środa, 9 stycznia 2019

Pora na prażuchy:-) ...

Znacie taką potrawę?
Ja nie ... i dlatego zrobiłam ją po raz pierwszy, znalazłszy natchnienie w jakiejś gazetce typu "Przyślij przepis". Najprostsza z najprostszych, wystarczą ziemniaki, trochę mąki i skwarki .
Gotujemy ok. 1 kg ziemniaków ...


Pod koniec gotowania odlewamy wodę, zostawiając ok. 1 szklanki, posypujemy ziemniaki 4 łyżkami mąki i gotujemy aż mąka zaparzy się ...


Odlewamy ostrożnie nadmiar wody i ugniatamy ziemniaki z mąką, powstaje dosyć kleista masa.
W międzyczasie smażymy skwarki boczkowe z cebulką ...


Łyżką zamoczoną w tłuszczu nabieramy na talerz porcje ziemniaków, posypujemy skwarkami, do tego kefir, mleko lub śmietana. Naprawdę syte i pyszne, proste jedzenie, raz na jakiś czas możemy sobie pozwolić na takie tłuściutkie delicje:-)


Chmury wiszą nad Pogórzem, posypując śniegiem.
Trafił się jeden słoneczny ranek, kiedy słońce musnęło przeciwległe zbocza, ale tylko na niedługi czas. Potem przyszły chmury i dalej sypało.




Amik pogonił pierwszy, wzniecając chmurę śnieżnego puchu, a tęższa jejmość Mima za nim ... psy lubią, jak ubieram buty i wychodzę z nimi ...


Potem zachmurzyło się, od zachodu nachodziły ciemne chmury, śnieżyca przysłaniała kolejne pasma, aż przyszła i do nas.



Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za odwiedziny, zdrowia życzę, pa!


30 komentarzy:

Barbara Wójcik pisze...

Mój Tato wspominał o takiej potrawie, podejrzewam, że takiej okrasy nie mieli tylko ziemniaki, mąka i trochę roztopionego sadła, bo dzieci było dwanaścioro...

mania pisze...

A ja niedawno odkryłam przepis na gołąbki z ziemniakami, muszę wypróbować w wolnej chwili :)
Byłam dziś na spotkaniu ze Stanisławem Krycińskim, bardzo ciekawe rzeczy opowiadał, mam książkę z autografem (wielce korzystna cena :) ). Teraz tylko czekam na lato i ruszam na Pogórze :)
Pozdrawiam serdecznie

Anna Kruczkowska pisze...

Ziemniaki to niezwykłe warzywo. Smakuje na słodko i na słono. Podejrzewam, że ilość potraw ziemniaczanych jest nieskończona. Mnie właśnie czeka zredagowanie do końca postu o babce ziemniaczanej. A śniegu u nas jak za dawnych czasów.

puch ze słów pisze...

szkoda że już jest noc i nie mam sił robić takich pyszności mniam mniam ;) lubię proste polskie jedzenie niestety zazwyczaj jest kaloryczne i ciężkie :( zdjęcie domu w śniegu na dobranoc dla mnie :) pozdrowienia asia

Olga Jawor pisze...

Moja mama robiła kiedys prażuchy. Nauczyła ją tego babcia a ją pewnie prababcia. Ja jeszcze nie robiłam, ale nabrałam na to ochoty po przeczytaniu Twojego przepisu, Marysiu.I przypomniał mi sie ten smak, konsystencja ziemniaków z pierzynką z zaparzonej mąki. Pycha! O tej porze roku chce sie takich sycących, prostych potraw. W ogóle wiecej czasu spędza sie w kuchni. Dogadza się ciału a przy okazji i duszy.
Pogoda u nas podobna. W nocy znowu sniegiem poprószyło. Teraz minus 10. Zima na całego!I dobrze!
Pozdrawiam Cię serdecznie o wczwanym poranku!:-)

grazyna pisze...

A teraz prazuchy!! no trzeba bedzie wyprobowac...tym bardziej, ze moj maz za kazdym razem kiedy idze po zakupy z jakis wzgledow taszczy dwa kilo ziemniakow, a sam lubi ryz lub makaron. Wiec by nie rosly, te ziemniaki, leza sobie w ciemnsj komorce...trzeba bedzie te prazuchy zrobic, ciekawa jestem ich smaku !
Zime masz piekna! pozdrawiam

Beata Bartoszewicz pisze...

