niedziela, 3 lipca 2011

Pada deszcz ....

Już w drodze na Pogórze mocno ochłodziło się, a po południowej ulewie było naprawdę zimno. Ja, po naciągnięciu na grzbiet czegoś cieplejszego, poszłam pooglądać grządki.
Oho, był! Kopytkiem wygniecione ślady w mokrej ziemi, wyżarte z liści buraczki, oskubał zielony groszek cukrowy, po kalafiorach ani śladu, a kukurydza przystrzyżona tuż przy ziemi, potem wyskoczył za ogrodzenie tuż przy tykach fasoli Jaś, tylko przewrócił dwie i poszedł sobie. Smakosz słodkości!
Od razu zmontowaliśmy na wieczór stracha, na wszelki wypadek, gdyby powrócił!


Moja robocza koszula i kapelusz z kwiatkiem powinny go przestraszyć ...


Chyba trzeba będzie na przyszły rok przywieźć siatkę ogrodzeniową, którą ofiarował mi brat.


A wieczorem trzeba było zapalić w piecu, bo ziąb ciągnąl ...


Na belce wisi kolekcja nieduża różnych dzwonków...


... każdy ma inny dźwięk ...


Ten zrobiony jest z łuski moździerzowej, głośny, czasami zwołuje uczestników rajdu...


Są też dzwonki janczarki, biorące udział w kuligach, jakieś przypadkowe, tyrolskie z klamociarni, ale o ładnym brzmieniu.

Moje psy przeszły metamorfozę, strzygłam je przez pół czwartku, cała reklamówka kudełków, z Maksia to chyba można byłoby uprząść przędzę, bo mięciutka, nawet Mania pisała mi, że jej nauczycielka miała sweter z wełny właśnie pudla. Bąbel na palcu tradycyjnie powstał, potem pękł, jak zawsze, psy trochę niedostrzyżone, bo za dużo mi nie pozwalały, zwłaszcza przy pysku...


Bigos ma uszy jak nietoperz ...


... i śliczny ogonek.


A Maksio jak owieczka, obaj w pledzikach, podusiach, piernatach, bo przecież pada deszcz i jest zimno ...


... i dreszcz przelatuje przez ciałka, pozbawione w części z futerka.


W oczekiwaniu na plastikową butelkę, najbardziej pożądany przedmiot do przynoszenia i zabawy ...




Maks nic, stoi w oczekiwaniu, a Bigos odbija się od posadzki, potem od krawędzi stołu i wyskakuje ponad, niespożyty w skokach.


W belce na tarasie zamieszkały osy, w wielkim porządku wracają do gniazda, kolejno, bez przepychanek i tak samo z niego wychodzą...są łagodne, to chyba te, którym popielica zniszczyła gniazdo.


W południe zaczęło lać, odleżałam sobie boczki, poczytałam książkę i wreszcie ruszyliśmy na deszczową wycieczkę, po leśnych bezdrożach, po zakazach ruchu, liczyliśmy, że w sobotę i w deszczu nikogo tam nie będzie...


Góry dymią ..


Pojechaliśmy tą drogą w leśne ostępy, o których nie mieliśmy pojęcia...


Tam w oddali, na grzbiecie wzgórza nasza wieś ...


... a w drugą stronę wzniesienia pod Arłamowem.


Ta droga zaprowadziła nas w dolinę Wiaru, ale z drugiej strony ...


.. w Posadzie Rybotyckiej, tuż przy cerkwi ..


... w tym miejscu pierwotnie odbywały się obrzędy Kupały, przed powodzią było równo, potem woda wyżłobiła potężny dół.


Tuż obok cerkiew obronna ...


... cudne osty i dziewanny  na placyku przed nią ...


Wróciliśmy do Rybotycz ...., taki sobie herb powiesili na pniu i ...


... kresowe drogowskazy.
A potem jeszcze na Kopyśno, prawie pod Kopystańkę, a deszcz nie przestawał padać.


... kapliczka ...


... pod ogromnym bukiem, nie umiem tego zdjęcia spionować.


