środa, 30 listopada 2011

Wspomnienia o Huculszczyźnie ...i wcale nie huculskie langosze ...a może jednak...

Jakoś tak się składa, że ostatnimi czasy moje zainteresowania kierują się za wschodnią granicę, zauroczenie Gorganami, Czarnohorą, Bukowiną, Pokuciem czy bliższą Bojkowszczyzną i Beskidami Skolskimi wcale nie zmniejsza się, czytuję dalej opisy wyjazdów, śledzę mapy, wynajduję ciekawe miejsca, może z wiosną uda się wyruszyć znowu, by poznać choć kawalątek tej krainy i w mozole zdobyć jakiś szczyt.
Pisałam kiedyś, że po babci męża został nam rocznik Płomyka z 1925 roku, czasami siadam i czytam go jak książkę historyczną, opisana jest śmierć Żeromskiego, wybory Mościckiego na prezydenta, budowa Gdyni, jak to w Warszawie, na Placu Saskim, burzona jest ogromna cerkiew jako świadectwo rosyjskiego zaboru i uciemiężenia, przewijają się znane nazwiska: Janina Porazińska, Wacław Sieroszewski opisuje Daleki Wschód, Michalina Chełmońska pisze wiersze dla dzieci, Ewa Szelburg-Ostrowska /Zarembina/ również, Maria Skłodowska, żona bratanka naszej uczonej Marii od polonu i radu, uczy zajęć praktycznych ...


W płóciennej oprawie zawarty jest spory kawał historii, zupełnie mi nieznany, pisany dla dzieci, korespondencja z maluchami z różnych krańców Polski, nie tylko z centralnej, ale też ze wschodnich krańców, opisywana jest powojenna bieda, dzieci poowijane kołdrami, w szmatach zamiast butów przychodzą do szkoły na zajęcia, nie mają grosza, żeby kupić Płomyk ...
I tutaj natknęłam się na artykuł, który napisała Marja, tak, Marja Dąbrowska ...


Pisze o Ziemi Huculskiej, o tym końcu Polski wciśniętym między Rumunię i Czecho-Słowację, o ludziach mówiących gwarą polsko-rusińską, wiary grecko-katolickiej, pisze też, że Huculi są Rusinami zmieszanymi ze szlachtą polską, bo w dawnych czasach często zdarzało się, że różni awanturnicy szlacheckiego rodu, nabroiwszy w środku kraju, chronili się w jego dzikie ukrainy, na Sicz do Kozaków, albo też i na Hucuły, o czem się u nas wie mniej ...


Tutaj zdjęcie Hucuła ... "przy tem wszystkiem to są ludzie obdarowani wielkiemi zaletami i zdolnościami, najpierw są piękni, mają czarne włosy, ciemne oczy, jak jaki lud południowy, mają prześliczne rysy" ...


Starzy gospodarze z Pokucia ..."często zdarza się na Hucułach spotkać ludzi, którzy wcale nie znają pieniężnej wartości przedmiotów codziennego użytku" ..., ... "wartości ziemi tak nie znają, że naprzykład mogą cały swój grunt za byle co zastawić handlarzowi"...


Chata huculska ... "mieszkają w kurnych chatach, bez komina, nędznych, ubogich, dym snuje się po ich wnętrzu i wybiega przez otwór w dachu, nie przyjęły się u nich różne wynalazki i udogodnienia, lecz za to mają swoją osobliwą cywilizację, swoje obyczaje,które czynią znich lud pełen tajemnic, lud zadziwiający" ...


Hucuł na koniu ..."Huculi świetnie jeżdżą konno, mają małe koniki, chodzące doskonale po tamtejszych górach, kobiety też jeżdżą na koniach" ...

Pan młody i panna młoda z Pokucia ..."wspaniale odbywa się wesele huculskie, przytem panna młoda jedzie do ślubu konno"...


