poniedziałek, 13 marca 2017

Wawrzynkowy czas ...

Odnaleźliśmy je z Jaśkiem na miedzy naszej łąki, pod płotem niedaleko pogórzańskiej chatki, a także przy ścieżce ... rozsiewają się w magiczny sposób. Tam gdzie kiedyś był jeden, dziś można spotkać kilka kwitnących krzaczków. Dla mnie to istny fenomen, rachityczna bezlistna gałązka, ledwie odrosła od ziemi, a już pokryta fioletowym kwieciem ... na dodatek odurzająco pachnie.


Bo to był pierwszy babciowy weekend z Jaśkiem, bez rodziców.
Trochę obawiałam się nocy, ale czas spędzony na świeżym powietrzu, spacer do potoku, potem powrót pod całkiem sporą górę, gonitwa z Mimą, Amikiem były balsamem na dobry sen:-) Zabawki zostały nietknięte w torbie, ważne były łopatka, piasek, potem zbieranie gałązek na ognisko do pieczenia kiełbasek.


W przydomowym ogrodzie mam dwa spore krzaki wawrzynkowe. Poprzednimi laty, kiedy kwitły, uwijały się przy nich roje motyli, trzmieli ... teraz jest cicho, bo zimno jeszcze nie pozwala wyfrunąć owadom z kryjówek. Być może wawrzynki przekwitną, zanim poprawi się pogoda ... a szkoda!


Dereń jadalny w blokach startowych, przyczajony na cieplejsze dni ... tylko patrzeć, jak rozkwitnie.
Tak sobie grzebię po tym moim ogrodzie, przycinam gałęzie, wygrabiam liście, a nawet wykonałam najobrzydliwszą wg mnie robotę ... oczyściłam  oczko wodne:-) ci co posiadają takie coś i co roku wykonują taka robotę, wiedzą o czym piszę.To nazwa bardzo na wyrost, bo nasze oczko nieduże, raczej poidło w skwarny dzień dla psów, ptaków, nie ma tam rybek, żaba się trafi czasami, kiedyś traszka się pojawiła nie wiadomo skąd ...


Wypompowałam niezbyt czysta wodę, zebrałam z dna mnóstwo przegniłych liści, jakichś organicznych części, z jednej strony obsunęły się kamienie ... teraz już pompka pracuje, żaba pluje wodą, która przy okazji napowietrza się, no i czekamy na żabie gody. Już niedługo zlezą się tu z okolicy, złożą skrzek, który będę wiadrem wywozić do dużego stawu na łąkach.
Pod krzewem perukowca znalazłam kwitnącą kępę przylaszczek, pojedynczą śnieżycę ... na Pogórzu przylaszczki jeszcze nie kwitną, za zimno, nie ma słońca ... ale w końcu to dopiero połowa marca, na wszystko przyjdzie czas.


Pokazywałam już w postach z poprzednich lat banerki witające bocianich przybyszów w naszej podmiejskiej dzielnicy ...





W tym roku powitanie wygląda tak:


Sympatyczne to! ciekawe, kto tak "artystycznie" wita przybyszów zza morza:-) ... a bociany jeszcze do nas nie przyleciały.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuje za odwiedziny, i życzę spokoju, przynajmniej takiego, jak w naszym akwarium:-) pa!





20 komentarzy:

grazyna pisze...

Swietne to witaniie Bocianowskich, a jakie imiona, Genowefa i EAdward..ciekawe ktoz tak o nich pamieta i je wyczekuje. Przylaszczki! jakie niebiesciutkie, bede musiala pojsc do LAsku Kabackiego i zobaczyc czy nasze , te warszawskie tez juz kwotna.
Maly Jasko wyglada jak gospodarz posiadlosci, tak powaznie dogladajacy dobr! fajny towarzysz Ci rosnie.

Maks pisze...

Piękna ta kolba wawrzynkowa... mi jeszcze nie było dane zobaczyć tej rośliny, choć podobne pąki widziałem na krakowskich Plantach, więc kto wie? Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do swojego kącika! :)

Ania pisze...

Wawrzynki radują serce. Że też chce im się kwitnąć w taki ziąb :-))). Nie wiedziałam, że się tak łatwo rozsiewają. U mnie derenie w takim samym, pączkowym stanie. Oby pszczoły się obudziły w porę i zapyliły jego kwiaty ( w zeszłym roku nie udało się, owoców nie było). Rośnie Ci pomocnik do prac ogródkowych - jaki Jasio już duży !
Ściskam Was serdecznie !

Aleksandra pisze...

Jakoś to już tak jest, że zawsze radują nas te pierwsze nieśmiałe kwiatki wychylające swoje łebki do słońca. Podoba mi się to powitanie rodziny bocianów. U mnie też już coraz więcej wiosennych kolorów. Miasto wysadziło w zeszłym roku setki cebulek krokusów na miejskich trawnikach. Jak zakwitają jest pięknie.

