sobota, 18 maja 2013

Wspomnienia komunijne ...

Niewiele pamietam.
Padało ulewnie całą niedzielę, było zimno ... w tym deszczu mama usadziła mnie między sobą a ojcem na wuefemce i pojechaliśmy do odległej o 7 kilometrów parafii.
Potem w przedsionku kościoła, tam gdzie wchodzi się na chór, przebrała mnie w pożyczoną sukienczynę komunijną z cygańską drogą na dole i rękawach ... na obciete po chłopięcemu włosy włożyła skromniutki wianuszek ... byłam chucherkowata, włosy jak strzecha Gacowa, jak mawiała moja mama ...
Potem był poczęstunek na plebanii, wielki kubek kakao, do tego jakieś brązowe ciastko ... sięgnęłam po to ciastko, szerokim rękawem zahaczyłam o pełny kubek ... rozlało się na mnie, na sukienkę komunijną, ciastko rozmokło ... od proboszcza, starego, grubego i łysego, dostałam jeszcze parę szturchańców w plecy ... Oj, ty ty, niezdaro!
Jak mi było wstyd! ... przy obcych dzieciach, zebranych z całej parafii, przy rodzicach, siostrach zakonnych ...
Nie było żadnych "białych tygodni", rocznic, stresujących egzaminów ... nie było wizyt u kosmetyczki, fryzjerki, malowania paznokci, pienistych koronek i diademów, tortów i wystawnych przyjęć, komunijne stroje krążyły z domu do domu, pożyczane od starszych dla młodszych, ... wszyscy byliśmy jednakowi, raczej biedni, bez stresu przyjmowaliśmy Pierwszą Komunię, nawet nie pamiętam, czy dostałam jakiś upominek, a może nie było go wcale? kto myślał wtedy o prezentach? ...
A dziś? pewnie na pytanie, z czym kojarzy się Pierwsza Komunia, wiele dzieci odpowiedziałoby, że z prezentami ... dokąd to zmierza i kiedy się zatrzyma? czy w ogóle się zatrzyma?
Kiedy oglądam zdjęcia z tamtych czasów, widzę siebie malutką, chudziutką, ze sterczącymi włosami, moich młodych rodziców ... kiedy to minęło? ... dawne to czasy, zacierają się wspomnienia ...


Moje ukochane Pogórze leży odłogiem, zdążyłam w ostatnią niedzielę, przez kilka godzin pobytu, zebrać ostatnie kwiaty mniszka ... od powyższych sąsiadów rozlegała się głośna piosenka, śpiewana przez Olę, taka zwracająca uwagę, a wśród słów rozróżniłam ... to dla pani Marysi ...
- Ola, Ola, przyjdź do mnie - zawołałam ...
- Julka, Julka, chodźmy, pani Marysia nas woła ...


To moje młode, urocze i wesołe sąsiadeczki, przy ich wybitnej pomocy odało mi się uskubać 4 litry płatków, to jest sporo ... piłyśmy herbatę, słuchałyśmy beczenia kózek, opowiadałyśmy sobie, co słychać ...
Psy spały pod stołem, chłodząc się od chłodnej, kamiennej posadzki ...


Kwitną łany dąbrówek i bodziszków, wśród nich bordowe kwiatuszki storczyków ...


Niech kwitną, zdążą wydać nasiona, bo przy moim braku czasu nieprędko je skoszę, a pociechę będą miały też pszczoły ...


Nasza chatka skryła się w zielonościach, w kwitnącej aronii i złotolistnym jaśminie, w drewnianych ścianach przyjemny chłodek ... murarki zasiedliły wszystkie trzcinki, z roku na rok jest ich coraz więcej ... Bubisa zrobiła eksperyment z różnymi, pustymi  łodygami ... które będą cieszyć się największym powodzeniem u murarek, chętnie poczytam o jego wynikach i wykorzystam za pozwoleniem.


