niedziela, 30 lipca 2017

Lipcowe poszukiwania ...

Wybrałyśmy się z Bylinową Anią na makowskie łąki w poszukiwaniu storczycy kulistej.
Bardzo to ładne tereny, wieś na dole skupiona wzdłuż potoku Turnica, łąki za domami rozłożone wysoko na pagórach, że można zajrzeć gospodarzowi na podwórze. 
Po drugiej stronie pyszniła się żółtymi kolorami kwitnących omanów Góra Filipa, z tej perspektywy jeszcze jej nie oglądałam ...


Była połowa lipca, łąki w największym rozkwicie.
Nie znalazłyśmy storczycy kulistej, być może już przekwitła, choć suchych kwiatostanów też nie było. Najpewniej nie trafiłyśmy w to miejsce, za to widziałyśmy wiele innych roślin, typowych dla terenów stepowych, a które dobre oko Ani wyszukiwało wśród falujących traw.
Koniczyny, goździki, szałwie, inne storczyki, pięciorniki, czosnki przeróżne, czyściec lekarski, dzwonki, głowienki ... to tylko niektóre z zapamiętanych nazw, resztę niech dopowiedzą zdjęcia ...











Obeszłyśmy całe hektary łąki, gdzieś poniżej, w drzewach, płynął sobie Wiar, z pobliskiej drogi słychać było auta, odgłosy życia wsi, a my jak w innym świecie. Skoro Góra Filipa w zasięgu wzroku, to i tam wstąpiłyśmy pobuszować wśród roślinności. 
Trochę przykro, bo tyle zniszczeń pozostawiają po sobie ci od poszukiwań geologicznych,  szerokie ślady zmiażdżonej ziemi ... chyba odrodzi się na wiosnę ...


Te białe dmuchawce to pomponiki przekwitłych prosieniczników, a cała góra jeszcze w dokwitających omanach ...


... i goryczka krzyżowa się tu zaplątała ...


Jeszcze jedno miejsce nas kusiło, skarpy rybotyckie ... na samej górze tereny już ogrodzone, pasie się bydło, ale zbocza ciekawe ... to te również żółte miejsce, które widać znad Makowej ...


Z tej odległości nie wyczuje się tej stromizny, ale kiedy wdrapałyśmy się na zbocze jakąś ledwie zaznaczoną ścieżką zwierzęcą, prawie zawisłyśmy nad drogą jak pajęczyce, wzbudzając niemałą wesołość u kierowców:-)


I tu czekała nas ciekawostka, jakieś całe mnóstwo nieznanych mi, kwitnących drobniutko roślin ...
roztarte w palcach listki pachniały przyjemnie ni to miętą, ni to szałwią ... mięta to nie jest, bo kwitnie inaczej, na szałwię niby za drobno ...




Już wieczorem dostałam wieści, że to kocimiętka pannońska, roślina chroniona, a skoro oko już wyostrzyło się na jej wygląd, to zauważyłam ją również przy drodze w Rokszycach:-)
I chwała jej za to, niech rośnie wszędzie, bo to i bogaty pożytek dla pszczół.


Szkoda, że nie umiem obrócić tego zdjęcia, tak mnie urzekły te dzwonki wśród szałwii, że wdrapałam się wysoko na skarpę:-) 


Jeszcze po drodze ujrzałyśmy niezwykły widok ... starszy pan zsiadł z roweru i z zerwanych polnych kwiatów układał tak piękny bukiet, że westchnęłyśmy tylko ... też taki chcemy!
Czerwone maki przeplatały się z bielą rumianów, modrością dzwonków, a wszystko otulone jak mgiełką żółtą przytulią ... szczęśliwa kobieta, której dostanie się ten bukiet, najładniejszy na świecie:-) 
Zakończyłyśmy tę botaniczną eskapadę, bo chmury czarne zbierały się nad Pogórzem, u nas lunęło, a na Kalwarii Pacławskiej spadł grad. Lodowe kopczyki zbierały się w rynnach, widziałam później ogrodnicze straty na grządkach.


