wtorek, 18 lutego 2020

Pierwsze ...

... modre przylaszczki w zacisznym kąciku, nieśmiało wychylające się żółte pierwiosnki, a nawet fioletowe oczko miodunki ...




Przebiśniegi pod chatką poczynają sobie całkiem śmiało, w pochmurny dzień kielichy kwiatków zamknięte, jak perełkowe łezki na łodyżkach, a w słoneczny rozchylają się, pokazując pod białymi płatkami zielonkawe koronki wnętrza ...



A wawrzynek? och, wawrzynek prawie cały w różowościach, choć to jeszcze nie pełnia kwitnienia ...


Nie wytrzymałam w chatce.
Wczorajszy ciepły dzień obudził we mnie tzw. "zew ziemi":-)
Nad ranem deszcz zaczął uderzać o dach, oho! "zew ziemi" musi poczekać, bo co można robić w deszczu? Ale koło dziewiątej niebo od strony Kopystańki zaczęło podkasywać się, nawet wyszło słońce i ja, pełna zapału, wyszłam do pierwszych prac ogrodowych.
Zaopatrzona w ostrą piłę do gałęzi tzw. lisi ogon, spiłowałam ostro wszystkie odrosty z głównego pnia leszczyn na podwórzu, a kiedy z nimi skończyłam, przeniosłam się na skraj lasu i tam docięłam brakujące prościutkie gałęzie.
Moim zamiarem było zbudowanie podniesionej grządki-rozsadnika, tam wysieję zakupione i zebrane w ogródkach nasionka różnych kwitnących bylin, oczywiście też miododajnych.
Na trawę położyłam trzy rzędy wytłaczanek po jajkach, na to suche gałęzie, potem uplotłam płotki leszczynowe, w nie wsypałam przekompostowane od zeszłego roku liście lipy i leszczyny, zebrane na podwórzu, a potem czarna ziemia z kretowisk. Ze zbieraniem kretowisk łączy się także pożytek na przyszłość, przy koszeniu trawy, bo na tych górkach można nogę skręcić:-)
No i mam rozsadnik, tuż przy chatce, bo przecież będę pięć razy dziennie sprawdzać, czy już coś wschodzi:-)


Szybko się napisało, ale praca kosztowała wiele wysiłku i potu sporo wsiąkło w trzykrotnie zmieniane podkoszulki, bo wiatr jednak ziębił. Zadowolona z siebie, ale i zmęczona, czekam teraz, czy ten wczesnowiosenny "zew ziemi" nie odbije się na zdrowiu:-)


W sobotę byliśmy na niewielkiej wędrówce w okolicach Kwaszeniny.
Ponieważ w Górach Sanocko-Turczańskich jeszcze leżał śnieg i było mokro, poszliśmy asfaltem w stronę Przełęczy Wecowskiej ... dawno temu zapuściliśmy się tu autem, ale wojskowi wyskoczyli z domów i zawrócili nas:-) Teraz te domki stoją puste, niszczeją, budynki gospodarcze w ruinie ...


Po drugiej stronie drogi unosił się dym z ogniska, warczały piły spalinowe, wyrąb lasu odchodził pełną parą ...


Obok drogi bulgotały wesoło potoki, zmierzające do Wyrwy, o ścianach stromych, trochę dzikie, zawalone pniami, a mech nasiąknięty wilgocią ostatnich deszczy zielenił się całkiem jak w dżungli ...







Leszczyny pylą ... kiedy znienacka uderzy w nie wiatr, leci z nich złota chmura.


Ptactwo rano wyśpiewuje, dzięcioły uderzają w werbel, albo chichotliwie nawołują z wysokiego drzewa, gdzieś z dołu odzywa się dzięcioł czarny. Słońce o zachodzie już opuściło Kanasin, przesunęło się na Horodżenne i zmierza w stronę Kopystańki ... nawet dziś rozmawialiśmy z mężem, że kiedy osiągnie swoje apogeum za Kopystańką,  będzie koniec czerwca i wtedy zacznie się odwrót.




Na sąsiedzkie obejście przychodzą sarny, zawsze te same trzy ... można je obserwować z okna do woli ...



A jak u Was? Czy "zew ziemi" już wyciągnął do ogrodów, sadów?


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione słowo, wszystkiego dobrego, pa!





22 komentarze:

Aleksandra I. pisze...