Droga powrotna w dół ...


... strugi wody ...


... Kanasin w oparach mgły.


A przy drodze, na suchej skarpie z jałowcami - pszeniec różowy, ciekawa roślina, półpasożyt, zdolna jest do fotosyntezy, ale pobiera wodę z solami mineralnymi z korzeni innych roślin i truje, trzeba uważać, aby jej nasiona nie zmieszały się z ziarnami zbóż.


Ulotne piękno "makowych panienek" ...


I świat poszedł spać z deszczem, było zimno, nie było świetlików.
A w nocy popielice harcowały w dachu chatki, podbitka z desek działała jak pudło rezonansowe, aż psy były zaniepokojone i szczekały ...


Za to poranek witał skrzący od kropli w słońcu ...



... i obiecywał piękny dzień.



Trawy już wypłowiały ...


Ściana skalna nad Wiarem w Huwnikach...



Kozibród wschodni na łące....



Wiar toczy swe wody w skalnych korytach, warstwy układaja się ukośnie, bardzo klimatyczne miejsce z kamienistą plażą.


Strach pilnuje ogrodzizny przed napaścią ...


Zasadziłam na tarasie nową meliskę ...




... a w domu, na pergoli kosy znowu wysiadują ...


... zakwitła katalpa, niby, że komary odstrasza ...


.. i nowa lilia, ten kolor kojarzy mi się z nowym zestawieniem smaków: chili z czekoladą.
Pada dalej, nie zrobiliśmy przyłącza sanitarnego, deszcz przeszkodził, a trawa nadaje się znowu do koszenia, uporamy się ze wszystkim, tylko niech przestanie.
Serdecznie pozdrawiam, czekamy razem na słońce i ciepło.
Dzięki za komentarze, odwiedziny, pa.



38 komentarzy:

mania pisze...

Marysiu, słodkie te Twoje psiaki :) A jeśli chodzi o niekonwencjonalne wykorzystanie psiej sierści, to podobno można z niej też robić.... KORALE - po wygotowaniu formuje się z niej kulki używając wosku z pachnacych świeczek :)
Słońca życzę :)

weszynoska pisze...

Wycieczka wspaniała, zazdroszczę tego, że Wam się chce..ja już leniuch się okropny zrobiłam, chociaż czasami aż rwę się do podróżowania. A już w deszcz..to nikt mnie z domu nie wyciągnie. Musze to zmienić :) U nas też leje i też odwiedzają nas łakomczuchy . Strach powstaje...ale gdzieś zapodział mi się kapelusz przodków ;)Kolekcja dzwonków przepiękna, lubię jak dzwonią, taka naturalna muzyka. Kosa gniazdko romantyczne. Wybacz, że o strzyżeniu psiaków nic dobrego nie napiszę hihihi ;)

weszynoska pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Radziejowe Zacisze pisze...

Marysiu przeczytałam sobie na dobranoc twoją opowiastkę. kolejna śliczna wycieczka. Tak pięknie pokazujesz piękno polskiej przyrody. Można zaczytać się i zaoglądać. Dzięki Ci wielkie. Będę miała piękne sny. No i razem czekamy na słońce. Pozdrawiam cieplutko.
Dobrej nocki.Ania:)

guga pisze...

Tym razem wpatrywałam się tylko w cudne drogi, uwielbiam takie drogi...mogłabym nimi iść na koniec świata i z powrotem...i w słońcu i w śniegu i w deszczu i w błocie...tylko nie w czasie burzy...
i oczywiście przecudnym łysiolkom, ja też bawię się w fryzjerkę psią:)))
Pozdrawiam!

Bozena pisze...

Znam drogę do Arłamowa. Przejeżdżałam tamtędy dwa razy. Piękne tereny.
Psiaki sympatyczne. Ten z włochatymi uszkami wygląda na urwipołcia. Pozdrawiam. :)

Jolanta Błasiak-Wielgus "olfa" pisze...