Goście weselni na Pokuciu ... "Huculi mają jeszcze wielkie, silne poczucie piękna, takiego ukochania rzeczy pięknych niema chyba w żadnej, innej części Polski, u Hucuła wszystko, czego dotyka ręka jego, musi być cudnie zdobione. Torba i pas skórzany są naszywane kolorowemi skórkami w desenie, nabijane gwoździczkami, ciupaga jest wypalana i nabijana pacioreczkami, koszula i serdak są w prześliczne wzory wyszywane. Tak samo wyrzeźbione i ozdobione są wszystkie sprzęty w ich domu" ...


Pogrzeb huculski ..."pełen osobliwych ceremonij jest pogrzeb, trumna okryta jest kilimem tamtejszej roboty, niosą ją na noszach, za to pop jedzie konno, koło trumny idzie ktoś z olbrzymią trąbą, na której trąbi na cztery strony świata" ...
To trembita, huculski instrument, który prawdopodobnie przywędrował z Azji, ma 3 metry długości, ale jest lekki, może grać na niej jeden muzyk, jedną ręką. Używany na pogrzebie, gra na nim zawiadamia o śmierci, towarzyszy żałobnikom w czasie pochodu pogrzebowego do cerkwi i na cmentarz, kiedyś instrument był używany na połoninie, jako sygnalizacyjny.
Trembita jest wykonana z 2 gatunków drewna, trzon główny w środku wykonany jest z drewna smereki, który powinien być rażony piorunem; z takiego suchego drzewa, rozciętego na pół, wydrążało się trąbę, którą składano i owijano pasami skóry brzozowej, ściąganej z brzozy na wiosnę, na św. Piotra /4-5m/, ustnik z jawora; trembita do gry musi być mokra wewnątrz, zwilża się ją wodą lub alkoholem.
Pokazuję te zdjęcia z Płomyka, bo może takich już nie ma? może pożoga II wojny zniszczyła wszystko?
A wracając do Huculszczyzny ..."jednem słowem to kraj, który się jeszcze może bardzo rozwinąć" ...


Z serca huculskiej krainy ta torebka została przywieziona jako pamiątka, takie hafty zdobiły chyba kaftany i koszule mieszkańców tych gór ... serdeczności dla "nowiuśkich Hucułów" z Warszawy, Gugi i Sławomira ...
Pozostając jeszcze w atmosferze tamtych czasów chciałabym pokazać aluminiową manierkę, która została znaleziona w lasach Pogórza ...


Te 3 żebra wskazują na to, że to austriacka, powtarzam za znawcami od znalezionego zamka karabinowego mannlichera, 3 dziury po przestrzeleniu, jedna przy wlewie, czy służyła kiedyś manierka jako cel ćwiczebny, czy też czyjeś młode życie zostało przerwane?


... 1914 ... 1/2 l... CONRAD ... BUDAPEST ...
A w pamiętniku dziewczęcym babci męża znalazłam wpis kogoś, kto szedł chyba na wojnę bolszewicką ...


... pod figurynkami legionistów, m.in. Grzesia napis: Znad Dniepru nad Wisłę marsz ...


... i wierszyk: Choćby Pani  nieśli w dani skarby - Złote Runo, to ja jednak radzę tylko wybrać se leguna
/bo legionista, rzecz oczywista, gdy w serduszko wpadnie, to się zaryje po samą szyję i zostanie na dnie/
data 11.8.20  ... i nie wiem, czy dobrze przepisuję te kaligrafowane litery Ex-leyunt 5ppL.P.


Czarnohorskie krajobrazy ...



A teraz wracam do tytułowych langoszy.
Jeśli zostanie nam z obiadu trochę ugniecionych ziemniaków, możemy sobie zrobić LANGOSZE, potrawa węgierska, słowacka, to może i trochę huculska, bo kiedyś wszyscy sąsiadowali ze sobą ...
Przepis na langosze:
5-6 gotowanych ziemniaków, ugniecionych
ok. 1 kg mąki może mniej
woda albo mleko
7 dkg drożdży
sól
2 jaja
Z tych składników wyrabiamy ciasto, dosyć gęste, w tym samym garnku, gdzie są ziemniaki z obiadu ...


