poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Las sadziłam ...

Przywiozłam sobie od brata sadzonki dębu, o których pisałam wcześniej ... sporo tego było .. i już rośnie las, nad samym potokiem.
Miejsce w sporym obniżeniu terenu, kiedy przygrzało słońce, tchu brakowało ... Miśka wykładała się i tarzała w suchej trawie, wyglądała jak chochoł ... kto cię będzie wyczesywał, ty czarnucho!
Amik w swoim żywiole, tyle ścieżek wydeptanych przez zwierzęta, różnych zapachów, nad samym brzegiem potoku, ale cały czas w pobliżu, i co chwilkę sprawdzał, czy jestem.


Mąż na górze wycinał stare śliwy, suche i spróchniałe, więc przy okazji wielkie ognisko z drobnych gałązek, do tego zarośla z derenia, które zaburzały granicę pola do dopłat unijnych ... a na koniec przypieczona kaszanka, do tego ogórek kiszony i papryka marynowana z miodem ... jakie to dobre, tylko wzdychałam, albo byliśmy tacy głodni.
U sąsiada kozy-mamy pasły się z koźlątkami, bardzo bałam się, żeby Amik ich nie atakował, nie wiem, jak się zachowa, nie znam go na tyle, a trzeba wszystkiego dopilnować ... wysłałam męża, żeby zobaczył, czy wszystko w porządku ... stare kozy najeżyły się rogami, małe gdzieś za nimi i psisko wycofało się.


Pierwszy raz widziałam, jak małe koźlęta potrafią bawić się z dzieckiem, Ola wybiegała na górę żwiru, one za nią, w podskokach, susami, i z powrotem w dół, naookoło i znowu do góry ... są 3 koziołki i 1 kózka, a szkoda!


Błotniste drogi polne wyschły, ale jest bardzo wysoki poziom wód gruntowych, zewsząd wybijają źródełka, sączy się woda, a nad Wiarem w dół płynie już spory strumyk, który zbiera te wszystkie wypływy ... czyściutka, krystaliczna woda.
Przejeżdżaliśmy Wiar brodem, sporo wody, a przy drugim brzegu, u wyjazdu, zabrało kawałek drogi, zrobiła się dziura i trzeba było korytem jechać.
A w domu zdążyłam wyczyścić oczko wodne, pompka napowietrza wodę ślicznym parasolem ...


... i dzielnie pomaga jej paskudna żaba ...


... ale chodzi o to, żeby dobrze natlenić wodę, wtedy nie będzie się psuć i nie trzeba będzie jej tak często wymieniać.
Oprócz żab nic tam nie żyje, oczko wodne spełnia raczej rolę poidełka dla ptaków, psy popiją, a może jeszcze jakie inne stworzenia.
Po zimie, przy odpompowywaniu woda znalazłam tylko 3 nieżywe żaby, co jest niewiele w porównaniu z zeszłymi latami, ale i tak o te 3 za dużo ... może otulinka na zimę pomogła, może nie było takiego mrozu, a może ... sama nie wiem.
Wyszłam wieczorem po Gucia, usiadłam na schodku, było ciepło ... z oczka wodnego dochodził pojedynczy, gruby, żabi głos ... krr, krr, gdzieś w oddali wesoło rechotały żaby z jakiegoś stawu ... przyjemnie tak wieczorem posiedzieć na zewnątrz i posłuchać odgłosów, w domu tego nie słychać.


Wszędzie łany zawilców, miodunek, żółte pierwiosnki już kwitną ... wyniosłam moje murarki, które przebywały w lodówce ... już część zdążyła powychodzić z kokonów ... jak tylko ogrzały się w słońcu, zaczęły wylatywać, krążyć, prawie jak rój ... kiedy pojedziemy następnym razem do chatki, pewnie wszystkie już wylecą.


Pozdrawiam Was serdecznie i ciepło, dziękuję za odwiedziny i pozostawione słowa, cieszmy się każdą chwilą, malutkie radości niech tworzą nasze szczęście, bo nie wiemy, jaki scenariusz nam pisze życie ... nie wiemy ...





25 komentarzy:

JolkaM pisze...

