niedziela, 7 lipca 2013

Co można o świcie?

... można przesiedzieć z Miśką na kolanach 2 godziny ... i nic ... tylko słuchać i patrzeć.


Koncerty ptasie jakby mniej intensywne, tylko derkacz niezmordowanie trzeszczy gdzieś w polu ...
Sójka-złodziejka ląduje na dachu tarasu, potem na barierce i bezczelnie, przed nosem psów, kradnie karmę z miski ... zachłannie, po parę kawałków, gubiąc je po drodze ...
Sikorki mocują się ze skórą baranią, wydzierając z niej miękką wełnę, pewnie będzie drugi rzut młodych ...
Lis przemyka bezszelestnie, wychodzi z wysokiej trawy otrzepując rosę, a potem skokami w las .. Amik śpi na fotelu, nie widzi go ...


Jedna kawa, mocna i słodka ... druga,  takaż sama ... słońce przepędziło już mgły znad łąki, jeszcze tylko unoszą się te znad Wiaru ...
Można iść przez sad, jeszcze nie muśnięty słońcem ...


... trawa już podrosła i moczy rosą nogi aż do kolan ... na grządkach wszystko ugina się pod ciężarem kropel ...
... można uwolnić ptaka, szamoczącego się w ogórkach pod agrowłókniną, pewnie schował się tam przed wczorajszą burzą, a może to jego nocna kryjówka?


Można popatrzeć na Kopystańkę ...


... we wschodzącym słońcu krzyż na szczycie mocno błyszczy.
Przez to, że sąsiad oczyścił swoją ziemię, otworzyły nam się widoki, nie można przejść obojętnie ...


A futrzaki wszędzie za mną, również mokre ... niezbyt chętnie idą przez kapiącą trawę ... taka obfita rosa wróży ponoć pogodę ...


Teraz można podrzemać, tylko ciasno w tym fotelu ...
Martwiłam się, że pomidory w tunelu niezapylone, zakupiłam Betokson do moczenia kwiatów, a tu, patrzę, i trzmieliki wlatują, i pszczoły, i motyle, i jakieś muchy ... tunel otwarty na oścież, wszystko samo się reguluje ...


... pomidory wiążą owoce ...


... papryka całkiem niezła ...


... a bazylia, jak tylko trącić ją przy podlewaniu, pachnie nieziemsko.
Mimo, że wszystko zostawiane na tydzień, podlewane sporadycznie, jakoś daje sobie radę.


Poranna droga w dolinę Wiaru ...


... zjazd w dół w takich "okolicznościach" ...


Czas wracać do domu, choć nad Wiarem, w Huwnikach szykuje się koncert Papa Dance ... hm! to moje młode lata.
Pozdrawiam Was serdecznie w ten niedzielny czas, dziękuję za odwiedziny, odpoczywajcie zdrowo, pa!


Koło domu zakwitła mi taka lilijka, nazywam ją "chili z czekoladą", piękna, nieprawdaż?


I oczywiście było rozkuwanie łazienki, na szczęście zniszczyły się tylko 2 płytki, a tyle posiadam w zapasie.
Dobrze, że mąż stał nad głowami "fachowców", bo chcieli pruć pół ściany.
Co za pech, pękła plastikowa złączka ... docisnęli ją za mocno i nie wytrzymała ... klej przywieźli ze sobą jakiś galaretowaty, po puszczeniu wody dalej puściło ... dopiero mąż poszukał coś do połączeń sztywnych, nasmarowali, dokręcili i ... cicho! na razie trzyma, ściana schnie ... trzeba będzie znowu zamurować dziurę i przykleić płytki ... robota mnie lubi.










20 komentarzy:

nela-guga pisze...

Marysiu, tak pięknie to wszystko opisałaś...ukołysałaś mnie jak przepiękną bajką...spokój, radość z widoków, cudne psiaki i zioła...
Pozdrowienia gorące przesyłam:)))

mania pisze...

Marysiu, prawdziwa z Ciebie poetka :) bo też świt w tak pięknych okolicznościach przyrody to czysta poezja :)
Pozdrawiam serdecznie

Mażena pisze...

Jak dawno nie słuchałam świtu. Nawet w mieście lubię ten moment,niby cisza, światło magiczne i ptaki. Obok nas jest ogromny Park Natoliński i to on jest moją pociechą! Lilie niesamowite i ten połysk - śliczne. Twoja przygoda z łazienką potwierdza, że nawet najlepsi fachowcy są beztrosko niestaranni a jak co do czego nie nie zawsze mają co potrzeba...
Uwielbiam takie poranne posiadywanie gdy tylko mam okazję, to jakaś wspaniałe energia! Oj wspaniałe grządki i takie smaczne!

Małgorzata Bania pisze...

Czytałam Twój piekny wpis i piłam kawę.Tak jak bym tam była.Cudnie opisujesz.U mnie raniutko też śpiewają ptaszki.Pisz tak dalej i ciesz nasze serca.Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za takie piękne opowiadanie.

