wtorek, 23 maja 2017

Ciastko do kawy czyli Jamna 2017 "Pod słońce" ...

Droga do Jamnej skróciła się do minimum czasowego, niecałe 2 godziny i byliśmy na miejscu. Jeszcze po drodze wypatrywaliśmy za Wojniczem przydrożnej karczmy, tak po lewej stronie, w kępie starych drzew ... wypatrywaliśmy, wypatrywaliśmy, i aż dojechaliśmy do bacówki:-)
A wypatrywaliśmy jej, bo w zeszłym roku jedliśmy tam placki ziemniaczane po węgiersku, i chcieliśmy znowu to powtórzyć, jak to zwykle bywa na naszym wyjeździe. Nic nie jemy, tylko placki po węgiersku:-) Tym razem obeszliśmy się smakiem, bo jakoś karczmy nie znaleźliśmy.
Koncerty zaczynały się w piątkowy wieczór dopiero o 20, więc mieliśmy trochę czasu na połażenie po okolicy. Spotkaliśmy parę znajomych twarzy, powitania, uściski ...
Na pierwszy ogień na scenie poszedł Rado Barłowski, nasz pogórzański bard. Sam tworzy muzykę do własnych słów, wspominałam wcześniej o nim w zeszłorocznym wpisie.


Jeszcze przed występem zamieniliśmy parę słów, zapytałam go: Radek, a ty masz tremę przed takim występem? - Jak licho! światła w oczy, nie widzisz nic, i trzeba śpiewać:-)
Pierwszy dzień festiwalu prowadziła Agnieszka, której pomoc przy organizacji takich imprez przybiera różne formy. A to pomaga w restauracji, albo przy kwaterunku gości, tym razem przypadł jej zaszczyt konferansjerki. Śmialiśmy się, że wygryzła Zgorzela, Bartka Zgorzelskiego, który również prowadzi podobne imprezy:-) Przyznała, że trema również towarzyszyła jej do końca wieczoru ... w zeszłym roku, na Danielce, szliśmy razem na Rycerzową. Z zadaniem poradziła sobie świetnie.


Następnym wykonawcą był zespół "Pod fryzjerką" z Ciechanowa. Utwory poetyckie własne, w rytmach lekko bluesowych, i strasznie mnie korciło żeby zapytać, dlaczego "Pod fryzjerką"? Nie zdążyłam, bo po koncercie odjechali, ale dziś wyczytałam w necie, że "nad tą muzyczną rodzinką czuwa Beatka - żona, mama, teściowa i koleżanka wykonawców, i pod jej zakładem fryzjerskim mieści się piwnica, w której zespół pracuje artystycznie":-)


Po nich wystąpił Andrzej Brzozowski ...


... a na zakończenie wieczoru zespół "Mimo wszystko".
Nasze pierwsze spotkanie z nimi wyglądało w ten sposób, że za nami pod bacówkę wjechał samochód z rejestracją z naszego regionu, z sąsiedniego miasta, z Przeworska. W środku młodzież, od razu widać, że artyści, z kozimi bródkami, niektóre zaplecione w warkoczyk. -Będziecie śpiewać? -zapytałam. Przytaknęli, i przypomniała mi się audycja Jurka Krużela "Mikroklimat", w której to po raz pierwszy usłyszeliśmy o tym zespole.
Zatem, pogórza zaczynają stawać się kolebką muzycznych talentów w klimacie "krainy łagodności", ha! aż duma rośnie w człowieku:-)


Gdybyście usłyszeli głos tego młodego człowieka w środku, wokalisty, toż brzmi jak dzwon:-)
I kiedy w nocy, czy może raczej już nad ranem siedzieliśmy przed "Chatką włóczykija" wyśpiewując przeróżne hiciory turystyczne i nie tylko, jego głos brzmiał ponad wszystkimi ... jak dzwon, jak dzwon ...
Złapaliśmy troszkę snu, ale my to raczej ranne ptaszki, nieprzyzwyczajeni długo spać ... aż tu nagle telefon, że ciastka do porannej kawy przyjechały z dostawą.
A to ci niespodzianka nad niespodziankami! nasi znajomi, których gościliśmy na Pogórzu w majowy weekend,  Krzyś i Grażynka, przyjechali do nas z dostawą świeżutkich muffinek:-)
Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i ruszyliśmy na festiwalowy rajd do "Diabelskich Skał". Mieliśmy co prawda w planie "Diabelskie boisko" w Pławnej, ale jakoś nikt nie kwapił się do siadania za kierownicą:-) poczeka do następnego roku.