Witaj Mario,
podzielam Twoje zamiłowanie do dzwonków, ja też mam ich o wiele za mało :), ale ziarnko do ziarnka...
Pozdrawiam Cię serdecznie.

M. pisze...

Piękna wycieczka, mimo deszczu! I nawet zdjęcia wyszły świetnie.
Ale z Bigosa skoczek! Maksio, poważny starszy pan, czeka na gotowe.
Jejku jakie dzwonki! Dzwon to symbol łączenia ziemi z niebem - na jego dźwięku modlitwy szybują bez wahania, do adresata.
To lato, to pewnie dar dla mnie ...
Uściski!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maniu, ależ Ty masz pomysły! a ja poczekam do następnego strzyżenia, a może wosk pszczeli się nada? mam go sporo. Serdecznie pozdrawiam, a psiaki machają nowiuśkimi, ostrzyżonymi ogonkami, pa.

Weszynosko, ja za bardzo nie poszłabym w deszcz, ale w suchym "czołgu" i po bezdrożach, to i owszem. Ja wiedziałam że tak będzie, ucierpiał Twój zmysł estetyczny, może chociaż jedno dobre słówko, nie zacięłam ani nie uszczypałam, to też się liczy, a psy mają taki "futurystyczny look", nieprawdaż?
A łakomczuchy to gdzie wchodzą u Ciebie, też na działeczkę? Ciepełko ślę, pa.

Aniu, czekamy, czekamy, mam sporo roboty ogrodowej, obciąć odrosty na winorośli, ostrzyc żywopłoty, trawnik przekosić, nie mówiąc o przyjemnych pracach w chatce. Chwilami słoneczko przebłyskuje, na zmianę z deszczem, serdeczności.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Bożeno, tak, jest bardzo ruchliwy i skoczny, i wszędzie musi być pierwszy.
Droga do Arłamowa jest również piękna zimą, strach się wymijać samochodami, bo wąsko, chyba jechałaś nią po swoje chaty, prawda? Pozdrawiam serdecznie.

Wiem, Guga, że lubisz takie drogi, kiedyś napisałaś mi w komentarzu, a ja po trosze fotografuję je z myślą, że popatrzysz na nie z przyjemnością. Odkryliśmy wspaniałe drogi do pochodzenia z psami, nie asfalt, żwirowe, tylko trasę fajną trzeba obmyśleć, pozdrowienia ślę ciepłe, pa.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Olfo miła, zauważyłam, że te o zamykającym się kształcie mają dźwięk taki bardziej zduszony, janczarkowy, a te odwinięte są dźwięczne, jak w kościele. Pragnę mieć ich więcej, ale to prawda, ziarnko do ziarnka, serdeczności.

Magdo, wspaniale tłumaczysz symbolikę dzwonów, serdeczne dzięki, czasami człowiek coś zbiera, a nie wie, po co. A te lasy, góry, bezdroża - to na wyciągnięcie ręki od chatki, po drugiej stronie Wiaru, teraz chcemy je przedeptać, trzeba kości zastałe rozruszać, lato dla Ciebie, pozdrawiam.

Antonina pisze...

Wspaniała wycieczka, piękne zdjęcia. Psiaki urocze po podstrzyżynach.
Co do żerujących saren na działce - hmm chyba nie do pokonania. Nie boją się niczego, każde nowe straszydło: foliowe worki fruwające na kijach, taśma biało-czerwona rozciągnięta wzdłuż ogrodzenia, butelki na patykach, butelki na drutach itp. - nic nie działa. Przyzwyczajają się bardzo szybko. Mało tego potrafią a) przeskoczyć siatkę ogrodzeniową, b) przeczołgać się pod nią. U mnie pasą regularnie wszystko: nie mówię już o warzywach grządkowych - bo to norma, ale uwielbiają i młode pędy malin, i pączki mieczyków, ostatnio kwiatki bodziszków, a zjadanie młodych pędów róży pnącej to normalka. A w zimie zawsze wystrzygą do gołego pnia powój pnący się po jabłoni. Niszczą młode drzewka - dlatego je zawsze grodzimy. Raczej jest to walka z wiatrakami.