Jaką wspaniałą grządkę Sprawiłaś sobie. U nas w mieście zakwitają krokusy na trawnikach. Słońce coraz wyżej, wiatr nie daje za wygraną. A no zobaczymy co będzie dalej. Pozdrawiam serdecznie

Agnieszka Mikołajczyk pisze...

Wspaniałe zdjęcia

Stanisław Kucharzyk pisze...

Piękne miłe sercu kwiaty wiosenne już u Was kwitną :-) A żyłka rolnicza nie odpuszcza!

wkraj pisze...

U nas też czuć przedwiośnie i chyba zima już nie wróci. Nie wiem co się stało z naszymi przebiśniegami w zeszłym roku były, a teraz nic nie wyrosło. Natomiast krokusy już są. Najważniejsze , że dzień coraz dłuższy i robi się bardziej optymistycznie mimo szalejących wiatrów. Pozdrawiam serdecznie :)

grazyna pisze...

JUz nie ma co czekac na zime...juz jej nie bedzie, wiec hurra! zaczynamy sie zachwycac wiosna! juz kwiatuszki kwitna, niedlugo swiat bedzie zielony i kolorowy. Chociaz troche mi smutno, ze nie bylo zimy takiej na jaka czekalam

BasiaW pisze...

To jest właśnie piąta pora roku!!! Upominam się o nią! Zew ziemi mnie nie wyciągnął bo dzieci chorują nieprzerwanie więc nie wyjdę z nimi na dłużej.Sądząc po ilości moich aktualnych obowiązków, to ogród ucierpi w tym roku.

mania pisze...

Ależ miałaś Maryniu przedwiosenny fitnes :)
Wariuje aura w tym roku, jak tak dalej pójdzie, to szachownice zakwitną w marcu! Chciałabym w tym roku zobaczyć je na żywo, może się uda.
Pozdrawiam serdecznie

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ola, grządka podwyższona, szybciej nagrzeje się i nasionka ładnie wykiełkują:-) cieszą te zwiastuny wiosny, i wcale nie boleję nad tym, że nie było śniegu, pada deszcz, wody jest dostatek; pozdrawiam.

Agnieszko, natura to wspaniały obiekt do fotografowania, broni się sama, nie trzeba ustawiać:-) pozdrawiam.

Staszek, w zacisznych zakątkach, na nasłonecznionych skarpach ładnie sobie te zwiastuny poczynają:-) nie, nie odpuszcza chłopska dusza, będzie jeszcze jedna grządka, dla samego ogórecznika, bliżej pasieki, bo nie mam sił na przekopywanie i odchwaszczanie, więc radzę sobie, jak to mówi moja siostra "permakulturalnie":-) pozdrawiam.

Wkraju, zima pewnie nie, ale boję się o młodziutkie pąki owocowe, lipowe, orzechowe, żeby nagły mróz nie zniszczył, na to nie mamy wpływu; pewnie trzeba będzie na krokusy pojechać w góry wcześniej:-) jest bardzo wiosennie, ptactwo szaleje i w karmnikach ich mniej, czują "miętę"; pozdrawiam.

Grażyna, jejku! nie rozpędzaj się tak, przecież mamy dopiero luty:-) bardzo łagodnie potraktowała nas zima, już nawet zamknęliśmy bramę na podwórze, gdzie zawsze zawracał pług od śniegu:-) pod ścianą chatki całkiem przyjemnie grzeje słońce, choć czasem i śniegiem rzuci z chmury; pozdrawiam.

Basia, to niezwykła piąta pora roku, tyle nadziei, radości, oczekiwania:-) u nas też choróbsko za choróbskiem, jak nie dzieci, to dorośli, myślę, że będzie lepiej, jak zrobi się ciepło; ogród sobie poradzi, nawet jak poświęcisz mu mniej odwagi, będzie bardziej naturalistyczny:-) pozdrawiam.

Mania, to prawda, troszkę pobolewa stary kręgosłup:-) dziś znowu wyjdę popracować, trzeba się wdrażać do nowych zajęć na powietrzu, trawa tylko czeka, żeby zaatakować:-) będę śledzić szachownicowe łąki, dam Ci znać, jak zakwitną; pozdrawiam.

Krzysztof Gdula pisze...

