wtorek, 12 lipca 2011

Szelest skrzydeł motylich, sianokosy i ... osy

Szczytne były plany wyjazdowe na Pogórze, przede wszystkim skończyć to, co przerwał nam deszcz, a więc położyć rurę do zbiornika i zakopać, i inną rurę do dołu chłonnego, też położyć i zakopać. Ale zanim zakopać, to trzeba było wykopać, ziemia gliniasta, lepiąca się do łopaty, ale daliśmy radę.
A na początek przywitało nas głośne buczenie na tarasie, jak w filmie "Rój", myślałam, że pod wpływem wysokiej temperatury wyleci rójka z gniazda os, ale nie, one tak chłodziły swój dom ...


,... w zależności od temperatury, jeśli było troszeczkę chłodniej lub powiał wiatr, było ich mniej, jeśli goręcej, to pomagały nowe...


Jednym słowem, cały dzień było jak w ulu, jest to łagodna odmiana tych owadów, zupełnie nie zwracają na nas uwagi, trzeba patrzeć tylko, żeby przypadkiem nie znalazły się w pozostawionej szklance.
Lipiec to czas "unijnych" koszeń trawy, po łanach traw na górce nie został już ślad, podczas naszej nieobecności łąka została wykoszona, nawet nie wiemy przez kogo, a dba o to Janek, poprzedni właściciel...


Tego siana nie zbiera się, zostaje na łące ...
Po ostatnich, obfitych ulewach ziemia w wykopach mocno osiadła, trzeba ją będzie uzupełnić ...


... a zbiornik trzeba było na nowo obsypać, ale to przy okazji robienia wykopu pod rurę...


Robót pilnowali oczywiście dwaj nadzorcy, bez nich nie może odbyć się żadna robota na świeżym powietrzu, było gorąco, około 30 stopni, a oni cały czas przy nas, kładli się dla ochłody w świeżo wykopanej ziemi ...



Przecież nie mogę ich pominąć, pomocników naszych.
W przyszłej łazience pojawiły się nowe urządzenia, jakiś zbiornik wyrównawczy ...


.... myślałam, że pod umywalkę damy sobie jakiś pień jabłoni, jak w oglądanych w Country łazienkach, ale trzeba będzie to jakoś zabudować...


.... tron królewski ....


... i umywalka, to najpotrzebniejsze rzeczy, w następnej kolejności kabina prysznicowa, bo pierwej będzie ogrodowy prysznic.
A w ciepłe wieczory oglądaliśmy latające świetliki lub obserwowaliśmy popielice ...





Przycięłam winorośl, jeden pęd sięgał do śliwki, to była ich droga do biegania, rozpędzały się, a tu ciach! koniec drogi, dopiero potem wyczaiły, że mogą biegać po innym pędzie.


Koniki polne są już zupełnie duże, to ze spaceru po skoszonej łące ...


... i przymglone wieczorem góry ...


... a obok pachnące sianem łąki.
A w niedzielę straciłam mnóstwo czasu na usiłowania fotograficzne z motylami, co one ze mną wyprawiały!
Gdy tylko zbliżałam się z aparatem, frunęły w inne miejsce i tak po całym sadzie ...


... oprócz zwykłych szaraczków, występujących w wielkiej obfitości...


... przyuważyłam takiego rudaska, niezwykle ruchliwy, wodził mnie za nos przez długi czas ...


.. i inny, trochę bledszy, ale bardziej wzorzysty i szlachetniejszy w kształcie.
Ale zupełnie zawojował mnie ten, jak ryś, właśnie to jego najpierw usłyszałam, zanim zobaczyłam, duży, jak tropikalny i ... ruchliwy jak diabli ...


... najpierw przysiadł na śliwce, wysoko i daleko ...


... potem przyleciał na taras, na wianuszek  z juty, może przywabił go pomarańczowy kolor wstążki?


Potem bardzo posmakowały mu moje rękawice robocze ...


.... a tu pozował zupełnie długo na belce. I zobaczyłam za chwilkę, że to są dwa osobniki, które wodziły mnie za nos ...
 A w poniedziałek rano usłyszałam następnego, ma tak duże skrzydła, że szeleści nimi w locie. Po raz pierwszy od dziesięciu lat zobaczyłam go na Pogórzu, a zazdrościłam Dolnemu Śląskowi, że go mają.
Porzuciłam kosę i czatowałam z aparatem, z zapartym tchem...


