sobota, 11 maja 2013

Bo w mym domu rośnie pnącze ...

Chyba tymi słowami można określić mój dom i ogród.
Dom schował się w zieleni, tej chcianej i niechcianej ... bo dopiero co pozdejmowałam suche , szorstkie pędy chmielu, zerwałam brutalnie dzikie wino, a one, nie patrząc na to, rosną sobie dalej w najlepsze.


Powojnik rozkwitłymi dzwonkami przykrywa wstydliwie spróchniałą nagość starego pnia wierzby ...


Śmiem twierdzić, że gdyby nie jego pędy, już dawno rozleciałby się na kawałki.
Jest bardzo gorąco, sucho, ziemia aż dyszy, zeszłotygodniowy deszcz nie nawilżył jej dostatecznie.
Byłam w piątek na Pogórzu, ale bardzo krótko, myślałam, że wysadzę pomidory ... ziemia jak popiół, trzeba by ją zmoczyć na noc, a potem sadzić, no i potem podlewać ... na razie nie ma na to warunków, przywiozłam sadzonki z powrotem, a syn mówi, że to najbardziej mobilne pomidory na świecie, wożone tam i z powrotem ...
Przy okazji z synem zrobiliśmy inwentaryzację starej, przedwojennej szkoły w naszej wioseczce, cały obmiar, zdjęcia, bo może gmina sypnie grosikiem i zrobi się jakiś maleńki, zabezpieczający remont ... a dokumentacja bedzie naszym  udziałem społecznym w tym przedsięwzięciu, bo bardzo popieramy wszelkie inicjatywy na rzecz wsi.


Z prawej strony była klasa, z lewej mieszkała pani uczycielka, potem, po wojnie pan uczyciel, który po lekcjach otwierał dodatkowe okienko i ze spiżarni sprzedawał towar jako z maleńkiego sklepiku ... potem był tu sklep, ale nie przetrwał przy tak małej ilości mieszkańców.
Teraz w klasie jest świetlica wiejska na zebrania, posiedzenia, czasami jakieś andrzejkowe zabawy, mikołajki, ale stan techniczny opłakany i konieczny jest remont.
Wyrwana na kilka godzin z remontowego młynu po wielokroć odczułam ciszę i spokój naszej chatki, ukrytej w starych śliwach, aż żal mi było, że nie mogę zostać.
A nie mogę, bo wczoraj przyleciał z wyspy syn na weekend, trzeba się nim nacieszyć, zajęć w domu od grzmota, brygada RR nie może zakończyć pomyślnie remontu, bo coś im kapie bez przerwy.
Już myślałam, że pożegnałam ich na zawsze, ale skąd! wczoraj o północy obudziło nas coś jakby wybuch kotła, to puściła jakaś złączka, pewnie przyszło w nocy większe ciśnienie wody i rozwaliło w słabym punkcie ... o, matko! woda tryskała w łazience jak z sikawki, znowu zalało ... dobrze, że nie zdążyłam tego zamurowć, dziś rozkułam w murze rurki głębiej, bo w poniedziałek znowu poprawka; prawdę mówiąc, mam ich już trochę dość, chciałabym zacząć porządkować dom i zacząć żyć normalnie, a tu dalej na tobołkach.


W zamian ogród pociesza mnie jak może, dzikie gołębie grzywacze zbudowały sobie gniazdo na mizernej sośnie ...


... pani gołebiowa wysiaduje już, a na ciernistej glediczji  jakiś maleńki śpiewak raduje mnie od rana do nocy swoimi trelami ...


... nie wiem, kto zacz? jaśniutki, seledynowy brzuszek, maleńkiej postury, a tyle pary w gardziołku.
Kwitnie już i pachnie kłokoczka południowa, kwiaty zebrane w grona wabią pszczoły ...



... zaczynają kwitnąć azalie, ale tylko dwa rodzaje, reszta poszła w liść i łodygę ...



W tyle ogrodu zielony parawan, miał to być żywopłot, za późno pomyślałam o przycięciu, bo niech jeszcze rośnie, bo małe ... i poszło wszystko w niebo ...


... ściana z leszczyn, grabów, buków i brzozy, świetnie chroni przed wiatrem, ostoja dla ptactwa, nawet wilgi w tym roku zawitały tutaj, nawołując melodyjnie na deszcz, który jakoś nie nadchodzi, i nawet grzyby zaczynają rosnąć w takim leśnym sąsiedztwie.


Futrzaki zaczynają żyć pod wieczór, kiedy trochę chłodniej, obawiałam się, jak Amik przywita syna, przecież wcale się nie znają ... poszczekał z zaciekawieniem, a zaraz potem przyszedł na głaskanie, nie było źle, robi się z niego fajny pies.


A ja nazbierałam pół kosza szyszek z sosny czarnej, marzy mi się z nich wieniec, albo drzewko, są takie dekoracyjne ... i czekają na moje natchnienie ...


