poniedziałek, 9 marca 2020

Po drugiej stronie Makówki ...

Gdyby tak spojrzeć z góry na dopływy naszego potoku, to układają się jak unerwienie liścia. Zazwyczaj niezbyt długie, nawet nie kręte, wypływają ze zboczy wzniesień na zalesionym terenie, płyną głębokimi jarami, wpadają do Gruszowskiego, a z nim do Wiaru.
Najbliżej nam do Makówki, potoku, którego to nazwa kojarzy się z położoną poniżej Makową, to najdalej do niego docieraliśmy lasem, szukając rydzów czy borowików nad samym brzegiem.
Kiedyś poszukałam jego źródeł ... odgrzebałam zasypany listowiem i zmurszałymi gałęziami wypływ wody z gliniastej ściany, popłynęła krystaliczna woda ...


Tak sobie pomyśleliśmy sobotnim rankiem, że tym razem przeszukamy las za Makówką, nigdy tam nie byliśmy, zrobimy kółko i wrócimy do chatki. Ranek obudził się prześliczny, zanim słońce dotknęło promieniami łąk za potokiem, ptactwo urządziło sobie niezły koncert. Trochę słuchałam ich, jak wyniosłam psie miski, zmarzłam jednak na tarasie, więc uchyliłam okna.


Wyraźnie widać szybko przesuwającą się granicę światła i cienia, tak samo w kierunku Kopystańki.


Słońce długo nie świeciło, już widać zbierające się chmury na niebie, ale co nam to przeszkadzało?
Będziemy blisko chatki, nawet jak przyjdzie deszcz, to wrócimy do ciepłego pieca. Jakoś ostatnio nie chce nam się ruszać dalej autem, więc penetrujemy najbliższe okolice, jakże ciekawe.
Znowu wcześniej zebraliśmy się na wędrówkę, wyszliśmy na drogę sąsiednim polem, żeby oszukać psy, bo wypatrywały z okna:-) a przekroczywszy drogę, poszliśmy łąkami na południe.
Czasami warto odwrócić się za siebie ...


Jeszcze widać sąsiedzkie gospodarstwo, nasza chatka skryła się poniżej, a w oddali okazała królowa Pogórza. Kluczyliśmy różnymi zagajnikami, jedne bardziej zarośnięte, inne przetrzebione, ale generalnie bardzo mokro, z ziemi każdym porem sączyła się woda, gdzieś wyżej wybijały okresowe źródełka, które potem wyschną. Przed nami otworzył się widok na kalwaryjskie wzgórze ...


W miejscu, które mieszkańcy nazywają Dwa Lasy, skręciliśmy na zachód miedzy stare drzewa. Zapachniało zbutwiałymi liśćmi, wilczomlecze wypuściły młode odrosty, gdzieś zaniebieszczyły miodunki i cebulice, a jaskrawą żółcią zaświecił podbiał i jakiś dziwny grzyb ...





Schodziliśmy lasem coraz niżej i niżej, mnóstwo leżących połamanych drzew, pni i gałęzi, których nikt tu nie sprząta, niby blisko wsi, a dziko ...


Miedzy drzewami otworzył się kolejny widok, tym razem na Makową ...


Wyszliśmy na otwartą przestrzeń, jakby wypłaszczenie, jeszcze niedawno rosły tu krzaki, ale teren został uporządkowany, krzaki wycięte, tym samym można bardzo miło posiedzieć w słońcu. Nie schodziliśmy do samej wsi, ale znowu łąkami zakrążyliśmy nad stromy brzeg potoku ... z widokami ...




... potem znowu wyżej, w miejsce, gdzie jakby osuwała się ziemia.
Znowu wszędzie ciurkały strumyczki wody wypływające nie wiadomo skąd, teren grząski, dziurawy, jakby aktywny, że można osunąć się razem z nim ...



Znowu weszliśmy w las, kolczaste drapaczyska łapały nas za nogi, sznurowadła od butów, kolczaste zarośla broniły dostępu, ciężko się szło ... czasami w krzakach zaróżowił się rozkwitły wawrzynek wilczełyko ...


Z doliny słychać było szum płynącej wody, może po kaskadach z kamieni, może po pniach drzew, ale słychać było wyraźnie ... to miejsce nazywają Popowa Dolina, kiedyś, kiedy szukaliśmy ziemi do kupienia, proponowano nam tutaj pole:-)


Zanim dotarliśmy od południa nad brzeg Makówki, drogę przegrodził nam jeszcze jeden głęboki jar, którego nie znaliśmy. Nad brzegiem całe łany przebiśniegów, nieśmiałe przylaszczki ...




