poniedziałek, 6 maja 2013

Bawimy się w ogrodników ...

Majówkowy czas spędziłam, zapamiętale grzebiąc w ziemi.
Sadzonki doczekały się swego miejsca na grządkach, nasionka zostały wysiane, a także przekopałam spory kawał ziemi, żeby rozpiąć nad nim tunel foliowy.


Pod agrowłókniną już rosną ogórki, musiałam je wysadzić, bo zaczęły kwitnąć, a na jednej sadzonce pojawił się już mały ogóreczek ... co będzie, to będzie, jeśli będzie źle, wysiejemy następne.
Pogoda sprzyjała, było gorąco, psy leżały pod śliwami, popatrując, co też zajmuje mi tak dużo czasu ...
Jeden dzień był szczególnie upalny ... myśleliśmy, że może uwiniemy się szybciutko z ustawieniem szkieletu foliaka, a potem pójdziemy hen! na łąki ... ale przeliczyliśmy się.
Mnóstwo kształtek, wiązki rur, instrukcja i dopasowywanie ... poty lały się z czoła strugami ... ale oto efekt końcowy ...


Przekopana ziemia, oczyszczona z zielska, została wzbogacona kilkoma workami próchnicy kompostowej ... pozostaje nam jeszcze rozpiąć folię, zabezpieczyć ziemią i można sadzić pomidory i paprykę.
Nie nadarmo tak prażyło, zza lasu wyszły czarne chmury, grzmiało nad Kopystańką ... dwoje ludzi poszło łąkami do góry, w samą burzę, może doszli do zabudowań Kopyśna, żeby skryć się pod dachem ... bo za chwilę rozpętała się ulewa ... najprawdziwsza, wiosenna, z błyskawicami, grzmotami przewalającymi się echem po górach ...


Zauważyłam, że Amik bardzo boi się burzy, schował się w skos pod dachem i z niepokojem patrzył w okno ... głaskanie uspokajało go, a Miśce to nie przeszkadzało, spała w najlepsze.
Bardzo przydał się ten życiodajny deszcz, było bardzo sucho ... mam wrażenie, że ta woda z nieba każe wręcz rosnąć roślinom, kiełkować nasionom, samo podlewanie nie daje takich efektów.


To cały nasz kompleks uprawowy, obok rośnie górka kompostowa, trochę dalej, w wiadrze moczą się pokrzywy na podlewanie roślinek ...


Odwinęlam z siatek ochraniających drzewka w sadzie, mój Boże! kiedy one urosną? ... co troszeczkę wyciągną ramionka do góry, przychodzą sarny i oszczypują delikatne pędy ...
Poszłam zobaczyć nad potok mój dębowy zagajnik ... obraz nędzy i rozpaczy ... przyszły dziki, rozryły te kopane miejsca, niektóre drzewka obok z gołymi korzeniami ... posadziłam je z powrotem, ale czy przyjmą się i na ile wytrwają? ... kilka ostało się, wypuściły listki ... teraz wiem, dlaczego leśnicy ochraniają swoje szkółki ogrodzeniem z siatki ...


Obserwowałam murarki, prawie wszystkie trzcinki już zapełnione, wokół jeden brzęk ...


... szukają sobie miejsc również w starych pniach, a największym powodzeniem cieszą się przestrzenie między deskami na tarasie ... noszą na swoich spodach brzuszków żółte płaty pyłku, inaczej niż pszczoły, które zbierają go do koszyczków na odnóżach ... osy również budują celulozowe, baniaste domki ... w pomieszczeniu gopodarczym wisi ich pod dachem kilka, dobrze, że nie są agresywne i można spokojnie wyjmować stamtąd narzędzia.


Odwiedził mnie bieszczadzki osiedleniec, Henry z rodziną ... jest Niemcem, w typie długowłosego, chudego hipisa,  ona drobniutka blondynka, i dwójka jasnowłosych dziewczynek, ciekawych świata z mnóstwem pytań; posiadają ziemię w okolicach Zatwarnicy ... niedobry sąsiad spalił im dom podczas, gdy wyjechali na urlop ... czytałam o tym zdarzeniu jakiś czas temu na forum bieszczadzkim.
Pomieszkuje teraz gdzieś niedaleko, na Pogórzu, i szuka swojego miejsca, najlepiej z chatą do remontu ... niestety, w naszej wioseczce nie ma takowych do sprzedania ... po herbatce i sympatycznej rozmowie pojechali dalej szukać swego szczęścia ... podobało im się u nas, że odludzie, i potok blisko, i las, i widoki ...


