poniedziałek, 5 grudnia 2011

Odbijamy sobie ... a słońce zachodziło na wiatr ...

... poprzedni, króciutki pobyt na Pogórzu, w czwartek wyjazd, a przed nami cały piątek i sobota, pogoda dopisuje. Zabraliśmy zwierzaki, trochę jedzenia i w drogę ...


... chatka czekała, w środku zimniej niż na zewnątrz, ale szybko piec ogrzał zimnicę, wiatr strącił Światowidowi kosmatą czapę i poza tym wszystko po staremu ...


Poranek cudny, prawie żadnej chmurki na niebie, słońce wschodzi gdzieś daleko, tak, że oświetla świat prawie od południa, trzeba było odrobinę tych ulotnych chwil uchwycić ...



Drewno spod dachu wywiezione już w całości, trzeba tylko wymieść kilogramy pestek śliwkowych, które myszy schowały sobie pod dachem zeszłej jesieni, wszystkie z otworkiem w skorupce i wyjedzonym środkiem ...


Ponieważ przedtem składane było drzewo na ziemi, krety nornice ryły kopce i warstwa polan była zagrzebana w ziemi, mokra; za małym pomieszczeniem gospodarczym został wylany beton ponad poziom ziemi, w to klap! klap! moje ulubione kamienie i zrobiło się całkiem miło pod dachem, do tego drągi podtrzymujące i można z powrotem napełniać drzewem ...


Pod koniec dnia wyglądało to tak, a czuło się w krzyżu, bo schylony był mocno ...


Mąż pracował w sadzie, przycinał podsuszone korony starych śliw, które zacieniały grządkę, zostawione młode odrosty, które całkiem przyzwoicie owocują ...


... a dwie "bułeczki" cały czas w zabawie, na powietrzu, pod wieczór towarzystwo padło jak muchy.
Wszystkie drobne gałęzie zostały spalone, przy okazji wycięte samosiejki wierzbowe z dolinki ...


Pachniało dymem, świeciło słońce, wiał zachodni wiatr i było bardzo przyjemnie, choć chłodno. Pod wieczór zjechaliśmy w dolinę, kaszanki poszukiwaliśmy ...
Ponieważ w Arłamowie jest czyniona wielka inwestycja, która ma być oddana na początku roku, jest zatrudnionych mnóstwo ludzi, mieszkają u okolicznych gospodarzy, sklepy wiejskie przeżywają swój "złoty" czas, ale i wszystko jest wykupywane w pień, a kaszankę znaleźliśmy w Rybotyczach ...


Przy okazji przyuważyliśmy, że Wiar również został zaanektowany przez bobry, pracują ostro zębami tuż przy samej drodze, nie przeszkadzają im przejeżdżające samochody ...


... a zachodzące słońce oświetlało już tylko wierzchołki wzniesień, za tym lasem po prawej jest nasza chatka ...


Na niebie zachodzące słońce dało takie przedstawienie, że zrobiłam chyba milion zdjęć, oczywiście podobne do siebie, a mnie wydawało się, że każde następne wspanialsze, jedyne ...





Im bardziej słońce chowało się za góry, tym bardziej świat różowiał, chmury podświetlone od spodu, jak fale morskie pokryte pianą, tak chyba musiał wyglądać świat, kiedy rodził się u zarania dziejów ...
W nocy zaczęło wiać, wiatr wezbrał nagle, walił w dach chatki aż dudniło, a ona sama trzeszczała, nad ranem znowu ucichło ...


A o sobotnim świcie sarenki wyszły na łąkę za potokiem, lornetka w pogotowiu, cały ranek obserwowaliśmy je, z sosnowego zagajnika wyszły dwa lisy ...


Dzień znowu ciepły, słoneczny.
Wzięłam się za impregnowanie dachu nad wędzarnią i piecem, deski suchutkie przyjmowały ten preparat prawie z sykiem, chłonęły pod pędzlem i za chwilę były suche ...