Na ziołowym tarasie wyginęła cała mięta płożąca, trzeba mi będzie odnowić nasadzenia, za to macierzanki mają się dobrze ...


... szałwia trzyma się dobrze ... ile tej szałwii rośnie dziko, na pastwiskach rumuńskich ...


... czosnek niedźwiedzi już przekwita, za chwilę listki stwardnieją i nie będą nadawały się do spożycia, nic nie zdążyłam z nimi zrobić.
A w domu prace szczęśliwie dobiegają końca, jeszcze gipsowanie, malowanie i układanie wybitych płytek w łazience ... ciężka to orka spróbować kupić coś podobnego lub z tej samej serii ... albo zakończono produkcję 4 lata temu, albo z nowych wzorów wymiar nie ten, głupie 2-3 mm różnicy ... dostaliśmy wreszcie  zwykłą płytkę z Opoczna, która dobrze ma się w całym domu, a której już nie produkują od 4 lat; na ścianę, znaleźli ją nam gdzieś w starych zasobach ... kupił ją i przywiózł akwizytor za własne pieniądze, to dzięki zaprzyjaźnionej firmie ... ludzie jednak pomagają zupełnie bezinteresownie; gorzej z podłogą, wychodzi 3mm różnica, spoiny mijają się ... a, niech będzie, za to wannę obudujemy sobie drewnem, za którym cały czas tęsknię, i w kuchni, i w łazience.


Byłam przed chwilą na targowisku sadzonek papryki kupić, ludzie noszą tatarak, wszak jutro Zielone Świątki ... a z tataraku można zrobić nalewkę kresową, o bardzo oryginalnym i "pachnącym" smaku.
Pod domem, w zeszłorocznych liściach zamieszkała urodziwa panienka ...


Widuję ją codziennie, bo znajduje się tam wąż z wodą, kwiaty w doniczkach trzeba podlewać, w oczku uzupełniać.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, za pozostawione słowa, dobrych dni życzę, pa!



22 komentarze:

Magda pisze...

"Za moich czasów", czyli na początku lat '90, czekało się na wielki tort, a nie na prezenty. Po cichu marzyłam o piesku...

grazyna pisze...

A ja pamietam prezent, byl to pierwszy w zyciu zegarek i ostatni...dostalam go ale zaraz weszlam na drzewo w parku wiekszyckim i zdarlam mu cyferblat...potem juz zegarki mnie nie interesowaly, do dzisiaj ich nie uzywam.
Zycze Ci skonczenia remontu i powrotow do chatki...czekamy na chatkowe opowieci...a dziewczynki przecudne!

Moje marzenia pisze...


Pani Mario,teraz niestety ale żyjemy w takich czasach,że ważne są tylko dobra materialne....niestety...

Klarka Mrozek pisze...

a u mnie mięta, posadzona w zeszłym roku, się rozpanoszyła nad podziw.

Po kolei wszystkie święta stają się komercyjne, ludzie mylą sakramenty z tradycją a zamiast radosnych, rodzinnych spotkań na weselu cy komunii mamy amerykański film.
Pozdrowienia serdeczne!

Anka J. pisze...

Ogród Twój jest boski. Z taką wiedzą i troską piszesz zarówno o roślinach, jak i zwierzętach. Maj jest piękny. Śmieszną miałaś komunię, ja pamiętam stres związany ze spowiedzią. Bałam się że ksiądz mi nie da rozgrzeszenia. Bzdura, bo co takie dziecko ma na sumieniu.
Pozdrawiam

MagdalenaK pisze...

Ogród boski, jak "Alicji z krainy czarów" a moja komunia miała podobny wymiar do Twojej.
Pozdrawiam

CzarnyKot pisze...

Z wielką przyjemnością przecztalam Twój tekst. bardzo mądre słowa..ale dokąd to zmierza sama nie wiem. jedno jest pewne, w przyrodzie musi być równowaga, s skoro jest przesyt będzie i ta druga strona. serdecznie pozdrawiam i życzę owocnej pracy

Ada Komorek pisze...

