow ale super Górka. Można posmigac, aż miło :-) jedzonko serwujesz, aż glodnieje, mój właśnie obmysla plan wędzarni i grila trza ppdremontowac. Wystraszylas mnoe pieskiem, dobrze że tylko tak sie skończyli, nasze gdy szczekają biegiem patrzec o co chodzi, strach u nas bo ppd domem ślady wilków.boje się zeby jadki noe było.
Ps. My papryke tez posialismy 13 lutego a pomidorki jeszcze sie wstrzymujemy do polowy marca. Pozdrowienia cieple.

Krzysztof Gdula pisze...

Mario, te ptasie ślady na śniegu są wyjątkowe, faktycznie anielskie. Chyba nie widziałem takich; ech, jaki człek bywa ślepy.
Zazdroszczę nocnych obserwacji i widoków, muszą być ciekawe i ładne, jak zachody na Twoich zdjęciach.
Wydaje mi się, że gdy zrobi się cieplej, Amik może poczuć zew włóczenia się…
A krasnoludka masz milutkiego :-)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maciej, ależ Ci się "rymnęło":-) dzięki.

Krystynko, to nasza synowa:-) a Jaśko rośnie, to po dzieciach widać, jak czas ucieka; zachody na mróz niesamowite, jak pożar w niebie, zupełnie nierealne; mam takiego mięsożercę w domu, więc przygotowuję co-nieco, ja nie za bardzo.

Beata, to prawda, każdy przyjazd do miasta ukazuje brzydotę brudnego śniegu, zalegające zwały, potem to będzie topnieć tygodniami; Mimi zawsze musi nam dostarczyć emocji, taka ona już jest, jak nie ucieczki, to krew, dobrze, że chociaż nie ucieka już bez pamięci; Jaśko jak zwykle woła mnie z góry: babcia, ukradnij mnie! i ja pozdrawiam.

Grażyna, tyle dobrych słów, a my jesteśmy zwykłą rodziną:-) heh! przygód z psami wolałabym uniknąć, za bardzo mnie emocjonują; mięso z szynkowara dobre na kanapkę, bez konserwantów przemysłowych; pozdrawiam.

Basia, Jaśko rośnie, a rezolutny bardzo; niebo w mroźny dzień niebieściutkie, tutaj nie ma smogu.

Agata, górka dla Jaśka w sam raz, sąsiad z córeczką zjeżdża nieodśnieżaną drogą w dół, ale tam stromo i kręto; gdybym budowała wędzarnię teraz, to tylko drewnianą; tak, wilki są wszędzie; niech nam rośnie zdrowo papryczka:-)

Krzysztof, tak, jak małe aniołki:-) noce przy pełni księżyca bardzo jasne, a i obserwować jest co, tylko myśliwi zakłócają nocny spokój; Amik stracił klejnoty, mam spokój z zewem natury, ale licho nie śpi.

Aleksandra pisze...

Dla takie uroczego brzdąca to dopiero radocha taka zima.
Dobrze, że przygoda z urazem psiny tylko tak skończyła się.
Piękne zachody, tylko w podobnych miejscach mogą tak fascynować. Żałuję, że mieszkam na osiedlu i nie mogę podglądać leśne zwierzaki.
Nie tak dawno obok osiedla były wolne przestrzenie pola i nie daleko do lasu. Teraz jednak cywilizacja wkracza dużymi krokami i w szybkim tempie zabudowują tereny.
Przypomniałaś mi, że też mam szynkowar i dobrze byłoby skorzystać z niego, zawsze to zdrowiej.
Pozdrawiam serdecznie.

makroman pisze...

Kiedyś wymyślałem zawołania zespołom sportowym... tak mi się zostało ;-)

Krzysztof Gdula pisze...

Makromanie, ładnie to napisałeś i celnie.

Bozena pisze...

U Ciebie wesoło i smakowicie. Dzieci wnoszą w nasze życie powiew świeżości i radości. Moje chłopięce pociechy mają przyjechać do chaty końcem tygodnia. Obawiam się jednak, że śnieg nie dotrzyma i nie będę mogła zrobić takich zdjęć, jak Twoje. Co do wędzenia, to cały czas myślimy nad wędzarnią. Może w tym roku nam się to uda. Na razie jednak pozostaje w sferze marzeń i planów na przyszłość. Pozdrawiam serdecznie;)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aleksandro, po takiej zabawie lepiej się śpi, policzki rumiane, oczywiście zabezpieczone przed mrozem:-) jakoś mamy szczęście do Mimy, zawsze coś jej się przydarzy, może dlatego, że młoda i bardzo ruchliwa, a to tego to przecież instynkt łowiecki daje znać o sobie; a zatem szynkowar odkurzyć i do użytku, nie ma porównania naszego gotowca z tym, z półki sklepowej; i ja pozdrawiam.

