wtorek, 7 marca 2017

U źródła ...

Zdarzyło nam się ostatnio jechać na Pogórze zupełnie nową drogą, tzw. Bramą na Bieszczady.
To absolutnie świeżutko zbudowana droga, łącząca Pruchnik z Nienadową, a wiedzie przez bardzo widokowe tereny Pogórza Dynowskiego.


Już na naszym Pogórzu mieliśmy nieoczekiwane spotkanie na drodze  z rosłym jeleniem, wypadł na drogę niedaleko przed nami, przystanął, popatrzył i runął w zarośla.



Teraz jest dobry czas na obserwacje terenowe, można w miarę spokojnie przedzierać się przez kolczaste zarośla, bo widzi się, w jakim kierunku zmierzać, gdzie jest ścieżka zwierzęca i gdzie postawić stopę. Teren wokół nas jest poprzecinany głębokimi jarami potoków, które spływają do jednego większego. Patrząc na nie z góry, ma się przed oczami rysunek jak nerwy liścia, którego użyłkowanie zbiega się w ogonku liściowym i pod drogą wpływa do Wiaru. Większość z nich jest bezimienna, ale ten, nad którym ja byłam, nazywa się Makówka, pewnie od nazwy Makowa, bo w lesie nad Makową łączy się z tym głównym. Byliśmy nad niektórymi dopływami, które są zabagnioną doliną, gdzie dziki mają swoje kąpieliska błotne, niektóre płyną w stromych, skalistych wąwozach, niektóre w suche lata nikną zupełnie.


Aby dostać się do źródliska Makówki, trzeba tylko przejść przez łąkę za naszą drogą. Łąka uformowana przez naturę jak najelegantsze pole golfowe:-)
W tej kępie drzew potok ma swój początek.


Ze trzy razy przymierzałam się do zejścia do głębokiego parowu, ale gęste krzaki chroniły na swój sposób przedarcie się w głąb. Zaszłam z jednej strony, za stromo, z drugiej krzaki nie puszczają, wróciłam z powrotem i jakoś trzymając się odkrytych korzeni sosny zsunęłam się po stromiźnie.




Woda bulgocze wesoło po kamieniach, sporo liści na zboczach, dosyć grząsko, ale dzień jasny, widać niebo, więc nie jest tak całkiem straszno a i mąż wie, gdzie poszłam, jakbym za długo nie wracała, przyjdzie mnie szukać:-) Początek koryta unosi się do góry, a woda wypływa gdzieś wyżej ...


 Jest ... znalazłam wypływ, źródło, początek Makówki ... otwór w ścianie, trochę jak maleńka grota, a woda bije obficie ... czyściutka jak kryształ ...




Stałam chwilę, zadziwiona tym fenomenem natury ... i cóż, trzeba było wracać do chatki, a przydałoby się przejść całym korytem do ujścia, zobaczyć, jak jest ukształtowany ...
Z tej perspektywy łąk poniżej drogi nawet Kopystańka wygląda jakoś inaczej.


W takie pogodne dni pszczoły pracują już aż miło. Wracają do ula całe upudrowane pyłkiem kwitnącej leszczyny, a na odnóżach  koszyczki wypełnione również pyłkiem, pierwszym wiosennym pożytkiem.


Oprócz tego są dokarmiane tzw. ciastem. To dosyć twarda masa z mielonego pyłku kwiatowego, zabranego im w zeszłym sezonie, do tego cukier puder i dodatek miodu albo gotowego syropu. Ciężka to praca zagnieść takie twarde ciasto, pot kapie z czoła, ale pachnie pięknie, jakby zwiędłymi kwiatami, no cóż! w końcu to pyłek z różnych kwiatów:-)


Zaczynają już wschodzić pomidory, różne zioła, które wysiałam, a przede wszystkim bazylia, zielona i bordowa ... w zeszłym roku o niej zapomniałam, to potem na zielonym rynku płaciłam za sadzonki "jak za woły":-)



Poniżej naszej chatki jest przebiśniegowy zagajnik, wystarczy zbiec w dół paręnaście kroków i patrzeć. Cieszymy się w zimie, kiedy przychodzą do nas sarenki, zające ... a oto i efekty takich odwiedzin ...


