niedziela, 6 listopada 2011

W listopadowym lesie ... znowu na Holicy ...

Nie ma teraz dnia.
Po zmianie czasu i o tej porze roku szybko zapada zmierzch.
Gdy przyjeżdżamy do chatki, jest już ciemno, czołówka na głowę i można otworzyć bramę bez uszczerbku na zdrowiu, a potem drzwi domu. Pod nogami mnóstwo liści, wiodą nas ścieżką, szeleszczą na tarasie, bo tam też wiatr je zawiał. Kilka polan do paleniska i już wesoło trzaska ogień.
Poranek sobotni rozjaśniony wschodem słońca ...


... chmury podbarwione na różowo, jak u mistrza Canaletta ...


... a ten obłoczek nad lasem, samotny, ale świetlisty. Bo słońce do nas jeszcze nie doszło. ale tam wysoko już jest, a potem zupełne zaskoczenie ...


Po zachodniej stronie nieba - tęcza. Pewnie wschodzące słońce oświetliło rozproszone chmury, które rozszczepiły światło, a to wszystko bez jednej kropli deszczu ...
A w radiu Rzeszów, przy porannej kawie, dziennikarz zapowiedział na sobotę 15 stopni i słoneczną pogodę.
- Pojedźmy gdzieś! może w Bieszczady?
- Ale tylko na Kamień Dwernik, bo w parku dorwą nas z psem strażnicy! ... i pojechaliśmy.
To niedaleko od naszej chatki, pewnie z 80 kilometrów, z dużej pętli bieszczadzkiej w kierunku na Dwernik, a w Nasicznem wyjście na szlak ...


Na parkingu krąg betonowy, który pełni rolę śmietnika, na nim twarz.
Pamiętacie twarze malowane na pniach drzew nad Sanem, które pokazywała Antonina? Myślę, że to ta sama ręka, niesamowite!


Szur, szur! w liściach bukowych, pod nimi kamienie, z każdym krokiem niewiadoma, będzie twarda nawierzchnia czy po kolana w liściach? Bigos miał straszną radochę, gonił między nami i pokonał chyba drogę x 3 ...


Zza buczynowych gałęzi wyłaniała się połonina Caryńska, we mgle, chmurach, te dwie wypukłości nazywane są przez turystów "cycy carycy", akuratnie!


Drzewa straciły już swoje cudne kolory, liście buków zbrązowiały, w części opadły na ziemię, a my do góry, do góry ...


Przystanek na skalnej grzędzie, ławeczki, patrzymy na Otryt ...


... buk otwiera swoje "trzecie oko"...


... i wielką paszczę, a to wszystko na jednym drzewie. Wcale nie ma tak wspaniałej pogody, jak zapowiadali rano przepowiadacze, czasami siąpi deszcz, słońca prawie nie ma ...


Tuż pod szczytem, zawsze urzeka mnie ta skarłowaciała roślinność, wysmagana wiatrami, wysuszona słońcem, jałowce, buczki, powykręcane brzozy ...


... wychodnie skalne tworzą przedpotopowy krajobraz. Pytam męża, jak oni tu walczyli? w czasie I wojny światowej?
- Pewnie jedni na jednej grzędzie skalnej, inni na drugiej, postrzelali do siebie i przerwa - nie wyobrażam sobie, jak możnaby z ciężkim sprzętem wojskowym wspinać się po tych górach ...


Fajne widoki są z Kamienia, na obydwie połoniny, na Rawki ...


... na dolinę Caryńskiego, na lewo Magura Stuposiańska, a w głębi gniazdo Tarnicy. Myśleliśmy, że nie będzie dużo ludzi w Bieszczadach, jednak na parkingach mnóstwo samochodów, starsi, młodsi, z dziećmi w nosidełkach, a po drodze mijaliśmy takie znaki ...


Może i chciałabym zobaczyć takiego na drodze, ale my tylko w samochodzie ...
W drodze na Wołosate, w ramach małego objazdu miejsc znanych - torfowisko wysokie ...


Pięknie przebarwione, z poduchami zielonych mchów ...