... dnem płynęła, i owszem, woda, ale pełno białego, drobnego rumoszu wapiennego.
A kiedy przyszliśmy nad brzeg Makówki, zapomnieliśmy się ... gdzie nasz rydzowy las? jedno wielkie pobojowisko, ogromne pniaki po wyciętych olbrzymach, stosy gałęzi, plątanina, że nie można przejść, to strasznie przygnębiające ... to zbrodnia na naturze, czy ktoś odpowie za ten rabunek? ... dlatego widzę światła z Makowej, nie ma drzew ...
Bardzo zmęczeni wróciliśmy do chatki, niby niedaleko, ale ciężko się chodziło ... ogromnie się sterało Dziadostwo wędrówką:-)


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, dobre słowo, przede wszystkim zdrowia życzę, pa!

24 komentarze:

Agnieszka Mikołajczyk pisze...

Piękne zdjęcia

Lidka pisze...

Oj, zdrowia zdrowia, na te czasy...
Dobrze, ze u Was dziko, oby tak zostało :)

Stanisław Kucharzyk pisze...

Czyli byliście na "Bawełnianym Zamku" ;-) - warto tam pójść jak owocują wełnianki. Grzybek to ten trzęsak klik

wkraj pisze...

Nieśmiało wiosna daje sygnały, że już niedługo ją zobaczymy w pełnej krasie. Lubię wędrówki wzdłuż strumienia, kiedy słychać płynącą wodę. Bardzo przyjemny ten spacer. Pozdrawiam serdecznie :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Agnieszka, dzięki i pozdrawiam.

Lidka, ta dzikość wyjałowiła nas, bo miasto przyatakowało grypą, wszystkich w domu, od Tosi do prababci:-) czy u Was też szaleństwo wykupywania wszystkiego? pozdrawiam.

Staszek, wróciłam do Twego wpisu o Bawełnianym Zamku:-) skoro już namierzyliśmy to miejsce, wrócimy tam; zazwyczaj nie interesuję się takimi grzybkami, raczej jadalnymi, ale ten przyciągnął uwagę kolorem:-) pozdrawiam.

Wkraju, lubię rośliny na naturalnych stanowiskach, łany przebiśniegów, przylaszczek, chciałabym zobaczyć jeszcze raz krokusy w Rumunii, ale czy się uda? trochę zmęczyliśmy się, bo krzaki i kolce łapały za spodnie i buty:-) pozdrawiam.

Beskidnick pisze...

cudne manowce - ostatnio wróciło do mnie SDM.

Bozena pisze...

Miło pooglądać kolorowe zwiastuny wiosny, szczególnie gdy wokół nas wariatów. Przyroda leczy stres, poprawia nastrój i cieszy oczy. Ze zdjęć wnioskuję, że Wasz spacer odbył się dużo wcześniej, niż nasza wyprawa na Jawor, choć w tym samym dniu. Moje zdjęcia przydymione. Twoje piękne i wyraźne. Trzymaj się zdrowo.

Krzysztof Gdula pisze...

Mario, na zdjęciach wzgórz odruchowo szukałem przejść między zagajnikami. Poszedłbym tam, poszedł.
Kiedy ziemia lepi się do butów, chodzi się ciężko, to prawda, ale jak inaczej zobaczyć podbiały i przebiśniegi.
Zakręciłem się w topografii, więc przypomnij mi, proszę, nazwę najwyższego szczytu widzianego na czwartym zdjęciu.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maciej, SDM zawsze, zwłaszcza utwory Stachury, te późniejsze jakoś do mnie nie przemawiają; pozdrawiam.

Bożena, nawet nie mogę skorzystać z uroków Pogórza, bo męczy mnie grypa, jest już lepiej, ale słabość pozostała; byliśmy nad Makówką akuratnie tydzień temu w sobotę, po śniadaniu; wcześniej, potem rozpadało się; nabieram siły, żeby przejrzeć ulubione blogi, zajrzę z Wami na Jawor; pozdrawiam.