Na Pogórzu teraz głośno. Po łąkach krążą jakieś kosmiczne potwory o oponach 3 razy szerszych niż ciągnikowe, wydają odgłos jak startująca eskadra odrzutowców, a ponoć zużywają niewyobrażalne ilości paliwa. Nazwałam je Laboratorium Archiwum X na kołach ... niesamowite wrażenie, zawsze razem, poruszają się jak na zdalny impuls, wykonując dziwny taniec na trawie ...


Wszyscy już pragniemy, żeby zakończyli swoje prace ci z geo, bo wszędzie ich pełno, kręci się mnóstwo ludzi, a ziemia zryta, zmiażdżona kołami tych wielotonowych kolosów.
To jeszcze nie koniec z pracami ziemnymi ... rusza budowa gazociągu Hermanowice-Strachocina, z użytkowania wyłączony będzie 11-metrowy pas ziemi pod jego budowę, idący przez łąki, lasy, pola. Trzeba mieć tylko nadzieję, że gazownicy uporają się szybko, bo dziś nikogo nie stać na przestoje ... ale ruch na polach będzie znowu.
Trwa zbiór ogórków, które niestety powoli poddają się jakiejś zarazie, fasolka szparagowa też zapasteryzowana w słoikach ... o dziwo! ta czarna podczas obgotowywania zmieniła kolor na zielony:-)



Wywirowaliśmy ostatnie mizerne resztki miodu, pszczoły są intensywnie dokarmiane, bo w ulach głód. W tym roku nie miały zupełnie pożytków, wiosna zimna, lipy obmarzły i nie kwitły, jabłonie odpoczywają, spadzi nie ma, zostały tylko łąki, a teraz tylko te nieskoszone ...
Dlatego pod chatką aż buczy na kwitnącej szałwii meksykańskiej ... ale co to dla tylu pszczół ...


Podejrzewam, że to będzie trudny, a zwłaszcza drogi rok dla wielu gospodarstw domowych. Dlatego staram się, co tylko urośnie a zbywa, pakować do słoików i do piwnicy. Taka domowa "żelazna rezerwa".
Pomalowałam pozostałe po budowie deski i wybudowaliśmy kawałek ogrodzenia, tylko trzy raje, bo na tyle wystarczyło. Ze śmiechem obserwowaliśmy, jak Mima usiłowała znaleźć przejście ... no było, a teraz nie ma:-)
Po pracy ... och! zmęczyłam się od samego patrzenia!


Chatka zyskała nowe koguty gliniane i na razie tyle wystarczy.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, przed nami gorące dni, ale w końcu to lato, cieszmy się nim, pa!


P.s. Na Pogórzu można spotkać takie tablice ... to w drodze do nas:-)


23 komentarze:

Aleksandra pisze...

Och jakie piękne są te Twoje łąki, takie urozmaicone. U Was geolodzy niszczą pola i drogi. U nas po wyrębie drzew pozostają w lasach olbrzymie koleiny i zryte całe połacie a także szlaki. Spodobały mi się te Twoje koguciki. U mnie teraz upały wszystko schnie. Pozdrawiam serdecznie z drugiego końca kraju.

Krzysztof Gdula pisze...

Oj, piękne są takie łąki. Ilekroć oglądam zdjęcia z Twoich okolic, porównuję je do moich Gór Kaczawskich i… podoba mi się to, co widzę.
Mario, kiedyś widziałem takie wielkie maszyny. Zorientowałem się, do czego służą: wysyłają w głąb ziemi zapytania, po echu ludzie poznają, czego można się spodziewać głęboko pod łąkami.
Mario, jednym z najpopularniejszych programów do oglądania zdjęć (i ich obróbki) jest Irfan View. Używasz go? Jego graficznym symbolem jest czerwony kleks. Jeśli taki masz, to obracanie zdjęć jest proste: przy otwartym zdjęciu każde naciśnięcie klawisza „l” obraca zdjęcie w lewo, a klawisz „r” w prawo o 90 stopni.
Łatwo też poprawiać zdjęcia, kadrować, zmieniać wielkość lub łączyć kilka w jedno. Służę pomocą, gdybyś chciała.

agatek pisze...

Piekne to wszystko ale żeby człowiek przestał tak ingerować w to piękno. Coraz częściej słyszę i niszczeniu ej cześci kraju. Za mało się o tym trąbi w mediach i w końcu będzie efekt nieodwracalny :/

Olga Jawor pisze...