Moja komunia była za początków epoki "sukienek i prezentów" wszystkie dziewczynki ekscytowały się koronkami i wianuszkami a ja... Byłam przerażona perspektywą paradowania w czymś takim. Jako dziecko krótkich spodenek i potłuczonych kolan liczyłam, że będę mogła pójść do komunii ubrana jak chłopiec. Niestety - na taki skandal obyczajowy nikt nie pozwolił. Miałam więc prostą albę bez motylków i diamencików. Z komunii pamiętam niewiele a na większości zdjęć ziewam. Też z obawą przyglądam się komunijnemu "wyścigowi zbrojeń".

Za to Twój ogród zapiera dech w piersiach. Też planuję taki - lekko dziki, pełen aromatycznych ziół. Taki w którym zamiast przyciętego trawnika będzie można spotkać taką uroczą ropuszkę.

LEPTIR pisze...

moja komunia była tez bardzo dawno, jako prezent dostałam figurkę Matki Boskiej , która jest ze mna już 53 lata, no i 2 talerzyki deserowe w kwiatki....
takie to byy czasy, ale dzieci przeżywały ten dzień duchowo...
teraz .... jak widać
jutro jedziemy na 2 komunie, zobaczymy jak będzie

ogród marzenie, piękny , jest gdzoe odpocząc...dlatego lubie u ciebie przysiadać na ławeczce...

M. pisze...

To mocne wspomnienie i smutno, że nikt nie utulił po wylaniu kakao.
Ja miałam taką dziwną sztywną sukienkę z wytłaczanego materiału i loki "anglezy", obowiązujące pod koniec lat sześćdziesiątych :)
To zdecydowanie nie był czas konsumpcjonizmu, ale głębokiego przeżycia duchowego też nie pamiętam ... Chyba za małe te dzieci są.
Moja przyjaciółka była chrzczona i przyjmowała kolejne sakramenty, jako kobieta po trzydziestce. Jej przeżycie było pełne i bardzo głębokie. Poczułam coś na kształt zazdrości ...
Twój ogród Marysiu,
cudny!
Ściskam!

Krystynka w podróży pisze...

Mam wdzięczne zdjęcie u fotografa z I Komunii, koronkową sukieneczkę, delikatny wianuszek, białą lilijkę - prezentów chyba nie było. A teraz małe wesela. Chociaż mój wnuk, rok temu, miał ważną, uroczystą mszę w miejscowym kościele, obiad w zaprzyjaźnionej kafejce i głównie albumy na prezenty.
Pogórze da sobie radę Mario, najwyżej dziko i uroczo zarośnie i zabluszczy bo na fotkach wygląda czarownie

mania pisze...

Marysiu, slyszałam w radiu wypowiedź psychologa, że to wariactwo komunijne to zasługa rodziców wychowanych w siermiężnym PRL-u, którzy teraz sobie rekompensują chude lata.
A czosnek niedźwiedzi z twarogiem i chlebem z Birczy jadlam dziś siedzą na Kopystańce. Niesamowite wrażenie :)
Pozdrawiam serdecznie

Zofijanna pisze...

Czy nasza komunia była gorsza od tej w dzisiejszych czasach- nie sadzę.
Ja dostałam zegarek i była z tego ogromna radość.
Dzisiaj to wyraźny przerost formy
nad treścią.
Szałwia to - szałwia omszona- nemorosa.
Czy to dla pszczół ?

Pacjan Z Barcelony pisze...

Marysiu, Ty w raju mieszkasz. Piękny ogród i śliczne dziewczyny za sąsiadki.
Ja pamiętam komunię bardzo dobrze. Mieliśmy obiad niedzielny w ogrodzie, bo pogoda piękna była i ciocia z Łodzi przyjechała z wujkiem. Dostałam łańcuszek z medalikiem, ruski zegarek i aparat fotograficzny, taki wielki i ciężki. Też rosyjski. Po obiedzie bawiłyśmy się z koleżanką Irenką i naszą sunią Mrówką, a brat robił nam zdjęcia tym moim aparatem.