Pracowicie spędziłam te dni na Pogórzu, trud wynagradzały koncerty ptasie, nawoływania podniebnych drapieżców, werbel dzięciołów o pnie drzew, a sen morzył mnie, kiedy jeszcze nie zdążył zapaść zmrok.
Trawa rośnie w zastraszającym tempie, za chwilę czas wyciągać kosy ze schowków, ale zanim to uczynię, muszę zebrać mnóstwo kwiatów mniszka, oskubać je i postawić w balonie na wino ... po zeszłorocznym nie została kropelka ... smakowite, aromatyczne, doskonałe nawet rozcieńczone wodą mineralną ... i mówią starzy ludzie, że lecznicze ... na wszystko ...


Czas wyruszyć również na zbiór paluchów sosnowych na syrop, co roku odświeżam zapas, a w zimie jak znalazł ...
A sobotnie i niedzielne popołudnie i wieczór spędziliśmy pod Kopcem Tatarskim, gdzie odbywał się Podkarpacki Jarmark Turystyczny ... koncerty z "krainy łagodności", wspólne śpiewanki i miłe spotkania z ludźmi  były, ale o tym w następnym wpisie ...


I jeżyka z pachnącego sianka kupiłam na straganie ... widzicie ten kapelusz? najprawdziwszy rumuński, od ciobana z gór ... woła nas Rumunia ... bardzo ... chociaż ścisk w rozlicznych obowiązkach niesamowity, wydrzemy z nich ze 3 dni ...


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, niech wiosenne słońce rozświetli Wasze zmartwienia i troski, dobrego życzę, pa!


I jeszcze Kanasin, w słoneczny dzień ...


... i ukryty w chmurach, o poranku po deszczu.









15 komentarzy:

Anka J. pisze...

Ale tam sielsko. Cudowne krajobrazy. O Niemcu, któremu spalono dom, pamiętam. Przykre to bardzo, jednak jak widzę facet jest zdetermitowany, by zamieszkać w Polsce. Życzę mu wszystkiego dorbego, by trafił już na lepszych ludzi niż w Bieszczadach.
Pozdrawiam

Tenia pisze...

Witaj Mario.
Wiosna to piekna pora roku ale bardzo pracowita.Zanim w ogródku się zazieleni trzeba się narobić.Ale widoki i plopny wszystko wynagrodzą.
Pozdrawiam serdecznie:))

Krzysiek Pogórski pisze...

Nie boicie się że ta konstrukcja pofrunie jak folię założycie? Dość lekko to wygląda. Może czymś obciążyć od dołu?

Riannon pisze...

U Was znów pogoda, a u nas wciąż leje. Nie ma jak przeprowadzić prac w ogródku, a plany miałam na ten rok ambitne. Z powodu deszczu nic nie kwitnie, nawet mniszek, którego zawsze było pod dostatkiem w majowy weekend. Na szczęście mnie jeszcze zostały zapasy wina z mniszka z zeszłego roku :-)
Wstrząsnęła mną ta opowieść o spalonym domu. Nie mieści mi się w głowie, że ludzie mogą robić sobie coś takiego nawzajem :-(

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, tam był jakiś konflikt z miejscowymi, ale żeby zaraz spalić dom?
zawsze żal mi takich ludzi, zostać bez dachu nad głową, to nieszczęście; pozdrawiam z wiosennego Pogórza.

Teniu, jakoś tak zbiegły nam się wszystkie najpotrzebniejsze prace, nie wiadomo, w co ręce włożyć, więc wykonujemy je kolejno, bo nie ma innej rady; cieszy mnie działeczka, tunel, że będą swoje warzywa; i ja pozdrawiam serdecznie.

Krzyśku, konstrukcja połapana gwozdkami przy każdej złączce, a wbrew temu, co widać, dosyć masywna, dodatkowo przyszpilona do ziemi metalowymi "śledziami"; folia będzie solidnie naciągnięta i przysypana ziemią; producent ma pozytywne opinie, mam nadzieję, że tunel przetrwa pogórzańskie wianie; pozdrawiam serdecznie.

Riannon, mamy ciepło, letnio, słonecznie i kwitnąco, a żniwa mniszkowe przede mną, tylko brygadę remontową wyprawię z domu; mówią, że jak ktoś ma złość na drugiego, to nawet mury palą się; co powoduje ludźmi, że mogą coś takiego zrobić, pozbawić drugiego dachu nad głową, domu, niepojęte to i dla mnie; słońca życzę i pozdrawiam serdecznie.

Anonimowy pisze...

A czy przepis na winko z mlecza można prosić Marysiu? Nazbierałam dzisiaj na syrop .Po deszczu wszystko momentalnie rozkwitło .Trawa u nas będzie już drugi raz koszona.Henry powinien znaleźć w końcu przystań dla siebie ,szybciej by znalazł we wioskach ,ale to między domami .
Pozdrawiam !
AniaA

sukienka w kropki pisze...