Z ogrodu pachnie skoszoną trawą, to dzieło Agnieszki, lubi kosić trawę, a dla mnie to wielka wyręka.
Właśnie zbierają się moi synkowie do burzenia kawałka ściany między pokojami na górze, ojciec nadzoruje, żebyśmy mieli jeszcze w czym mieszkać.
Coś ucierpi przez ten remont, najpewniej moje grządki, i pogórzańska trawa urośnie bujnie, ale przecież takie przedsięwzięcia kiedyś się kończą, i tym się pocieszam.


Pozdrawiam Was serdecznie w ten sobotni przedwieczór, dziękuję za odwiedziny, trzymajcie się zdrowo, pa!






23 komentarze:

Tenia pisze...

Witaj Mario.
Ach,jak już zielono na waszym pogórzu.
Ściana drzew które miały być żywoplotem są jak mur nie do przebycia.
Remont w końcu się skończy i odetchniesz.
Pozdrawiam serdecznie:))

Agata Rak pisze...

Zachwycająco u Was a remont...no cóż mnie dopiero czeka...a fachowca jak nie było tak nie ma

Anka J. pisze...

Ślicznie jest u Ciebie w ogrodzie. Myślałam że ta szkoła jest twoim domem na Pogórzu, ale dziwnie mała mi sie wydaje. jednak popieram inicjatywy ratowania tego, co może sie jeszcze przydać. Sama wiesz, jak podobają mi sie drewniane domy, może dlatego, że tak mało ich zostało w Polsce ( tu nie ma!). Chciałam jeszcze napisać, że Twój piesek ze schroniska pod Twoimi skrzydłami wypiękniał, przytył i chyba jest szczęśliwy.
Pozdrawiam

mania pisze...

Marysiu, jak przekonałaś psiaki do pozowania? Remont potrafią być prawdziwą udręką, u mnie malowanie przeniesione na lipiec, chyba wezmę nadgodziny w pracy na ten czas :) Pocieszam się tylko, że taki bałagan raz na kilka lat i że potem będzie ładnie. Zastanawiam się, jaki kolor ścian wybrać - kremowy czy jaśniutki seledyn.
Cierpliwości życzę i dobrej niedzieli :)

Magdalena pisze...

Taki piękny, tajemniczy ogród. Ale piosenka się do mnie "przyczepiła" i ciągle ją sobie mruczę. :))) Zresztą bardzo ją lubię. :)
Kiedyś przeczytałam u Ani: "wszystko mija, nawet najdłuższa żmija" i bardzo mi się spodobało. Poprawia mi humor. :) Sądzę że do remontu też da się zastosować. My to mamy przed sobą. :) Serdeczności

*gooocha* pisze...

Wszystko pięknie, tylko tego remontu nie zazdroszczę. Dziękuję za życzenia urodzinowe, pozdrawiam! :)

Olga Jawor pisze...

Jak dobrze mieć ogród jako pocieszenie i jako ucieczkę przed męczącym hałasem i domową poniewierką. Cos o tym wiem!
Ziemia rzeczywiście jak popiół teraz, ale widzę, że od dzisiaj zmiana pogody. Jest chłodniej, rzeźko. Od jutra przez kilka dni ma padać, to ziemia odwdzięczy się bujnością roslin (także i chwastów, niestety!!)
Twoje pieski tak, jak moja Zuzia dopiero wieczorem nabierają siły do zycia.Na szczęście teraz przez kilka dni odetchną od gorąca i bedą dla odmiany smętnym okiem patrzeć na kałuże i wszędobylskie błoto.
Uściski serdeczne zasyłam!:-)

La vie est belle i ja tez pisze...

Ogladajac i czytajac Twoj Swiat az chce sie zyc!
U mnie pada od trzech dni. Dalabym Tobie troche tego deszczu gdybym mogla...
Serdecznosci
Judyta

Krzysiek Pogórski pisze...

Ptaszek wygląda na gajówkę inaczej pokrzewkę ogrodową. Pozdrawiam.

wkraj pisze...

Tak, mając dom, co chwilę jest coś do roboty. Wiem to ze swojego przykładu. Ale jak piszesz, te prace wreszcie się skończą, a wtedy dzisiejsze troski będą już tylko wspomnieniem. U Ciebie zawsze tyle się dzieje, stąd tak ciekawie mi się czyta Twoje posty. Pozdrawiam serdecznie z deszczowego Zabrza.

Inkwizycja pisze...

Marysiu, jeśli dojdą do Was "nasze" deszcze, to będziecie mieli wilgoci pod dostatkiem, a nawet w nadmiarze. Marzę o kilku dniach suchych, szczytem szczęścia byłby słoneczne ;-) Oby Wasz remont się rychło skończył, to zawsze jest uciążliwe, ale efekty pozwolą o tym pandemonium zapomnieć. Twój ogród zachwyca bujnością ;-))
Ściskam czule ;)

Romantyczna Dusza pisze...