Pozdrawiam zielono

Mażena pisze...

W tum Twoim pięknym domu i wspomnienia snują się łatwo. Moja komunia, była dwa miesiące po śmierci taty i odbyła się dzięki temu, że ojca siostra ma moją rówieśnicę. Miałam krótka, amerykańską sukienkę i welon też z Ameryki z wpiętymi stokrotkami. Ciotka ze Stanów pomogła w ten trudny czas a ja marzyłam o prostej długiej sukience i wianuszku ze stokrotek...

Krzysiek Pogórski pisze...

Ale mają dobrze z z Tobą te sąsiadeczki miłe :-) Zawsze jakieś ciasteczko się znajdzie dla gości ;-) Też byłem w sobotę na szybkim objeździe doliny Wiaru - od Huwniki po Rybotycze. Akurat maili kościół w Huwnikach przed Zielonymi Świątkami. Pięknie - tylko straszna susza. Jak tam Twoje grządki?
Tak poza konkursem co to znaczy "z cygańską drogą na dole i rękawach"?

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo, zmieniły się zapatrywania rodziców i oczekiwania dzieci, ale czy na lepsze? i co? był piesek? może chociaż potem?
serdeczności.

Grażyno, pewnie z chłopakami łaziłaś po drzewach i łobuzowałaś; też nie noszę zegarka, jakoś nie mam potrzeby; pozdrowienia ślę.

Moje marzenia, niestety, czasy zmieniają się, ma być pokazowo, tak, żeby sąsiadom i rodzinie szczęka opadła; serdecznie pozdrawiam.

Klarko, moja mięta przez dwa lata trzymała się dobrze, a teraz nie pozostał nawet jeden rozłóg, może ona krótki żywot ma; święta prawda, Klarko, musi być efektownie, na pokaz; i ja pozdrawiam.

Aniu, to nie było śmieszne, do dziś pamiętam ten wstyd, pochyloną nisko głowę i palące łzy pod powiekami; serdecznie pozdrawiam.

MagdalenoK, bo u mnie w ogrodzie dżungla, zarosłam po niebiosa, ale dzięki temu nikt nie zagląda mi zza płotu, tylko głosy dochodzą; tak lubię, inni wolą przestrzenniej, żeby było widać; serdeczności.

Kocie, z roku na rok obserwuję z przestrachem, co też to się wyprawia, a mam porównianie na przestrzeni lat, ja, moje dzieci, i teraźniejszość; praca była owocna, rosną już pomidory i papryka; pozdrawiam cieplutko.

Ada, coś mi się wydaje, że byłaś "chłopaczycą", z Twoim uwielbieniem do wygodnych ciuszków, i te potłuczone kolana ... jak sadziłam rośliny w ogrodzie, moja mama mówiła, zobaczysz, tak ci porosna, że będziesz się czołgać pod tymi drzewami ... gałęzie podcięłam, nie czołgam się, ale jest gęsto, zielono, a zwierzaki mają używanie, bo nie ma zakazanych rewirów; serdeczności ślę.

Leptir, gdybyś dostała coś innego na pamiątkę komunii, już pewnie nie byłoby śladu, a tak figurka wędruje z Tobą przez życie; ciekawa jestem Twoich wrażeń pokomunijnych; pozdrowienia ślę.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo, loki były moim marzeniem, ale ja miałam proste, grube i sterczące włosy, i dla wygody ścięte na krótko; co do tych nakazów, składanych przysięg w dzieciństwie, podpisywanie deklaracji ... mam mieszane uczucia, że nieświadomie to czynią, bo wymagają tego chwila i dorośli;
Pozdrawiam serdecznie, Magdo.

Krystyno, wiele zależy od rodziców, i wielu jest mądrych, rozważnych i niepoddających się modzie; Pogórze już dzielnie sobie radzi, po prostu zarosło jak łąka i jest piękne; serdeczności ślę.