Ola_83 pisze...

Deszcz w górach ma swój urok:) Bieszczady tak złaziłam:)
Musi być u Was bardzo przyjemnie, kominek się pali...rozmarzyłam się!
pozdrawiam!

Wonne Wzgórze pisze...

Podobne odczucia związane z pogodą towarzyszą nam na dwóch krańcach Polski. U nas też deszczowo... Macie w chatce cudowny klimat, też chciałabym żeby u mnie wisiało kiedyś tyle różnych cacek. Co do stracha na wróble, to cudowne zjawisko, które w dobie elektrycznych pastuchów zanika, a nawet jak się już taki strach gdzieś pojawia to składa się z koszulinki i kapeluszka, a mógłby być ubrany w dzwonki i mieć słomianą głowe, prawda? Tak się rozmarzyłam troszkę, piękne są takie ludowe strachy...

Go i Rado Barłowscy pisze...

Bardzo macie eleganckiego tego stracha! I słoneczko z rana. Szczęściarze!

POdobno pogoda dopiero od czwartku.... Jakoś doczekamy!!!

Pzdr.

aneta pisze...

Zazdroszczę deszczowego optymizmu :) Mnie raczej niepokój ogrania, jak tak leje i leje :)
Z coraz większym podziwem oglądam Twoje wspaniałe kolekcje i ciągle się zastanawiam, gdzie to wszystko mieścisz :DDDDDD
pozdrawiam ciepło

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Antonino, no to mnie podłamałaś tymi sposobami saren, myślałam, że kapelusz i koszula wystarczą w zupełności, szkolone jakieś są czy co? Może chociaż pomidory i papryka się uchowają, bo im nie smakują, pozdrawiam serdecznie.

Olu, na pewno ma urok, ale przy ładnej pogodzie to i widoki ładniejsze i dalsze, a nie tylko buty poprzednika. A palimy, bo zimno, ciepełko ślę, pa.

Wonne Wzgórze, też chciałabym taki słomiano-parciany, w słomkowym kapelutku, ale skąd ja wezmę słomę?
A wiesz, co pisała Antonina? nie ma na nie sposobu. A w chatce od razu klimatycznie, jak tylko zapali się w piecu, pozdrawiam cieplutko.

Go i Rado, i to wszystko na nic, do wszystkiego przyzwyczajają się. A słoneczko tylko w niedzielę rano, jak już jechałam do mamy, to lało na całego, a zwierzaki nawet nie chcą na świat wychodzić, serdeczności ślę.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aneto, może ziemia jest tak spragniona wody, że wchłonie wszystko? A to na belce wisi, tuż przy piecu i zabiera mało miejsca, czasami sobie podzwonię dla przypomnienia, ciepełka i słoneczka życzę, pa.

mania pisze...

Marysiu, ja bym nie wpadła na robienie korali z psiejj sierści, to moja ciotka oglądała kiedyś na niemieckiej tv program o jakiejś artstce, która takie cuda robiła :)
Serdeczności :)

jola pisze...

Psiaki cudnie ostrzyżone, u nas też lej, ołowiane niebo wisi nad głową, kozy znudzone meeczą w koziarni, Hrabianka dzisiaj podczas dojenia wskoczyła mi z nudów na plecy :) Lilia czili z czekoladą - mmm....Wiesz Marysiu czasami deszczowe dni są fajne, bo można odpocząc z książką i poleniuchować, ale co za dużo, to niezdrowo, nasi goście biedni siedzą w chałupie, chociaż mówią, że jest im dobrze :) w kominku się pali, w piecu takowoż, bo ziąb okrutny. Twój strach z pewnością upilnuje zagonki, no chyba, że wejdzie w spółkę ze zbójcami :) Buziaki ślę takie pachnące kroplami deszczu

CzarnyKot pisze...

