niedziela, 28 kwietnia 2013

Trzy razy kukułeczka ...

Mówią, że jak usłyszy się wiosną po raz pierwszy kukułkę, to trzeba koniecznie potrząsnąć portmonetką z drobniakami, co podobno wróży dobrze na cały rok, jeśli chodzi o zasobność tegoż właśnie portfela.
Jakoś nie udało mi się nigdy tego dokonać, bo zazwyczaj słyszę kukułkę, kiedy nie mam pieniędzy przy sobie.
Kukułki kukają na potęgę, ptasie gardziołka wyśpiewują od szarego świtu ...
Udało nam się po raz pierwszy tej wiosny długo w wieczór posiedzieć na tarasie, a rankiem wypić pierwszą kawę przy wtórze ptasich koncertów.
Całą sobotę spędziłam na przygotowywaniu grządek do siania i sadzenia, przy prawie 30-stopniowej temperaturze i lekkim wietrzyku zupełnie nieodczuwalnie przypiekłam sobie ramiona.
Pogórze zazieleniło się niezauważenie, tak z dnia na dzień, rozkwitło krzakami tarniny i dzikimi czereśniami, a gołe do tej pory drzewa odznaczają się na tle sosnowych lasów świeżutką, młodą zielenią ...


Na tarasie jeden wielki brzęk, to murarki szukają sobie siedlisk w belkach, między deskami, oprócz trzcinkowych łodyg, które im przygotowałam, buczące trzmiele również usiłują wcisnąc się między deski, zauważyłam, że jest ich o wiele więcej niż w zeszłe lata.
Mąż w weekendy jeździ do zaprzyjaźnionej pasieki doszkalać się w bartnictwie, planuje sobie postawić w starym sadzie kilka uli, przede wszystkim do zapylania, a przy okazji, jak trafi się miodek, to będzie radość.
Musi przejść cały cykl prac w pasiece, bo co praktyka u boku pszczelarza, to praktyka ... tego nie wyczyta w książkach.


Pod wieczór odwiedzają mnie moje młode sąsiadeczki, mamy swój "five o' clock", przy herbatce opowiadają mi, co wydarzyło się ciekawego, jak przyjmowały z mamą kozi poród, i przyniosły mi własnoręcznie zebrany bukiecik wiosennych kwiatów ...


Ojejku, siedziałabym tu cały czas, a czas płynie inaczej, regulowany porami dnia, pracą, szybkim posiłkiem, chwilą odpoczynku ...


Dziś odbyło się podkarpackie otwarcie sezonu motocyklowego na wzgórzu kalwaryjskim, zewsząd ciągnęły kawalkady motorów, przy okazji oddawano honorowo krew ... jeszcze teraz słychać dudnienie silników powracających ...
A na połoninkach pasły się owieczki ...


... z drugiej strony kozy z potomstwem ...



Zapakowaliśmy przyczepkę drzewem i na powrocie do domu zahaczyliśmy jeszcze o rezerwat szachownicy kostkowatej w Krównikach pod Przemyślem, przecież to pora jej kwitnienia ... podziwiajcie te oryginalne kwiatuszki ... a może ktoś ma wolną chwilę, naprawdę warto tam zajrzeć.








Zauważyłam, że Amik staje się coraz bardziej posłuszny, wraca na wołanie, co przedtem było nie do pomyślenia, trzyma się blisko domu, a wieczorem leży na tarasie, nasłuchuje, węszy i pilnuje, jak prawdziwy gospodarz, a czasami warczeniem daje znak, jak za bardzo zbliży się lis, albo naszczekujące jelonki ... no i sam wskakuje do samochodu ... umie w chatce wejść na górę po schodach, ale nie zejdzie, trzeba go znosić, może i tego nauczy się z czasem ...



Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za wsparcie, ciepłe słowa, dobrych dni życzę, pa!



22 komentarze:

grazyna pisze...

Trudno uwierzyc, ze taka zmiana w przyrodzie, juz calkiem inny swiat, inne krajobrazy, z przyjemnoscia sobie poogladalam wiosne, w tamtym roku bylam w Polsce i obserwowalam jak natura sie budzi do zycia..teraz ogladam zdjecia tylko. Pozdrawiam serdecznie

Madzia pisze...