Maniu, być może, chociaż to raczej wygląda mi na wyscig jeden ponad drugiego; zaskoczyłaś mnie tym wypadem na Pogórze, myślałam, że turyści omijają je, że może tylko pojedynczy wędrujący zahaczają o nie, i chwała takim PTTK-om, które organizują wycieczki tutaj; a Kopystańka to taka nasza lokalna połoninka z widokiem dookoła, i wiatr tam gwiżdże; pozdrawiam Cię serdecznie.

Zofijanno, wcale nie gorsza, rzekłabym, że może nawet lepsza, bo nic nie przysłaniało radości z tego wydarzenia, ani ilość prezentów, gości czy kopert, ani w jakiej restauracji przyjęcie; szałwia rośnie sobie ot, tak, a pszczoły przylatują do niej przy okazji; serdeczności.

No, nie mogę przyzwyczaić się do tego Pacjana, zostaniesz Owieczką; masz co wspominać, i to z przyjemnością, i ciocię miałaś przyjezdną, u nas cała rodzina w jednej wsi; pozdrawiam serdecznie.

Mażeno, to bardzo smutne, co piszesz, wczesna śmierć taty, co może być gorszego dla dziecka? jakże różne wspomnienia ludzie noszą w sobie; pozdrawiam Cię serdecznie, Mażeno.

Krzyśku, ciasteczka hm! tescowe; tak, jest sucho, woda w studni opadła o 2 betony, w Wiarze ledwo ciurczy między kamieniami, a na grządkach wszystko wzeszło, co posiałam, tylko wysadzone ogórki bardzo mizerne, bo niepodlewane, teraz boję się o pomidory i paprykę, ale coś popadało rano, może przetrwają; a cygańska droga to taki wzór z naszytej, złotej tasiemki, coś jak z greckiej albo egipskiej może tuniki; pozdrawiam.

http://adelinkowo.blogspot.com/ pisze...

Piękne zdjęcia, Taki niby mały kawałek świata, a widać w nim Wielki. Cudowny Świat.... tak tak...cudze chwalicie, swego nie znacie:))))

Dorota i Marek Szala pisze...

Marysiu, jak ja Ci się odwdzięczę? Właśnie usiadłam do komputera, żeby poszukać nazw kilku kwiatów, ale najpierw wpadłam do Ciebie i mam:) Sprawa załatwiona łatwo i do tego jak przyjemnie.
Dziękuję i pozdrawiam.
Dorota

Ania z Siedliska pisze...

Moja Mama sama uplotła wianuszek z konwalii, a sukienka była krótka ( chyba teraz nie do pomyślenia ?) I żadnych prezentów, tylko jakas symboliczna kwota na SKO od chrzestnego. Czuję wielki niesmak, patrząc na to, co teraz wyprawiają rodzice i co dzieje sie wokół tego ważnego wydarzenia ( stresy, egzaminy - to jakieś wariactwo). A ogród śliczny !!!!!!! mam nadzieję, że teraz deszczu już nie brakuje. Ściskam Cię serdecznie !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Adelinko, jestem wielkim, lokalnym patriotą, jak mieszkać to tylko tu, i wracam zawsze z wielką przyjemnością, a jak mnie chwilkę nie ma, to bardzo tęsknię; pozdrowienia ślę.

Doroto, pewnie byłaś gdzieś na wędrówkach i wpadły Ci w oko te dzikie piękności. też zwracam uwagę, co wokół rośnie, porównuję z naszymi; dzięki, że wpadłaś; serdeczności.

Aniu, widzę teraz wielki wyścig, na wszystko, na ilość i wielkość prezentów, ile kasy, w jakim lokalu, jaka orkiestra grała, bo i do tego dochodzi, gdzieś zgubiono po drodze istotę całego wydarzenia; polewa dalej, lekko burzowow, wilgotnie, zieleń jak busz; serdeczności ślę.