Usiadł na chwilkę na pnączu przy tarasie, również ruchliwy i nerwowy jak inne ...


... a potem na moich rękawicach roboczych, co one z tymi rękawicami?


Tu widać mieniące się na fioletowo skrzydła, bo to mieniak tęczowiec, który tak mi się podoba ...


... a tu tylko lekko. Strasznie dużo zdjęć mu narobiłam, rozłożył skrzydła, a ja pstryk! ale on już złożył, i tak z pięćdziesiąt razy, prawie wszystkie wyszły ze złożonymi, uff! strasznie ciężka praca fotografa przyrody, a w końcu przyszedł Bigos i spłoszył go swoim wszędobylskim nosem.
Na ogromnych, jodłowych pniach położyliśmy płytę kamienną ...


... to jest stól przy grillu,  rzecz bardzo potrzebna do odkładania przyborów kuchennych i rozkładania wiktuałów.
Tak cieszę się słoneczną pogodą, że jeszcze trochę igraszek ze słońcem pokażę:






Przez cały czas pobytu mocno straszyły burze, były grzmoty i błyskawice, i nawet lało, ale późnym popołudniem poniedziałkowym rozpętała się bardzo solidna burza, przylazło to-to zza Kopystańki, gdzieś od Grey Wolfa. Zdążyłam spakować się do "czołgu", zdjąć Maksia z pięterka chatki, bo bardzo boi się burzy, pozamykać domostwo i do góry, zapłacić jeszcze za robotę przy sianie, a przy kapliczce musiałam zatrzymać się i sfotografować, to co działo się nad górami .


... wzgórza kalwaryjskiego prawie nie widać ...


... Kanasina można domyślać się za ścianą deszczu ...


.. Kopystańka w nieco mniejszej kurzawie...


... wzgórza na południu, nad wsią, w deszczu.
 I szybko w samochód i do domu, burza goniła mnie po leśnych drogach, ale słabła, jak dojechałam, nie było śladu deszczu, ale ochłodziło się.
I to tyle weekendowych wspominków, znowu trochę do przodu, i tak się zastanawiamy, czy będzie kiedyś taki czas, że przyjedziemy i nie będzie nic do roboty?
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, dzięki za ciepłe słowa, będę teraz nadrabiać zaległości blogowe, pa.



A hyzop pięknie kwitnie na tarasie ...


.... a mięta płożąca wręcz szaleje.


34 komentarze:

OLQA pisze...

roboty zawsze będzie więcej niż życia , ale za to jakie macie efekty!pozazdrościć wypada i samemu wziąć się do roboty:)

ankaskakanka pisze...

My w mieście nie mamy problemów z internetem, ale wszystko jest możliwe, zawsze mogą prąd wyłączyć....
Pierwsza myśl, jaka mi się nasuwa, to to, że nigdy nie widziałam takiego stworzonka jak popielica. Kojarzyłam to jako coś z myszowatych, ale jaki piękny ona ma ogon. Kolekcja motyli przecudna. Właśnie przejeżdżając przez wsie spotkałam mnóstwo motyli. Chyba pora taka.
Robota, jak robota. Raczej miło jest patrzeć kiedy wije się gniazdko. Wszystko dla Waszej wygody.A praca na powietrzu, to raczej miła praca
Prawdziwej burzy u nas nie widziałam. Nad ranem parę błysków, 3 grzmoty gdzieś o 5 rano i prawie nie ma deszczu.
Mogłabym tak pisać i pisać, bo tak lubię Wasze Pogórze.

Inkwizycja pisze...

Ależ wszystko piękne! I ten stół kamienny, i zioła na tarasie, i motyle... Ach, motyle są cudne! Wiem, jak trudno je sfotografować ;-)
Ale powiedz mi, Marysiu, czy to dobrze zostawiać skoszoną trawę na łące? użyźnia ziemię może?
Pracy pewnie nigdy nie ubędzie, bo zawsze się coś nowego wymyśli, zapragnie... ale przy takich dwóch pomocnikach to chyba robota lżejsza ;-))
Ściskam czule!

amelia10 pisze...