Z przyjemnością obejrzałam łąkowe rośliny, które wypatrzyłyście z Anią w Twoich okolicach. U mnie też ich mrowie, choć zapewne nie ma tych chronionych. Jednak do zachwytu, do wąchania i fotografowania wystarczy. Tym bardziej, że teraz łąki staja sie przyjaźniejszym miejscem do spacerów niż lasy. Chociaż...W lasach niedźwiedzie, wilki i dziki a na łąkach kleszcze, gzy i inne bzykadła gryzące.
Zaraza na ogórkach? Och, u nas na razie wszystko z nimi w porządku. Mam nadzieję, że nie dojdzie tutaj.
Lipy pomarznięte? U mnie to samo. Dobrze, że to pomarznięcie a nie taka sama choroba, jak na sliwach, bo już sie martwiłam, że marnieją mi wszystkie drzewa. Owoców w tym roku malutko, tyle co nic. Na szczęście czarny bez jak zwykle obrodził. Na niego zawsze mogę liczyc!:-)
Pozdrawiam Cie ciepło Sąsiadko i pięknego, spokojnego, wolnego od hałasów oraz uciazliwych robót ziemnych w okolicy sierpnia zyczę!:-))

mania pisze...

Piękne łąki i bardzo pożyteczne rośliny, całą aptekę można tu znaleźć :)
Pozdrawiam serdecznie

wkraj pisze...

Pięknie pokazujesz pogórzańskie łąki, tyle kolorów i różnej roślinności, aż chciałoby się poleżeć chwilę w takim otoczeniu. Koguciki bardzo ładne, a te maszyny służą do badania głębszych warstw ziemi w poszukiwaniu złóż gazu lub ropy. Wywołują mikro trzęsienia ziemi i analizują odczyty drgań.
Pozdrawiam miło :)

Maks pisze...

Ale tam u Was pięknie, niczym w Edenie... Trzymam kciuki za dobre i pyszne przetwory! Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do swojego kącika! :)

*gooocha* pisze...

Nigdy nie robiłam, ani nawet nie jadłam fasolki ze słoika.. Jak to smakuje?

makroman pisze...

I tak lepsze takie ostukiwanie niż wiercenia.
Łąki przepiękne. Nie ma to jak spacer po łąkach, zwłaszcza w towarzystwie przyjaciółki. Stromizny zazwyczaj na zdjęciach wychodzą... płasko, taki urok fotografii.

Tomasz pisze...

Witaj Mario
Wszędzie pełno rozjeżdżonych tras na Pogórzu i w G. Sanocko Turczańskich. Przykry widok. Chodzę dużo po lasach za grzybami i gdzie nie wejdę widzę kable. Tablice ostrzegające przed niedźwiedziami rzeczywiście pojawiły się, a tam u Ciebie widać obecność misiów?
Pozdrawiam serdecznie

EVA XXX pisze...

Hej. Można się jakoś z tobą skontaktować? Możliwe ze się znamy.

EVA XXX pisze...

Były w lipcu 2 ataki niedźwiedzia we wsi Makowa i Lipa

Pellegrina pisze...

Piękne te nasze polskie łąki, kolorowe i pachnące.
Mnie też czasem blogspot obraca zdjęcia nie tak jak chciałam, wtedy usuwam i wstawiam po raz drugi, trzeci .. w końcu się udaje.
Bukiet z polnych kwiatów od wielbiciela - bezcenne!
Tęsknię za ulewą i gradem, niechby nawet poczynił mi szkody w ogródku, byle się tylko ochłodziło!

Anna Kruczkowska pisze...

No właśnie, nawet lipy nie kwitły... Moja gierczyńska też bez kwiatów w tym roku. Za to fasolki, jak u Ciebie, całe słoje!

colorado2811 pisze...