Pięknie, zielono na Waszym Pogórzu:)Oby remont nie trwał zbyt długo, a jego efekty cieszyły długo.
Pozdrawiam

sukienka w kropki pisze...

To co najbardziej podziwiam w Twoim blogu to to, że opisujesz świat w taki sposób, że to co najzwyklejsze wydaje się niezwykłe...Jakby jakiś dobry duszek specjalnie dla Ciebie odsłaniał zakątki które dla innych są niewidoczne. Moc pozdrowień przesyłam!

Nasza Polana pisze...

Mario Droga, lubie Cie czytac i czytam ZAWSZE choc nie za kazdym razem komentuje. Tym razem gratuluje zdjecia z pszczolka. Piekne ujecie. A remonty... zawsze maja swoj kres i potem tylko ciesza efektami. Dacie rade. :-) pozdrowienia

Zofijanna pisze...

Dwa lata temu w Wielkanoc para gołębi wiła gniazdo na świerku. Nagle wszystko ucichło.
Po 2 tygodniach znalazłam samicę uduszoną przez kota.
Serce mi pękało. Uwielbiam grzywacze- pięknie się nawołują.
W tamtym roku przyleciał samiec- był sam....
W tym roku nie ma go..
U Ciebie Mario może będą miały więcej szczęścia.
Serdeczności

Mażena pisze...

Pięknie masz, oj cudnie! Moja siostra chodziła do takiej szkoły jak na Twoim zdjęciu i wspomina ten czas z radością jaką niosła nauka w tamtych skromnych klasach. Pamięta pasie nauczycielki i mówi, że do dziś pamięta ją.
Czemu wyszukujemy sobie pracy, dlaczego chcemy zmian. Przecież mogłabyś siedzieć i mieć co masz. Rozumiem Cię doskonale. Remont męczy a jednocześnie zmiany uznaję za niezbędne i tak w koło :) Futrzaki fantastyczne, to niesamowite jak można oswoić nawet takiego futrzaka. Ty oswoiłaś i przyrodę i wiele innych żyjątek. A syna utul troszeczkę, bo choć dorosły i samodzielny to może tęskni za tą więzią :) jesteś niesamowita, trzymam kciuki za koniec rozgardiaszu .

amelia10 pisze...

Piękna wiosna u Ciebie!
wiejska szkółka bardzo urokliwa, nalezałoby ją uratować!
Och, te remonty, u mnie już czwarty remontowy sezon się zaczyna... ale wszystko ma swój kres... a potem jest już tylko co wspominać!
Słonecznej wiosny życzę!

Magdalena pisze...

A jeśli chodzi o ptaszka to mi się z kolei skojarzył zaganiacz, ale nie mam pewności. :)

Ania z Siedliska pisze...

Współczuję Ci - remonty sa paskudne ale na szczęście wszystko mija - nawet najdłuższa żmija :-), a więc i on niedługo będzie wspomnieniem, a dom będzie jak nowy. U Was susza i upały, a u nas był tydzień deszczu i chłody. Nawet moje piachy nasączyły sie na jakis czas. Twoje futrzaki szczęśliwe - dzięki Wam narodziły sie po raz drugi. Serdeczności !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Teniu, jesteśmy odizolowani od wścibskich oczu, a ptaki mają raj; teraz pracują panowie od gipsu, idzie im sprawnie, może już światełko w tunelu ujrzę; serdeczności.

Agato, zastanów się dobrze, remont to katorga, przynajmniej u nas, dom do góry nogami wywrócony; pozdrawiam.

Aniu, klasą w tej szkole było tylko jedno pomieszczenie; o, mój Amik to śliczności, a jaki kochany, żeby był najbrzydszy, i tak bym go lubiła; i ja pozdrawiam.

Maniu, psiaki to urodzeni modele, a uwielbiają do mnie gonić, kiedy zawołam, żeby patrzyły na mnie; och! malowanie to pestka, najgorsze to kucie ścian i wszechobecny pył; ja przymierzam się do piaskowego koloru, wszędzie, bo tak mi najwygodniej; pozdrawiam serdecznie.

Magdaleno, dżunglasto u mnie, ale przez to bardzo przyjemne powietrze, nawet w upał, pachnie olejkami świerkowymi; powoli widzę koniec "żmiji"; hm! remont przed Tobą, nie zazdroszczę; pozdrowienia ślę.

Gooocha, troszkę już zmęczonam, jeszcze malowanie i uzupełnienie płytek, a to sporo; serdeczności.