I to sa wlasnie uroki wlasnego domu, Mario, ze tej pracy nigdy Ci nie zabraknie. I wiesz, chyba dobrze, ze wlasnie tak jest, ze jest czym czas wypelnic, a potem jakze przyjemnie jest przysiasc gdzies pod drzewem i popatrzec na to, co dokonaly nasze rece. To jednak niezmiernie cieszy.

Motyle cudne. U mnie bardzo duzo takich niewielkich, o blekitnym kolorze skrzydelek, jak blawatki, na ktorych widok wydaje niezmiennie okrzyk zachwytu.
Cudne one wszystkie zreszta sa. Niepisane Krolowe ogrodu.
Pozdrawiam serdecznie:)

mania pisze...

Sznaucerowaty pomocnik przypomina mi Asterixa z tymi uszami :)
A przy fotografowaniu motyli możesz wykorzystać funcję zdjęć seryjnych, ma ją większość aparatów. Po przyciśnięciu i przytrzymaniu migawki aparat robi kilka zdjęć z dużą szybkością, więc na pewno udałoby się uchwycić motyla z rozłożonymi skrzydlami.
Pozdrawiam serdecznie :)

vinniczek pisze...

Czytam z zapartym tchem... Już na początku osy wzmogły wydzielanie adrenaliny!!!

Grey Wolf pisze...

u mnie też osy pod dachem wachlują w gnieździe :)..takie 'rysiowe' motyle ja nazwałem' tygrysie' ;)..
a Rudka już jedną popielicę upolowała :/..piękne masz widoki po drodze :)..a maliny rosną?

Anonimowy pisze...

Witaj Mario! Od dłuższego czasu mam kłopot z zalogowaniem, z zamieszczaniem komentarzy, z dodaniem postów i ogólnie z całym blogerem :(((Teraz próbuję kolejny raz jako anonimowa....
os raczej się nie boję, popielica bardzo mi się podoba, widoki cudne ale te okropne burzowe chmury...nawet przez monitor się "boję" Psiunki... przepiękne udawacze sznaucerków :)))
Pozdrawiam serdecznie, miłego dnia życzę:)))

Anonimowy pisze...

Zapomniałam się podpisać...guga ze skarbczyka:)

Ataner pisze...

Marysiu, sesja zdjeciowa motylkowa wyszla ci rewelacyjnie. Musialas faktycznie troszke za nimi polatac:))
Za osami nie przepadam ale zdjecia swietne.
Popielicy nigdy w zyciu nie widzialam, przemile stworzonko, troszke podobna jest do naszych amerykanskich wiewiorek.
Pieknie u Ciebie i widac, ze w kazda czynnosc ktora wykonujesz wkladasz duzo serca.
Pozdrawiam:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Olqo, i mówią też, że roboty nie przerobisz i robota nie zając, nie ucieknie. My też wychodzimy z tego założenia i po trochę do przodu, czego i Tobie życzę, pa.

Ankoskakanko, zrobili nam teraz internet na antenkę, chodzi nawet w miarę, bo na kablowy trzeba byłoby czekać z miesiąc, a tu potrzeba chwili. Popielica to taka troszkę mniejsza wiewiórka i łagodna, nie bojąca się, a motyli teraz rzeczywiście roje, muszą zdążyć spełnić swoje rodzicielskie zadanie, pozdrawiam serdecznie.

Inkwizycjo, ta nasza łąka jest z kategorii użytek zielony ugorowany, siana nikt nie chce, a ślad po nim nie zostanie do przyszłej wiosny, to wcale nie jest do użyźnienia. Inni jeszcze zgrabiają je na boki i potem gdzieś wywożą, są wtedy większe dopłaty unijne, my nie mamy maszyn i nam się nie chce. Pomocnicy pomagają, jak mogą, zwłaszcza kiedy przychodzą pomiziać się co jakiś czas, a trzeba obdzielać przytulaniem równo, pozdrawiam serdecznie i cieplutko.