Nasza wina, nie zabezpieczyliśmy na zimę ... ta jabłoneczka nie przeżyje, ma objedzoną korę dookoła, cud jakiś musiałby się zdarzyć.
A! i kleszcze już przypuściły atak, psy znoszą je już w sierści z łąki, trzeba je zakropić. Że też zima nic im nie zrobiła:-) Amika trzeba ostrzyc, ptaki potrzebują mięciutkiej sierści do wyściełania swoich gniazd, a i on sam wygląda, jakkby go z lekka mole napoczęły:-) To w przyszłym tygodniu ...


Pozdrawiam Was i dziękuję, że zaglądacie, pa!

32 komentarze:

mania pisze...

Dawno temu udało mi się zobaczyć źródło Wisłoka. Pokonawszy błotnistą drogę dotarłam na Kanasiówkę a tam bagienko zwane młaką, z którego nieco poniżej tworzył się mizerny strumyczek. Przyjemne to uczucie być u początków rzeki.
Pozdrawiam serdecznie.
P.S.
Florek już ostrzyżony ale jeszcze na "zimowo", tzn ok. o,7cm a nie standardowe 0,3 bo jakoś nie mogę uwierzyć, że chłody nie wrócą.

Krzysztof Gdula pisze...

Mario, jaki fajny zbieg okoliczności: w niedzielę specjalnie poszedłem do znanego mi źródełka, przyciągany czarem takiego miejsca. Takie źródło jak Twoje jest najładniejsze. Wrócisz tam w lecie? Wróć i napisz, co widziałaś i co czułaś, proszę.
Ciasto dla pszczół! Zadziwiające. Dla mnie pszczelarstwo bliskie jest magii.
A miód pitny boskim jest eliksirem :-)
Sierść Amika posłuży ptakom do wyścielania gniazd? A jak to zrobisz?

Aleksandra pisze...

Witaj dzielna odkrywczyni. Wszystko fajnie budzi się do życia.
Nadchodzi jedna z ładniejszych pór roku. Pozdrawiam

ankaskakanka pisze...

Już wysiałaś pomidory? Musze to zrobić. W tym roku poeksperymentuję z odmianami, jakich nie znam. Fajne są takie krajoznawcze wycieczki. Oprócz mojego domatorstwa, uwielbiam wszelkiego rodzaju włóczęgi. Fajnie, ze macie wszystko w "zasięgu ręki". Dziękuję Mario za życzenia.

Barbara Wójcik pisze...

Jesteś fantastyczną gospodynią.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mania, źródełka wypływające z młaki nie są może tak widowiskowe, na Roztoczu z kolei takie źródełko "bąbluje", aż podnosi piasek z dna; ciekawe są to zjawiska w przyrodzie; przynajmniej mam z Mimą spokój, ale gubi teraz sierść niesamowicie, a przy Amiku kilka godzin z głowy, golarka po Miśce nie chce"brać" jego sierści; pozdrawiam.

Krzysztof, źródło Makówki prawie jak górskie:-) kilkanaście lat temu byłam tu pierwszy raz, takich "dziur" było kilka, niektóre bez wody, teraz zmieniło się bardzo; wrócę latem, choć trawy będą po pas, a tarnina bardziej zaborcza; no tak, jak magia, czasami jak obserwuję męża, to tak jakby rzeczywiście czary odprawiał, już samo rozniecanie ognia w odymiaczu, dodatek ziół sprawia, że pachnie jak u wróżychy:-) mamy własny "czwórniak" jeszcze dojrzewa, a już smak zacny; sierść Amika jak w zeszłym roku, porozwieszam po krzakach, zniknie szybko.

Aleksandro, trzeba znać teren w najbliższej okolicy, a już jak są takie ciekawostki:-) czekam na kwiaty wiosenne; i ja pozdrawiam.

Ania, wysiałam i bazuję na znanych odmianach, te nowe nie przypadły nam do gustu, pomidor musi być czerwony i smaczny:-) pozdrawiam.

Basia, e! raczej zwyczajną:-) pozdrawiam.

jolanda pisze...