Anka J. pisze...

Na koncercie Papa Dance byłam w ósmej klasie. Ale wtedy to było wydarzenie.
To zdjęcie z drogą i widokiem na góry urzekło mnie, ale wiesz, tak się cieszę, że mogę zaglądnąć do Twego ogrodu. Pozdrawiam

Magdalena pisze...

Lilia rzeczywiście zjawiskowa. I Twoja nazwa do niej pasuje. Jest taka... gorąca, zmysłowa, słodko-pikantna (bo zakładam, że nie jest to zupełnie gorzka czekolada). :)
Papa Dance? Ach, to były czasy... Rozmarzyłam się... :)
Serdeczności :)

La vie est belle i ja tez pisze...

... bylam na spacerze...
Serdecznosci
Judith

Ataner pisze...

Mamy podobne upodobania, ja rowniez rano pije pierwsza kawe mocna i slodka. Nie mam takich widokow ja Ty Marysiu, ale nie moge narzekac nie jest tak zle.
Kwiat przepieknej urody:)

Pozdrawiam serdecznie:)

Demon II pisze...

tak chciałabym mieć chwilę wytchnienia, jak Pani... NIestety człowiek stale, gdzieś pędzi, stale jest coś do zrobienia...
Lilia cudowna a nazwa pasuje jak ulał. Futrzaki cudowne, cieszę się, że Amik znalazł taki cudowny dom.
Pozdrawiam

M. pisze...

Wczesne poranki i wieczory, moje ukochane.
Teraz juz wiadomo- fachowcy powinni przjsc na kurs do Twojego meza, zanim zabiora sie do pracy! Jak dobrze, ze to zauwazyl!
Zepsula mi sie klawiatura i pisze na niemieckiej ...
Bardzo serdeczne usciski!

JolkaM pisze...

Ach, jak długo do Ciebie nie zaglądałam, Mario... Jak to dobrze, że przypomniałaś o sobie u Anki, gdzie mam już stałą miejscówkę. ;) Właściwie to przypominałam sobie o Tobie, i to nawet często, ale nie wtedy, gdy byłam blisko klawiatury, tylko raczej tak w plenerach jakichś (jako to choćby przy doglądaniu warzyw w ogrodzie, którym w tym roku wyjątkowo dużo czasu poświęcam, co nawet daje efekty póki co, bo wkrótce będzie np. własna botwinka :). Przypominałam sobie więc Ciebie na zasadzie skojarzenia z czymś, co w naturze, a więc z czymś, co jest Ci tak bliskie i ukochane. :)
Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam.
Wyściskaj i wygłaszcz swoje futrzane skarby. :)

Tenia pisze...

Witaj Mario.
U was po deszczu ,świeżo, czyste powietrze,pewnie dobrze się oddychało.
U nas upały ,ciężko.Marzę o deszczu.
Pozdrawiam serdecznie:))

jolanda pisze...

Marysiu - cieszę się, że mogłam do Ciebie zajrzeć i napić się tej mocnej kawy, i obejrzeć ten poranek ... Lilia przecudnej urody i zdjęcie piękne.
Pozdrawiam tym razem z wawki.

PS. Nie wiedziałam, że sójka to złodziejka niczym sroka. Upilnowała chwilę, gdy synowa z kojca wyjęła wnuczka, przysiadła na poręczy i nura do środka po upatrzonego rogalika. I to w warszawskim ogrodzie !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Guga, jak miło Cię powitać; najpiękniejsze są pogórzańskie, wczesne ranki, i wieczory też, tylko ja wcześnie chodzę spać; pozdrawiam serdecznie.

Maniu, ekhm! poetka! ale świt to rzeczywiście poezja, pięknie to nazwałaś; serdeczności ślę.

Mażeno, chyba fajnie jest mieszkać przy parku, ale samochody pewnie jeżdżą na okrągło, słychać szum? ach, ci fachowcy, cieszyłam się już, że nie kapie; ale sączy nadal, pewnie jednak trzeba będzie dalej pruć, co już nie robi na mnie wrażenia, trzeba to przeżyć, tylko fachowców nie widać od kilku dni; pozdrawiam Cię serdecznie.

Małgosiu, poranna kawa to codzienny rytuał, czy w domu, czy w chatce, czas dla mnie; dziękuję za pochwały, aż urosłam; pozdrawiam cieplutko.

Aniu, właśnie z tej drogi ładnie widać spory kawał Pogórza, bo z góry; a w moim ogrodzie komary, trzeba znowu przycinać, pergola łamie się pod ciężarem zieloności, bo stara, ot! zwykłe zajęcia; serdeczności ślę.

Magdaleno, lilia kwitnie drugi rok i ma coraz więcej kwiatów, które rozwijają się kolejno, i jest taka, powiedziałabym, egzotyczna w kolorze, bo inne to pastelowe; serdecznie pozdrawiam.

