poniedziałek, 29 lipca 2013

Nad potokiem baby piorą ...

Przyjechał do naszych "powyższych" sąsiadów rzeźnik, czynić swoją powinność.
Od dzieciństwa w takich razach nurkowałam pod stertę piernatów na łóżku, na dodatek zatykałam uszy dłońmi, żeby nic nie słyszeć ... mamo, już? ... mamo, już? ... już, już, wyłaź stamtąd!
A tu, co zrobić ze sobą, żeby nic nie słyszeć o wczesnym poranku?
Wzięłam się za szorowanie podłogi ... darcie szczotką ryżową surowych desek skutecznie odwraca uwagę od tego, co dzieje się powyżej, i zagłusza odgłosy ...


Sporo kropel potu skapnęło z mego czoła na deski, ale z dumą patrzyłam na dzieło swe, do którego przymuszam się dosyć rzadko ... schnąca podłoga pachnie ...
Potem zwinęłam pod pachę szmaciane dywaniki, zakupione lata temu na targu w Leżajsku, ubrałam gumiaczki, świsnęłam na psy i poszliśmy do potoku prać ...


Bardzo niska woda, kamienne koryto błotniste jakieś ... trzeba było wybierać kamienie, żeby zanurzyć szmaciaki w całości ...


... wygniotłam je w wodzie, wytupałam, psy pomagały ... cały brudek, naniesiony łapami psów, spłynął w dół ... nie używam żadnych środków, tylko woda ... pachną potem przez jakiś czas czystą rzeką, albo jeziorem.
Dywaniki rozwiesiłam na powalonej wierzbie, słońce przygrzewało mocno ... do wieczora ociekną i podeschną, żebym mogła, nieco lżejsze, wydźwigać do góry ...


Nad potokiem cieniście, tajemniczo ... przydałaby się większa woda, bystry nurt wypłukałby koryto potoku z błota, odsłonił kamienie, zabrał opadłe gałęzie ...


Słońce już dosyć wysoko, gorąco, gzy tną w tych krzakach jak oszalałe ... ruszyliśmy więc do góry, trochę zmęczeni upałem ...


Ależ mi było dobrze, przesiedziałam cały tydzień w chatce jak pustelnica ... jak jestem sama, to nie używam radia ani tv, parę książek jako przerywnik, a reszta czasu to praca w sadzie, koszenie, składanie drewna czy plewienie grządek ... myślałam, że będę kisić ogórki, ale rośliny zaatakowała jakaś choroba grzybowa, schną na potęgę, u wszystkich ... może te późniejsze pod folią dadzą plon, chociaż już widać plamki na liściach ... pielęgnuję je jak żadne, robię oprysk z wyciągu pokrzywy, dodaję liście chrzanu ... czy to pomoże? zobaczymy ... bo jeśli nie, trzeba będzie wysiać ogórki ponownie, na jesienny zbiór.
W międzyczasie, jako przerywnik w pracach, uruchomiłam piec chlebowy ...


... upiekłam potężny bochen, na liściach chrzanu tym razem, na dokładkę najsmakowitszy kruchy placek z produktów znalezionych w lodówce i kredensie ... powidła z czekoladą i rumem w środek, na to ugotowany budyń, a na wierzch starta kruszonka ... cierpkość powideł śliwkowych łagodziła słodycz i delikatność budyniu, dobre to było.
W innym międzyczasie chodziłam z psami na łąki, przynosiłam z nich kłujące nibykwiaty szczeci pospolitej, do tego dzikie oregano i bawiłam się w zapełnianie koszyczków wiklinowych takimi oto kompozycjami ...



Przy okazji układania drewna pod dachem bawiłam się w chowanego z pięknym padalcem, bałam się tylko, żeby go nie przygnieść jakimś polanem ...


... tak duży okaz rzadko spotyka się ... piękna, błyszcząca skóra, w odcieniu starego złota, z wyraźnym rysunkiem łusek ...