A drogą przejeżdżał jeździec na koniu, to sąsiad ...


... i jego kobyłka, Andzia ją nazywa, jest źrebna. Ponieważ nie pracuje teraz, brakuje jej ruchu, jest wyprowadzana na przejażdżki, tu była w potoku, trochę mokra z wody, a może i ze zmęczenia, pasie się jeszcze cały dzień na łące za drogą.


Ściana pod dachem wędzarni też została założona buczynowym drewnem, porąbanym trochę drobniej, bo to do kuchni, żeby szybciej doschło i łatwo paliło się, na szybkie zagrzanie chatki. Patrzyliśmy na stan wody w studni, utrzymują się dwa betony, na nasze małe potrzeby gospodarcze wystarczająco ...


Zioła na kamiennym tarasie zostały przykryte jodłowymi gałęziami, ale po dzisiejszych wichurach chyba zostaną rozniesione po podwórzu, następnym razem przycisnę je drągami ...
W nocy znowu wietrzysko, o dach zaczął bębnić deszcz, uspokoiło się do rana ...
Znowu wyszły sarenki na popas, po chwili patrzę, uciekają przed czymś w popłochu, o ludzie! oczom nie wierzę! stado dzików z lasku wybiegło, lornetka w dłoń ...


... z tego lasku na prawo, grzbietem łąki, naliczyłam 12 sztuk, przewodnik największy, zatrzymały się u skraju zagajnika na lewo, potem zniknęły ... po chwili patrzę, wybiegają z niego i galopują w dół, w zdumieniu nie zdążyłam nawet zrobić zdjęć, zresztą działo się to tak szybko, że nie zdążyłabym wybiec z chaty ... a wszystko jak na dłoni, na tej posiwiałej łące, a jak będzie śnieg, to jeszcze lepiej będzie widać ...


Kiedyś, w lutym udało nam się dojrzeć stado jeleni ze wspaniałymi porożami, szły, rozciągnięte przez całą łąkę, niektóre zczepiały się rogami i krążyły wkoło w jakiejś walce, sporą chwilę za nimi podążali zbieracze rogów, tutaj zdjęcie stare,  jeszcze widoki przysłaniają gałęzie ...
Z góry kalwaryjskiej zrobiłam trochę zdjęć strony ukraińskiej, nie mogłam napatrzeć się na te potężne łańcuchy, nakładające się i jaśniejące, dalej i dalej ...





To Góry Sanocko-Turczańskie, a jeszcze dalej Beskidy Skolskie ... ciągnie nas ...
Chciałabym jeszcze pokazać Wam moje 3 talerze fajansowe, zostały u mnie, podarowane przez koleżankę, która z kolei przyniosła je od swojej mamy. Służyły za wystrój wiejskiego wesela, które urządzaliśmy kiedyś innej koleżance w którąśtam rocznicę ślubu, wiejskie stroje, naczynia, jadło, konopne warkocze i wianki na głowach, to była świetna impreza ...



Takie talerze były kiedyś w każdym domu, nie wszystkie się ostały, albo wcale, nie używam ich, tylko patrzę na nie od czasu do czasu ...


... Zakłady Fajansu Włocławek im. Rewolucji 1905 r., wzory z przedwojennych zakładów braci Cohn, Czamańskiego i Teichwelda, po wojnie upaństwowione, ot! taka "fajansowa" pamiątka ...
A ponieważ jutro jest 6 grudnia, życzę wszystkim, grzecznym i niegrzecznym, odwiedzin tego osobnika ...


To ubranko na miotłę, która spełnia u nas rolę raczej ozdobną, szkoda Mikołajka do kurzu ...
Pozdrawiam serdecznie wszystkich, udanego tygodnia życzę, pogody ducha i uśmiechajmy się jak najczęściej, pa.
Nie sposób opisać, co teraz dzieje się w przyrodzie, takiego wichru nie było u nas w tym roku ...
I jeszcze kilka pogórzańskich widoczków ...







34 komentarze:

Kokotek pisze...