Ech jak miło wybrac się z Wami w te bezdroża, patrzec na dymiące góry. Nie wiem czemu, ale takie zdjęcia omotały moje serce. Taka piaskowa dróżka i cudne góry... ech...
Lilia cudna i odważna. Jak to zrobiłaś, że nie zżarły Ci jej robale?
pozdrawiam i życzę dobrej pogody na prace ogrodowe :-)

Ataner pisze...

Deszczowo u Was Marysiu, ale Wy nie leniuchowaliscie. Pieski ostrzyglas pierwsza klasa, uszy Babla faktycznie przypominaja nietoperza a Maksio rozkoszny. Widac, ze taki piescioch z niego.
Pomimo deszczowej pogody u Ciebie ja zwykle przytulnie i klimatycznie.
Stracha, chyba za ladnie wystroilas i nie chce byc zlym prorokiem ale faktycznie zawies na nim jakis maly dzwoneczek, moze wtedy odstraszy nieproszonych gosci.
Pozdrawiam slonecznie:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maniu, ale pomysły ludzkie są niesamowite, prawda?

Jolu, kózka chyba chciała pobawić się trochę, bo nudy w koziarni i w czasie deszczu kozy też nudzą się. Już dosyć deszczu, bo człowieka jakaś niemoc opanowuje, nic się nie chce. A gościom potrzebne są peleryny i kaloszki, bo górska mgła bardzo dobrze robi na cerę, serdeczności ślę na Jaworzyny, pa.

CzarnyKocie, to było rozpoznanie terenu przy okazji, jest mnóstwo takich dróżek do przedeptania, a robali jakoś nie ma w tym roku, cieplutko pozdrawiam.

Ataner, on z tymi uszami jest przeokropnie śmieszny, ale mi to nie przeszkadza. Ten kapelusz z kwiatkiem dodaje mu urody, ale tylko taki miałam w zasobach, heh! pozdrawiam.

Wirtualne Anomalia pisze...

Pięknie tutaj. Psiaki fajowe. Imię Bigos mnie powalił, chociaż jeszcze żaden piesek nie pobił hasła pewnego, bieszczadzkiego chłopa, który zawołał: "Kotlet do nogi!". Pozdrawiam serdecznie

Bozena pisze...

Mario! Chciałabym zobaczyć tę drogę właśnie zimą. Koniecznie muszę w tym roku. Zresztą myślę, że będę miała trochę okazji, bo wybieram się tu na Nowy Rok. Po chaty rzeczywiście tędy jechałam ,ale i też na wycieczkę, aby " obczaić" teren. Pozdrawiam serdecznie.Bogda

Sunniva pisze...

Pieski piękne po postrzyżynach ! Moj Maks też wpadł w ręce fryzjera i również trzęsie się jak galareta ;) Doszło do tego ,że ładuje się koci Mani do posłania i się do niej tuli :))) U mnie też pogoda w kratkę i chłodem ciągnie po rajtuzach;) Piękne te Twoje okolice ! Do Lwowa tak blisko masz??? Może przejeżdżałam tam blisko Ciebie w maju jadąc do Lwowa??? Pozdrawiam ! S.

Mona pisze...

pięknie mimo,ze pochmurno :) Deszcz i trochę chłodu potrzebne przyrodzie. Twoj strach mnie wzruszył :) szkoda ,ze zniknęły one z naszego krajobrazu :(.
Kolekcja dzwoneczków imponująca..a ja mam jeden z bieszczad i takie małe z Litwy malowane ręcznie :) Pozdrawiam..uciekam na kilka dni na Północ..:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wirtualne Anomalia, dzięki, że wdepnęłaś do mnie, Kotlet też jest super, Bigosa nazwał mój syn, powiedział, że nie może być tak normalnie, ciepełko dla całej rodzinki, pozdrawiam.

Bogdo, koniecznie, a jeszcze jak pada śnieg. Super plany na Nowy Rok, marzą mi się święta w chatce, serdeczności.

Sunnivo, kudłacze gołe, nieprzyzwyczajone do zimna, nie chcą nawet na świat wychodzić, i do Lwowa blisko mamy, a Ty jechałaś przez Medykę? Pozdrowienia cieplutkie, pa.