Pani Marysiu jak zwykle wpis, który wnosi szczęście i radość do serca. Pogórze pięknie się zieleni- kwitnące drzewa pokazują nam gdzie jeszcze 70 lat temu tętniło życie, gdzie ludzie mieli swoje zagrody i chaty. Zawsze dzięki właśnie takim kwitnącym drzewom próbuję sobie wyobrazić tamto ich życie. Co do kukułki to u mnie się mówi, że przy pierwszym "kukaniu" człowiek musi mieć przy sobie pieniądz (niekoniecznie w portfelu) i musi być najedzony. Dzięki temu będzie taki przez cały rok. Na szczęście nie słyszałam jeszcze w tym roku kukułki- ale trzeba się pilnować! :) Pozdrawiam :)

mania pisze...

Buchnęła ta wiosna nie wiadomo kiedy! U nas kwitną magnolie i spóźnione forsycje, dzisiaj wreszcie padało po raz pierwszy od wielu dni to się rolnicy cieszą. Ciekawa jestem, jak tam w Niskim ale trzeba poczekać jeszcze do majówki całe 2 dni :/
Pozdrawiam serdecznie :)

Tupaja pisze...

Piękny spacer,pozdrawiam :)

Magda pisze...

Ale pięknie :) W Małopolsce też z dnia na dzień zrobiło się zielono, a zieleń stała się jeszcze wyraźniejsza po wyczekanym, solidnym deszczu.

Danusia pisze...

Pięknie tam u Was, tyle kwiatów i przestrzeni.
Pozdrawiam:)

Dorota Narwojsz-Szal pisze...

Droga Mario i ja tam dzisiaj byłam, tuż... tuż... Twojego Siedliska. Chcieliśmy zrobić pierwszą przejażdżkę pogórzańską, ale wybieraliśmy się jak sójki. W lesie między Koniuszą a Gruszową, tam gdzie skład drewna, chciałam użyczyć sobie kilka sadzonek młodego grabu na żywopłot. Potem pomyślałam, że może tam kamery zamontowali, na takich co drewno kradną. A i mnie mieliby w garści. Wracaliśmy przez Sierakośce mijając sznur motocykli, w starym parku odremontowano budynek... pięknie wygląda, delikatny, złamany kolor. A aleje lipowe tak piękne, że się nie mogłam napatrzeć. Z powrotem goniliśmy ulewę, mijaliśmy biednych, przemokniętych motocyklistów tłumnie pochowanych po wiatach autobusowych.

W ogrodzie mam jeszcze wiele do zrobienia nim postawimy wiatę, byleby mi tylko choróbsko dało spokój.

Trzymajcie się zdrowi.

Magdalena pisze...

Fantastyczna szachownica, taka ilość robi wrażenie. :) Czy ona pachnie? Pozdrawiam serdecznie :)

Agata Rak pisze...

wiosna u mnie też tylko takich pięknych zdjęć nie mam gdzie zrobić...

Olga Jawor pisze...

I u nas moc pracy polowo-ogrodowej do soboty sie odbywało.Ale gorąco było strasznie a ziemia sucha jak pieprz. Źle sie motyką kopało a wiatr wzbijał w powietrze wielkie tumany kurzu. Na szczęście popadało.Teraz mgła unosi sie nad polami. Będzie wiec można w tej wilgotnej ziemi coś zasiać.Odpocząć od gorąca. Piekne te rózowe kwiatuszki w rezerwacie. Chętnie bym na zywo zobaczyła, tylko wybrać sie tam nie ma kiedy. Widok na kwitnące dzikie czereśnie bliźniaczy do moich tutejszych widoków. Przyroda bucha kwiatami, zielenią młodych lisci i energią zyciową. To najpiekniejszy czas w roku. Niech trwa i dodaje nam siły, optymizmu i wiary w sens tego wszystkiego.
SerdecznieCię pozdrawiam Marysiu z mojego Pogórza!:-))

sukienka w kropki pisze...

W nas na razie szaleją forsycje, tarniny jeszcze w maleńkich pączkach...Uwielbiam ich kwiatuszki i zapach, w Pre-Alpach było ich mnóstwo, więc wiosna w górach kojarzy mi się z ich wonią. Ja dziś mam wolne więc zaraz gonię do robót polowych w moim ogródku. Maryś trzymaj się czekam na pozytywne wiadomości. Kozy cudne a jak się ma mój przyjaciel Gucio?

Klarka Mrozek pisze...

jak nigdy zakwitły prawie wszystkie drzewa naraz, czereśnie i śliwy, a bez dosłownie już-już.
Widok kwitnącej dzikiej czereśni w środku lasu - niesamowity.