Piękne zdjęcia :)

ankaskakanka pisze...

Cudnie tam u Was. Taki spokój. Sarny, sąsiad na koniu, nikt się nie spieszy, tak swojsko. A te wschody i zachody słońca, ech.......
Czuję się tak, jakbym tam była razem z Tobą Mario. Dlatego dziękuję Ci za te fotorelacje z pobytu w chacie.

LEPTIR pisze...

Marysiu jak zwykle ciekawa opowieść o normalnym życiu i przepiękne zdjęcia zwłaszcza nieba...

guga pisze...

Marysiu, wycieczki z Tobą, "podglądanie", a właściwie przebywanie z Tobą, z Wami na Pogórzu to sama przyjemność!!! Pięknie jak zawsze!!! Przepiękne krajobrazy! Niby nic się nie dzieje...a tak dużo się dzieje!!! Uczta dla oczu i duszy! Pozdrawiam cieplutko jak tylko potrafię:)))

AGATKA pisze...

piękne zdjęcia super widoki i ładny blog:))

AGATKA pisze...

Witam i pozdrawiam cieplutko!
Życzę wspaniałego dnia…
I dużo szczęścia, na calutki tydzień…

Go i Rado Barłowscy pisze...

Oj, mamy IDENTYCZNE talerze! Wynieśliśmy je z pewnej rozsypującej się drewnianej chałupki, opuszczonej jakieś 10 lat temu. Nikt ich nie chciał!
Ale u nas mają dobrze :DDD

Pzdr.

domowa kurka pisze...

och...jak zwykle po weekendzie gnam na twój blog...i zawsze coś ciekawego, pięknego ...a to niebo to już najpiękniejsze na świecie...buziaki od (służbowo) pani M.(mery)

rajka pisze...

Zdjęcia piękne.Pestki nie wyrzucaj,czytałam gdzieś,że stosuje się pestki do rozgrzania zimnych stóp podobno są do kupienia na allegro a Wy macie za darmo.Pestki się podgrzewa w piekarniku,wsypuje do woreczka lnnianego ,dobrze gdy woreczek ma wszyty sznurek który się ściąga i gotowe/Ja tak leczę zapalenie korzonków/pozdrawiam.J.R.

mania pisze...

U nas też tak wiało w nocy, Flo nie mógł sobie znaleźć miejsca aż wreszcie wpakował się na moją poduszkę, cwaniaczek :)
Kolorki jesienne piękne :)
Ja tęsknię za zimą i pewnie dlatego śnią mi się ośnieżone szczyty :)
Serdeczności!

Mażena pisze...

Dziękuję, jak zwykle ze wzruszeniem czytam i oglądam. I tęsknię.....
Mikołajów, zdrowia i chęci do dzielenia się magią Chatki !
Pozdrawiam.

jola pisze...

Piękne zdjęcia zachodzącego słońca, widzisz Marysiu nawet spektakle masz na miejscu i to niesamowite. Znam te pracowite weekendy, jeszcze z czasów, kiedy i my bywaliśmy na Jaworzynach przez dwa dni. Drzewo poukładane, będzie pięknie schło. U nas całą noc duł halny, taki porządny, przed chwilą wyjrzałam w ciemną noc, a tu śnieg sypie i biało się robi, pozdrawiam z zimowych już chyba Jaworzyn :) Ano, ano i jeszcze piękne zwierzęta wychodzą Wam w oko lornetki :)

AGATKA pisze...

śliczne zdjęcia i dziękuję za odwiedziny dodam sobie blog do obserwowanych i będę tu zaglądać często też zapraszam:))

Witam i pozdrawiam cieplutko!
Życzę wspaniałego dnia…
I dużo szczęścia, na calutki tydzień…

CzarnyKot pisze...

Zachwycające zdjęcia zachodzącego słońca... ależ to musiało być przeżycie.
Dziki potrafią na robić strachu, niedaleko nas ubiegłej zimy w zaniedbanym sadzie zadomowiło się 13 sztuk. Mój Zeus wolałam zostać w domu niż iść na spacer w tamtą stronę.
serdecznie pozdrawiam

Krzysiek Pogórski pisze...