Mnie zew ziemi wygania na odkryte zbocza gór i każe patrzeć na pola i drogi w oddali :-)
Z ciekawością przeczytałem o budowie ogrodzonego poletka; to czarodziejska magia dla wtajemniczonych, prawda? Po co położyłaś na spód wytłoczki i gałęzie?
Mario, słyszałem, że w tym roku nie będzie przebiśniegów, bo nie mają przez co się przebijać, a tu proszę! Jednak są.
Na jednym ze zdjęć widać szosę i odkryte zbocze wzgórza. Od razu pomyślałem, że z szosy skręciłbym w bok i szedł górą. Takie miejsca zawsze kuszą.
Dzikie strumienie wśród drzew, żywych i obumarłych, też mają swój urok.

Jan Łęcki pisze...

Witaj Mario.
Dawno nie byłem u Ciebie. Postaram się to naprawić.
U nas już widziałem przebiśniegi, a teraz polecę sprawdzić, czy są przylaszczki.
Miłego Tłustego Czwartku.

Anna Kruczkowska pisze...

Ukradnę Twój pomysł na grządkę. Jest prostszy od mojego, czyli murowania kamiennych murków.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krzysztof, podkradłam tę nazwę "zew ziemi" z filmu Przystanek Alaska:-) tam właściciel baru czuł taki zew na wiosnę i płacił farmerom, żeby mógł popracować na roli; potem bolał go kręgosłup, nie mógł się wyprostować i młodziutka żona prasowała mu plecy żelazkiem:-) na spód mojej grządki oda tekturowe wytłoczki, żeby zielsko nie przebijało się, bo ziemia nie jest przekopana, a grządkę buduje się powyżej; gałęzie pewnie po to, żeby był dopływ powietrza i liście rozkładały się w próchnicę, jeszcze powinien być obornik i ziemia kompostowa na wierzch, może za kilka dni dołożę te warstwy, bo na razie wróciłam do domu pączków nasmażyć rodzinie:-) ma to sens, że przebiśniegów miało nie być, ale one czekały i czekały, i w końcu powiedziały dość! i zakwitły; to zbocze, o którym piszesz, też odwiedzam, są tam ciepłolubne rośliny, niektóre bardzo rzadkie; nawet ostatnio, jak wracaliśmy znad tych strumieni, skusiły nas te skarpy i pobliskie łąki i następnym razem pójdziemy właśnie tu, prosto z naszej chatki, to niedaleko; pozdrawiam.

Jan, to prawda, z rzadka bywasz w blogowym świecie:-) ale widocznie masz ku temu powody i nikt nie ma Ci tego za złe:-) u Ciebie, na zachodzie, cieplej, pewnie więcej roślin kwitnie; zaszalałam dziś, 37 pączków wyprodukowałam, dla czterech pokoleń w rodzinie:-) pozdrawiam.

Ania, każdy materiał można wykorzystać na podniesioną grządkę, u nas akuratnie na brzegu lasu mnóstwo leszczyny, a zwłaszcza młodych, giętkich odrostów, te wykorzystuję; wyprodukowałam już trzy takie grządki, jedną w grudniu, kiedy zebrałam gałęzie z czyszczenia poboczy, a w tym tygodniu rozsadnik i grządkę koło uli, tam wysieję ogórecznik i może coś jeszcze z miododajnych; marzą mi się wszystkie grządki tak oplecione, co będę powoli robić; pozdrawiam.

mania pisze...

Maryniu, nie wiem czy wiesz, ale już 5.03. o godz, 17.00 Stanisław Kryciński będzie opowiadał o swojej najnowszej książce: Pogórze Przemyskie - w krwawym zakolu Sanu. Księgarnia Kontrabanda literacka :)
Pozdrawiam serdecznie

Beskidnick pisze...

W zbożnym celu to i "odchorowywanie" będzie lekkie.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maniu, dzięki wielkie, postaramy się być, a może i książkę zakupić, choć ostatnia pozycja "W dolinie Wiaru" zdawała mi się być troszkę tendencyjna; pozdrawiam.

Maciej, odbyło się bez poważniejszego uszczerbku na zdrowiu, choć kości nienawykłe po zimie do wysiłku ździebko zabolały:-) pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Witam się pięknie i pozdrawiam z Warmii. U nas także widać już zapowiedź wiosny w przyrodzie. W ogrodzie kwitną przebiśniegi i przylaszczki. Krokusy bardzo nieliczne i tylko pod domem, ale wiosna idzie na pewno. W parku kwitnie złoć żółta. Powietrze już inne, wiosenne i słychać radosny szczebiot i śpiew ptaków. Wkrótce może zakwitnie też i forsycja i wówczas nastąpi prawdziwie wiosenny czas. Roboty ogródkowe u mnie jeszcze czekają, bo wszędzie mokro i jednak zimno, a zmarzlaka nie tak łatwo w pole wysłać. Alik

Anonimowy pisze...