... a może to pani padalcowa? tęgawa jakoś mi się zdaje, a może po posiłku ... podniosłam ostatnie polano, a stworzenie zagrzebało się w trocinach, ani widać ...
A pozostając przy gadach ... wracaliśmy wczoraj z Kalwarii polną drogą, nad Wiarem mnóstwo biwakujących ... na środku drogi wężyk jakowyś sunie ... zatrzymaliśmy się, a to ruda żmija zasuwa w stronę ciżby ludzkiej ... zwinęła się, a kiedy zastąpiliśmy jej drogę, zawróciła w stronę zarośli ... trójkątny łepek, śliczny zygzak na plecach ... wszelkie stworzenie ucieka od człowieka ... i patrzmy, gdzie siadamy ... czy to w górach, nad wodą, a nawet przy chatce ...


Łąki kwitną oszałamiająco, i tak też pachną ... ale nie jest to już zapach wiosennej świeżości czy wczesnego lata ... tak pachną schnące, żółknące trawy ... ten zapach przepowiada nieuniknione ... jakaś nutka smutku unosi się w powietrzu, żal za uciekającym latem ...jakoś wyjątkowo szybko minął mi czas.


W niedzielę zaserwowaliśmy sobie najprostsze pod słońcem szaszłyki ... plasterki boczku i kiełbasy, przeplatane własną cebulką i zielonym szczypiorem ...


... upieczone na nieśmiertelnym, niezniszczalnym i najlepszym pod słońcem grillu ... z bębna pralki, a żar z żadnego węgla drzewnego, tylko z najprawdziwszych, bukowych polan ... i troszkę śliwki na zapach.
Na koniec z Kopystańką w tle, a jakżeby wpis bez niej ...


... z kwietną łąką ...


... i z cudnym zachodem słońca ...
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, za pozostawione słowa, wszystkiego dobrego, pa!




I zapomniałabym, znowu wczoraj na powrocie od babci wdepnęłiśmy w nasze stare "gniazdowisko" grzybowe ... w ciągu kilkunastu minut taki zbiór ... będzie oczywiście sos grzybowy, a reszta do ususzenia, o ile nie będzie w nich mieszkańców ...




22 komentarze:

MagdalenaK pisze...

Jak zawsze u Ciebie pięknie, sielsko, smakowicie.
Pozdrawiam

Zofijanna pisze...

Rzeźnik też mi się źle kojarzy i dlatego powoli zostaję wegetarianką.
Dużo bym dała za takie spokojne wakacje. Pobyć w ciszy sama ze sobą , z książką i łąką...
Swojsko u Ciebie i miło.
Cudne kompozycje wyczarowałaś, chlebek, ciasto pyszne.
Zachwycił mnie Wasz piec.
Dzisiaj w nocy mają przejść burze-może wody w potoku przybędzie.
Pozdrawiam Cię serdecznie Mario.

Antonina pisze...

Tak - już inaczej pachną łąki, trawy żółcieją, dojrzewają. Już po imieninach Anki - późne lato i jesień za pasem... Smakowicie wyglądają Twe wypieki.

Mażena pisze...

Jak przyjemnie pobyć sam na sam ze sobą. I co dziwne ja też wtedy szukam sobie zajęć i im więcej się urobię tym bardziej jestem zadowolona :)
Tych pełzających ostatnio sporo, coraz więcej osób mówi o spotkaniach nawet ze żmiją oczy w oczy na szczęście.
Faktycznie zapach chlebków dociera do mnie...Tak ładnie i w południe i o zachodzie! Dekoracje fantastyczne!

JolkaM pisze...

Mario, bardzo mi miło Cię odwiedzić. Tak ładnie piszesz o swojej codzienności. Sporo o Tobie myślę ostatnio. Tak jakoś. Może trochę za sprawą Majtka i jego adaptacji wśród naszych sierściuszków.
Żal mi Twoich ogórków; ja co dzień nasze oglądam i mam nadzieję, że nie stanie się z nimi to, co dwa lata temu - też tak nagle wyschły i przepadły. :(
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i obściskuję Twoje kochane zwierzaki. :)

mania pisze...

Ciasto wygląda smakowicie :) Ja czekam na ochłodzenie, bo dostałam szalone ilości cukini i pasztet mi się marzy.
Misia przystrzyżona?
Marysiu, nie wybieracie się w moje strony? 11.08 w rymanowskim Jaśku Wędrowniczku zagra Wolna Grupa Bukowina o godz 13.00, wstęp wolny :) Nie mogę się doczekać :)
Dobrego tygodnia!

Inkwizycja pisze...