Rzeczywiście teraz jest odpowiedni czas na obserwacje terenowe, póki jeszcze "chaszcze" do przebycia i pokrzywy nie wybujały. Potem będą to dzikie ostępy w większości nie do pokonania. W tej chwili dużym utrudnieniem są pobliskie rozlewiska i bagna, mamy bardzo wysoki poziom wód gruntowych, woda płynie wierzchem drenów, staw rozlany, źródełko w piwnicy. Niemniej jest gdzie łazikować, tylko aura jest przeszkodą.
Jak Ty Marysiu lubię wędrować po okolicy, wyglądam oznak wiosny.

Jelenia ustrzeliłaś pierwsza klasa, wykorzystałaś jego wystawkę na 10.
O cieście dla pszczół też nie miałam pojęcia; całe życie człek się uczy.
Pozdrawiam serdecznie

Krzysztof Gdula pisze...

Rozwieszanie sierści dla ptaków, tak jak suszenie pniaczków by zrobić z nich ptasie dziuple, też jest dla mnie czarami. Gdy tu jestem, czasami miewam wrażenie podpatrywania jakiegoś innego świata, w którym Maria odprawia swoje tajemnicze obrzędy.
Podoba mi się ten świat i jego twórczyni.
Domyślam się, że nieprzypadkowo użyłaś starego, praktycznie już nieużywanego przymiotnika „zacny”; bardzo on pasuje do miodu :-)

makroman pisze...

Wywierzysko jak niewiasta...
Kusi...
Nawet gdy zarasta ;)

Natomiast w czym umielić kwieci pyłek?
Trzebaż mieć specjalny nanomłynek?

Pellegrina pisze...

Lubię ten czas, gdy na dole już kiełkuje i pączkuje a ponad jeszcze goło, wesoło i przejrzyście.
Moja leszczyna już dynda ale jeszcze nie pyłkuje.
Lubię zagniatać ciasto, to trochę podobne do grzebania w ziemi.
Przebiśniegowy zagajnik to cudnie brzmi, a takie obgryzienia i u mnie są.
Maryś, są już kleszcze? Nieprzystojne słowa cisną mi się na usta.

Grażyna-M. pisze...

Jeleń wspaniały, widziałam je tylko na zdjęciach. Albo w kamerze online z żubrzej polany.:)))
Źródło ma dla mnie jakiś niezwykły urok, wręcz mistyczny. A to wygląda pięknie, jeszcze ten trójkątny otwór. Cudne!
Chyba wykorzystam ten pomysł z sierścią. Z psa jest sporo.:))) A z kota też można? Bo linieje niesamowicie.:)
Serdeczności:)

Jan Łęcki pisze...

Taaak, Mario. Wiosna zbliża się wielkimi krokami. Ale zanim ona przyjdzie, najpierw będzie przedwiośnie, a po nim pierwiośnie.

Adelinka pisze...

Pięknie na Pogórzu ! A U mnie na Mazowszu parę dni temu widziałam dzika przebiegającego przez pole, a sarenek doliczyłam pięciu sztuk :). Kiedyś odwiedzimy latem Wasze tereny :)))) - tam tak pięknie...

Bozena pisze...

Niezły byłby z Ciebie meliorant. Dociekliwy, uważny. Wiem coś o tym, bo mój ojciec był meliorantem i geodetą. Też obserwował skąd, dokąd płynie, jak wygląda koryto...Czasem jako dziecko jeździłam z nim na pomiary terenu i trzymałam łatę...Stare dzieje. Teraz aparaty nowocześniejsze, nie te czasy.
Obok naszej parceli też na stoku chaszcze, a między cienkimi licznymi pieńkami drzewek całe dywany pierwiosnków. Pięknie! Jak będę jechała do Przemyśla, muszę sprawdzić drogę przez Pogórze Dynowskie. serdeczności

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jola, u nas spływa po zboczu, ale i tak w piwnicy strumyczek się pojawił; przydałoby się większe zbliżenie, ale w ostatniej chwili, w emocjach człowiek nie myśli; ciasto najprawdziwsze, tylko zamiast mąki pyłek, no i słodkie jak licho; pozdrawiam.

Krzysztof, szszsz! za takie słowa w wiekach średnich poszłabym na stos, uprzednio spławiona pod mostem:-) w tym roku spróbuję zrobić trójniak i dwójniak, te rodzaje dłużej dojrzewają.