Było bardzo gorąco, taki przedburzowy czas, od czasu do czasu grzmiało po górach ... zatoczyliśmy pętlę sporo ponad  10 km i późnym popołudniem wróciliśmy do bazy.


Pod bacówką co roku fotografuję buławnika mieczolistnego ...




Gdybyż on był czerwony, to byłoby cenne znalezisko ... ponoć koło naszego Leżajska występuje, trzeba szukać:-)
Nasi znajomi nie czekali na wieczorne koncerty, wracali do domu, więc jeszcze trochę pobyliśmy razem ... z każdą chwilą wiał coraz silniejszy wiatr, chłodniało, nadciągały chmury ... naciągnęliśmy na siebie polary. Czas się pożegnać ... po ich odjeździe zrobiło się smutniej, i jeszcze chłodniej, człowiek myślami już zaczął krążyć wokół domu ...
Żeby wytrzymać wieczorem na koncertach, trzeba było uzupełnić jeszcze garderobę, a więc getry pod spodnie, ciepłe skarpety i trzewiki, kurtka na grzbiet, a i tak było zimno ...
Pod scenę przyciągnął nas ciepły głos wokalistki, Małgorzaty Lipińskiej ... zdjęcia nie pokażę, z daleka i poruszone:-)
Szczególne wrażenie zrobiła na mnie pieśń o Wołyniu, bardzo osobista. Jej mama przeżyła Wołyń, w pieśni przeplatają się polskie słowa z ukraińska dumką ... w innej pieśni śpiewa o żydowskiej dziewczynie, Ryfce, która w przedwojennym czasie nie zdaje sobie jeszcze sprawy o nadchodzących strasznych zdarzeniach ... zresztą nikt sobie nie zdawał sprawy.
Potem zaśpiewał Tomek Jarmużewski ... i tutaj wykruszył mi się już mąż, bo poszedł po prostu spać ...


 Ja czekałam jeszcze na "Carynę", a właściwie na "Ziutka: Łukasza Nowaka, który wespół z akordeonistą stworzył świetny występ. Ale zanim wszedł w swój repertuar, na scenie pojawili sie różni artyści, wcale nie występujący na tym festiwalu, znani z innych miejsc, z giełdy ze Szklarskiej, z Kropki, Bazuny, YAPY... i wszyscy zaśpiewali "Połoniny niebieskie" dla nieobecnego już wśród nas Marcina Krzyckiego ...


... gdy nie zostanie po mnie nic, oprócz pożółkłych fotografii
    błękitny mnie przywita świt, w miejscu co nie ma go na mapie ...
Właściwie to za bardzo nie wiedziałam, o kogo chodzi, może jakiś członek któregoś zespołu, tyle twarzy się przewija ... dopiero w domu "wygooglałam" sobie zdjęcie Marcina ... mój Boże! nie ma już Marcina, przecież poznaliśmy się, był prawie na każdej podobnej imprezie, nucił z wykonawcami prawie każdą piosenkę, skromny, sympatyczny, cichy ...
Tymczasem wiatr szalał coraz bardziej, ciemne niebo rozświetlały błyskawice, zaczynało z lekka siąpić ... uciekłam i ja do przytulnej bacówki, nie czekając na następnych dwóch, ostatnich już wykonawców ... że aż mi i wstyd, i szkoda!
Niedzielny ranek w mgle gęstej i białej jak mleko, mokro i niemiło, nawet kawy porannej nie wypiliśmy, ta poczekała na nas w domu.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za chwile uwagi, zostawione słowo, bywajcie w zdrowiu, pa!


12 komentarzy:

Barbara Wójcik pisze...

Wszystko mi się tu podoba- placki ziemniaczane też:-)

Aleksandra pisze...

Ach młodym być, z wędrówek i śpiewu żyć!!!
No takie głupotki mi przyszły do głowy.
Świetnie spędziliście czas. Szkoda, że pogoda nie dopisała, chociaż...burze majowe to naturalne są zjawiska. Pozdrawiam

Sikora Modraszka pisze...

Tyle cudownych zdjęć i ten czas mile spędzony super .

Beata Bartoszewicz pisze...

Pogórze, Bieszczady, góry bez śpiewania były by jak góry bez ptasząt. Pamiętam kiedy byłam nastolatką miałam taką wąską ścieżynkę w bok - właściwie na doskok, wałęsanie się po Mazowszu z klubem wędrownym Wagusy z żoliborkiego DKu. Starsi oczywiście wyjeżdżali w Bieszczady, a małolata więcej śpiewała niż wędrowała. A potem ścieżka się urwała, a inna, nowa powiodła w nowym kierunku... samoloty, samoloty, samoloty... Szkoda, że na lotniskach się nie śpiewa :(

Uściśnień krocie załączam :)

makroman pisze...