M. pisze...

Na początek gratuluję tronu, bo wiem jak bez niego ciężko!
Praca jest bardzo potrzebna, bo zapobiega nadmiernemu myśleniu. A z nadmiernego myślenia nic dobrego nie wynika, tylko smutki bez powodu. Albo cywilizacja :)
Wyobrażam sobie jak się nabiegałaś za motylkami! I udało się je pięknie "dołapać"! Dobrze, że później się można powachlować osami... A tak poważnie, to panicznie bym się ich bała.
Popielice strasznie fajne. Nigdy jeszcze nie widziałam na żywo.
Serdeczne uściski!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Amelio10, to bardzo cieszy, efekt pracy rąk własnych, takich niebieskich motyli jeszcze nie ma dużo, więcej tych burasków.
Czasami biorę się pod boki jak gospodyni i łażę, i oglądam, psy za mną, co po tygodniu może się zmienić? pozdrawiam serdecznie.

Maniusiu, on rzeczywiście ma te uszy nieproporcjonalne, a jeszcze kudełki z nich nieprzycięte, bo sobie nie da. Próbowałam taką opcję, ale on wtedy wcale nie rozkładał skrzydeł, i znowu były takie same i jakieś nieostre, on po prostu uwziął się na mnie. Czy byłaś w Komarniku, relację poproszę, serdeczności i pozdrawiam.

Vinniczku, te osy są bardzo łagodne, chodzi się przy nich swobodnie, nie zwracają uwagi, tylko brzęczą nieustannie. Pozdrawiam serdecznie z pięknej krainy, którą odwiedzałaś wiosną.

Grey Wolfie, te motyle są ogromne, jak tropikalne, przy motylej drobnicy wyróżniają się swoim pięknem, muszę poszperać, jak się nazywają. A popielice są strasznie ciekawskie, więc Rudka może zaczaić się na nie, chciałam kiedyś Gutka zabrać na Pogórze, ale też pewnie by polował, a może uciekłby od nas? Widoki są piękne, czasami siadam na łące i patrzę dookoła, najładniej jest na Kopystańkę i na południe, w stronę Arłamowa i Rybotycz, resztę zasłania las, trzeba podchodzić drogą wyżej. Jak kosiłam, to widziałam maliny na granicy działki, ale jakoś nie miałam czasu skosztować, te dzikie są najsłodsze i pachnące, pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Guga, co też Ci się porobiło z komputerem, może jakiś "robal" wszedł i trzeba go usunąć? A burza rzeczywiście była solidna, ... i widokowa, pozdrowienia ślę i machnięcia ogonków, pa, anonimowa kobieto.

Ataner, popielica jest taka wiewiórkowata, kiedyś robiono z nich futra dla dostojników, wyobrażasz sobie, ile stworzeń szło na jedną szubę?
A motylki robiły sobie ze mnie jaja, co się złożyłam do zdjęcia, one fru! i już ich nie ma, a gzy pogryzły mnie dokumentnie, pozdrawiam cieplutko, pa.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo miła, i ja cieszę się z tronu, bo czasami psa ciężko wypędzić za drzwi, a człowiek musi, albo na ten przykład leje i ślisko pod nogami, bo błocko z rozkopanego, albo ... przykłady można mnożyć, ale sławojka zostaje, bo jest "z widokiem na dolinę". A z nadmiaru wolnego czasu to powstają, jak mawia mój syn, "głupie głupoty", w głowie się przewraca, trzeba mieć jakiś cel w życiu, bo co? inaczej chyba zbierać się już trzeba na drugą stronę. Osy wachlowały jak trzeba, chociaż ten brzęczący odgłos brzmiał groźnie, ale łagodne są. Do sąsiada jeszcze poniżej przyjechali letnicy, zostawiają u nas samochód, ze cztery "buły" wiszą im na tarasie i byli mocno przerażeni. Ale jak zobaczyli, że moje osy tak blisko i nic nie robią, to uspokojeni już poszli na nocleg. A Bigos wypatruje popielic wieczorem i macha do nich ogonkiem, przyjaźnie nastawiony, a ona, ciekawska, wisi u góry i popatruje. Pozdrawiam, Magdo, serdecznie, a teraz idę podratować się trochę, farbę trzeba położyć na warkocz, a strasznie nie lubię tego robić, tak samo, jak pitów do skarbowego, pa

siedziba nawojów pisze...

Oooo! Trochę techniki w domku- to lubię!! Standart się podnosi!!
Pozdrowienia z nad Kwisy!