Maciej, ej! to Ty jak dziadek Bałandowski ... kiedyś mieszkaliśmy w jego sąsiedztwie, zatrzymywał się i sypał wierszem na poczekaniu, do tego bardzo sensownie, kiedy pytaliśmy, skąd to u niego, uśmiechał się tajemniczo pod wąsem i mówił: Mam poezję! :-) :-)

Krzysztof, Maciej tak ma:-)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Bożena, nie martw się, śnieg nie spłynie od razu, na pewno zostaną zaśnieżone na maksa miejsca, wystarczające na sankowanie; o, tak, i są bardzo absorbujące:-) moje doświadczenia z wędzarnią są takie: tylko drewniana lub metalowa beczka, żadnych kamiennych, za długo trzeba ogrzewać, wykraplać wilgoć, moja kamienna służy teraz ku ozdobie:-) i ja pozdrawiam.

Grażyna-M. pisze...

Dzieci tak cudownie potrafią się cieszyć.:)
Teraz u nas już paskudnie, śnieg w dzień się topi, wszędzie takie ohydne hałdy mieszaniny błota, śniegu, lodu, piachu. Woda przykrywa lodowe grudy, strach chodzić, niebezpiecznie. Zwłaszcza drogą - pobocza pokryte lodem, ciężko się idzie, można zjechać wprost pod samochód, do tego mgła i mżawka. Taki wiejski horrorek.
Zwierzaki to potrafią dostarczyć atrakcji. Dobrze że to było niewielkie skaleczenie.
Śliczne te ślady. U nas takich nie widziałam.:) Ty zawsze coś uroczego wypatrzysz.:)
No i jak zwykle smakowicie.:)
Serdeczności:)

Mażena pisze...

Fajnie być dzieckiem i móc turlać się po górce! Do dziś pamiętam zmarznięte stopy rozcierane do bólu i lód na szaliku...potem szalał mój syn...
Piękne widoki i takie urządzonko bardzo mi się podoba i powinnam wreszcie je kupić.
U mnie roztopy i mgła i nie ma słoneczka...

Tomasz pisze...

Witaj Mario
Coś mam lenia tej zimy i ciężko mi się wybrać na Pogórze, pogoda nie sprzyja też dalekim obserwacjom, ale ognisko lub grill w takich warunkach to ciekawa rzecz.
Pozdrawiam Cię

Joanna pisze...

gdybym miała taką górkę sama poszłabym na sanki... hihi
zapachniało mi kiełbaską i co teraz ?
lubię zimę chociaż ckno mi za kolorkami wiosny
pozdrawiam :)

Barbara Gałczyńska pisze...

Zimę lubię, taką ze śniegiem ale nie za długą.., dużo się dzieje w tym poście, pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Grażyno, sporo czasu upłynęło, kiedy napisałam ten post, teraz i u nas już prawie po śniegu; ostatnio obserwowałam, jak przydatną rzeczą są raczki na buty, ludzie śmigają po lodzie bez obawy o niekontrolowany poślizg; pozdrawiam.

Mażena, no przecież, jaka to była frajda, cały dzień na śniegu; w naszej wsi było prawie płasko, więc zaczepialiśmy sanki do wozów, jadących do lasu po drzewo; urządzonko pożyteczne, w miarę zdrowy wyrób z niego wychodzi, bez konserwantów; dziś wieje i deszcz, przedwiosenna plucha; pozdrawiam.

Tomasz, i wcale nie dziwię się, bywając często długi czad poza domem, też przecież chcesz nacieszyć się rodziną; na wędrówki przyjdzie czas bardziej sprzyjającą porą; ognisko z pieczoną kiełbasą było zupełnie niedawno, w sobotę, na roztoczańskim wyjeździe:-) pozdrawiam.

Jpanna, a ja trochę pobyłam, zmarzłam i wróciłam do chatki, co innego być w ruchu; i co teraz? podrzuciłabym kawałek:-) za oknem brzydki, szaro-buro, kolorku ani śladu, jedynie kwitnący amarylis cieszy okol pozdrawiam.

Basia, no właśnie, nie za długą, i ja też już tęsknię za wiosną, ale wszystko zmierza ku dobremu:-) ano dzieje się, bo to zlepek z całego tygodnia:-) pozdrawiam.

Jan Łęcki pisze...

Mario, obejrzałem zdjęcia, przeczytałem tekst i komentarze. Nic dodać nic ująć, powtarzać się nie będę. Mniam...mniam...
Pozdrawiam mojego imiennika. Mam wnuka w jego wieku i wiem co to znaczy żywioł.

Ania pisze...

Jaki Jasio już duży ! Fajnie się bawicie z takim maluszkiem :-).
Biedna Mimi - uszka piękne ale łatwo je urazić. A wyroby - mniam, mniam...Uściski !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Janie, dzięki; imiennik "odpozdrawia"; błoto i roztopy trzymają Jaśka w domu, na podwórko nie wyjdzie, a rozpierająca energia domaga się ujścia; to i babcia robi czasami za asfalciarę, albo walec drogowy czy też wywrotkę; taki los Dziadostwa:-)

Ania, tak, i mały mądraliński, zaskakuje swoimi wypowiedziami:-) Mimi pozostał tylko maleńki strupek na uszku, ale pobojowisko było krwawe, przestraszyliśmy się mocno; pozdrawiam.