Krzysztof, między zagajnikami nie jest wcale łatwo przejść, zwłaszcza jeśli drogę zagradza kolczasty mur tarnin; ale można je obejść, nadkładając drogi:-) oprócz błota nóg czepiają się kolczaste pędy jeżyn, można niezłego orła wywinąć; ha! no jakżeby? to Kopystańka, królowa:-) chciałoby się pójść dalej, ale jeszcze nie mamy sił, wyjątkowo z bólem serca spędzamy czas w domu, pocąc się jak myszy, łykając medykamenty i zużywając tony chusteczek; pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

No to pozdrawiam i podziwiam sterane Dziadostwo. Ciężki, ale piękny spacer i takież widoki. Dzięki, że mogłam z Warmii powędrować z Wami. A wiosnę widać, słychać i czuć. Tulipany w całkiem dużych pąkach. Dzisiejszy ranek jednak nas zaskoczył i powitał zimowo śnieżną zawieją. W dzień trochę stopniał, ale widać, że zimno nie odpuszcza, bo i temperatura spadła poniżej zera. Oby na krótko. No to do kolejnego spaceru. Rychłego powrotu do zdrowia, bo licho nie śpi. Alik

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Alik, to "dziadowskie" steranie okazało się być początkiem grypy, położyło nas do dnia dzisiejszego, siły bardzo powoli wracają; patrzę za okno i tak mi żal tych pierwszych prawdziwie wiosennych dni, a ja taka słaba:-) po nocnym mrozie niedziela taka cudna, tylko iść przed siebie, jednak na razie niemożliwe; jakoś mi tak smutnie zawiewa pesymizmem, podupadł nastrój, ale liczę, że będzie lepiej; na złagodzenie smuteczków rosół domowy może pomoże:-) pozdrawiam.

mania pisze...

Miód ze zmieloną czarnuszką, goździkami i propolisem należy jeść w razie infekcji co godzinę po łyżeczce - panaceum na wszelkie zarazy, sprawdziłam na sobie.
Nigdy nie widziałam przylaszczki w naturze, chyba włóczę się po niewłaściwych miejscach :) Piękne macie widoki, spacery po okolicy wskazane.
Zdrowia życzę :)

Anonimowy pisze...

Ja przed przeziębieniami chronię się zajadając do śniadania czosnek(jak nie idę do ludzi)i popijam herbatkę z imbirem i miodem, albo imbirem, herbatką z dodatkiem kilku goździków i pokruszonych kawałeczków laski cynamonu.A grypa to chyba wszędzie teraz. U nas w mieście i okolicy też ma sezon. No i jeszcze ten korona..... Dobrze, że każą siedzieć w domu, to może jakoś przetrwamy. Jak to mówią byle do wiosny. A w naszej lokalnej gazetce ten to wierszyk Szymborskiej wyczytałam, który może być mottem na najbliższe dni:
"Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś – a więc musisz minąć.
Miniesz – a więc to jest piękne".
Pozdrawiam, życzę ciepełka i zdróweczka, Alik

Krzysztof Gdula pisze...

Królową jest Kopystańka. Zapamiętam :-)

Kris Beskidzki pisze...

Czyli powolutku wiosna puka do drzwi, tylko czekać aż wybuchnie swoją pełną siłą
Pozdrawiam :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mania, używam różnych specyfików, tym razem rokitnika z miodem, ale na grypę nie ma mocnych, trzeba wychorować, wyleżeć swoje; teraz przylaszczka ma swój czas kwitnienia, niebieskie łany; spacery po okolicy tylko króciutkie, nie mamy sił; dzięki i pozdrawiam.

Alik, żeby to było zwykłe przeziębienie, to pewnie nawet nie zwróciłabym uwagi, a tu grypa położyła cały dom, mija drugi tydzień, a my bez sił powoli wracamy do życia; jakże akuratne słowa wiersza, bardzo mi się spodobały; dzięki wielkie i pozdrawiam.

Krzysztof, to nasza lokalna połonina:-) pozdrawiam.

Kris, nie mam okazji od dłuższego czasu obserwować tych zmian wiosennych, grypa rozłożyła nas na łopatki, ale może dziś wreszcie uda się wyjechać na Pogórze; pozdrawiam.

grazyna pisze...

Siedze w domu, wiec przynajmniej na Twoich zdjeciach moge nacieszyc sie wiosna, podejrzewam, ze w tym roku ta rodosc nie bedzie nam dana. Wokol Twojej chatki pustkowie, wiec jak juz Ci grypa minie bedziesz mogla zaczerpnac z wiosny co sie da, my siexdzimy w domu, czytam pisze, slucham muzyki, wymyslam kuchennie etc...nie narzekam, nie nudze sie, ale z checia bym poszla tam gdzie kwitna kfffiatuszki.
Pozdrawiam serdecznie

Enrico pisze...