Wonne Wzgórze pisze...

gratuluję łazienki!
Pracy zawsze będzie dużo. Nam też wydaje się, że coś udało się zakończyć, a tu następne coś się zaczyna i tak w kółko.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Nawojowska Siedzibo, to jeszcze nie wszystko, z termy pod blatem kuchennym leci ciepła woda, mycie garów bez misek, to jest coś. Pozdrawiam serdecznie.

Wonne Wzgórze, to jest łazienka jeszcze w częściach, jeszcze bardzo dużo pracy, zanim ujrzy światło dzienne, serdeczności.

Bozena pisze...

I ja powróciłam z wojaży . Szybko wpadłam na Twoją stronę i widzę, że w jednym czasie odwiedzałyśmy chaty. Może straszyły nas te same burze. U Ciebie widzę, że praca wre. Zatrudniłaś masę ludzi i zwierząt! Ja tym razem tyrałam tylko z Jędrkiem. Życzę Tobie owocnych montaży sanitariatów i nie tylko. Tęsknimy do źródeł, ale miło mieć trochę luksusu! Serdecznie pozdrawiam.

Radziejowe Zacisze pisze...

Kiedyś oglądałam film o popielicach z cyklu "Dzika Polska". Śliczne zwierzątka, bardzo je polubiłam, choć sama na żywo nie widziałam. Pracy kolo domu zawsze jest dużo, powiedziałabym, końce nie widać. Ale ja tak wolę, niż siedzieć bezczynnie w ścianach mieszkania w bloku. Pozdrawiam cieplutko, bratnią mróweczkę. Ania:)

Grey Wolf pisze...

Koty na wszystko się przyczają. Kiedyś popielice miały gniazdo na poddaszu, teraz tylko przychodzą z lasu na jabłka :)..no, leśne maliny drobne ale najsmaczniejsze, hodowlane duże, a wodniste bez smaku..
Nic dziwnego, że Unia zbankrutuje, jak dopłaca do koszenia na gnicie. Kiedyś kosiło się na paszę ;)..w innych krajach chociaż wykorzystują na biomasę..

Dośka pisze...

żyć z przyrodą za pan brat,szanować ją i dawać swoje serce , a odda nam z nawiązką to co najpiekniejsze

macham deszczowo z centralnej Polski
Dośka

Mona pisze...

Mario kochana co u Ciebie się dzieje :)) Oj nie nudzisz moja kochana :)) Pszółki , motyl e..i inne owady ..ogród dom i wędrówki..będziesz zyć sto lat..:) bo przecież ruch to zddrowie..:))

Mam nadzieję ,że burza nie dokuczyła..w Białymstoku w miarę spokojnie..Pozdrawiam

domowa kurka pisze...

mieniak stróżnik...cudny.... i te popielice...ech...zazdroszczę Ci Mario

Dorota Narwojsz-Szal pisze...

Dobry wieczór Mario, burza znów goni burzę, znudziło mi się już komputer co chwilę wyłączać. Mało mnie słowem u Ciebie, ale zawsze oglądam zdjęcia, czytam i uśmiecham się. W myślach do Ciebie mówię. Patrzę na Twoje zmagania, przypominam swoje, może Cię zasmucę, ale pewnie Ty już znasz odpowiedź: zawsze będzie coś do zrobienia, zawsze. Szczególnie w miejscu, tak bardzo skazanym na Matkę Naturę. Czasami opadam z sił w tej walce. Posadziłam trochę kwiatów w ogrodzie, posiałam trochę... bo ogród mój jak wiesz "gąszcz zielony", by trochę weselej było. Niestety, po kwiatach nie zostało ani śladu, młode sadzonki "coś" zjadło, kilka gatunków dalii, które pięknie się rozkrzaczyły, pożarły ślimaki. Jedynie lawendy nic nie rusza. Nie mam szczęścia tego roku do nowych nasadzeń. A i jakoś tak sensu mi brak. Marek tak bardzo lubił nasz ogród. Nigdy nie dał się do miasta na lody wyciągnąć... wolał zostać u nas.

gocha pisze...

Chwilowo nie na bieżąco, ale z przyjemnością nadrabiam lekturę Twojego (a mojego jednego z ulubionych) bloga. Dzięki za naładowanie energetyczne pięknymi fotorelacjami. Czy już pisałam, że masz niezwykle wyważone proporcje pomiędzy tekstem a zdjęciami? W taki porywający a jednocześnie relaksująco-energetyzujący sposób:)

aneta pisze...