Mario - jak zawsze opisy i fotki wspaniałe. Balsam dla duszy. Podobno takie piękne zachody wróżą zawsze wietrzną pogodę
"Czerwona nitka się przędzie, czerwona
jak klonowe liście
jak płomień ogniska
jak zachody wietrzne"
..ale czym to logicznie wytłumaczyć?
Dziś obserwowałem z Kiczory nad Kuźminą podobny zachód, ale chyba już tak wiało nie będzie?

grazyna pisze...

Nastepna dawka przyjemnych poweekendowych opowiesci, inne zycie i tyle jednak sie dzieje mimo,ze wydawaloby sie, ze nie. Saludos y abrazos...

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Dzięki, Kokotku, tam pięknie i w deszczu i w mgle, serdeczności.

Ankoskakanko, na Pogórzu wszystko zwalnia, nie ma pośpiechu, z sasiadem można pogadać, a on nie spogląda na zegarek, pozdrawiam cieplutko.

Leptir, zdjęć nieba bardzo dużo, widowisko zmieniało się z każdą chwilą, cieplutko pozdrawiam.

Guga, witam i pozdrawiam serdecznie,
góry te same, drzewa też, tylko pory roku zmieniają się, a i nas trzyma za serce ta kraina niezmiennie, pa.

Witaj, Agatko, w naszej chacie, i Tobie wszystkiego dobrego, pozdrawiam.

Go i Rado, jednym słowem - miały talerze szczęście, mogły wylądować jako skorupy, a jeszcze będą cieszyć nasze oko, pozdrawiam serdecznie.

Kurko Domowa, dzięki za buziaki, te wyjazdy to dla nas święta rzecz, źle nam, jak nie jesteśmy na Pogórzu, i na niebie jakby ładniej, pozdrawiam cieplutko, pa.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Rajko, też gdzieś czytałam o tych pestkach, te nasze już nie nadają się, są brzydkie, z wygryzioną dziurą, nazbieram nowych, jak będzie urodzaj, a korzonki też nam dokuczają, pozdrawiam serdecznie.

Maniu, mały Maks jeszcze nie rozumie, że należy bać się wiatru, ale Bigos był mocno niespokojny, też włażą mi na poduszkę, a na kołdrę to obowiązkowo; ludzie boją się zimy, żeby nie było, a to naturalna kolej rzeczy; nie chodziliśmy zimą po górach, pozdrawiam serdecznie.

Mażeno, Twoje słowa to motywacja dla mnie, do kolejnych wpisów, zdjęć, że komuś też sprawia to przyjemność, cieplutko pozdrawiam.

Jolu, tak się chce wszystko zrobić, o wszystko zadbać, nie zawsze się to udaje, ale przynosi satysfakcję niesamowitą, siadamy wtedy z mężem wieczorem i mówimy: Znowu kawał roboty!
Wiatr ustał, niebo w nocy czyściutkie, a przez ten księżyc nie mogłam spać, i co, Jolu? posypało u Was? serdeczności na Jaworzyny ślę, pa.

Agatko, jeszcze raz pozdrawiam cieplutko i dobrego życzę.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

CzarnyKocie, wybiegałam co chwilkę z aparatem i robiłam zdjęcia, bo wydawało mi się, że na niebie jest ładniej, inaczej; czasami dziki buszowały w krzakach poniżej nas, ale teraz krzaków już nie ma, ale to im chyba nie przeszkadza, bo czasami podchodzą pod naszą chatkę, psy boją się dzikich zwierząt, są niespokojne, i ja serdecznie pozdrawiam.

Krzyśku, człowiek patrzy wtedy ze zdumieniem, co ta natura wyczynia na tym niebie, sama bym tego nie wymyśliła;
nad Kuźminą byliśmy kiedyś na Marglu, w drodze z Krecowa, dał nam w kość, niby taki niski, ale było lato, gorąco;
wiatr uspokoił się już, a księżyc nie dawał spać, pozdrawiam.