Maciej, nu wot, szutnik z Ciebie; a młynek do kwieci pyłku to taki do kawy, radziecki:-)

Krystynko, "zew ziemi" ciągnie do prac ogrodowych, dopóki nie będzie za gorąco; w ogrodzie mam bordową odmianę, i też dynda i pyli na różowo; kleszcze jak zwykle dopisują.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Grażyna, ach! gdyby tak z bliska jeleniowi zdjęcie zrobić:-) chciałabym takie źródło na podwórzu, albo chociaż strumyczek; myślę, że z kota też, tego długowłosego oczywiście; mam swemu podać tabletkę na robaki, nie wiem, jak się zabrać do tego; pozdrawiam.

Janie, niech wszystko ma swoją kolej, nie wolno przyspieszać:-)

Adelinko, na Pogórzu często widuję zwierzynę, my tam jesteśmy raczej gośćmi, one pierwsze były; urlop na Pogórzu - miło brzmi:-)

Bożena, odkrywanie źródełka było fascynujące; u nas mają kable rozciągać, falę sejsmiczną puszczać i badać bogactwa tych ziem; droga przez Pogórze naprawdę ładna, choć niezbyt długa:-) pozdrawiam.

wkraj pisze...

Niezwykłe spotkanie. Jeleń dostojny, z bujnym porożem. Pewnie masz często takie chwile, jesteś otoczona lasami i zagajnikami. Cieszą oznaki wiosny, powoli przychodzi czas wycieczkowy, do którego tęsknię zimową porą.
Pozdrawiam serdecznie.

Tomasz pisze...

Marysiu, ogladając te zjęcia, czułem sie jak w swoich rodzinnych stronach _Kramarzówka (moje miejsce urodzenia) , Helusz, Skopów, Babice itd.
Pszczoły już od dawna mi latają (teraz siedzą z powodu zimna i tylko pojedyncze wylatują do poidła) . Oczyściłem im dennice, pozasklepiałem ramki z pokarmem, odymiłem Apivarolem przeciw varrozie ( był duży osyp pasożyta mimo leczenia jesiennego ). jedna rodzina mi się zaperzyła, w drugiej w osypie znalazłem martwą matkę, wiec te przyłączyłem do innej. Ciasta nie daję, bo mam duży zapas pierzgi i pokarmu. W swoich ulach nie stosuje beleczek, więc pszczoły maja lepsze możliwości penetracji gniazda Pozdrawiam, Tomasz

Mażena pisze...

Natura zawsze mnie zadziwia, powtarzalnością i pięknem takich maleńkich kwiatków. Źródło wody to też cud!
I wiosnę już widać i czuć! Serdecznie pozdrawiam!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wkraju, tak, widuję jelenie na łąkach "zapotocznych", szkoda, że tak daleko; na razie jest bardzo zimno, oznaki wiosny stanęły w miejscu:-) ale niech się tylko trochę ociepli; czas wycieczkowy ... myślałam, że będziemy mieć więcej czasu, a tu trzeba coraz więcej pracować, państwowy moloch nienasycony; i ja pozdrawiam.

Tomasz, sąsiednie Pogórze, Dynowskie; znamy dobrze te okolice, często wędrujemy szlakami, zjeżdżamy autem; u nas leszczyna przekwitła, zaczyna wierzba, a poza tym zimno; może i dobrze, że przyroda sama sobie reguluje i nie dopuszcza do zbyt wysokich temperatur, będzie czas na rozkwitnięcie, bo inaczej wszystko przymarzłoby; i ja pozdrawiam.

Mażena, pamiętasz marzec sprzed kilku lat? śniegu po pas, Wielkanoc po śniegu, a i tak przyroda zdążyła wszystko nadrobić:-) prawda? istny fenomen, żaden jakiś tam mizerny wysięk źródełka, tylko od razu wywierzysko krystalicznej wody:-) pozdrawiam.

Ania pisze...