Fajnie macie, że jeszcze nie dotarła do Was ta zaraza. Jeszcze można zaznać spokoju , ciszy i odgłosów natury. Ja byłem ostatnio na ścieżce przyrodniczej w lesie niedaleko Rzeszowa i zamiast ptaków wsłuchiwałem się we warkot quadów, crosów i terenówek. Chyba nie wrócę do Cierpisza.

Anonimowy pisze...

"Czasami warto odwrócić się za siebie ..."

Pięknie.

A najbardziej Ci zazdroszczę przebiśniegów...

Pozdrawiam serdecznie,
Wojtek

Bozena pisze...

Mam nadzieję, że już wyzdrowiałaś. Trudny ten czas . Bogaty w choroby, ograniczenia. Odezwij się, bo martwię się, czy u Ciebie wszystko w porządku. Pozdrawiam i bardzo dużo zdrowia Wam życzę. :)

Tomasz Gołkowski pisze...

Witaj Mario
Wracam do blogosfery :)
Super sprawa z tym potokiem i jego źródłem, lubię takie szczegóły. Piękne jest to zdjęcie na Pogórze. Wspaniałe światło do fotografii. Życzę spokojności w tych zagadkowych czasach i zdrowia, jak i udanych wpisów.
Pozdrawiam
Tomasz

Ania pisze...

Marysiu, zdrowia i spokoju w tych strasznych czasach ! Łany przebiśniegów i moich ukochanych przylaszczek koją serce. Moje ogródkowe nie mogą się z nimi równać. Piękne zdjęcia, jak zwykle. Uściski !

Anonimowy pisze...

Pani Mario, jak tam dochodzenie do zdrowia? Mam nadzieję, że powoli ale wszyscy dochodzą do sił. Na ten trudny czas będzie potrzebne nam wszystkim "końskie " zdrowie. Wszystkiego dobrego, dużo pogody w sercu i na zewnątrz. Pozdrawiam, Alik

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Grażyna, nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, niewidzialny wróg zaatakował ludzkość, i nawet nie wiadomo, jak to się skończy; cieszy świat dookoła, tylko sił brak, powolutku wrócę do życia, żeby tylko grypa nie pozostawiła spustoszenia w organizmie:-) w mieście mamy ogród, wnuki mają gdzie pobiegać, bardzo współczuję rodzinom, które muszą spędzać czas w czterech ścianach; bardzo tęsknię za Pogórzem, ciepłem, może w ten weekend? ma być cieplej; pozdrawiam.

Enrico, myślę, że zaraza krąży podstępnie wokół, tylko nie zrobiono należytej ilości testów:-) tak, u nas na Pogórzu mamy ostoję spokoju, duża odległość od ludzi, dobre miejsce na przetrwanie złego czasu, tylko że tak się nie da; musimy wracać do miasta; niby na ścieżkach przyrodniczych zabronione jest zakłócanie spokoju, ale butni ludzie tego nie respektują; pozdrawiam.

Wojtek, szkoda, że nie udało nam się w tym roku pojechać na kwitnącą śnieżycę wiosenną w Górach Słonnych, albo w Bieszczadach, to dopiero widok:-) ta niedobra grypa:-) pozdrawiam.

Bożena, prawie wyzdrowiałam, najgorszy ten brak sił, ale myślę, że idzie ku dobremu:-) tylko że następny wróg czai się za progiem; i Wam dużo zdrowia, dzięki za troskę; pozdrawiam.

Tomasz, długo Cię nie było, ale jak to w życiu, są sprawy ważne i ważniejsze; zerknij na wpisy Twojego krajana Piotrka, jakich cudeniek naszukał w najbliższej okolicy, tylko korzystać http://roslinyprzemysla.blogspot.com
Dzięki za dobre słowo, pozdrawiam.

Ania, dzięki wielkie, spokoju i zdrowia trzeba nam wszystkim; czasami ogarnia mnie przerażenie, jeden syn na wyspach, drugi przy nas, brat z bratową schorowani, mama męża 83-letnia, a tu świat wokół taki wrogi; wszystkiego dobrego Aniu, pozdrawiam.

Alik, dzięki za troskę; właśnie, sił brak, paskudny kaszel jeszcze męczy, ale chyba wszystko na dobrej drodze:-) czas ciężki, przerażający, może mężczyźni mniej panikarsko reagują, ja boję się bardzo; pozdrawiam.