Grażyno, było pracowicie, z czego i zadowolenie, teraz będziemy walczyć z jemiołą na starych jabłoniach, o ile pogoda pozwoli, serdeczne pozdrowienia za wielką wodę ślę.

Egretta pisze...

Pieknie, pięknie i jeszcze raz pięknie, ale i pracowicie, co widać na pierwszy rzut oka należacego do posiadaczki kilku hektarów ziemi rozdartej między wsią a miastem ;) Mario, machine piekielna polecam, szkoda palić gałazki z drzew owocowych, one naprawdę przydatne w glebie. Nie jest droga a spisuje sie na medal. Po więcej info zapraszam na e-mail. egretta@vp.pl Pozdrawiam ciepło

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Egretto, Ty uprawiasz te kilka hektarów? zaszczepiłam się tym rozdrabniaczem, ale może pomyślimy coś z wiosną, teraz na razie rozsypuję popiół i liście, na wiosnę kompost przemieszam na grządkach, trochę zapasów gleba jeszcze ma, bo świeżo przekopana, a za chwilę śniegi będą, pozdrawiam serdecznie.

M. pisze...

Niezwykłe te zachody słońca. Nie wiedziałam, że na wiatr są jakieś inne.
Miło spojrzeć jak sąsiad myśli myśleniem konia. Koń potrzebuje ruchu przez cały rok, a nieraz na wsi bywa, że jest "odstawiany do garażu" po jesiennych pracach, aż do wiosny. I na wiosnę, kompletnie bez kondycji, musi wrócić na swoje stanowisko pracy, bez żadnego zmiłuj się.
Talerze świetne, a zwłaszcza pomysł na weselisko!
Uściski!

Sunniva pisze...

Jesienne niebo mnie zachwyciło ! Niesamowita gra światła i barw! Cudnie, cudnie. Talerze są piękne, ja też mam kilka takich stareńkich:)! Pozdrawiam cieplo. S.

Ewa - Margarytka pisze...

Zdjęcia zachodu słońca mnie powaliły :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo, a moja mama mówiła jeszcze: O, słońce na czerwono wyświeca, nie będzie jutro pogody! i zawsze myślałam, e tam, skąd to można wiedzieć i zawsze sprawdzało się. Sąsiedzki konik jest dbany, właśnie ten chłopak zajmuje się nim, u nas w domu konie zimą woziły drzewo, ciągnęły furmankę jako środek lokomocji, a wypuszczone do pojenia brykały po całym podwórzu.Magdo, na tym weselisku to nawet przysięga małżeńska była, na wesoło, wykupiłyśmy ze szmateksu wszystkie, kolorowe, szerokie spódnice, szyłyśmy fartuchy z prześcieradeł, a z pakuł do uszczelniania instalacji wodnej miałyśmy warkocze za pas, pozdrawiam serdecznie i ciepełko na Drawę posyłam.
Patrzyłam na kamery w Sudetach, co też tam się dzieje! bielutko i sypie.

Sunnivo, i mnie zachwyciło to niebo, zbieram te stareńkie rzeczy, obrastam w te dobra, żeby tylko dla nas starczyło miejsca w chatce, serdeczności.

Witaj, Margarytko, w domu "stacjonarnym", na równinie jakoś takie zachody chowają mi się za domami i drzewami, a tu, na Pogórzu, jest przestrzeń, pozdrawiam cieplutko.

Wiktorianpl pisze...

Przepiękny blog i wspaniałe zdjęcia, z pewnością będę Cie odwiedzała :) Zapraszam serdecznie również do siebie :)

Wonne Wzgórze pisze...

cudownie jest obserwować dzikie zwierzęta, u nas nawet lornetki nie trzeba, bo podchodzą pod same okna, nawet szczekania psów się nie boją. Zachody i wschody słońca zawsze są wyjątkowe i każdy kolejny inny i niepowtarzalny. No i zachwyciły mnie naczynia. Uwielbiam fajans z Włocławka. Nasze wesele też będzie w wiejskim stylu i ja będę miała warkocz na głowie ;-) Pozdrawiam.