Przy wejściu na pomost, z którego można oglądać rośliny - głaz z wmurowaną tablicą ...


Kim była? tego nie wiedzieliśmy. Dopiero w domu zerknęliśmy do internetu, to nieżyjąca już sołtyska wsi Wołosate, to ona doprowadziła do tego, że jeździmy dziś tak gładziutką drogą, pomnąc na straszliwe dziury w asfalcie, które kilka lat temu odstraszały turystów. Ona inicjowała różne akcje dla lokalnej społeczności, dla dzieci, walczyła o to, by domy przeszły na własność mieszkańców, bo do tej pory były we władaniu Parku Bieszczadzkiego. Jak dom ma właściciela, to inaczej dba się o niego, prawda?


A to masyw Tarnicy z drogi w Wołosatem, charakterystyczne siodło ...
Jak byliśmy przy torfowisku, to zerknęliśmy na połoniny, całe zasnutae deszczem ...


Od razu pomyślałam sobie o ludziach, którzy tam są wysoko, z maleńkimi dziećmi ... dobrze, że to przelotne, popadało i poszło precz dalej ...


A pod połoniną udało nam się kupić jeszcze wędzony ser huculski, juhasi już zwinęli interes, owieczki wywiezione, w bacówkach wyprzedają zapasy, palenisko jeszcze dymi i wabi swym zapachem ostatnich turystów.
Do chatki przyjechaliśmy na zachód słońca, tuż nad horyzontem chmury uniosły się na chwilkę i błysnęło ...


... zajrzało nawet do chatki ...


... obeszło kąty i zgasło.
Wieczorem prułam sweter zakupiony w szmateksie, za całe trzy złote, przeogromny, szeroki, włóczka melanż, mięsista, będzie surowiec na nowy mężowski: Zrób mi taki, jak miał Janek z Czterech Pancernych na Syberii, z takim niedokończonym golfem! wieczory długie, włóczka gruba, pójdzie szybko ...


W nocy jakieś zwierzęta krążyły przy chatce, Bigos na nocnym wyjściu coś pogonił aż na drogę, potem warczał cichutko, a ja słyszałam ni to chrząkanie, chrumkanie? nie był to lis, może dziki? Poranek niedzielny mglisty, niesamowity ...


... nie za bardzo widać koniec sadu ...


... wieże kościoła kalwaryjskiego wyłaniają się niczym zjawy z mgły ...


... a droga do domu dokąd prowadzi?
Posiedzieliśmy w chatce, śniadanie, w planie miałam osiatkowanie drzewek, a tu mokro i zimno. A co tam! ubrałam się ciepło i w sad ...


Wszystkie drzewka zostały zaopatrzone na zimę, wkopana została winorośl, przeniesiona z miejskiego ogrodu ...


Następnym razem przywieziemy mu drabinkę, jest różowy, pyszny w smaku, nawet Reks zachodził i podjadał spadłe owoce ... i koło południa mgła przepadła znienacka, wyszło słońce, cały świat w liściach ...


... jeszcze trochę ziół przywiozłam do domu, może będzie czas, aby zrobić ser z czosnkiem i cząbrem, jak radziła Jola z Jolinkowa, albo koryciński od Mony? po tym huculskim mam wielkiego smaka na zrobiony w domu, może trochę podwędzę? ...


A z kranu leci czyściutka woda, po tylu latach to rozpusta, woda z kranu ...


Mam tendencje do oszczędzania jej, szybko zamykam kran, na co mąż mówi: Zostaw, niech się przelewa, niech nachodzi świeża! - bo musi sobie robić ta woda swoje korytarze, przepływy do naszej studni, żeby nie zabrakło! taka malutka radość, po latach wożenia jej w karnistrach - do spożycia, do celów gospodarczych deszczówka ...
I jeszcze , jak zwykle, drzewo na przyczepkę i powrót ... bobry zbudowały sobie na potoku trzystopniową tamę ...


Co kawałek tama, z gałęzi, poobgryzanych klocków ...