Ciasto nie może być za twarde, im lżejsze, tym smaczniejsze i kruchutkie będą langosze, nie trzymam się twardo przepisu, na wyczucie robię, ciasto chwilkę odpoczywa, drożdże ruszają. Biorę garść ciasta, obtaczam w mące i w dłoniach kształtuję dosyć cienkie placki i od razu na rozgrzany olej, langosze muszą w nim swobodnie pływać ...


Ciasto bąbluje, wybrzusza się, zupełnie nie przejmujemy się tym ...


... na drugą stronę i na talerz, smażenie trwa dosyć krótko ...


A do placuszków sos czosnkowy: pół na pół majonez ze śmietaną, ze 4 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę, sól, pieprz, dorzucam jeszcze posiekany koper zielony, lubię ten zestaw. Smarujemy cieplutki plak, zapach czosnku unosi się delikatnie w powietrzu i wcinamy, 2 placki i mamy załatwiony obiad, brzuszek pełny, spróbujcie!
Inną odmianą tych placków są MOSKOLE, to placki, które robili rosyjscy jeńcy wojenni w czasie I wojny światowej w niewoli, gdzieś na Podhalu i stąd nazwa, przepis zapodam:
1 kg ziemniaków ugotować i utłuc
2 jajka wbić
pół kilograma mąki wsypać
3/4 szklanki kwaśnego mleka wlać
sól, pieprz dodać
Wyrobić ciasto, formować placuszki i smażyć na oleju, albo upiec w piekarniku, albo na blasze kuchennej, ta blacha to chyba najbliżej pierwowzoru. Klarko, może to były te placuszki robione przez Twoją babcię?
A stąd już najbliższa droga do proziaków, nie dajemy ziemniaków, tylko sodę, taka cała rodzina regionalnych, bardzo rodzimych jedzonek, prostych a pysznych, bardzo komponują się z masłem czosnkowym, gdy wystygną, można zapiec je z serem i co tam komu jeszcze przyjdzie do głowy.


Po mroźnej nocy przyuważyłam sikorki na tarasie, szukały jedzenia, zawiesiłam karmnik, od brata dostałam woreczek owsa, sypnęłam im garnuszek, już noszą ziarenka i wyłuskują zawartość, słonecznika jeszcze im nie daję, bo odrzucą owies, a jeszcze nie ma śniegu i wielkich mrozów.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, dobrego życzę, dzięki za odwiedziny w naszych progach i ciepłe słowa, pa.







33 komentarze:

Antonina pisze...

Ciekawie Mario piszesz o Hucułach. A taki stary rocznik czasopisma dla dzieci musi być niezwykle ciekawy.

*gooocha* pisze...

O- dziświęcej historycznie, ale niezwykle ciekawie :)
Placki przetestuję - wszystko co z czosnkiem uwielbiam(mam patencik na swój ulubiony sosik orzechowo-czosnkowo-pietruszkowy)
Krajobrazy na koniec jak zwykle śliczniusie.
Mój sosik :
pół kostki twarogu półtłustego, śmietana, 3ząbki czosnku przez praskę(można mniej, więcj - jak kto lubi intensywność czosnkową) garść drobno siekanych orzechów(może być wersja bez orzechów), garść pokrojonej zielonej pietruszki, bazylia suszona-ile w szczyptę się zmieści:), odrobina koncentratu pomidorowego na czubek łyżki, przyprawić wegetą zamiast soli i pieprzem, wykućkać wszystkodokładnie. Ja tej papki używam do wszystkiego : mięsa i kiełbasek z grilla, placków ziemniaczanych, do krakersów a nawet chleba z masłem. Uwilbiam po prostu!

naszapolana pisze...

Nie, no znów wspaniała podróż historyczna i nie tylko. Skarbnicą wiedzy jesteś absolutną. A Langosze to ja wypróbuję pewnego dnia na obiad. Aż sobie przepis zapisałam. Dziękuję i pozdrawiam :-)

Ewa - Margarytka pisze...

Jak zwykle niesamowite rzeczy opisujesz. bardzo lubię czytać Twoje posty. zawsze dowiaduję się czegoś niesamowitego :)

ankaskakanka pisze...