Krzysiek Pogórski pisze...

Dzięki za kolejny oddech Pogórzem. Byłem po sąsiedzku w sobotę. Szukałem wrześni z Twojej fotki na d Turnicą, ale bez rezultatu. Szachownica rewelacyjna, mam w ogródku "sklepową" i też już kwitnie :-)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Grażyno, zmiany zachodzą w oczach, rano pączek, wieczorem liść albo kwiat, natura nadrabia szybciutko marcowy zastój, w lasach zielona mgiełka, wszystko kwitnie, przekwita, ptaki koncertują na tysiączne gardziołka, a i mnie przybyło energii; sprawy ciężkie i trudne wyzwalają w człowieku pokłady nowych sił; pozdrawiam cieplutko.

Madziu, chciałabym być tam bez przerwy, ale tak nie da się, urywam chwile z domowego życia, jadę, za chwilę wracam, mnogość obowiązków nie pozwala na dłużej; i mnie ogarniają takie myśli w tych dzikich dolinach, gdzie kiedyś żyli ludzie, oglądam stare mapy w necie; nasza chatka też jest na terenie dawnej wsi, mieszkańcy przenieśli się wyżej, część wysiedlono, zdziczałe sady, pola, łąki, chociaż teraz na nowo wraca życie w te pustki, jest nas już troje osiedleńców, chociaż jeden jeszcze na antypodach zarabia na dalszy remont, ale wróci; no proszę, oprócz grosika w kieszeni jeszcze musi być pełny brzuch, uda mi się kiedyś ta wiosenna wróżba? pilnuj się, Madziu, losowi trzeba pomagać; serdeczności ślę.

Maniu, magnolie już oblatują, płatki jak śnieg zaścieliły trawnik; deszcz bardzo potrzebny, ja też na razie tylko walczę z zielskiem, wzruszam ziemię na grządkach, bo jest sucho jak pieprz, mimo, że u podnóża grządek płynie nieustająco woda ze źródełka; zasieję na weekend majowy, może uda mi się wyjechać na dłużej; na pewno Beskid już zakwita i jest pięknie, myślimy o wypadzie 3 maja, ale gdzieś blisko nas, bo sił na razie brak na dłuższe wyjazdy; i ja pozdrawiam serdecznie.

Tupajo, kiedy dowiedzieliśmy się o tym rezerwacie, długo nie mogliśmy tam trafić, wreszcie wytłumaczył nam drogę przewodnik z PTTK-u, ale byliśmy za późno, szachownice przekwitły, teraz pilnujemy terminu przy końcu kwietnia i zawsze trafiamy na pełnię kwitnięcia; serdeczności ślę.

Magdo, u nas nie było solidnego deszczu, ale zagrzmiało mocno, pierwsze, wiosenne grzmoty cieszą bardzo, budzą wszystko do życia;
a liście rozwijają się w oczach, zieleni się na potęgę; serdeczności.

La vie est belle i ja tez pisze...

Caly swiat "oszalal"... i nie dziwi NIC!
Serdecznosci
Judith

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Danusiu, o! przestrzeni tak! wyjdziesz na górkę i widoki dalekie masz przed sobą, i wszystko teraz kwitnie; serdeczności.

Doroto, za kilka sadzonek grabu, myślę, nic by nie było, a ile niszczą koła leśnych ciągników; jeździsz przez Koniuszę, nie boisz się tych dziur w drodze? stare założenia parkowe mają w sobie tyle uroku, drzewa stare, dostojne; wyjeżdżaliśmy z Pogórza w południe, pewnie przed deszczem, a i on się przyda, bo na grządkach bardzo sucho, aż pyli; budujesz wiatę w ogrodzie? taką do posiedzenia? chyba za dużo napracowałaś się i przewiało Cię, poodpoczywaj trochę; serdeczności.

Magdaleno, nie pachnie, ale taka ilość pokratkowanych dzwoneczków robi wrażenie, bardzo oryginalna roślina, i do tego w naturze; łąki są koszone, bo na zarośniętym terenie zanikają; pozdrowienia ślę.

Agato, i pod oknem już mnóstwo zieloności, nie trzeba daleko jechać; pozdrawiam serdecznie.