Chodziłam wkoło i podziwiałam mistrzostwo wykonania ...
Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądających w nasze progi, dziękuję za ciepłe słowa, a jesień niech jeszcze nie odchodzi, pa! udanego tygodnia!


A od jutra muszę zajrzeć na Wasze strony, bo mam spore zaległości, serdeczności ...

36 komentarzy:

*gooocha* pisze...

Nnnnooo.. Jak miło podczytać przed snem rozdział ulubionej książki :)

malaala pisze...

No to dobranoc!!!!Pogodnie mnie nastroiłaś.Tak jak i ta mgła!!!Ja też chcę mieć psa!!!!Pozdrawiam :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Gooocha, Ty mnie zawsze podbudujesz, dzięki wielkie, pozdrawiam serdecznie.

Malaalu, jak popatrzyłam na czas komentarza, to pomyślałam sobie, kiedy to dziewczę śpi. W takiej mgle nawet głosy za bardzo nie chcą się rozchodzić, a wszystko wygląda jakoś nierealnie, pozdrawiam cieplutko.

weszynoska pisze...

Ale sobie fajnie wypoczęłam :) Dziękuję Mario

grazyna pisze...

Jak jak Gooocha, czytam kolejna relacje konca tygodnia utwierdzajac sie ze to jest to! to jest zycie! jest w tych opowiesciach wszystko co lubie. zachwycona pozdrawiam

Go i Rado Barłowscy pisze...

Ale Wyprawa! Co do Misiów. Ja Zwierza spotkałem dwukrotnie. W Tatrach (przy Murowańcu) tę nieszczęśliwą "Magdę" zastrzeloną później za natręctwo i na Paniszczewie w Bieszczadzie. Zapewniam, że do końca życia mi wystarczy! WIĘCEJ NIE CHCĘ ! Można się zsikać w majtki ze strachu!
Pzdr.

ankaskakanka pisze...

Ja ja bym chciała się przeteleprotować w Bieszczady. Aż łzy mi poleciały, kiedy wspomniałaś o dużej pętli, kiedy pokazałaś ten znak ostrzegawczy z niedźwiedziem. Jeszcze wielu rzeczy tam nie widziałam, nie zdążyłam... Na razie "okopujemy" Wzgórza Dalkowskie i tez mnie zachwycają, ale Bieszczady są kultowe i to tak blisko Twojej chaty. Na starość przeprowadzę się albo w Wasze tereny albo do Kotliny Kłodzkiej. Postanowione.Pokaż koniecznie sweterek, kiedy ukończysz. Pozdrawiam

HANNAH - UNE FEMME pisze...

Oj piękna ta twarz. Dziękuję za wycieczkę
buziole

mania pisze...

No, no, ale z Bigosa wojownik, w małym ciele wielki duch :)
Biesy piękne :)
A jak wglądał sweter Janka Kosa z niedokończonym golfem? Mam nadzieję, że pokażesz jak skończysz.
Miłego tygodnia, zapowiadają piękną pogodę :)

Tenia pisze...

Lubię do Ciebie przyjść Mario,poczytać o Twoich codziennych sprawach.Pooglądać cuda przyrody które otaczają waszą chatkę.
Pozdrawiam serdecznie:))

M. pisze...

Tyle razy oglądałam pancernych i zupełnie nie pamiętam swetra Janka. Ani zresztą Grigorija i Gustlika też. I tu potwierdza mi się przekonanie o niezwykłości mężczyzn ... Tam wybuchy granatów i odłamkowym ładuj i takie Pole Raksy się przechadzają, a mężczyzna zachowuje zimną krew i spokojnie wybiera krój swetra. :):):):):)
Na Bieszczady nie ma słów. A Was gna i gna, ale jakie macie piękne powroty!
Twarz świetnie namalowana, a na takim podłożu to pewnie niełatwe. Pomyślałam sobie, że tak wyglądali władcy Arłamowa.
U nas bobry to już nawet na jeziorach budują, no ale co one winne jak taki przerost jezior nad rzekami.
Wszystkiego dobrego Marysiu!
p.s. Dogadałam się z kapturem od kurtki
p.s.1 Mam nadzieję, że Twój mąż nie czyta komentarzy ...