To ci historia z tym Płomkiem i pamiątkowymi znaleziskami. Badasz i opisujesz. Super. Zachęcasz do czytania.
Placuszki przetestuję. Pysznie wyglądają. Pozdrawiam

LEPTIR pisze...

napisałam komentarz ale mi wcięło :( pisze więc jeszcze raz ...wspaniały opis i cudowne zdjęcia

OLQA pisze...

niezwykle ciekawy post - i jaki smakowity!:)

mania pisze...

Taki rocznik Płomyka to skarb!
A langosze wypróbuję z pewnością :)
Pozdrawiam serdecznie :)

Mażena pisze...

Niesamowite te stare kartki, tajemnicze zapiski. tyle przetrwały..
Moja rodzina ma niestety mało pamiątek, wojna bomba jeden dom spaliła a w drugim zabiła ludzi schowanych w piwnicy. Potem rodzicom spalił się dom. Ale takie roczniki Płomyka też były u mojej babci. Po babci mam dzbanuszek..a Ty historię wpisaną w okolicę. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego wpisu. Tak świetnie wpisują się te placuszki i zdjęcia w temat! zawsze się uczymy. I ten haft, na pewno ktoś go "powieli" i przetrwa.

guga pisze...

Oj Mario, Mario! ale nam zrobiłaś radość wielką tymi serdecznościami dla "nowiuśkich Hucułów"...dziękujemy takież same serdeczności przesyłamy Wam:)))
Cudowny post dzisiaj u Ciebie! Wszystko co w nim zawarłaś to miód na moją duszyczkę... Uwielbiam wszystko co związane z tym pięknym, prostym, twardym i dumnym Narodem! A wiesz, już dawno przyglądam się tym ślicznym torebeczką huculskim i postanowiłam, że zrobię taką! Jeszcze tylko trochę podpatrzę, zgromadzę chociaż trochę podobne materiały i postaram się, może coś mi wyjdzie.
Buziaki od "Hucułów" z Warszawy:)))

rajka pisze...

Zdjęcia cudne,przepisy sobie zapisałam ,niedługo wypróbuję.Zaglądam do Ciebie z ciekawością, niecierpliwie bo piszesz tak jak kiedyś " Chata Magoda"pozdrawiam.

Go i Rado Barłowscy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Go i Rado Barłowscy pisze...

Mario, znasz trylogię "Na wysokiej połoninie" Stanisława Vincenza?
Poza tym, jak zawsze, o czym byś nie pisała pięknie u Ciebie co dowodzi, że masz piękną duszę. :D
Cium

Radziejowe Zacisze pisze...

Marysiu, tak ciekawie i pięknie dziś napisałaś. Zresztą zawsze tak piszesz. Taki rocznik Płomyka to prawdziwy skarb. Tyle ciekawych informacji można znaleźć na tych starych stronach i jeszcze przez kogo pisane. A ta manierka to kolejny skarb. Uwielbiam takie pamiątki historyczne. Jestem pod wielkim wrażeniem wszystkiego co dziś nam zaoferowałaś. Pozdrawiam Cię cieplutko. Ania:)

Inkwizycja pisze...

Marysiu, tyle ciekawego na raz! O hucułach trochę słyszałam, z racji swojej "końskiej" pasji i koników huculskich... ale te zdjęcia, które pokazujesz, są frapujące, uwielbiam takie. To kawałek historii, prawdziwej i bliskiej, a już niedostępnej.
Przepisy jak zawsze pobudzają moje ślinianki, bo są z tych ulubionych - prostych i przaśnych, ziemniaki+mąka+jaja... a ja niestety jestem na diecie i o takich przysmakach mogę tylko pomarzyć... ale kiedyś przyjdzie i na nie czas ;-)
Czarnohorskie krajobrazy urokliwe, wzbudzające tęsknotę i niepokój w sercu...
A manierka... to wielka tajemnica.
Ściskam Cię czule ;-)

Tenia pisze...