Niedawno oglądałam reportaż o człowieku z pogórza któremu miejscowi się odgrażali, była też próba podpalenia i inne nieprzyjemne sprawy ale ten pan mówił po polsku. Byłam w szoku...Zazdroszczę Wam tego życia za pan brat z naturą aż miło o tym poczytać. Życzę wszystkiego najlepszego!

mania pisze...

Też się przyłączam do prośby o przepis na winko, z ciekawości, bo nie wiem czy w tym roku zdążę.
Mieliście pracowitą majówkę ale taka praca na powietrzu to sama radość.
Pozdrawiam serdecznie

Inkwizycja pisze...

To nie żadna zabawa, Marysiu, Wy jesteście ogrodnikami pełną gębą ;-)) No chyba że miałaś na myśli radość, jaką z tej pracy macie;) Będzie Wam rosło, oj będzie...
A deszczu chętnie bym trochę podesłała - my mamy nadmiar.
Smutna ta historia podpalonego domu... ludzi szukających swojego miejsca na ziemi, gdzie nie będą solą w oku.
Ściskam Cię czule;)

Krystynka w podróży pisze...

Pracowita u Was ta majówka ale to nie dla wszystkich czas na grilla i piwko. Tunel elegancki, zgrabny, foremny - da Ci wiele radości. U ciebie Mario dzikie zwierzaki a u mnie gradobicie zniszczyło dużo zielonych cudeniek.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, cierpię na chroniczny brak czasu, a już bym zbierała żółte kwiatki, to takie odstresowujące zajęcie; koszenie musi jeszcze poczekać do następnego tygodnia; Henry nie chce między domami, woli na uboczu, pod lasem, ze strumykiem ... może znajdzie coś w zagubionych, pogórzańskich wioskach; serdeczności.

Sukienko, Henry bardzo dobrze mówi po polsku, być może, że to o nim był ten reportaż, a próba podpalenia też była;
jestem w niedoczasie, tyle ważnych spraw mi się zebrało, ale, mam nadzieję, wybrnę z tego; pozdrowienia serdeczne ślę na Mazury.

Maniu, mlecze dopiero zaczęły kwitnąć, zdążysz; chętnie zostawiłabym rozbebeszony dom i pojechała pracować na moich morgach, ale mam tu mnóstwo zajęć, z żalem muszę zostać; i ja pozdrawiam.

Inkwizycjo, to na razie będą tunelowe eksperymenty, bo czytałam coś o zapylaniu kwitnących pomidorów, bo jeśli nie ma pszczół, to trzeba ręcznie, może moje murarki i trzmiele dadzą radę; nie znam przyczyn tego konfliktu, co mogło aż tak przeszkadzać sąsiadowi i skąd tyle nienawiści, że aż dom podpalił, a gdzie zwykłe, ludzkie sumienie? pozdrawiam cieplutko.

Krystyno, piwko było, bo przy robocie trzeba płyny uzupełniać, grilla nie, tylko zalewana zupka z torebki, bo czasu brak; teraz trzeba urwać trochę godzin i założyć folię, pomidorki posadzić, i inne takie zieloności; czytałam o gradobiciu, oglądałam filmik, to straszne przeżycie, patrzeć bezradnie, jak żywioł szaleje; pozdrawiam serdecznie.

M. pisze...

Piękny jest Wasz trud i widać, że czerpiecie radość zarówno z samej pracy, jak i z jej efektów. Radość podwojona.
Przerażające, że można spalić dom rodzinie z dziećmi! Czym Henry się naraził? Może za dużo widział, za dużo słyszał? Może wzywał policję, widząc jakieś przekręty z wywozem drewna? Może za bardzo się interesował wiejską szarą strefą? Ale nie pasuje mi to wszystko do "hipisowskiego" człowieka ...
Pozdrawiam gorąco!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo, nie znam tła tego konfliktu, zresztą nie pytałam, bo i bez tego pewnie zawalił im się świat; jakim trzeba być człowiekiem, żeby zrobić taką rzecz? znam inną historię domu, leśniczego w niedalekiej wsi, który walczył z kradzieżami w lesie; podpalili mu dom z bala, gotowy do zamieszkania, z meblami, kiedy wszyscy poszli do kościoła; myślałam, że nie otrząśnie się, ale po kilku latach odbudował murowany, a obok stoi kapliczka, ku przestrodze pewnie; człowiek jest zdolny do najgorszych rzeczy, to najokrutniejsze stworzenie; pozdrawiam Cię słonecznie.

Ania z Siedliska pisze...

Wiosna nadrabia zaległości, wszystko bujnie rosnie. My mieliśmy deszczowy cały długi weekend, nic nie dało sie zrobic, a warzywnik woooła !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, mój warzywnik suchy jak popiół, zaniedbany, posadzone ogórki pewnie padły, żal mi, ale nie ma rady, trzeba ten remont doprowadzić do końca; serdeczności.