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Węszynosko, byliśmy dzielni, nawet nogi nas dziś nie bolą, chcielibyśmy tam być jeszcze w śniegu, serdeczności.

Grażyno, a przed nami długi wyjazd, pewnie od środy, na co już dziś się cieszymy, chociaż będzie kopanie działki.
Wieczorem zechcę zdobyć w okolicy ze 20l mleka, serów podpuszczkowych nam się zachciewa, pozdrawiam Cię serdecznie.

Go i Rado, my nie mieliśmy przyjemności, chociaż kiedyś przy zejściu z Kamienia do Zatwarnicy spotkaliśmy w lesie dziwne kupy, a Maksio dziwnie zachowywał się i trzymał naszych nóg, może coś zwęszył? Nie, no nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji, pewnie skamieniałabym jak żona Lota z przerażenia, że nie wspomnę o posikaniu, Paniszczew to pioruńskie bezludzie, prawda? pozdrawiam cieplutko.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ankoskakanko, teraz w górach jest pustawo, nawet gastronomia po części pozamykana, a to, czego nie zobaczyłaś w tym roku, nadrobisz w czasie późniejszym, fajne masz plany na przyszłość, pozdrawiam serdecznie.

Hannah, bardzo plastycznie ktoś ją namalował, na zwykłej cembrowinie, serdeczności ślę.

Maniu, Bigos jest bardzo bojowy, w górach buki zrudziały, jeszcze modrzewie odznaczają się kolorem, potem sypną igiełkami; no jak to nie wiesz, taki niezaszyty golf, aż na ramię, w pierwszym odcinku było to, pokażę, tylko jeszcze go nie zaczęłam, za ładna pogoda, cieplutko pozdrawiam.

Teniu, a ja zapraszam zawsze bardzo serdecznie, to nasze codzienne życie jest takie zwykłe, serdeczności ślę.

Magdo, teraz znowu zaczęła się powtórka pancernych, a Janek miał taki niezaszyty golf aż na ramię i to spodobało się mężowi, bo to będzie taki pogórzański swetrzysko, do chatki, do rąbania drzewa, odgarniania śniegu, itp.
A trzeba trochę jeszcze pogonić, dopóki zdrowie służy, jak zabraknie pary w płucach, to przysiądziemy; czyżby namalowana twarz skojarzyła Ci się z jakimś towarzyszem? Edwardem G. albo Piotrem J.? Kaptur nie, bo pod niego zawiewa. a może jakiś malowniczy zawój na głowie? Nie czyta, ale ja mu podczytuję, serdeczności ślę nad to jezioro w kształcie serca i ze stromymi brzegami, pa.

ankaskakanka pisze...

Zgadzam się z Tenią. Kiedy czytam blogi niektórych komentujących tu osób, wiem że są to osoby bardzo aktywne. Jednak Ty Mario pokazujesz nam świat i życie jakiego my nie mamy. Te zielone ( teraz rudo- czerwone) krajobrazy, które Cię otaczają to istne marzenie dla osób kochających przyrodę.

Antonina pisze...

Znów z przyjemnością poczytałam. A twarz na cembrowinie - faktycznie wygląda, że malowała ja ta sama ręka. Kto wie?

OLQA pisze...

fajna relacja i szacun - ja po takim wspinaniu padłabym na pysk i leżał odłogiem do końca swych dni a Ty sad, prucie itp...nastrajasz mnie aktywnie:) biorę się za siebie - dzięki:)

Anonimowy pisze...

Artykuł wspaniały.
Ale niedźwiedź w samochodzie?

Ewa - Margarytka pisze...

Jak zawsze wspaniała relacja. Lubie je czytać i nie ukrywam czekam na kolejny odcinek z niecierpliwością. Oczywiście się nie zawiodłam i tym razem. Niby opisałaś dwa zwykłe weekendowe dni, ale za to jak ciekawie :) . Zdjęcia wspaniale ilustrują całą opowieść. Mgła trochę taka straszna i tajemnicza szczególnie jak nie widać co jest za nią
Pozdrawiam serdecznie

Bozena pisze...