Witaj Mario
Piękna lekcja historii.
W domu masz prawdziwe skarby.Ten pamiętni babci przypadł mi najbardziej do serca.Ci żołdacy to ręczny rysunek piórkiem?
Pozdrawiam serdecznie:))

M. pisze...

Do szkoły prowadzonej przez Ciebie, z radością wysłałabym Weronikę! Nauczyłaby się co jest ważne i cenne w życiu, nauczyłaby się szacunku dla pracy. Pracowałaby z radością i bez marudzenia.
Tak Marysiu, tak myślę.
Kiedyś marzyłam o znalezieniu grupki pasjonatów i założeniu szkoły alternatywnej ...
Pozdrawiam gorąco!

M. pisze...

I jeszcze świetnie by gotowała.
I w to co robi wkładałaby serce.
Troszkę zadatków już ma :):):)

kyja pisze...

piękny wpis!i bliski mi! połowa mojej rodziny pochodzi z Ukrainy.Marzy mi się podróż na Bukowinę w poszukiwaniu grobów przodków...bardzo piękny wpis!
Pozdrawiam!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Antonino, czytam tam artykuły o rzeczach, o których uczyłam się w szkole, albo i nie, ciekawe to wszystko, pozdrawiam serdecznie.

Gooocha, taki przepis na pastę do wszystkiego to cenna rzecz, dzięki bardzo, kiedyś nie lubiłam czosnku, teraz lubię jego dodatek, pozdrawiam cieplutko.

Naszapolano, lubie kuchnie regionalne, proste, nie lubię, jak jedzenie patrzy na mnie, albo jest zawijane w wodorosty, to nie nasza kultura, a Kresy są bogate w historię, jak każdy region chyba, lubię to, cieplutko pozdrawiam.

Margarytko, ja też po trochę odkrywam świat, o pewnych rzeczach nie miałam pojęcia, tym bardziej ciągnie mnie tam, serdeczności.

Ankoskakanko, a gdziebym śmiała badać historię, to tylko moje przemyślenia, i do tego opowieści babci męża, ciepełko ślę.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Leptir, pamiętam, jak pisałaś poprzednio, że Twoja mama pochodzi z tamtych stron, na pewno coś opowiadała o tamtym życiu, o ile pamięta, bo mogła być małym dzieckiem,
a słowa moje nie opiszą, jak tam jest pięknie, serdeczności.

Olqo, to takie prościutkie potrawy, te lubię najlepiej, pozdrawiam cieplutko.

Maniu, grzebię w tym Płomyku co jakiś czas, świetne, proste wierszyki, jakieś inscenizacje, Sieroszewski opisuje Eskimosów, Daleki Wschód, Syberię, jak zrobić radio, patrząc na to wszystko człowiek widzi, jak świat niesamowicie poszedł do przodu i jak bardzo zmienił się, to prawie wiek różnicy, langosze jeszcze dziś jadłam na śniadanie, równie dobre, cieplutko pozdrawiam, pa.

Mażeno, każda rodzina ma swoją historię, mniej lub bardziej bolesną, kolorową lub naznaczoną ciężką pracą, i od nas zależy czy poniesiemy w sobie te wspomnienia dalej, zachowamy pamiątki, bo teraz to są skarby, serdecznie pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Guga, a ja czytam, Prawdę starowieku, powolutku, smakuję, wracam, odstawiam i widzę oczami wyobraźni te góry, opryszków, zagrody, lasy bezbrzeżne, już zaczęłam na powrót zdjęcia przeglądać, gdzie byliśmy, a zimy jeszcze nie ma. Torebeczka jest uszyta z takiej kilimowej tkaniny, na to naszyte krajki i w środku haftowany motyw, końcówki materiału osmykane w frędzle i naszyte drewniane koraliki, na pewno poradzisz sobie śpiewająco, Pozdrawiam Was serdecznie.

Rajko, bardzo serdecznie witam Cię w naszych progach, lubimy góry, wędrówki po nich, choć czasami brakuje siły, a opisuję to, co odczuwamy i przeżywamy, to, co nas cieszy, lubimy proste potrawy, regionalne, czasami staram się je przemycić w postach, serdecznie pozdrawiam.

Go i Rado, tak, jeszcze ją podczytuję, wracam do nazw, szukam na mapie, nęci nas Pisany Kamień, ale to w przyszłym roku, pozdrawiam bardzo serdecznie.