Marysiu Kochana, jak to apetycznie wygląda, a smakuje z kefirem na pewno wyśmienicie :) Prażuchy muszę zapamiętać, choć ja z samą cebulką mogę zjeść.

Noworoczne kwa, kwa, kwa ślę :)
BB

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Basia, mnie też wystarczyłaby przyrumieniona cebulka, ale mąż lubi boczkowe skwary:-) nieoczekiwanie potrawa okazała się być smaczną, sytą, szybką w wykonaniu, wiec jeszcze nie raz ją powtórzę; pozdrawiam.

Mania, gołąbki z ziemniakami, ale z jakimi? gotowanymi czy surowymi? kiedyś robiłam z surowymi, ale jakoś nie powtórzyłam ich nigdy potem; a ja będę dziś w Przemyślu, książkę kupiłam jeszcze przed świętami, ale po autograf ustawię się w kolejce:-) pozdrawiam.

Ania, o, tak, wykorzystuję je na różne sposoby, a zwłaszcza zagospodarowuję resztki obiadowe; dziś będą chrupiące placki ziemniaczane:-) poczekam na przepis babki, na pewno wykorzystam; pozdrawiam.

Asia, oj, to północ, długo siedzisz po nocach:-) lubię regionalne potrawy, proste, a nie dziwactwa kulinarne; teraz zima, mrozy, człowiek potrzebuje bardziej kalorycznego jedzenia; mam przykład z domu, syn przeszedł na jakąś zwariowaną dietę, jest mu ciągle zimno, a chłop jak dąb:-) pozdrawiam.

Ola, czyli to stary przepis, uwielbiam takie, pod warunkiem, że nie ma: weź kopę jaj:-) no tak, przecież nawet zwierzaki mają zwiększone potrzeby pokarmowe, a one są najmądrzejsze, bo zachowały instynkt natury, przetrwania; pewnie jakiś kulig by się przydał:-) pozdrawiam.

Grażyna, to nieskomplikowana potrawa, Ola powyżej wspomina, że mama gotowała, i babcia, Basia napisała, że ojciec; czyli staropolska, wiejska potrawa; jak mąż przyniesie teraz ziemniaki, ugotuj mu prażuchę, smak podobny jak kluchy ziemniaczane, sprawia to dodatek mąki; pozdrawiam.

Beata, ja kartoflana baba jestem, ziemniaki lubię pod każdą postacią, dziś będą placki ziemniaczane, moje najukochańsze; ja z cebulką też bym wolała, ale mąż skwary, skwary...; pozdrawiam.

Klarka Mrozek pisze...

nie jadłam od czasów dzieciństwa, babcia robiła, jedliśmy je z kwaśnym mlekiem, taka bieda u nas była - sodziaki na blasze na śniadanie, te ziemniaki na obiad, słodyczy nigdy żadnych, mięso raz w tygodniu,
i wyrosłyśmy na szczupłe, śliczne dziewczyny!

PIK pisze...

U nas takie cudo nazywa się porka! Pozdrawiam

Barbara G pisze...

Znam i robię ..tylko trochę inaczej..., całą wodę odlewam od razu , dosypuję mąkę, ugniatam, potem formuję owalne kluseczki i obsmażam na patelni , maja wtedy chrupiącą skórkę.., podaję z surówką z kiszonej kapusty.., pycha

Grażyna-M. pisze...

Też znam, chociaż u nas w domu to raczej rzadko bywały, wujek mnie kiedyś tego nauczył. Muszę kiedyś zrobić.
Piękne te słoneczno-śnieżne góry.
Pozdrawiam serdecznie:)

Joanna pisze...

a ja robie gołabki z surowych ziemniaków,w skład farszu wchodzi jajko ,starta cebulka,troszkę mąki i szklanka zaparzonej kaszy gryczanej,sól i pieprz.kapusta do zawijania biała zwykła.Przepis brzozdowiecki gdyż stamtąd pochodziła Babcia.Mozna ze skwareczkami i śmietaną a także z sosem grzybowym.Jak mówiła muszą się lekko przypalić :)Jak wczesniej napisała Basia ja takze mam taki sposób na prazuchy ale nazywam je krokiecikami bo dodatkowo obtaczam bułeczką.Też koniecznie kiszona do nich :)co do diet naszych synów ,mój tez ma wprowadzoną przez synowa ale mu przemycam coś bo ja jestem sama słaba jak widzę co on je :) ale cóż... Pozdrawiam serdecznie ,stała zaglądaczka z Beskidów

Agata Zinkiewicz pisze...