Zajrzałam do Ciebie Marysiu i nie rozczarowałam się, bo znowu nowe wieści z moich ukochanych stron.
Popatrz jak to miło, gdy po paru kliknięciach mam reportaż z Bieszczadów. I już wiem, jaka pogoda, jaki koloryt , a nawet że owce już zwiezione. To osładza moją tęsknotę. Twój blog jest moim oknem na wschodnia stronę. Dzięki. Przesyłam uściski.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ankoskakanko, powiem Ci, że to z czasem wyrabia się w człowieku wrażliwość na piękno przyrody, bo przedtem nie było czasu, praca, budowy, małe dzieci, teraz jest pora na smakowanie, serdeczności.

Antonino, kiedy tylko popatrzyłam na to malowidło, od razu pomyślałam o Twoich drzewach nad Sanem, też mam takie wrażenie, że to ta sama ręka, pozdrawiam cieplutko.

Olqo, chyba nie byłoby tak źle, my nie idziemy na czas, tylko patrzymy wokół, sapiemy, odpoczywamy, i dalej do góry, ale nie jest to przykre, dałabyś radę, pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy, pewnie, że w samochodzie, a my na drodze, albo odwrotnie, ale oko w oko nie chciałabym, bojąca jestem, pozdrawiam.

Ewo, właściwie to żadnych sensacji nie ma, bo co może być, wyjazdowy weekend, zajęcia gospodarskie, czasami wyskok w górki, bo lubimy, a mgła to taka trochę z horroru, jakby do tego zmrok, to klimat niesamowity, czasami bywa tak cały dzień i jest fajnie, pozdrawiam cieplutko.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Bożeno, na pewno tęsknisz do swojej chaty z arniołami i przyjdzie kiedyś taki czas, gdy będziesz mogła zamieszkać w niej na stałe. Są w życiu rzeczy ważne i bardziej ważne, ale kiedyś te najważniejsze już nie będą takimi, oj! namieszałam trochę, po prostu będziesz całkowicie dysponować swoim czasem, tu, w Bieszczadach, pozdrawiam cieplutko.

naszapolana pisze...

Podłączam się do słów Gooochy - dobra lektura - nie jest zła :-). A ja trzymam kciuki za sweter dla męża. Ja właśnie wczoraj wykonałam pierwsze raz w życiu pierwszą rękawiczkę na drutach i ... nie powiem... trochę dziś dumna jak paw jestem i biorę się za drugą. :-)
pozdrowienia

jola pisze...

Bieszczady, byłam tam jakieś...czasy licealne, namiot gdzieś na lesnym biwaku, ognisko i gotowanie w garnku zawieszonym na drągu. Bieszczadnik z długaśną brodą, który odwiedzał nas wieczorami i snuł opowieści. Piękna wędrówka. Jak zwykle pracowicie u Ciebie, drzewka zabezpieczone przed wscibskimi sarenkami tudzież szaraczkami. A woda cóż, znam to, my też przez parę lat nosiliśmy ze źródełka, do podlewania deszczówka, do dzisiaj oszczędzam, bo przecież jesteśmy w górach i nie ma jej tu za dużo, ale radość jak leci z kranu ogromna. Włóczka wspaniała i myślę, że Twoje ręce szybciuteńko wyczarują z niej mężowski sweter :) Buziaki takie pełne błękitnego nieba i promieni słonecznych :) Marysiu u nas dzień po dniu, już od dwóch tygodni nasycony błękit i słoneczko, aż mi się wierzyć nie chce, że to już listopad.

Anonimowy pisze...

twoje posty czyta się jak dobrą książkę,zazdroszczę ci tej umiejętności ,pozdr.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Naszapolano, swetrzysko mężowski za trochę, bo jeszcze jest ładna pogoda i trochę robót, a wieczorem już za bardzo się nie chce, bo "uderzenie tlenowe" zamyka nam oczy; no przecież! jak nie być dumnym z ocieplających efektów swojej pracy, i to pierwszych w życiu, złapiesz bakcyla robótkowego jak nic; pozdrawiam Was serdecznie i ciepło.