Pani Mario, ależ jestem ..., już nie powiem jaka. Oczywiście zdjęcia wspaniałe, a nr 8 fantastyczne - jak krzyk rozpaczy i ból istnienia. Powodzenia na rozsadniku. Alik

Pellegrina pisze...

Piękne u Ciebie zwiastuny wiosny, ja w lutym nie byłam jeszcze na skraju ale tam wiosna zawsze późniejsza bo wokół lasy i woda.
Własnie się waham czy formować leszczyny w pień i wycinać odrosty czy puścić w krzew. Obie opcje mnie kuszą ale tej wiosny muszę już zdecydować.
Jajników używam do rozpalania w piecu ale to marnotrawstwo, nie wpadłam na to by wyścielić nimi grządkę, chyba podbiorę Ci ten pomysł. Gałęzi mam sporo , liści też a i ziemi z kretowisk ci u nas dostatek.
Są jeszcze ostępy, drzewa zwalone Naturą a nie przez człowieka.
Przez cała zimą przynoszę ze spacerów gałązki leszczyn i zawsze zachwyca mnie ten moment gdy miękną i sypią złotą chmurą przy byle ruchu.
Zachody masz urokliwe, u mnie coś za coś, mam lasy wokół ale nie mam takich widoków.
Takie sarny sąsiadki to szczęście czy utrapienie?

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Alik, a jakże, czuje sie wiosnę w powietrzu, a ptaszkowie jak rankiem wyśpiewują:-) ojejku, już forsycja? dziś u nas przymrozek, to dobrze, bo troszkę wstrzymuje wegetację; na grządkach też mokro, a zatem roboty tylko koło nich, a więc płotki, cięcie gałęzi, no i zbieranie kretowisk, tam woda odsączona; wysiana papryka już zieleni się na oknie, w przyszłym tygodniu będę wysiewać pomidory; dobrze, że zmarzlak dba o siebie, to żadne bohaterstwo przeziębić się:-) zdjęcie nr 8 trafnie nazwane, to pozostałość po dawnej wsi, kiedyś było tu gospodarstwo; pozdrawiam.

Krystynko, zdążysz, zdążysz, jest jeszcze zimno, wietrznie, przyjdzie czas w cieple popracować, no i przecież trzeba sobie dawkować tę ogrodniczą przyjemność; odrosty leszczynowe potem grubieją w gałęzie, krzew gęstnieje, a przypilnowany w pień rozbudowuje koronę, to już zależy od ciebie:-) wyścielanie tekturą chroni nasze kręgosłupy przed przepracowaniem, a już wypraktykowałam, że doskonale zatrzymują zielsko, trawę, nie pozwalając przebić się do wyższych żyznych warstw; sarny ładne do podziwiania, ale w sadzie szkody robią, zające też, a siatka do okręcania pni leży już któryś rok w gospodarczym; zające też ostrzą zęby na drzewkach:-) pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Pani Mario, powiększyłam ro zdj. nr 8 i widać, że ktoś je ukształtował, specjalnie nadał mu taki kształt. Czy to może hołd dla poprzednich mieszkańców. Wspomniała Pani, że było tam gospodarstwo. Swoją drogą to bardzo ciekawe. Pozdrawiam, Alik

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Alik, stare odmiany jabłoni objęte są specjalną ochrona, są pielęgnowane, przycinane, w ramach jakiegoś projektu unijnego; zresztą w pobliskim arboretum w Bolestraszycach pod Przemyślem te jabłonie są naszczepiane i odtwarzane, a nawet można sobie kupić taką młoda sadzonkę starej odmiany; tę na zdjęciu 8 na pewno nikt nie kształtował, rosła sobie jak chciała, chyląc się w jedną stronę pod ciężarem owoców; to specyfika Pogórza, pozostałości po wysiedlonych wsiach, owocowe stare drzewa, lipy; pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

A jednak ta jabłoń przykuwa uwagę i niesie swoim wyglądem przesłanie. Zdjęcie naprawdę udane i bardzo, bardzo ciekawe. Alik