GAJA pisze...

Zachwyciła mnie, oprócz wielu innych rzeczy, "podłoga" pod drewno. Niestety, nie znam techniki postępowania z betonem, a chciałabym tak wykończyć miejsce wokół ogniska. Może kilka szczegółów?
Pzdrawiam.

Tenia pisze...

Witaj Mario
Jak zawsze miło tu u Ciebie spędziłam czas.
A zachwyciło mnie dzisiaj niebo na Twoich zdjęciach.Przepiękne,niepowtarzalne .Niewiarygodne co to nasze słońce potrafi "wymalować" na tym naszym niebie.
Pozdrawiam serdecznie:))

megimoher pisze...

... a ja zapraszam po wyróżnienie:-)

Łucja pisze...

Mario,
mieszkasz na widowni jakiegoś zwierzęcego teatru.Za bilet płacisz wrażliwością i uwagą. Ciekawe czy aktorzy wiedzą, że jesteście i mówią: to teraz gramy najazd dzików, sarny proszę uciekać, będzie miła Maria miała spektakl do kawy.
Kto wie :) Ł

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wiktorianpl, dzięki za odwiedziny, byłam u Ciebie, piękne rzeczy tworzysz, pozdrawiam.

Wonne Wzgórze, kiedyś sarny podchodziły bliziutko, teraz wstrętny sezon polowań, są wystraszone, ale lis to nasz kolega; masz super pomysł na swoje wesele, takie są niepowtarzalne, wesołe, a w lokalu smętne, serdeczności.

Gaju, to jest wylana warstwa betonu, przedtem rzucone pręty metalowe, żeby było to wszystko spójne i razem pracowało w zimie, bo mróz podsadza i płyta musi unosić się w całości, no i potem w ten beton płaskie kamienie, wszystko razem zastyga i gotowe, jeśli "podłoga" ma być powyżej gruntu, to trzeba deskami oszalować, żeby beton nie wylewał się, ale przy ognisku to nie ma potrzeby, tylko troszeczkę podkopać, pozdrawiam serdecznie.

Teniu, jesienne niebo jest przepiękne, a ja tak biegałam, bo co chwilkę inaczej, cieplutko pozdrawiam.

Megi, Ty wiesz, że ja jestem antytalent komputerowy, bardzo dziękuję za wyróżnienie i coś postaram się napisać w następnym poście, pozdrawiam .

Łucjo, a skąd Ty to wiesz, że one się zmawiają? też mam takie wrażenie, ale i sama czuję się obserwowana, zwłaszcza przez tego liska, w sobotę pasły się cały dzień, ale pod wieczór słyszałam strzały, myśliwi nie próżnują, nie było spektaklu do porannej, niedzielnej kawy, serdecznie pozdrawiam.

Magdalena pisze...

Niesamowite to niebo i takie ulotne, co chwila inne kształty i barwy... Te przychodzące sarny przypomniały mi, jak kiedyś w marcu wracaliśmy z imienin. Ja prowadziłam. I musiałam się zatrzymać, bo po jezdni szalało ponad dziesięć zajęcy. Poczekałam aż zdecydują się pokicać w pole. :))) Tylko raz takie coś widziałam, ale wrażenia niezapomniane. Podobnie jak oczy stada saren we mgle... też na jezdni. Bardzo mocno świecą, jak reflektorki. :)))

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdaleno, może to były jakieś wiosenne, zajęcze zaloty, czasami wpadnie nam w światła reflektorów zajączek i kica niestrudzenie, zatrzymujemy się wtedy, gasimy światła, co nie zawsze pomaga. Dobrze, że zwierzęce oczy świecą, to często ratuje im życie, pozdrawiam serdecznie.