Anonimowy pisze...

A ja się nie dołączę do tych peanów na cześć wieszania pstrokatych banerów pod gniazdami powracających bocianów. Ani to ładne (chociaż pewnie w książce dobrze by wyglądało), ani potrzebne (ptakom na pewno to na... pióro) ani przemyślane (każdy nowy element tej wielkości i koloru powieszony pod starym gniazdem na pewno nie podniesie komfortu bocianów).
Zwykła głupia pokazówka dla turystów, psująca w moim odczuciu, przyjemność obserwacji ptaków w gnieździe. Do tego bociany trzeba byłoby nauczyć czytania oraz myślenia symbolicznego a same banery umieścić poziomo a nie pionowo pod gniazdem!

Nie mówię, że autorzy pomysłu nie kochają ptaków... ale mam wrażenie, że w tym wypadku forma przerosła treść...

Biorg

Anonimowy pisze...

W Darowicach już jest jeden Pan Bocianowski :) pozdrawiam Jonatan

Lidka k. pisze...

Warzynek cudny, od razu przypomniała mi się zima-niezima w Bieszczadach. W lutym było+5st i kwitły wawrzynki :)
Buziaki dla Rodzinki :)

makroman pisze...

Myślałem że tylko u mnie tak marnie z owadami? Wawrzynek też już piękny ale pusty, nic koło niego nie brzęczy, smutne.
Przylaszczki piękne, samosiejki czy sadzone?

Z Biorgiem się nie zgodzę, klimat przyjazny dla bocianów ( w marzeniach także dla innych ptaków) trzeba budowač, nawet pomimo sympatii jaką się cieszą. A że ptaki synantropiczne od tysięcy lat, to przyzwyczajone do wszystkiegi co może pojawič się w okolicy.

Krzysztof Gdula pisze...

Sympatyczne są te powitania bocianów, ale może lepiej byłoby nie wieszać plakatów pod gniazdami.
Czasami, gdy mam okazję popatrzeć na te ładne i dostojne ptaki, odnoszę wrażenie, iż one wiedzą o byciu w naszym kraju nietykalnymi, taką ptasią świętą krową.
Niebieski kwiatuszki są śliczne.
Mario, pierwszy raz zostałaś sama z Jaśkiem? I miałaś tremę? Naprawdę? :-)

Barbara Wójcik pisze...

Jasiek ma cudny czas i babcia też...całusy dla Obojga:-)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Grażyna, od kilku lat obserwujemy zmieniające się obrazki z sympatią; w pobliżu sa ogródki działkowe, może to oni; być może w lasach już rozkwitły przylaszczki, na Pogórzu jeszcze nie, za zimno, tylko w zaciszu ogrodu; Jaśko to mój pomocnik, we wszystkim pomaga:-) pozdrawiam.

Maks, z oglądaniem kwitnących wawrzynków trzeba się śpieszyć, na przedwiośniu; w lesie jednak wyglądają najładniej, zaskakuje kolor w brunatnym poszyciu; pozdrawiam.

Ania, kiedyś była bezśnieżna zima, wawrzynek rozkwitł, a potem spadł śnieg; cóż to był za widok, jak "krzew gorejący", żałuję do dziś, że nie zrobiłam zdjęcia, ale wtedy nie myślałam o blogu i nie biegałam z aparatem:-) Jaśko za chwilkę będzie trzylatkiem, po dzieciach widać jak czas ucieka szybko:-) pozdrawiam.

Aleksandro, sympatyczne powitanie, zrobiła się z tego jakaś tradycja, co roku nowe:-) też przydałyby mi się jakieś cebulkowe na Pogórzu, ale boje się, że myszory zjedzą:-) krokusy w dużych ilościach są bardzo ładne:-)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Biorg, eeee! no jakie tam znowu peany, ktoś sobie sympatycznie wita co roku bociany, sami z ciekawością zaglądamy, jaki będzie w danym roku pomysł; no przecież, bocianów ani to ziębi, ani grzeje, ani forma, ani treść, ani że w ogóle jest tam coś takiego, odrabiają swoje zadanie i już, to raczej dla ludzi; a dlaczego głupia? mnie się podoba, na tym elektrycznym słupie, na starej lipie już nie:-) pozdrawiam.

Jonatan, chyba zaczyna się powoli czas przylotów, ja jeszcze nie widziałam bociana, dziś spory przymrozek, ale przecież one i w śniegu przetrwają kilka dni; kto tęskni za bocianami, może do dra Fedaczyńskiego zajrzeć, tam bocianów w przytulisku mnóstwo:-) pozdrawiam.

Lidka, już były w lutym? a przecież tam tyle śniegu było, jak patrzyłam na zdjęcia:-) marzą mi się ciemierniki w naturze, gdzieś na Jaśle chyba:-) pozdrawiam.