Aniu z Radziejowego, tak, te nazwiska robią wrażenie, to ludzie, o których potem uczyłam się w szkole, i mnie ta manierka zastanawia, jakie losy kryje, wiek ma ukryty w tym aluminium, serdeczności ślę, pa.

Inkwizycjo, to Ty też jesteś "koniarą"?
To rzeczywiście kawał historii, który był przed nami ukrywany, chętnie zaglądam do tamtych czasów. Na diecie jesteś? a za co tak ciężko pokutujesz?
A jak sobie poradzisz ze świątecznymi przysmakami? wytrwałości życzę i pozdrawiam cieplutko.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Teniu, to dziewczyński pamiętnik, właśnie z tamtych terenów, tam babcia męża uczyła i mówiła, że była wśród Rusinów, tak, ten rysunek jest ręczny, są jeszcze inne, niektóre małe arcydziełka, serdecznie pozdrawiam.

Magdo, oj, Magdo, aż nie wiem, co Ci napisać, to nic wielkiego te moje radości małe, te robótki, roboty na grządkach, zainteresowania, to codzienność, a gotowanie samo przychodzi, jak zajdzie potrzeba, a co z pomysłem na szkołę? wypalił?
Serdeczności nad Drawę ślę, pa.

Kyjo, koniecznie musisz udać się w podróż sentymentalną, póki jeszcze nagrobki, być może, zachowały się, tam jest przepięknie, nie mieliśmy czasu chodzić po cmentarzach, ale natknęliśmy się na pomniki z polskimi napisami, właśnie z tamtych czasów, pozdrawiam serdecznie.

jola pisze...

Tak Marysiu, zgadzam się z Magdą, Weronika u Ciebie wyszkoliłaby się we wszystkich dziedzinach życia. Takie opowiastaki to skarb, tym bardziej, że nic już nie zostało z tamtych Hucułów, wspaniali ludzie i ich tradycje. Wiesz Marysiu z tymi Moskolami, to jakaś dziwna sprawa, ja też je robiłam i chciałam żeby było tak po Bożemu, czyli piekłam na rozgrzanej blasze pieca, raz wyszły mi pyszne, a drugim razem i to jak Gości byli za nic nie chciały odłazić od blachy, w końcu usmażyłam je na patelni. Zgadzam się, są pyszne, na gorące daje się masło czosnkowe :) tyle potraw można przyrządzić z jednego ziemniaka.

malaala pisze...

Jadłam langosze na Węgrzech lata temu- były niesamowite , do tej pory pamiętam ich smak, dzięki za przepis nie mogłam go nigdzie dostać przed dobą internetu ,a teraz po prostu o nich zapomniałam .Ja też jadłam z czosnkiem ale zalanym oliwą, z dżemem też podawano :)
Fotki masz boskie :) Nastrojowe i sympatyczne :)Pozdrawiam

Ola_83 pisze...

Dziękuję za tą lekcję historii:) wiele można się dowiedzieć!
naprawdę smacznie wyglądają langosze, nigdy nie jadłam...
pozdrawiam!

Inkwizycja pisze...

Tak, Marysiu, byłam i jeszcze jestem koniarą, bo miłość do koni nie mija, choć już teraz bardziej psiarą i kociarą ;-) a mam nadzieję mieć jeszcze kózkę (może od Gali?) i może konika huculskiego, kto wie? Padre załamuje ręce na moje plany... ale pomału się przyzwyczaja do tej perspektywy ;-)
Jesteśmy oboje na diecie, bośmy się spasli, ale są efekty ;-) a na święta będziemy już jeść wszystko ;-)
Ściskam!

Riannon pisze...

Dzięki Tobie odkryłam proziaki (bardzo smaczne wyszły!) to na pewno zrobię i langosze. Dziękuję za bardzo ciekawe informacje o Hucułach. Jestem góralka po ojcu (z Beskidu Żywieckiego) i te klimaty bardzo mi odpowiadają. Ta torba mi się tak spodobała, że może wzór zainspiruje mnie do jakiejś własnej pracy. Pozdrawiam :-*

weszynoska pisze...