Ciężko w tym roku z ogórkami, najpierw ulewy, teraz susza... ja właśnie oderwałam się od pasteryzowania mizerii, ale ze sklepowych, choć świeże to i podobno końcówka... a na kilku krzaczkach dyni pokazał się JEDEN owoc...
Pranie w strumyku to musi być wielka frajda! a jaki zapach potem;) Tydzień w chatce musi być cudowny, zazdroszczę... wciąż nie mam urlopu.
Wszystkiego don=brego, ściskam czule;)

jolanda pisze...

Marysiu - Twój piec chlebowy prześliczny.
Jak zwykle smakowicie u Ciebie i kiszki marsza zaczynają, jak się czyta.
Martwisz mnie tymi ogórkami, u mnie chorują w foliaku, natomiast gruntowe zaczynają się wysypywać, są piękne, ale mam wielkie obawy. Ogród warzywny mam w tym sezonie piękny, aż się boję, żeby jakieś paskudztwo go nie "popsuło".
Uściski

Atelier Marysi pisze...

Piękne klimatyczne zdjęcia.Jedynie zdjęcie z padalcem jak dla mnie jest na nie bo mam fobię i stracha na wężowate potwornego jest to silniejsze ode mnie.Piękne zrobiłaś kompozycje w koszykach.Pozdrawiam serdecznie.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdaleno, już zatęskniliśmy za chlebem z pieca, w zeszłym roku piekłam co tydzień, a w tym złapaliśmy poślizg do połowy lata, ale dobry początek jest, teraz z górki; serdeczności ślę.

Zofijanno, budowaliśmy sami, kamienia pod ręką dostatek, jak tu nie skorzystać; taki samotniczy wypad służy mi bardzo, zresztą ja nie jestem zbyt bywała w towarzystwie, może co niektórzy gadają, że zdziczałam, ale tak mi dobrze; deszcz przydałby się, a z drugiej strony niech ludziska spokojnie odprawią żniwa; pozdrowienia ślę.

Antonino, "ankowych" chłodków jeszcze nie odczuwam, kot ucieka na noc z domu, bo gorąco, dom otwarty na oścież, bo też gorąco, komary walą do domu i gryzą, błędne koło; czasami piekę takie placki z byle czego, bo chce się słodkiego, teraz to będą placki z jabłkami; serdeczności.

Mażeno, lubię być sama, dziwią się temu ludzie, bo pewnie potrzebują publiczności do każdych swych poczynań, nie jestem też gadułą, trajkotką, czasami mąż śmieje się, że się bardzo rozgadałam; ludzie czasami przesadzają, nie każdy wąż to żmija, najgorsze, że zabijają te stworzenia bez potrzeby, bo i żmija jest potrzebna, trzeba tylko zejść sobie z drogi; ; pozdrawiam z upalnego płd-wsch.

Jolu, pojedziemy dziś wieczorem podlewać warzywa w tunelu, bo gorąc niemożebny, zobaczę, co po 2 dniach z tymi ogórkami; szukałam w necie, kiedy sadzi się ogórki na jesienny zbiór, bo wiem, że gospodynie tak robią, ale jakoś nie doszukałam się, mamy już nie ma, żeby spytać ... Majtek to mały kotek, a pieski Twoje łagodne, to towarzystwo dotrze się szybko; a ja przyuważyłam, że Gucio już nie reaguje tak panicznie na Amika, a Amik wręcz leniwie goni, może coś z tego będzie; serdeczności ślę do Ciebie.

Maniu, a myślisz, że dojdzie do nas to ochłodzenie? duchota i skwar dokucza wszelkiemu stworzeniu; sama strzygłam Misię, bo po usłyszeniu cennika za usługę od razu kupiłam golarkę dla psów, skoro męża strzygę, to i Miśce dam radę; a to ci będzie koncert, pojechalibyśmy od razu, ale w tym czasie młodzież wybywa z domu, a my musimy ze zwierzakami; i czekam w takim razie na relację z koncertu; szykujemy się za to na "Rozsypaniec", a grafik wyjazdowy już ułożony; serdeczności ślę.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Inkwizycjo,u nas nie uświadczysz ogórka od działkowców, przywożą je gdzieś z daleka, bo choróbsko zaatakowało wszystkie plantacje; z dyniami dałam sobie spokój, bo na Pogórzu nie chciały rosnąć, tak samo jak bób i kukurydza;
dalej pracujesz nad projektem korporacyjnym? odpocznij trochę; i Tobie dobrego, pozdrowienia ślę.