Znam ten żabi odgłos wczesnowiosenny. :) Kiedy go słyszałam pierwszy raz, miałam wrażenie, że to skądś z oddali dobiega przytłumiony dźwięk piłowania drewna. :)
Stale zapominam, jak nazywają się miodunki. Przypomniałam sobie u Ciebie - może na jakiś czas zapamiętam. :)
Pozdrawiam Cię bardzo ciepło. :)

Antonina pisze...

W tym roku wiosna cieszy wyjątkowo. Z przyjemnością przebywa się z naturą.

Beti pisze...

Fajnie tak witać wiosnę i rozkoszować się spokojem.....Pozdrowionka.

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

Ale zazdroszczę Wam takiej ilości kwiatów. U nas jeszcze wciąż etap krokusów i przebiśniegów. Cudne muszą być te koźlęta i też nigdy nie widziałam jak kózki się bawią.
Dobrze, że nareszcie wiosna, my też spędziliśmy weekend na pracach na podwórku (mamy pracy na kilka ładnych lat) i jedliśmy jedzenie z ognisko - grilla (własnej, prowizorycznej konstrukcjii), żyć nie umierać!
Pozdrawiam wiosennie!

Mażena pisze...

To nie można nie zazdrościć! Marysiu dzięki Tobie siedzę i wdycham..to było tak dawno, kiedy siedziałam na progu wgapiając się w las pełen wiosennych kwiatów, przez które widać było Wisłę. Domek był na górce..
Pięknie piszesz, bo tak cudownie masz przed oczami. U mnie wiosna tak powoli pokazuje swoje uroku. Pozdrawiam serdecznie!

Magdalena pisze...

Żaba jest urocza. :) Bardzo lubię takie "wodniste" zdjęcia. :) Zawsze mi się podobała zmiana kolorów kwiatów miodunki. U nas nie ma w pobliżu żadnej większej wody, ale podejrzewam, że jeden z dalszych sąsiadów ma jakieś oczko wodne, albo mały staw, bo słyszę żabie koncerty. Serdeczności :)

mania pisze...

Wyczekana wiosna w tym roku tym bardziej cieszy :)
Też mam kłopot z Flo, myślałam, że po strzyżeniu nie będzie przynosił paprochów z łąki ale się pomyliłam.
Dobrego tygodnia :)

Joanna pisze...

widzisz... apetytu mi tylko na noc narobiłaś ...i co teraz ?

Agata Rak pisze...

bardzo lubię tu zaglądać bo piękne zdjęcia i opisy...pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Nie wiedziałam ,że te fioletowo-czerwone to miodunki .Razem z zawilcami tworzą piękne łąkowe dywany .Wdycham wiosnę !Tylko patrzeć a zacznie się koszenie ,niech no deszczyk wiosenny popada.Amik szczęściarz ,tak mu się los odmienił !Nie dziwię się ,że Cię tak pilnuje .Jakbym chciała ,żeby moja Zojcia tak mnie pilnowała ,a ona tylko patrzy ,żeby zwiać .Potem skruszona przychodzi przeważnie cała w perfumach :D
Wiosennie pozdrawiam !
AniaA




Asia i Wojtek pisze...

Z wiosną nowe życie nie tylko w przyrodę, ale i w nas wstępuje, prawda? Aż chce się żyć, i pracować się chce, i widoki z Pogórza pooglądać też bardzo miło:-)))
Pozdrowienia z Siedliska!
Asia

LEPTIR pisze...

Twój scenariusz jest jak zwykle ciepły i optymistyczny, cieszmy sie więc otaczającym nas światem....
zdjecia oddają to piękno :)

Inkwizycja pisze...

Marysiu, Twoje wpisy powodują, że chce się bardziej wszystkiego - robić sadzonki (zrobię, rośnie w naszym lesie imponujący dąb czerwony) sadzić, sprzątać w ogródku i - jeść!
Te koziołki biedne... nie ma z nich takiego pożytku, jak z kózek, więc ich los niepewny;( Nie wiem, co bym poczęła, gdybym miała taki przychówek...
Żaby u nas rozkosznie rechoczą, jest we wsi staw - zbiornik przeciwpożarowy i głos dochodzi aż do nas. Siedzę przed domem, popijam wino i napawam się tą wiosną...
Ściskam czule ;)

grazyna pisze...