A mi fasolka starzeje się, bo nie umiem/nie mam odwagi robić w słoiki.
Pewnie, gdyby nie te upały, zostałaby większość zjedzona, a tak nikt nic jeść nie chce. Gdybyś mogła mi mejlem podesłać sposób na fasolkę, byłabym wdzięczna.
Ja już nawet o widokach nie wspomnę, bo jak ja tak codziennie wędruję w ququrydzianym labiryncie, mając horyzont dużo wyżej głowy (ququ ma nawet 3,5 m wysokości)to za chwile w ogóle zapomnę, jak świat wygląda. Do listopada (jak dobrze pójdzie, bo może to być równie dobrze grudzień), kiedy horyzont mi się obniży jeszcze trochę czasu....
Ostatnio możliwości zmiany pola widzenia zrobiły się w zasadzie zerowe...
No to nawet nie mówię, że zazdraszczam tych widoków.

Agnieszka Ostrowska pisze...

Dzień dobry Pani Mario! :) Dobrze że tablice o niedźwiedziach na pogórzu się pojawiły. Jeden z nich podobno kręci się koło Zjawlinni... a tak chciałam się tam wybrać jeszcze raz. Strach nie pozwala. Pani fotografie kwiatów są cudowne i zawsze drukuje je sobie, podpisuję i uczę się pogórza w czasie wypraw :)Z niecierpliwością czekam na kolejny Pani post. Tymczasem zapraszam do siebie, na Klawiaturę zamiast Pióra, gdzie relacjonuję własne pogórzańskie wyprawy śladem regionalnych legend :) http://klawiaturazamiastpiora.pl/2017/07/30/swieta-gora-zjawlinnia-czyli-cerkiewka-kapliczka-cudownym-zrodelkiem-ukryte-lesie-fredropolem/ Pozdrawiam!

pytu pisze...

Fajna wycieczka , też będę musiał wybrać się na tą kocimiętkę . Stanowisko z Rybotycz jest znane , jedyne na Pogórzu Przemyskim , z Rokszyc nie. Pozdrowienia Piotrek .PS Storczyca rosła licznie ale w połowie czerwca.

Panharith pisze...

Spodobały mi się te Twoje koguciki. U mnie teraz upały wszystko schnie. Pozdrawiam serdecznie z drugiego końca kraju.



การ์ตูนโป๊

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aleksandro, takie koleiny teraz we wszystkich lasach w ciężkim terenie, trzeba przecież wywieźć urobek; tak późno odpowiadam, że pogoda już zmieniła się kilka razy, ale susza jest, liście lecą z drzew; pozdrawiam.

Krzysztof, wiem, dlaczego Ci się podoba, bo są takie podobne krajobrazy:-) rozmawialiśmy z geo, zbierają informacje, potem uczeni ludzie odczytują wyniki; właśnie mam ten irfan, zawsze go używałam, a teraz po czyszczeniu kompa coś mi nie działa to obracanie zdjęć:-) spróbuję z klawiszami jeszcze, jak podałeś; dzięki i pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agatek, o wielu rzeczach trąbi się w mediach, a arogancja osób decydujących nic sobie z opinii ludzkiej nie robi; rachunek ekonomiczny się liczy; pozdrawiam.

Ola, pewnie i chronionych jest dostatek, tylko trzeba umieć je wypatrzeć, a do tego właśnie potrzebna jest Ania:-) sporo ogórków swoich zrobiłam, zanim wyschły, choć i jeszcze na mizerię zbieram co-nieco, a szkoda, tyle zawiązków jeszcze; dziś patrzyłam, jak pszczoły zbierają słodki sok z rozgniecionych śliwek, zazwyczaj to osy tam żerowały, jest po prostu głód wśród owadów; i ptaków też, aronii nie zostało nic na krzakach; pozdrawiam.

Mania, opowiadał mi Stefan z Anią, jak przejeżdżali przez Rumunię, że mniszki wychodziły na łąki i zbierały całe wory ziół; gdzieżby u nas taki obrazek zobaczyć? pozdrawiam.

Wkraju, idą ostatnie sianokosy na derkaczowych łąkach, teraz to może jakieś marności zdążą do jesieni zakwitnąć, trzeba czekać do następnego lata:-) właśnie ostatnio opowiadał nam znajomy, jak to się odbywa cały proces odczytywania tych zapisów, jedzie to wszystko gdzieś w zacisza uczonych ośrodków, i dopiero tam coś widać; pozdrawiam.

Maks, późno zabrałam się za odpowiedzi na komentarze, wiele rzeczy już się zdezaktualizowało:-) przetwory oczywiście dalej na tapecie, teraz pomidory do słoików, no i maliny na sok i dżemik:-) pozdrawiam.