Żyć nie umierać takie pyszności... I widoki. Tylko do. pozazdroszczenia. Trzymajcie się

Stokrotka pisze...

Ależ tam cudnie u Ciebie Mario!!!
A takie prażuchy warte są wypróbowania.
Pozdrawiam serdecznie
:-)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Klarka, ziemniaki były podstawą jedzenia w naszym dzieciństwie, na różne sposoby, do tego mleko, a już jak przychodziły prace polowe, to dopiero wieczorem jadło się coś na ciepło; ostatnio z mężem gadaliśmy sobie o naszym dzieciństwie, moje wiejskie, jego miejskie, ale jakże podobne, jeżeli chodzi o ruch, od rana do wieczora; nie było dzieci otyłych, no chyba, że jakaś choroba; pozdrawiam.

Kordian, jejku, nazwa całkiem egzotyczna:-) pozdrawiam.

Basia, o, to całkiem ciekawy przepis, bardzo lubię te ziemniaczane przyrumienienia:-) do tego surówka z kapuchy, no pycha na pewno, wypróbuję na pewno; pozdrawiam.

Grażyna-M, no popatrz, a ja przeżyłam tyle życia i nie znałam tej potrawy, po prostu u nas się tego nie robiło, raczej kopytka, z którymi jest więcej zabawy; zima trzyma się krzepko; pozdrawiam.

Asia, no widzisz, i tu jest tajemnica gołąbków z ziemniaków, dodatek kaszy; we wczesnym okresie małżeńskim raz spróbowałam zrobić i porzuciłam przepis; po prostu wszystko uciekało mi z liścia, za rzadki farsz i zniechęciłam się; a przepis z prażuchami rozwija się nadal, Ty otaczasz je w bułce i rumienisz, jak najbardziej wykorzystam:-) ci młodzi to teraz jakoś tak dziwnie się odżywiają, co nie? i smakuje im, co mama zrobi; pozdrawiam.

Agata, no ba, trzeba sobie dogadzać, bronić się przed zimnem, tylko te boczki, zanikająca talia:-) odrobimy na wiosnę; właściwie to mam zamiar jutro ruszyć na wędrówkę, czym niniejszym zapoczątkuję oczekiwanie na rzeczoną wiosnę:-) pozdrawiam.

Stokrotka, Pogórze zachwyca, ono takie trochę nieucywilizowane, prawie sama natura, mało ludzi, dlatego tu znaleźliśmy nasze miejsce; zobacz sama, jak przepis na prażuchy pięknie ewoluuje, rumienione, rumienione w bułce tartej, dodatek surówki z kapusty kiszonej, podoba mi się; dziewczyny są nieocenione, każdy pomysł ciekawy i wart wypróbowania:-) pozdrawiam.

Krzysztof Gdula pisze...

Na mojej dawnej Lubelszczyźnie jadało się podobne danie, ale nie pamiętam jego nazwy, chyba była inna. Lubię ziemniaki, więc danie na pewno by mi smakowało. Typowe danie dawnych czasów na wsi.
Ta słoneczna chwila była piękna, jeśli sądzić po zdjęciu.
Lubisz placki ziemniaczane, jak przeczytałem! Ja bardzo je lubię.

Maks pisze...

W mojej okolicy prażuchy są dość popularne, ale w nieco innej formie, bo to po prostu podsmażana mąka ze skwarkami. Ale na te bym skusił... Pozdrawiam cieplutko! :)

Maciej Beskidnick pisze...