Jolu, jak miło wspomina się te czasy, prawda! mimo niewygód, nic wtedy człowiekowi nie przeszkadzało, o! a może to był jakiś "zakapior"? Pięknie jest dzisiaj, właśnie dodałam podpuszczki do mleka, hej! będzie ser jak trzeba, jutro rano następne 10litrów, różnych narobię, bo mamy na nie ogromnego smaka, i wędzić też będziemy, pozdrawiam mocno i serdecznie.
Pewnie z kotem Gutkiem trzeba mi do weta, bo coś osowiały i pokaszluje, coś nie mogę uwolnić się ostatnio od lecznic, pa, Jolu.

Anonimowy, naprawdę takie słowa budzą we mnie radość, że komuś podoba się moja pisanina i mnogość naklepanych zdjęć; to chyba nie jakaś specjalna umiejętność, po prostu opisuję, to co przeżywamy i co nam sprawia radość, pozdrawiam serdecznie.

vinniczek pisze...

Najpierw oglądam zdjęcia... I się napawam..., każdym kolejno... Potem Słowa... I ta sama rozkosz... jeszcze raz...

Wonne Wzgórze pisze...

U nas też piękna pogoda, ale o 17 stopniach można zapomnieć... Mieszkamy w końcu na biegunie zimna, więc już na stałe mamy poniżej 10... Piękną mieliście wycieczkę, a wrzosowiska są przecudowne! Zazdroszczę umiejętności robienia na drutach, ja nie mam cierpliwości.
Pozdrawiam~!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Vinniczku, zapłoniłam się, dzięki, pozdrawiam serdecznie.

Wonne Wzgórze, ale przy słońcu poniżej 10 bywa przyjemnie, a powiem Ci, że cierpliwości nabywa się wraz z upływem czasu, już wyobrażam sobie, jak siedzisz w fotelu na biegunach, z okularkami na nosie i długim szalem na drutach, no co? przecież to nic strasznego! serdeczności.

Renia pisze...

Piękne zdjęcia i piękna wycieczka,w ogóle fajny blog będę tu zaglądać. Pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Reniu, dzięki za odwiedziny, rozgość się u nas, pozdrawiam serdecznie.

domowa kurka pisze...

Mario... same cudowności pokazujesz...jesień , taka piekna i złota niechaj trwa i trwa

Grey Wolf pisze...

a ja jeszcze wody nie podłączyłem..nawet W Bieszczadach w tym roku nie byłem..

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Kurko, widzę, że wszędzie taka kolorowa jesień, w alei kasztanowej i Górach Bardzkich też, serdecznie pozdrawiam.

Grey, już za chwilkę trzeba będzie spuścić wodę z instalacji, bo mrozy, a nas tam nie ma na stałe, rozsadzi jak nic.
U nas prawie jak w Bieszczadach, w sezonie nie ma tam co szukać, a teraz krótki dzień, w przyszłym roku sobie odbijesz, pozdrawiam serdecznie.

mp pisze...

Pięknie w Twoich okolicach , dziękuję za wspaniałe, ilustrowane opisy Waszych wypraw- cieszę się, że znalazłam kolejne okno na świat:)
A o linki do tych przepisów na sery możnaby się przymówić ?

Ania z Siedliska pisze...

Och, piękne góry, piękne wędrówki.
Czuję jakbym była tam z Wami. Serdecznie pozdrawiam !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mp, i my cieszymy się, że znalazłaś u nas coś interesującego, przy produkcji serów korzystam z przepisów znalezionych w necie, typu "ser podpuszczkowy - przepis" lub "ser koryciński", o tym czytałam u Mony z M jak marzenie, i jest to wcale łatwe do zrobienia, pozdrawiam serdecznie.

Aniu, a bo to są nasze Bieszczady, o każdej porze roku równie urokliwe, zaatakujemy je jeszcze zimą, pozdrawiam bardzo serdecznie.