... są! wpasowały się prawie idealnie. Mamy najprawdziwszy "loszek", spory kawałek przestrzeni do zagospodarowania półkami, chłodny latem i ciepły zimą ... bo w chłodniejsze dni już wyczuwało się stałą temperaturę wewnątrz. Wstawialiśmy je osobno, bo te z framugą już zostały wpasowane, a te są dodatkowymi ... mamy nadzieję, że mróz nie dojdzie do środka przez podwójne drzwi .
W nagrodę wybraliśmy się wieczorem do Przemyśla, na Zamek, gdzie odbywał się koncert zespołu "U studni". Oczywiście "kraina łagodności", poezja Adama Ziemianina, Edwarda Stachury, twórczość i kompozycje własne artystów, wszystko to tworzyło bardzo interesującą mieszankę ...
Na widowni znajome twarze, o! ta pani podgrywała na harmonijce ustnej na spotkaniach w Piwnicy pod Niedźwiadkiem ... zespół wyśpiewał dużo piosenek, a publiczność nie chciała ich wypuścić ze sceny, bisowali kilkakrotnie.
A wracając do naszych gospodarskich zajęć, zaczęliśmy już roboty wewnątrz, Na pierwszy rzut poszło czyszczenie ściany z bali, która jest jednocześnie ścianą chatki i tutaj będzie wycinany otwór drzwiowy ... nie, nie, drzwi nie będziemy montować, będzie swobodne przejście. Mąż mówił, że jeśli za ciężko mi i za pyliście wykonać tą robotę, to obudujemy ją deskami i będzie ... no gdzież! szkoda topolowych bali, bielutkich i gładkich chować pod deską ... zawzięłam się, maska na twarz, wiertarka z tarczą do ręki i jakoś poszło ... nie za idealnie, pozostały wżery z impregnatem, ale to tylko dodaje belkom patyny starości ...
Potem między belki wbijemy sznur i po robocie. Mąż prąd już wprowadził, tak że i wieczorami można tam co nieco podłubać. Także i samo wejście piwniczne zyskało nową oprawę, z zalegających hałdą kamieni ze starej piwnicy ... powstały masywne schody w jedną i w druga stronę, a z płaskich kamieni placyk u drzwi ... żeby po błocie nie chodzić ...
To schody "zejściowe" z chatki, trzeba jeszcze dokończyć ścieżkę płytami kamiennymi, niech no tylko kręgosłupy troszkę odpoczną:-) ... planuję tutaj różne roślinki płożące, żeby przerastały między kamieniami, wychodziły na płyty kamienne, zwisały "brodami" w dół ...
... a te bardziej strome, prowadzą do małego garażyku z lewej strony, toporne i niezbyt uładzone ... takie schody spotykaliśmy na ścieżkach do rumuńskich cerkiewek. Kamienie, bardzo ciężkie, potężne, trzeba było się sporo nasapać i nadźwigać, żeby wpasować je w odpowiednie miejsce.
Pisałam Wam sporo o płocie i bramie, które budowaliśmy z myślą o psach, żeby nie wybiegały na drogę ... tak, niezbyt długo cieszyliśmy się, że zatrzymują nasze psy ... Paździoch pokazał Miśce, jak sobie radzić ...
Ten łańcuszek miał niby przeszkadzać przed wyłażeniem, ale gdzież tam, można go spokojnie zdjąć.
A Amik radzi sobie inaczej, bo tutaj nie zmieści się pod bramą ... po prostu obiega przez sąsiedzkie obejście. Nie pozostaje nic innego, jak zaginać płot i budować go dalej z obydwu stron:-)
Na grządce wysiała się sałata dębolistna i ... kolendra, sałatę podskubuję na bieżąco, a kolendra ... niech sobie rośnie ładnie dalej;-)
Jest mi trochę smutno, że nie mogę częściej u Was bywać ... staram się czytać wpisy, jak wpadam raz w tygodniu do domu, na pozostawienie bodaj małego komentarza już brakuje czasu, wybaczcie.
Nie mamy w chatce internetu, może kiedyś to się zmieni.
Pozdrawiam Was gorąco, dziękuję za odwiedziny i dobre słowo, pa!




