Jadąc w Bieszczady obmyślałam, jak to zrobić by Kalwarię Pacławską zobaczyć :)) Niestety, na chwilę obecną z uwagi na specjalnych gości-wpółwycieczkowiczów zwiedzanie tych okolic odłożyłam na później :)

Patrząc na Twój hyzop przypomniało mi się, że miałam swój w tym roku mocno przyciąć, bo rozrósł się zbyt mocno a i trochę zestarzał. W zeszłym roku miał niewiele kwiatu. U Ciebie popielice, a u mnie nad działką drapieżca - ptak, próbował upolować gołębia sąsiada. Niestety nie udało mu się, ale widowisko mieliśmy piękne. Szkoda, że głodny odleciał.

Pozdrawiam ciepło

mania pisze...

Marysiu, Komarnik odłożony na czas nieokreślony ale jest duża szansa na inną eskapadę, nie powiem jaką zeby nie zapeszyć :)
Dobrej niedzieli :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Bożeno, na pewno to były te same burze, tylko u Ciebie troszeczkę szybciej, bo szły z południowego-zachodu, no marzy mi się umycie w umywalce, a nie na kamieniu pod beczką, serdeczności.

Aniu, lubię te przydomowe i przychatkowe zajęcia, serdecznie pozdrawiam.

Grey Wolf, chętnie oddałabym siano za zabranie z łąki, nikt nie chce, pozdrowienia.

Witaj, Dośka, my czasami czujemy się wręcz intruzami w naszej chatce, prawie zawłaszczyły ją zwierzęta, siedząc na tarasie poczułam czyjś wzrok, to lis zaglądał zza krzaka, może psia karma została w misce? uśmiechy ślę, pa.

Mona, można byłoby inaczej żyć, ale ja nie lubię, jakaś "niemedialna" jestem.
Burza zastała nas w Górach Opawskich, ale z cieplutkim deszczem, pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Domowa Kurko, czasami popielice częstuję herbatnikiem, jesteśmy w przyjaźni, pozdrawiam cieplutko.

Doroto, dziś dopiero wróciłam do domu i czytam Twoje słowa. A lawenda w ogrodzie jest prześliczna, wystarczy ona sama, czas uleczy rozpacz i żal, zostaną wspomnienia piękne, z nutką smutku, ale takie jest życie, choć zastanawiamy się: Dlaczego? Pozdrawiam cieplutko, pa.

Gocha, dzięki wielgaśne, a może trochę urlopujesz?

Aneto, można zahaczyć o Kalwarię po drodze, ale towarzystwo musi być jednomyślne. A swoją zielarnię też chyba muszę przystrzyc, taki drapieżca poluje również u mnie w ogrodzie, bardziej w zimie, pozdrawiam.

Maniu, czekam na relacje, gdziebyś nie była, serdeczności.

Ola_83 pisze...

We własnym domu zawsze jest dużo pracy, ale myślę,że posiadanie kawałka swojej zieleni jest bezcenne:)piękne zwierzątka u Was mieszkają:)
pozdrawiam~!

Grey Wolf pisze...

a gradobicia u Ciebie nie było w zeszłą Niedzielę?..od Żurawicy aż gdzieś po Kuźminę padał wielkości jajek..

Lusi pisze...

Marysiu....uchwyciłaś i zachowałaś aparatem wiele niesamowitych momentów w przyrodzie. Trzeba mieć wiele wrażliwości na nią by tak zrobić, cierpliwości. To też kontemplowanie jej. Pięknie
Buziaczki
Lusi

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ola_83, koszenia i uprawiania ziemi mam Ci dosyć dookoła, czasami wydaje mi się, że nie zdążę ze wszystkim, a i zostawiam na "potem". Ze zwierzątkami przyjaźnimy się, chociaż zostawiają ślady bytności po sobie, pozdrawiam serdecznie.

Grey, to gradobicie poszło na Arłamów, nas oszczędziło, pozdrawiam serdecznie.

Lusi, czatowałam na te zwierzaki, tylko mój Bigos jest ciekawski i musi swój nochal wszędzie wsadzić i płoszył pozujących, serdeczności, pa.