Jolando, dobrze piecze, ostatnio paliłam w nim tylko suchymi gałęziami, pozbieranymi spod drzew, jeszcze "po chlebie" można coś tam wsunąć do zapiekania, trzyma temperaturę jak trzeba, jeszcze rano w nim ciepło; serce mnie boli jak patrzę bezsilnie na te moje ogórki, ale co będzie to będzie; nasadziłam kopru, czosnku, chrzan w dolince też, żeby mieć swoje do ogórków, a tu nic; pozdrawiam Cię serdecznie.

Marysiu, też mam obawy przed pełzającymi stworzeniami, nie wzięłabym za nic do ręki, choć padalec to tylko beznoga jaszczurka, ale żyjemy obok siebie, nie szkodzę im, i jest dobrze; serdeczności ślę.

Krystynka w podróży pisze...

Piękne ziołowe bukiety, cudne kwietne łąki, opieka Kopystańki od rana do nocy, piece i grille oryginalne i urocze, pachnący, świeży chleb i takiż placek po którym już ani okruszka, radosne zwierzaczki - ależ u Ciebie raj Mario, nawet nieurodzaj ogórków tego nie zatrze. Jak dobrze, że piszesz i fotografujesz!

grazyna pisze...

Ja tez lubie sama od czasu do czasu smakowac dom, przyrode, zwierzeta...swity i zmierzchy. Lubie twoje spojrzenie na swiat i Twoja akceptacje pelna optymizmu , zycia..buziaki Marysiu!

Kama pisze...

Cóż to za cholerstwo żre ogórasy? Powiem Ci, że moje też słabiutkie, wysychają. Na razie zbieram, ale nie są to jakieś ogromne ilości.
Ziemniaki też jakaś zaraza wzięła, czarne liście i opadają.. ech chyba wcześniej je wykopię, bo duże są już i bardzo smaczne.

Jak tak czytam Twoje wpisy, tak dobrze się robi na serduchu.. tyle pięknych widoków, smaków... i ten pomysł z praniem dywaników w potoku - bomba! Odświeżyłam i ja swoje, nic to, że w jeziorze, grunt, że czystsze ;)

Pozdrawiam serdecznie i tak na koniec: marzy mi się taki piec chlebowy!!! :)

Anula pisze...

Taka niecodzienna codzienność u Ciebie Marysiu :). Blisko natury i w jej rytmie. Chlebuś wygląda przepysznie. Moje ogórki też robią się brzydkie, ale część pnie się po siatce ogrodzenia i jest całkiem zieloniutka, może przezwyciężyły zarazę. Obsypały mnie za to borówki i obrodził bób co mnie cieszy. Pozdrawiam serdecznie.

Ania z Siedliska pisze...

Czyż to nie jest prawdziwy raj ( rzeźnika i jego powinność wykluczam) ? Moje córki daleko w świecie, a właśnie do tego tęsknią - proste, wiejskie przyjemności - to poezja zycia ( według Siedliska, bo przeciez nie wszyscy to lubią)). Uściski gorace !

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krystynko, jakoś tak nie za bardzo wychodzi mi ogrodnictwo, a to jakiś gryzoń obgryzł strąki zielonego groszku, a to zaraza zjadła kartofle i ogórki, dyniowate za bardzo nie rosną ... nie przejmuję się tym, w końcu dla nas wystarczy; schnące zioła pachną, wiatr zawiewa od czasu do czasu aromatem pod nos, aż płuca otwieraja się szerzej; cieszę się, że wzbudzam odrobinę radości; pozdrawiam serdecznie.

Grażyno, jakoś nie jestem za bardzo stworzeniem towarzyskim, raczej samotnicą, i bardzo dobrze mi z tym; a świat? przyjmuję taki, jaki jest, cieszę się z każdego dnia, nawet jak Gutek budzi mnie o 4-tej i dopomina się o miskę; a bo to wiadomo, co przyniesie los? serdeczności ślę.