Jak Ty potrafisz opowiadac! czyta sie mile i mile robi sie na duszy...masz w sobie duzo spokoju i takie sa Twoje opisy i obrazki. Jak zwykle po weekendzie czekam na Twoje relacje.
Sciskam serdecznie

Tenia pisze...

Witaj Mario
Las posadziłaś? Skąd Ty na to bierzesz siły?
Po latach z chlubą spojrzysz na rozłożyste dęby i powiesz-tymi rękoma je posadziłam:))
A żaba tryskająca wodą tak brzydka ,że aż ładna.
Pozdrawiam serdecznie:))

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jolu, mnie najbardziej kojarzy się wieczorne rechotanie żab z majówkami, wracaliśmy już o zmroku, nad głowami bezszelestnie śmigały gacki; bagienka już dawno zasypano, tylko śnią mi się jeszcze czasami w nocy, bo jako dziecko często przechodziłam obok, czy to w drodze w pole, czy z krowami na pastwisko, były od zawsze, wpisane w nasz wiejski krajobraz; zapamiętasz na pewno, bo miodunka to taka ładna nazwa, od miodu; pozdrawiam Cię serdecznie.

Antonino, i już słońce z lekka ogorzało mi gębę, zaiste, nie chce się siedzieć w domu, ciągnie na powietrze; serdeczności ślę.

Beti, bardzo lubimy Pogórze, tam jest cisza, ludzie żyją inaczej, a każdy powrót do miasta powoduje nerwowość, wszystko z zegarkiem w ręku, szybko, szybko ... i ja pozdrawiam.

Natalio, kwitnie wszystko, ciepły wiatr zawiewa pod nos zapach fiołków i świeżej zieleni; te młode kózki i Ola to przecudny widok, nie zdawałam sobie sprawy, że tak można zaprzyjaźnić się, tylko co potem, koziołki podrosną; pozdrawiam serdecznie.

Joanno, ano trzeba wyjść przed dom, wsłuchać się w noc, fajna jest też cicha rozmowa z drugim człowiekiem, i wrócić ... pozdrawiam cieplutko.

Agato, dziękuję za Twoje wizyty, i pozostawione słowa, pozdrawiam serdecznie miłośniczkę kotów.

AniuA, miodunki bardzo lubią pszczoły i trzmiele, jak sama nazwa wskazuje, pewnie mają dużo nektaru, a kwiatuszki zmieniają kolor na niebieski po zapyleniu; wśród zawilców królują też kokorycze, białe i fioletowe, całe łany; Amik też ostatnio zasmrodził sobie grzbiet, dobrze, że szybko zauważyłam, z jaką lubością tarza się w trawie, ancymon jeden; serdeczności, Aniu.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Asiu, a pewnie, czowiekowi wydaje się, że cały świat przewróci, ale zazwyczaj przelicza się z siłami, nadwątlonymi po zimie, i w krzyżu strzyka, i kości trochę bolą; wysiłek trzeba dawkować, bo może połamać; i ja pozdrawiam serdecznie.

Leptir, cieszę się światem, ile mogę, chociaż przysłaniają niebo czarne chmury i zmartwienia, i płakać się chce, i jest człowiek bezradny; serdeczności ślę.

Inkwizycjo, właśnie dlatego żal mi koziołków, bo z kozich blogów dowiedziałam się, że smutny ich los, chyba, że jako reproduktor; za parędziesiąt lat, kiedy nas już nie stanie, będzie dumnie szumiała dąbrowa posadzona moją ręką, może wnuki mnie wspomną, że to ręka babci sadziła; jaki koncert piękniejszy nad żabi, właśnie cichym wieczorem? pozdrawiam serdecznie.

Grażyno, moje postrzeganie świata zmieniło się bardzo, kiedyś pewnie nie zauważałam, że zmieniają się pory roku, dziwiłam się, że ludzie siedzą spokojnie na ławeczkach i jedzą lody, a ja ciągle w pędzie; od kiedy zamknęłam działalność, jest inaczej, spokojniej; pozdrawiam Cię serdecznie.