Mario !!!1 Langosze zrobiłam od razu na kolację, są pyyyszne. Dzięki za przepis, pewnie każdy robi po swojemu, ale te moje nam smakowały. Fajne opowiadanie o hucułach . Pozdrawiam

grazyna pisze...

Przeczytalam z zainteresowaniem historii o Huculach, para nowozencow w strojach cudna, byl to na pewno bardzo wrazliwy na piekno narod. Twoj post jak zwykle daje mnostwo wrazen, jestem juz w Caracas i zrobilam sobie odpoczynek od porzadkow domowych, 6 miesiecy skladania sie prochow na wszystkim i prawie 100 procentowa wilgotnosc powietrza to katastrofa. Wiec dzieki za relaks postowy.Serdecznie Cie pozdrawiam

Anula pisze...

Marysiu masz niezwykły dar opowiadania i ogromną wiedzę historyczną, którą ciągle zgłębiasz nowymi wycieczkami. Przepis na langosze na pewno wypróbuje placuszki wyglądają smakowicie! Cieplutko pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jolu miła, e tam! każda z nas ma w sobie dużo różnych zdolności, trzeba tylko chcieć je wydobyć. Robiłam kiedyś moskole na patelni; w chatce, na kuchennej blasze jeszcze nie próbowałam, może to zależy od mąki, ziemniaków? jedne są kleiste, inne bardziej puszyste, ale placuszki same w sobie pyszne, w sobotę znowu piekłam ziemniaki gotowane na blasze, do tego kwaśne "mliko", cóż lepszego? serdeczności na Jaworzyny ślę, pa.

Malaalu, ja przepis na nie dostałam od koleżanki, która bywała u rodziny na Słowacji, wiem, że są przepisy bez ziemniaków, ale to wtedy takie bardziej racuchy wychodzą, czosnek z oliwą to pewnie jeszcze lepszy zestaw smakowy, pozdrawiam Cię cieplutko.

Olu-83, sama czytam tę historię w ogromnym zaciekawieniu, świat bardzo zmienił się po upływie prawie wieku, langosze są naprawdę pyszne, serdeczności.

Inkwizycjo, te kózki nieźle mieszają nam w głowach, nie dziwię się też konikowi huculskiemu, skoro tak lubisz konie, a jeśli tylko są możliwości lokalowo-terenowe, to pewnie, jak najbardziej. E tam, warstewka ochronna na zimę musi być, bo potem marznie się, z wiosną zgubimy, pozdrawiam z porywistą wichurą, pa.

Riannon, a wiesz, jak ja się cieszę, gdy komuś przydają się te przepisy, a jeszcze jak smakują, to już pełnia szczęścia. Ty jesteś hafciarką krzyżykową, na pewno uda Ci się takową torbę wyszyć, ja lubię takie etniczne, przez ramię, do szerokiej spódnicy, albo dżinsów, serdeczności, wieje u nas jak licho, pa.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Węszynosko, cieszę się, że Ci smakowały, choć to nie moja zasługa, tylko mała podpowiedź; pewnie za każdym razem wychodzą ciut inne, zależy od rodzaju ziemniaków, proporcje mogą być troszkę inne, pozdrawiam Cię serdecznie.

Grażyno, jak sobie pomyślę, gdzie Ty zajechałaś, tak daleko, a jak tam gorąco, tłoczno, i na innej półkuli. U nas nieźle, powyżej 10 stopni, tylko wicher urywa głowę, prawdopodobnie halny w górach; dawkuj sobie porządki, bo trzeba się zaaklimatyzować, nie można tak od razu szaleć ze ścierą,
pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

Anulko, z tą wiedzą to nie jest tak dobrze, czytam to, co mnie interesuje, gusta zmieniają się co jakiś czas. Ostatnio wpadła mi w ręce 3-tomowa "Droga przez mękę" Aleksego Tołstoja czasy rewolucji październikowej, walki białych z czerwonymi, a jeszcze wcześniej pamiętniki legionistów, co za czasy! popróbuj langoszy, są smakowite, pozdrawiam bardzo serdecznie.