Przepisu nie znałem, ale u mnie chyba się nie przyjmie, za to zima przepiękna u Was, choć i u siebie nie narzekam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krzysztof, właśnie, danie proste i raczej biedne, bo te skwarki boczkowe to nie każdy miał; ulotne to chwile w ostatnich dniach, kiedy słońca jak na lekarstwo; gdybym wyszła później, po śniadaniu, już nie byłoby takich widoków; uwielbiam placki ziemniaczane, ścierane na grubo i cienko, byle były rumiane i chrupiące, nie posypane cukrem, jak niektórzy lubią, i nie odparowane, jak takie ślimole:-) pozdrawiam.

Maks, mąka ze skwarkami? to może coś w formie klusek? posmakowały nam te prażuchy, na pewno powtórzymy, może w odmianie przyrumienionej i w bułce tartej; pozdrawiam.

Maciej, why? nie lubicie ziemniaków? może nie jest to danie, które przyciąga oko, ale smaczne:-) dziś zima w Górach Sanocko-Turczańskich, tam jeszcze więcej śniegu; pozdrawiam.

Maciej Beskidnick pisze...

No właśnie zamierzam zrobić moim chłopakom badania genetyczne czy aby na pewno jestem ojcem? ;-)
ja osobiście ziemniaki bardzo lubię i mogę jeść codziennie, ale powiedz to im. jeden uszczknie ociupinę, a drugi ani tyle - no frytki to zjedzą, czasem babkę ziemniaczana, czy placki... ale ostrożnie i z wielką rezerwą ;-)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maciej, cha, cha, cha, może lepiej nie:-) jak można nie lubić ziemniaków, chociaż ... moja synowa nie cierpi placków ziemniaczanych, jak można ich nie lubić:-) frytki to chyba lubią wszyscy; pozdrawiam.

Pellegrina pisze...

I znowu sprawdzony, prosty przepis, to coś jak kopytka, które uwielbiam, ale prostsze. A gdyby był klub miłośników placków ziemniaczanych to bym się zapisała. Moje wnuki bardzo je lubią, nawet kiedyś młodszy w przedszkolu na dzień babci powiedział, że jego babcia jest 'plackowata'

Pellegrina pisze...

Ależ ta Wasza chata urokliwie otulona śniegiem, z tym wielkim, pięknym iglakiem

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krystynko, tak, to przepis niezwykle prosty, a kluseczki łyżką można sobie nakładać mniejsze lub większe:-) och, placki ziemniaczane, chrupiące, rumiane uwielbiam, choć mój szwagier lubi takie odstałe pod pokrywką, ślimole na nie mówię, a synowa nie lubi placków; jak można ich nie lubić:-) kiedy miałam przyjechać z internatu do domu, mama już miała przygotowane utarte ziemniaki i moje pyszności były dla mnie; mamom zawsze się chce dogodzić dzieciom:-) iglak to choina świąteczna, już miała iść pod siekierę, bo myśleliśmy, że nie przyjęła się a ona pod koniec lata wypuściła zielone pędzelki, i tak sobie rośnie, malownicza właśnie w zimie, pod śniegiem; pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

O tych prażuchach kilka dni temu moja Teściowa opowiadała, a tu dziś czytam na Twoim blogu, chyba jakiś znak Losu ;)
Buziaki z zimnych i bezśnieżnych nadal Kujaw ***)
Lidka

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Lidka, Ty tylko słuchałaś opowieści, a ja zrobiłam i jadłam, więc wszystko przed Tobą:-) naprawdę dobre jedzenie, szybkie, proste i syte:-) jak to bezśnieżnych? to jak wy tam żyjecie bez śniegu:-) pozdrawiam.

świechna pisze...

Znam, jem ... ależ tu pięknie u Ciebie :)

Kamila pisze...

Znam i lubię. Moja babcia była mistrzynią prażuchy! Smak dzieciństwa.
Pozdrawiam serdecznie

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Świechna, ja dopiero poznałam, i na pewno wrócę do tej potrawy nie raz, bo nam zasmakowała; pozdrawiam.

Kamila, u nas ziemniaki występowały pod różnymi postaciami, ale prażuchów mama nie robiła, i nie wiem, czy ktoś we wsi robił; chyba to tak, że "co kraj, to obyczaj":-) babcie były mistrzyniami, jeśli chodzi o nakarmienie rodziny, a nikomu się nie przelewało; pozdrawiam.