Teniu, a posadziłam, ciężko było szpadlem kopać dołki w zakorzenionej ziemi, ale dałam radę, może chociaż część się przyjmie, a przy okazji słoneczko z lekka ogorzało mi gębę, bladą po zimie; żabę dostałam w zestawie z pompką w klamociarni, niech również pracuje na dobrą wodę w oczku dla żywych współbraci; serdeczności ślę.

Olga Jawor pisze...

To, co napisałaś Marysiu na końcu jest najwazniejsze. Cieszmy sie każdą chwila, doceniajmy to, co jest, bo nie wiemy jaki scenariusz pisze nam los.
Wiosna to czas energii i radości, wiec póki sił w miesniach starcza i optymizmu w duszach zyjmy, działajmy i cieszmy siez innymi swoją radoscią.
Serdecznie pozdrawiam!:-))

sukienka w kropki pisze...

Dobrze powiedziane, cieszmy się każdą chwilą! Ja życzę Tobie i Twoim jak najwięcej tych małych radości.

wkraj pisze...

Opisałaś piękno wiosennego ciepłego dnia. Wspaniale to robisz, lubię tu zaglądać i czytać Twoje opisy. To z tęsknoty za tym, czego sam nie doświadczam.
Pozdrawiam serdecznie.

Anthony Garden pisze...

Pięknie u Ciebie,gratuluję lasu, będziesz mogła patrzeć z dumą jak rośnie. Pozdrawiam Monika

Krzysiek Pogórski pisze...

Dzięki za kolejny oddech Pogórzem. Niech te nadchodzące chwile nie będą za trudne.

Go i Rado Barłowscy pisze...

Wiosna co roku przychodzi, a radość niezmienna. Jak dobrze, że są chwile, które nigdy nie powszednieją i nie tracą smaku :D

Pzdr.

Krystynka w podróży pisze...

Jak czytam i patrzę na Miskę i Amika to chciałabym być psem. Istotą beztroską, zaopiekowaną przez dobrą Panią (ja tam sobie muszę sama wyciągać kleszcze). U mnie też już kolorowo, pracowicie ale nie beztrosko. Jak idzie u Was remont?

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Olgo, trochę już pobolewa krzyż, i ręce jakoś wydłużyły się; piszę przy wtórze wiertarek, w nosie kręci od kurzu, ale przeczekam cierpliwie wszystko; wyjechałam w sobotę, brzozy były bezlistne, a wczoraj, jak wróciłam, wszystko zielone, w ciągu jednej nocy, to cud natury; pozdrawiam cieplutko.

Sukienko, dziękuję Ci bardzo, potrzeba nam tych radości jak deszczu na wiosnę; serdeczności.

Wkraju, pewnie odbijasz sobie wszystkie tęsknoty w czasie urlopu, wędrując po pięknych miejscach, z czego i my, czytający, korzystamy; pozdrowienia ślę.

Moniko, też tak pomyślałam, że zostawię dla potomnych dębowy zagajnik; serdecznie pozdrawiam.

Krzyśku, widoki zmieniają się z każdą chwilą, myślałam, że przyroda długo będzie nadrabiać zaległości, gdzież tam! wszystko idzie normalnym trybem; dzięki za wsparcie; pozdrawiam.

Go i Rado, kiedyś pewnie nie zauważałam zbytnio tych zmian, może dopiero kwitnące rzepakowe pola uzmysławiały mi, że już dawno wiosna; a radość rzeczywiście niemienna; serdeczności.

Krystyno, ha, ha, coś w tym jest, pełna miska i bezpieczeństwo, Amik wyczuwa to, stał się posłuszniejszy, i pozwala sobie szukać kleszczy, jest bardzo cierpliwy; i u mnie nie beztrosko, zawsze z którejś strony życie dowala; remont idzie, dom podziurawiony jak plater, bo nowe rury od centralnego są dawane, i wiele innych rzeczy, jestem zmęczona tą brygadą, to ci typu "sąsiedzi" z bajki, co to dużo niszczą, a nie śpieszą się; żyjemy w pyle, ciasnocie, nawet głowy nie mam gdzie przyłożyć, bo oni są wszędzie; ale przetrwamy; chociaż pewnie wszystko przedłuży się poza weekend majowy; serdeczności ślę.