Olgo, nawet wzrok odpoczywa w tej zieleni; grządki pozostawione same sobie, może w niedzielę uda mi się posadzić pomidory, że o koszeniu trawy nie wspomnę; mój Amik jest zasmyczony w sadzie, bo nie toleruje obcych w obejściu, poszarpałby pewnie portki panom od remontu, a jaki jest szczęśliwy, kiedy puszczam go luzem po robocie, omal mnie przewraca; a deszczu jak nie było, tak nie ma; i ja pozdrawiam.

Judyto, lubię moje życie, nie zamieniłabym go na wielkomiejskie, skąd wracam zupełnie rozbita; u nas dalej sucho, gorąco, przyjęłabym z chęcią choć jeden deszczowy dzień; serdeczności.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krzyśku, jesteś znawcą ptaków? bo mnie to jakoś słabo idzie, niby inne a podobne, nie potrafię wyłapać różnic; dzięki za rozpoznanie; pozdrawiam.

Wkraju, no tak, jak nie w domu, to w ogrodzie zajęcie jest, a mnie dochodzą jeszcze pogórzańskie włości; w tym roku wszystko jakby skumulowało się, pewnie przez tę długą wiosnozimę; cieszę się, że lubisz do mnie zaglądać; serdecznie pozdrawiam.

Inkwizycjo, nie doszły "Wasze deszcze", nad czym ubolewam, bo susza trwa dalej; gipsiarze teraz pracują, nawet sprawnie, jednak brygady różnią się między soba, bo "sąsiedzi" dali mi w kość; serdeczności ślę.

Duszo, to mój ogród miejski, nie pogórzański, ale wszędzie równie zielono; remonty jeszcze chwilę, ale już prawie koniec; pozdrawiam.

Sukienko, życie nasze zwykłe, z troskami, pracowite, ale takie lubię; lubię obserwować przyrodę, może dlatego odsłania trochę więcej, bo jestem dociekliwa; i ja pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Polanko, dziękuję Ci, aleś mi miodku wlała w serducho; remont idzie coraz sprawniej, widzę koniec "najdłuższej żmiji"; pozdrowienia serdeczne ślę.

Zofijanno, nasze grzywacze mają się dobrze, samczyk bardzo ładnie nawołuje gruchaniem, a samiczka dalej siedzi; Gutek całe dnie przebywa poza ogrodem, bo Amik go przegania, może to i dobrze, ptaki będą bezpieczne; tylko dziś kręciła się kukułka w pobliżu, żeby tylko im nie podrzuciła swojego jaja; serdeczności.

Mażeno, czy dzieci potrafią się dziś cieszyć szkołą i chętnie do niej chodzić? nie szukaliśmy sobie pracy, to potrzeba wielka, bo instalacja c.o. zaczęła przeciekać, były duże ubytki wody, która szła nie wiadomo gdzie, trzeba było wszystko wymieniać, a przy okazji usprawnić, bo ogrzewanie coraz droższe; no i młodzi zamieszkają u nas, szykują sobie gniazdko na poddaszu, wszystko się skumulowało, ale już powoli wyłazimy z biedy; syna odwiozłam zaraz w poniedziałek na lotnisko, to był króciutki pobyt, ale za miesiąc z okładem przyjedzie na dłuższy urlop, no i nie nadaję się zupełnie na pożegnania na lotnisku, gardło ściska ... pozdrowienia ślę.

Amelio, były zakusy, aby rozwalić stare, a postawić nowe, mnóstwo pieniędzy w mapy, pozwolenia, opracowania, nikomu niepotrzebne, może uda się chociaż zabezpieczyć przed dalszym zniszczeniem; ach, te remonty, śnić mi się będą, bo coś czuję, że panowie "sąsiedzi" od c.o. będą musieli jeszcze przyjść, bo piec grzeje wodę w zasobniku, i przy okazji wodę w rurkach, jakiś zawór pominięty; serdeczności ślę.

Magdaleno, jak oglądałam zdjęcia, to przypomina i zaganiacza, i pokrzewkę, musiałby ornitolog się wypowiedzieć; jak zwał, tak zwał, a pięknie śpiewa, bardzo różnorodne trele; pozdrawiam.

Aniu, przywykłam już do rozgardiaszu w domu, a roboty mają się już ku końcowi, co mnie niezmiernie cieszy; upały w dalszym ciągu, bardzo sucho, dziś znowu 28 stopni; bardzo lubię moje psy, chociaż Gucio troszkę poszkodowany, ale dzięki temu ptaki bezpieczne w ogrodzie; coś za coś; pozdrowienia ślę.

Krystynka w podróży pisze...

Ja czekam, kiedy moja działeczka zdziczeje, zarośnie pnączem bo narazie goła jak św. turecki.
Mam nadzieję że najbardziej mobilne pomidorki wreszcie posadzone?
Szkoła urocza, warto o nią zadbać bo takich już się nie buduje.
A azalie niech kwitną i pachną!!!