Mieszkam pośród lasów, a jelenia nie widziałam !!! Tylko sarny i koziołki ( w dużych ilościach ). I mnie przydałoby się takie źródełko w ogrodzie - bardzo malowniczo wypływa z tej ściany.
W naszym rejonie pszczoły dokarmia się na ogół syropem, to łatwiejsze w stosowaniu.
Serdecznie pozdrawiam !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ania, u nas czasami ponad 20 sztuk wychodzi na "zapotoczne" łąki, to jest dopiero widok; szkiełka lornetki zaparowują z emocji:-) i źródełko, i strumyczek w ogrodzie, chciałabym także, a co niektórzy mają, naturalne:-)
mąż też podaje syrop, ale chyba w jesieni, a może i wiosną, tylko później; ciasto bardzo chętnie pszczółki jedzą, dokładane jest często, zwłaszcza przy teraźniejszym chłodzie; i ja pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Swietny pomysł na wycieczkę , poruszanie się korytami strumieni pozwala wchodzić głęboko w las bez ryzyka zgubienia . A na Makówkę też się wybieram i chcę ją przejść od drogi w Makowej właśnie do żródła . W jej korycie są dwa stanowiska dokumentacyjne , które chcę zobaczyć .

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

A, ciekawe są te koryta strumieni, co niektóre najbliższe spenetrowaliśmy od źródła, mam obiecaną gruszynkę do obejrzenia na jednym brzegu:-) chcesz trafić na ten właściwy najgłówniejszy potok, czy też jak wyjdzie? z ciekawości zapytam, stanowiska roślin czy może ciekawe skałki?

Anonimowy pisze...

Czyli potok się rozdziela ? Wejdę w odnogi i poszukam tych stanowisk czyli ciekawych skałek . A co do roślinek to chyba chodzi o gruszyczkę , czy rośnie może gdzieś w pobliżu koryta ?
.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Potok ma kilka dopływów, ale który jest główny, to nie wiem; pierwsze skałki są w lesie, jeszcze ładniejsze chyba za gazociągiem, przebieg którego poznasz, bo przykryte jest koryto taką kamienną matą; tak, tak, o gruszyczkę, ale jeszcze jej nie widziałam, gdzieś na stromym brzegu potoku rośnie:-) sporo chodzenia przed Tobą, potok łączy pewnie ponad dziesięć strumieni:-)

Anonimowy pisze...

Rzeczywiście jest tych dopływów trochę na mapach google nie widać ich , przypomniałem sobie o papierowych mapach w tym przypadku lepiej się sprawdzają . Piotrek .

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Piotrek, a hałasuj, jak będziesz szedł, w błotnistych dolinkach dziki lubią polegiwać:-)

Anonimowy pisze...

Wiem , wczoraj właśnie w potoku w Krzeczkowej spotkałem potężnego odyńca. Nie bardzo chciał uciekać .A przeszedłem sobie od asfaltu do resztek dworu znanego chirurga cały czas potokiem. Są tam fajne kaskady i małe wodospadziki a powyżej stawów ciekawe skałki.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Czyli byłeś na terenie tzw. szildówki, gdzie my jeszcze nie dotarliśmy, choć kilkakrotnie byliśmy na Krzeczkowskim Murze:-) ale przed nami wyprawa na języcznik, więc może uda się tam dotrzeć; czy to może tą drogą, co odchodzi przed Krzeczkową w prawo idzie się do dawnego dworu? historia rodziny Schildów fascynująca, nawet kiedyś popełniłam wpis o nich:-)
http://naszepogorze.blogspot.com/2014/02/wystarczy-zboczyc-z-gownej-drogi.html

Anonimowy pisze...

Chyba nie chodzi o tą drogę , wcześniej to znaczy bliżej Olszan jest droga w lewo .Droga ta jest ze szlabanem i przecięta przez płynącą rzekę , a potem pod Górę Mordownia ze dwa kilometry. Resztek dworu trzeba dobrze wypatrywać , przy drodze jest mogiła , w pobliżu ogromne 200m piękne śródleśne jezioro. Poniżej jeziora na strumieniu z niego wypływającym kaskady i wodospadzik a powyżej z 5oom też przy strumieniu ciekawe skalne odsłonięcia .

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Chyba już zlokalizowałam tę drogę na mapie satelitarnej, i jeziorko widać; może uda nam się tam trafić, bo miejsce ciekawe; widziałam zdjęcia tylko w necie, resztki kaplicy; dzięki za namiar:-)