Kama, dziś pojechałam podlać warzywa pod folią, jakby choróbsko grzybowe odrobinę odpusciło, nawet zebrałam 1 słownie:jeden, słoik ogórków i zakisiłam, takich pokręconych i niekształtnych, ale były, może odbiją jakieś boczne pędy i jeszcze coś uzbieram? piec chlebowy budowałam pod dyktando męża, z cegły sklepienie, dno stanowi cegła szamotowa połówka, no i obudowa z kamieni, zbieranych w potoku, dalibyście radę też; pozdrawiam cieplutko.

Anulko, i u mnie tak jakby lekko odżyły, może odbiją po tej chorobie, teraz jest ciepło, sucho, tak, jak lubią; zresztą miałm wolną grządkę po zielonym groszku, po prawdzie zjedzonym przez gryzonie, ale mówią ludziska, że na jesień też ogórki udają się, jest ich mniej, ale są, to i wysiałam jeszcze na próbę; a moje borówki po raz pierwszy miały sporo owocków, jak zwykle spóźniłam się i już ptaki zdążyły obdziobać, ale zielone jeszcze są; i ja pozdrawiam serdecznie.

Aniu, o! święta prawda, nie wszyscy to lubią, bo jak można bez ludzi, i pod lasem, i krzaki dookoła, a nie boisz się? takie pytanie najczęściej słyszę; więc odpowiadam, że to ludzi trzeba się bać, a nie zwierząt; serdeczności ślę.

Olga Jawor pisze...

Świetne to pranie w potoku. Gdybym miała potog blizej domu, to tez bym tak prała. Ale do paryji mam paredziesiąt metrów a najbliższa zawalona jest starymi drzewami i zarośnięta jezynami.Nasze ogórki też chwyciła ta sama zaraza. Udało mi sie jednak przedtem nazbierac sporo do kiszenia. a teraz widze, ze pojedyncze roslinki zaczynaja pomału sie odradzać. Moze wiec jeszcze cos z nich będzie?
Zainspirowałaś mnie tymi bukietami z fioletowych ostów i oregano. Terazteż mam ochote upiekszyc w ten sposób dom.A na łace w pobliżu obfitość wszystkiego rośnie.
Rzeczyiście, w powietrzu czuc taką lekką nostalgię, przemijanie, lato przeszło pukt kulminacyjny i powoli przechodzi w ostatnia, bliska jesieni fazę. Ale jesień też jest na naszych Pogórzach piekna! Nie martwmy sie więc i czekajmy na to, co nam los łaskawy przyniesie!:-))

M. pisze...

A ja już nie mogę się doczekać aż lato złagodnieje sierpniowo. U nas wciąż okrutne upały, o chłodnych wieczorach i porankach, można tylko pomarzyć.
Pamiętam z dzieciństwa małe przepierki szarym mydłem, w lodowatym Dunajcu witowskim. Ręce aż skręcało z bólu.
Ostatnie burze połamały wiele drzew, lasy nieco posmutniały.
Ściskam serdecznie!

Anthony Garden pisze...

Smakowicie, pachnąco, czyściutko i pięknie u Ciebie. Aż się nie chce opuszczać Twojego bloga. Pozdrawiam serdecznie :)

Moje marzenia pisze...


jak zawsze pięknie..

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Olgo, mój potok też nie blisko, trzeba się porządnie zasapać, zanim wyjdzie się do góry, do chatki; teraz, w czasie suszy, ledwie widać go między kamieniami; też zbieram ogórkowe mizeractwa, zniekształcone kulki ... i kiszę, chociaż do sałatki będą, może te spod folii bardziej, ale one późne, dopiero zaczynają się; czekam na jesień, bo ją lubię, pewnie bardziej od gorącego lata; serdeczności ślę dla Sąsiedztwa.

Magdo, zamiast złagodnieć sierpniowo, to przypiekło nas sierpniowo, dopiero dziś odczułam ulgę w nocy, jak chłodny wiaterek przeleciał po plecach; taki zapach prania dla mnie najlepszy, zapach szarego mydła i suszone na powietrzu; nas burze ominęły, ale i deszcze też, ani kropli z nieba, ale coś zaczyna grzmieć w oddali, oby bez nawałnicy się odbyło; serdeczności ślę nad jezioro.

Moniko, tak wyszorowana podłoga z rzadka u mnie gości, tylko raz na jakiś czas; i ja pozdrawiam serdecznie.

Moje marzenia, dziękuję, o każdej porze roku, nawet w pluchy jesienne; pozdrawiam Cię serdecznie.