Olgo, siedzieliśmy sobie wieczorem z mężem na tarasie i tak sobie rozmawialiśmy, jaki ogrom prac jeszcze przed nami, wystarczy pewnie do końca życia; i u nas sucho bardzo, prawdopodobnie po południu coś spadło z nieba, deszczyk potrzebny bardzo, i ja czekam z zasiewami i nasadzeniami na sprzyjającą glebę; szachownicę można jeszcze spotkać koło Stubna, wielce oryginalna roślina, odkryta przez nas ze 3 lata temu, bo szukaliśmy tego miejsca usilnie, a nie mogliśmy na początku znaleźć; i ja serdeczności ślę do Sąsiadów.

Sukienko, na Mazurach zawsze odrobinę później wiosna przychodzi; muszę przeżyć
ekipę remontową, dopiero na majówkę wyruszę na grządki; Gucio nie wracał do domu przez ponad całą dobę, byliśmy bardzo zmartwieni, ale przypuszczalnie został gdzieś zamknięty przez przypadek; wczoraj przespał cały dzień i noc w domu, łazior jeden, a ile radości, jak wrócił; serdeczności ślę.

Klarko, nie poznałam mojego ogrodu, kiedy wróciłam wczoraj po dobie nieobecności, przytulnie, bo już brzozy rozwinęły listki, za to magnolie opadają; te dzikie czereśnie to jak strojne panny, całe w kwiatach, a ile radości mają potem ptaki z drobniutkich, słodkich owoców; pozdrawiam.

Krzyśku, myślisz, że września zrzuca zieloności na zimę? może dlatego ciężko ją zauważyć; potok od wjazdu od Leszczyn płynie prościutko, potem jest zakręt przy sporym osuwisku przy szosie, to tam znalazłam wrześnię, i cały czas mam na myśli kierunek od Makowej, czyli idąc pod prąd potoku; a może po ostatnich sporych wodach potok lekko zmienił koryto? trzeba mi pojechać i sprawdzić; pięknie szachownica wygląda na łąkach, całe łany, bardzo egzotyczna i oryginalna; miałam przy chatce jakiś inny rodzaj, ale myszory już dawno ją zjadły; pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Judyto, jak przyjemnie patrzeć na to szaleństwo, i ono udziela się, nowe siły wstępują w człowieka wiosną; "zew ziemi" działa bardzo mocno, mimo, że bolą krzyże, i ręce ... chce się grzebać w ziemi, sadzić, siać, to pewnie odwieczne przywiązanie do ziemi; pozdrawiam Cię serdecznie.

Mażena pisze...

Przyroda fantastycznie nadrobiła zaległości. szachownice niesamowite, chciałabym kiedyś je zobaczyć.
Taki piękny jest świat, trzeba tylko to zauważyć!
Dziękuję za optymizm i zdjęcia.

Riannon pisze...

30 stopni!? A u nas był taki zimny weekend, że aż kwiaty na czereśniach zatrzymały się w połowie rozkwitu. Dziś w tv widziałam, że śnieg spadł w Hiszpanii. Mam nadzieję, że nie powtórzy się sytuacja sprzed dwóch lat, kiedy w majówkę spadły masy śniegu! Pa :-)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mażeno, wszystko odbywa się jak w przyśpieszonym filmie; szachownice to nasza regionalna ciekawostka przyrodnicza, przynajmniej dla mnie, naprawdę ciekawie to wygląda, cała łąka w dzbanuszkach; musisz przyjechać na południowy wschód pod koniec kwietnia, doznania wzrokowe murowane; pozdrawiam Cię serdecznie.

Riannon, a tak, wczoraj też było 27, upał wprost zniewalający, i wszystko rośnie oczach, koszą trawy, płatki kwiatów opadają, natura śpieszy się; pozdrowienia serdeczne ślę.

Pellegrina pisze...

Rokrocznie w regionalnym programie podkarpacia pokazują te łany szachownicy i corocznie sobie powtarzam, że za rok już na pewno oglądnę na żywo ale jakoś takoś jeszcze nie dojechałam. Cesia mi napisała, żem "skrzyżowanie czołgu z rakietą" ale to do Ciebie Mario pasuje dużo bardziej, podziwiam Waszą pracowitość i wolę doskonalenia. Kózki zachwycające, pieski takoż - będzie kiedyś może i czas dla mnie i moich zwierzaczków

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krystyno, jeszcze kwitną, bo spotkałam znajomych, ale to już końcówka; warto pojechać i zobaczyć to na żywo, może kiedyś znjadziesz odrobinę czasu; kózki, niestety, nie moje, a też bym chciała, tylko, że jest to uwiązanie na całego, nigdzie już nie wyjedzie na dłużej, chyba, że zastępstwo; serdeczności.