Judyto, tak mi się dobrze spaceruje z Tobą, uważaj, bo zmoczyłaś stopy rosą!
serdeczności ślę.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ataner, kawa rano, na rozruch, musi być, pewnego ranka zabrakło jej w chatce, chodziliśmy z mężem jak śnięci; a co widzisz za swoim oknem? pozdrowienia ślę za wielką wodę.

Demonie II, tak, to jest wytchnienie, ale innego rodzaju, bo trzeba pracować ciężko fizycznie, przy ziemi, koszeniu, drewnie na opał, ale to daje wielką satysfakcję; pokochaliśmy Amika mocno, chociaż Miśka moja najpierwsza, bo od prawie małego z nami, też po smutnym dzieciństwie; Amik pilnuje nam obejścia jak najlepszy gospodarz, nikt nie prześliźnie się bez jego szczekania, ba! wręcz zatrzymuje, wspinając się na tylne łapy, Miśka dzielnie mu pomaga, jazgocząc zajadle; pozdrawiam serdecznie.

Magdo, i moje ukochane, choć wieczory rzadziej, z kurami chodzę spać, wolę świty aż do wschodu słońca; i mąż nie pomógł, dalej kropelkuje z połączenia, teraz z kolei po 3 dniach, pewnie prucie ściany i wymiana całej rury nieuniknione, ale jakoś spokojnie do tego podchodzę zaprawiona jestem przecie; zupełnie nie przeszkadza mi ta klawiatura; pozdrowienia ślę nad jezioro.

Jolu, zawsze miło mi widzieć Ciebie, nawet rzadko, przecież człowiek nie jest w stanie odwiedzić wszystkich; prawda, że grządki dają wiele radości, zwłaszcza zadowolenia, że rośnie tam coś zdrowego, posianego naszą ręką; zawsze dziwiłam się rodzicom, kiedy cały tydzień ciężko pracowali w polu, a jeszcze w niedzielę szli na obchód pól, jak co rośnie; futrzaki są wygłaskane, na obie ręce, bo razem przychodzą na pieszczoty, z zazdrości o to drugie; i ja ślę serdeczne pozdrowienia.

Teniu, rzeczywiście jakby troszeczkę chłodniej, bardziej rześko, tylko komary mocno dokuczają, wszędzie, w domu, w ogrodzie, nie mówiąc o lesie, bo tam i gzy żarłoczne są; cieplutko pozdrawiam.

Jolando, trzeba być i w jednym domu, i w drugim, nie da się ich zostawić na długi czas; o! sójki to są okropne złodziejki, i takie niestrachliwe, jak sobie coś upatrzą, nawet potrafią ukraść pisklęta innym ptakom z gniazda; serdeczności ślę.

M. pisze...

Moje wieczory też krótkie, wszyscy się ze mnie śmieją, że padam przed Weroniką :)
Myślę sobie o niesamowitym kolorze tej lilii. Czego trzeba kobiecie, żeby założyła taką sukienkę? Młodości, odwagi, zachłannego apetytu na życie? Jedne wyglądałyby w takim kolorze, jakby był stworzony specjalnie dla nich, a inne jak przebrane w cudzą skórę.

Mażena pisze...

Cóż u mnie na Ursynowie, i samochody od strony kuchni i salonu i samoloty .

Go i Rado Barłowscy pisze...

I Czas o świcie jakiś inny, przyjazny i rozleniwiony, prawda?

Lilia zjawiskowa!

Uściski

Krystynka w podróży pisze...

Rano takie cudne światło, długie cienie, listki prześwietlone, spokojność i chłodność dookoła, tylko ptaki wyśpiewują swoje trele. Bo moje raniutko znacznie późniejsze niż Twoje Mario. A wiązanki ziół pachnących i u mnie przy suficie na tarasie, bardzo je lubię. Z wiankiem w tym roku jakoś zabyłam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo, bo my kury domowe, już od popołudnia kokosimy się na grzędzie; taki kolor? wszystko co wymieniłaś, a mnie jest najpaskudniej w pudrowym różu, wyglądam jak wupłukana kura; pozdrawiam serdecznie.

Mażeno, ponieważ okno otwarte na oścież, bo Gucio chodzi, a nad ranem sen lekki, budzi mnie szum owbwodnicy, niedokuczliwy, acz wyraźny; serdeczności.

Go i Rado, te futrzaste nie maja litości, pobudka o 4 nie nowość, jeden jeść, jeden sikać; a potem rzeczywiście rozleniwienie; pozdrowienia ślę.

Krystyno, chciałabym tak kiedyś pospać dłużej, a tu, skoro tylko oko się otworzy, nie ma już spania, wstaję jak szczygiełek; najładniej jest, kiedy słońce dopiero oświetla łąki zapotoczne, a potem idzie do nas; z wiankami zdążysz, ładne są z suchych traw; pozdrawiam serdecznie.