Placki to były w Wojniczu ale potem już żadnej karczmy nie pamiętam.
Pewnie śmignęliście obwodnicą zostawiając miasto z boku.

Kolejny raz ubolewam że na festiwalu nie byłem - jak zwykle zawiniła praca, nie było szans na urlop u mnie a u Marzeny, pisanie kolejnej pracy podyplomowej, a przecież bez Niej taki wyjazd i tak nie miał by dla mnie smaku, więc trzeba było obejść się marzeniami.

Na Diable mogliście śmignąć pieszo, tylko jak potem wrócić, bo to w sumie kawałek drogi jest. Może zagadanie z "bacą" by pomogło i jakiś transport by załatwił. Choć i Bukowiec świetna sprawa. Mogliście jeszcze przejść się na Wieprzka, ale w sumie po co wszystkie ciekawe miejsca na raz obejść, jak można dozować ;-)

wkraj pisze...

Piękny, przepełniony łagodnością weekend za Wami. Aż troszkę poszukałem w necie piosenek wykonawców, których podałaś. Lubie takie klimaty, ale dawno już nie uczestniczyłem w takiej imprezie.
Pozdrawiam.

Krzysztof Szady pisze...

Marysiu!
Bardzo się cieszymy, że podobała Wam się ta niespodzianka. Mogliśmy choć chwilę pobyć z Wami, pospacerować po Pogórzu (tym razem Ciężkowickim) i spotkać innych naszych znajomych (a także poznać nowych).
Szkoda, że nie mogliśmy zostać na koncertach.

Pozdrawiamy g. i k.

Pellegrina pisze...

Że się Wam jeszcze chce, po wieczornych i nocnych koncertach, rankiem iść na wędrówkę? Podziwiam. Bo że się Wam chce, po całodziennych wędrówkach, jeszcze iść na wieczorne koncerty to rozumiem.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Basia, byliśmy srodze zawiedzeni, no bo jak być w podróży i placków nie zjeść:-) ale w drodze powrotnej też wypatrywaliśmy karczmy, nie było jej, może już nie istnieje? pozdrawiam.

Aleksandra, burza troszkę postraszyła, pogrzmiała, ale zimno przyniosła ze sobą; lubimy takie imprezy, następne pewnie na Dolnym Śląsku będą; pozdrawiam.

Sikorko, bo to był owocny czas, w wędrówki, śpiewy, miłe towarzystwo; pozdrawiam.

Beata, no właśnie? dlaczego się nie śpiewa na lotnisku? myślę, że ognisko, gitara wyzwalają w człowieku taką potrzebę; pozdrawiam.

Maciej, nie w Wojniczu, to było przy drodze na Jamną, a skręcało się odrobinę w lewo; my też zawsze razem, jak jedno nie może, to drugie też nie jedzie:-) może w przyszłym roku się uda, chociaż coraz trudniej o sponsorów, jak mówił Adam; na Wieprzku byliśmy 2 lata temu, zostało Boisko; pozdrawiam i dzięki.

Wkraju, lubimy taką muzykę, choć nie stronimy od współczesnych wykonawców; może uda nam się do Głuchołazów wyruszyć w tym roku, to następna impreza w tym klimacie, po drodze wiele innych, ale nie możemy być na wszystkich:-) pozdrawiam.

Krzyś, takie spotkania są mile widziane:-) poznawanie nowych ludzi to "dodatnie" plusy takich imprez; koncerty przednie, tylko pogoda się trochę skiepściła, zabraliście ją ze sobą; zresztą tak macie, że albo coś przywleczecie ze sobą, albo zabieracie:-) pozdrawiam.

Krystynko, chce się, po to jedziemy; inaczej trzeba by było więcej czasu przy piwie spędzić:-) piwo dawali dobre, pół na pół z kwasem chlebowym, no pychota:-) pozdrawiam.

Rado Barłowski pisze...

Cześć Marysiu. Dziękuję pięknie za miłe słowa i za Waszą życzliwą obecność Czy mogę opublikować na FB wasze zdjęcie mojej skromnej osoby? Pozdrawiam Was ciepło. Radek

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Radek, no pewnie, masz zawsze moją zgodę:-)
Serdeczności ślę dla Was.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jeszcze jedno, gratuluję serdecznie!!!!! słuchałam "Gitarą i piórem" :-)