Mona, zgadza się, trzeba, ale to już chyba za dużo, w międzyrzędziach na polu stoi woda i zimno jest. Odpoczywaj, fotografuj i pisz, pa.

Mona pisze...

marysiu odpowiedziałam Ci na moim blogu :) o kąkolu :)

Inkwizycja pisze...

Marysiu, u nas już przestało padać, robi się ciepło, gorąco, to i o Was pewnie przyjdzie. Strach elegancki, trudno, że nieskuteczny, jak wyczytałam, ale szyku na grządce zadaje ;-)
U mnie żaden koziołek ani sarenka nie zagościłyby, bo moje suki dostały by szału... ale Twoje pieski są delikatne i grzeczne... a teraz wyglądają tak zabawnie ;-) Będzie im dobrze jak wrócą upały.
Dzwonki śliczne i na pewno kolekcja będzie się rozrastać, życzę Ci ciekawych łupów.
Ściskam czule!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Inkwizycjo, w nocy znowu obudził mnie jednostajny szum deszczu, leje, leje, leje! Nawet zwierzaki nie chcą wychodzić i szukają czegoś ciepłego do przytulenia, jakiegoś doświetlenia potrzebuję, bo resztki słońca uleciały już chyba, pozdrawiam serdecznie, pa.

pellegrina pisze...

Na deszczowe dni są dwa sposoby i widzę, że oba stosujesz. Iść na deszczowy spacer a potem usiąść przy palenisku

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Witaj, Pellegrino, a ja byłam kiedyś nad zalewem w Brzózie Królewskiej, lasy tam grzybowe i jagodowe, i przejrzyste, takie, jakie lubię. Często palimy w piecu, jak tylko chłodniej, pozdrawiam serdecznie.

Anula pisze...

Deszcz zdecydowanie wolę obserwować z pozycji leżącej, pod kocykiem, z jakąś dobrą książką :) Chociaż jest go stanowczo za dużo to w pewnym sensie nam sprzyjał, nie kurzyło się przy wyrzucaniu starych tynków i resztek (wcale nie małych) słomy służącej do ocieplenia kuchni i korytarza w chacie. Dalszy etap remontu został rozpoczęty. Piękna kolekcja dzwonków :) Uściski przesyłam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Anulko, to wielka przyjemność pod kocykiem i z książką, a deszcz dudni po dachu. Jejku, dalej walczycie z tynkami, kurzami i słomą, ale potem będzie tylko pięknie. Jak w piątek jechałam przez Krasiczyn na Pogórze, to San był wysoki, toczył bure masy wody i było mi trochę straszno na środku tego wiszącego mostu, wczoraj już w normie. Serdecznie pozdrawiam i sił "remontowych" życzę, pa.

Grey Wolf pisze...

ej, po takiej błotnistej drodze to się jedzie jak po lodzie..przynajmniej dołów, kolein nie ma..
mam podobny kolor lilii :)..nie widziałem takiego skalnego wąwozu Wiaru, podobny jest na Wisłoku..

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Greyu, te drogi są fajne, bo są wyżwirowane, a woda spływa w dół i nie ma błotnistych zastoisk. Chociaż u mnie, bardziej nad potokiem jest tak pokiereszowana droga przez ciągniki, że po deszczu ciężko przejść nad potok, chyba, że łąką, w trawach po pas i w gumiakach. A taki Wiar jest w Huwnikach, naprzeciwko szkoły, sami byliśmy tam pierwszy raz i bardzo nam się sppodobało, często biwakują tak ludzie z namiotami. A na Wisłoku, to gdzie, gdzieś w górach? Pozdrawiam.

Grey Wolf pisze...

przynajmniej zawieszenia się nie urwie :)..to u mnie jest taka pokiereszowana droga do chatki..byłem kiedyś w Huwnikach, ale bliżej początku, tam było płasko, kamieniście..Wisłok koło Rudawki Rymanowskiej :)