Maciej, wszędzie "bida" z owadami, za wcześnie jeszcze, a flora z fauną troszkę się nie dogadały, przynajmniej jeśli chodzi o kwitnienie wawrzynków:-) przylaszczki przyjechały przed laty ze mną z Pogórza, wykopałam je z miejsca, gdzie miała być postawiona chatka; bocianom od lat nie przeszkadza ta tabliczka, szkoda, że nie zarejestrowałam wcześniejszych, byłaby cała historyjka:-)

Krzysztof, bociany wcale nie podziwiają tego powitania, nie zauważyłam:-)
to raczej ludzie z uśmiechem:-) od lat praktykowane jest zawieszanie tego banerka, nie wiem, kto tak przyjaźnie wita ptaki, i wiosnę, bo każda zmiana treści jest przez nas zauważana, i to znak, że już niedługo przylecą:-) to przylaszczki, tak niebieskie, że wychodząc do ogrodu, od razu rzucają się w oczy; pierwszy raz, a tremę miałam, nie że sobie nie poradzę, tylko że np. rozpłacze się w nocy za mamą:-) nic takiego się nie stało, sen był nieprzerwany, a i poranek uśmiechnięty:-)

Basia, to mój pomocnik, na którego trzeba bardziej uważać, bo pomaga we wszystkim:-) pozdrawiam.

Barbara Gałczyńska pisze...

Fajne to witanie bocianów:))) pozdrawiam:)

Bozena pisze...

U nas też na stoku dużo wawrzynka. Niech sobie rośnie na dziko. Jest piękny i o tej porze roku oglądany tylko przez nas. W jednym miejscu zrobiła się tej wiosny cała kolonia wawrzynka. Widać miejsce mu pasuje. Koło naszej posiadłości w chaszczach mamy las przebiśniegów. Niedaleko na stoku kozińca rośnie przylaszczka. Nie mogę doczekać się na zawilce, ale to dopiero, gdy wybuchnie wiosenna zieleń. Wszystkiego dobrego życzę. Niech bociany szybko przylatują.;)

Pellegrina pisze...

To miałaś Jasiczka całego dla siebie, zazdroszczę bo moje wnuki już wolą z rówieśnikami niż z babcią i dobrze, taka kolej rzeczy. Banerki mi się podobają, są radosne i zabawne a tego nigdy dość.

Grażyna-M. pisze...

Już dawno nie widziałam przylaszczek na żywo, w naszej okolicy tylko zawilce, ale ich jeszcze nie widziałam.
Zaglądam do bocianich gniazd tam, gdzie są kamery. Już nie mogę się doczekać.:)))
Na przebiśniegach i leszczynie pszczoły się kręcą, ale noce ciągle z przymrozkami, to wszystko trochę przyhamowało. Tylko ptaków coraz więcej.:)))
Fajny Jasiek i ma fajną babcię.:))) Tylko pozazdrościć.:)))
Serdeczności:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Basia, dla mnie też sympatyczne, od kilku lat śledzimy zmiany na banerku; i ja pozdrawiam.

Bożena, wawrzynek łatwo rozsiewa się z nasionek, a niech mu tam, ładny jest, zwłaszcza, kiedy jeszcze nic nie kwitnie; zawilce to kojarzą mi się już z ciepłym słońcem na twarzy, całe łany w lesie, ach, jaki to dobry czas; i wzajemnie, pozdrawiam.

Krystynko, Jaśko jeszcze w tym wieku, że garnie się do babci Majiś; i śmieszne, gęba mi się śmieje na widok tych żabich osobników:-)

Grażyno, w rozkwicie przylaszczek pobocza naszej drogi do chatki są błękitne, pięknie to wygląda; stworzenia są mądre, czują kiedy mogą wrócić do gniazd, znaczy jeszcze za wcześnie; ponoć na Józefa przylatują;
Jasiek pomocnik, i w domu, i w obejściu, nawet ciasto miesza:-) pozdrawiam.

Anna Kruczkowska pisze...

Fajna ta akcja z bocianami. U nas póki co przyleciały żurawie. Z uporem szukam przejawów wiosny, ale jeszcze niewiele jej oznak można znaleźć, ot przebiśniegi, krokusy i kwitnące gałązki leszczyny czy wierzby (optymizmem powiało dopiero gdy znalazłam podbiał- chociaż sezon na zioła można rozpocząć.

Sikora Modraszka pisze...

Witanie boćków super.Wawrzynek wilcze łyko też kwitnie u mnie w ogrodzie.Wszedzie widać wiosnę.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ania, w tym roku nie widziałam powracających żurawi, więcej bywam w domu; też przymierzam się do zbierania podbiału i zrobienia syropu, jak pisałaś u siebie, tylko na razie pogoda nie sprzyja; bocianów nadal nie ma.

Sikorko, i że tez się komuś chce:-) to sympatyczne:-)