Gooocha, po prosty otwierasz słoik, podgrzewasz fasolkę w zalewie, odcedzasz, polewasz przyrumienioną bułeczką, i masz dodatek do II dania; pozdrawiam.

Maciej, po lasach też wiercili, w chatce odczuwałam czasami lekkie kołysanie podłogi, ponoć zakładali całkiem spore ładunki, dobrze, że woda w studni ostała się:-) no właśnie, stromizny, głębie, pewnie trzeba jakiś kursik fotograficzny uskutecznić, żeby to umieć:-) pozdrawiam.

Tomasz, mam tylko nadzieję, że wiosną odrodzi się przyroda po zniszczeniach, bo terach tak zaprasowane rośliny, że pozostaje im tylko przetrwać w korzeniu; kable już powoli zbierają, mam nadzieję, że uwiną się do jesieni; tak, teraz i u nas misie w pobliżu, za drogą:-) pozdrawiam.

Eva, po prawej stronie na blogu jest adres mejlowy, można pisać; do tej pory już i do pasiek się dobierały misie, i to wyżej, na Pogórzu Dynowskim; pozdrawiam.

Krystynko, czasami nie zauważę, i już przekopiuję z aparatu takie obrócone, a potem nie umiem sobie z nim poradzić:-) taki bukiet to majątek, a jeszcze z rąk mężczyzny:-) lekkie ochłodzenie nie przynosi ulgi, słońce jakieś palące, tęsknimy za jesienią; pozdrawiam.

Ania, buki i jodły do tej pory leczą mrozowe rany, a siła lip poszła po prostu w odbudowę liścia, dziwny to rok, głód dokucza ptactwu, może chociaż głogi i kaliny obrodzą, przecież na zimę musi im coś zostać; pozdrawiam.

Iwona, już pewnie musztarda po obiedzie z tą fasolką, bo dopiero dziś usiadłam do komentarzy; na Pogórzu nie mam dostępu do sieci, i tak to wygląda; fasolkę obgotowuję, zalewam w słoikach zalewą z dodatkiem soli, odrobiny cukru i obowiązkowo lekko zakwaszam, żeby nie straciła koloru, a pasteryzuję dwa razy, drugi po 48 godzinach, na wszelki wypadek; faktycznie, kukurydza przysłania mocno świat, usiłowaliśmy wczoraj wypatrzeć, skąd taki słup dymu wali, ale przez kukurydzę nie wypatrzyliśmy, za wysoka, ale to pod miastem; na Pogórzu widać daleko, aż sie płuca otwierają na to powietrze:-) pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agnieszka, obawiam się, że to może na wyrost tak nas straszą tymi niedźwiedziami; czyżby wszystkie miśki z Bieszczadu przyszły do nas:-)?
ale ostrożnym trzeba być, nawet lepiej na wyrost, poczekać, aż się trochę uspokoi w terenie, a zwierzyna znajdzie spokój i swoje miejsce; to miłe, że odnajdujesz piękno w tych kwiatkach, sama widzisz, że blogowe kontakty są bardzo przyjemne, sama z nich czerpię wiele wiedzy, właśnie od osób poznanych przez internet:-) pozdrawiam.

Piotrek, w Rokszycach wykosili rowy i już nie kwitnie, trzeba czekać do przyszłego roku, a rośnie po lewej stronie za ostatnim domem, jadąc od Bryliniec; bardzo ciekawe są te skarpy rybotyckie, zresztą łączki po obu stronach drogi przy przystanku, tam koło naszego cmentarza też są ciekawe; po storczycę udamy się w przyszłym roku:-) pozdrawiam.

Panharith, z każdego jarmarku przywozimy jakieś pamiątki; taki kogut, ale o wiele większy wisi na naszej chatce, specjalnie go zamówiliśmy, bo nam się spodobał; pozdrawiam.

Barbara Wójcik pisze...

Jesteś Marysiu wielkim znawcą roślin- podziwiam Cię i podziwiam Waszą krainę.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Basiu, nie wielkim, absolutnie nie, ja tylko towarzyszę znawcom:-) pozdrawiam.