piątek, 12 lipca 2013

Malowany wózek, para siwych koni ...

Zanurzyłam się w klimaty dzieciństwa.
A wszystko za sprawą wystawy dawnych zabawek wiejskich w równie dawnej siedzibie Lubomirskich w Przeworsku ...


Znam te zabawki, przyjeżdżały i w nasze rejony z jarmarkami, odpustami ... były uboczną produkcją rzemieślników, którzy trudnili się wyrobem rzeczy użytkowych, a dopiero potem zabawek.


Najstarsze to gliniane grzechotki-pisanki, pochodzą ze Starej Soli k. Sambora ... " Otrzymywać je miały małe dzieci od swych babek na Wielkanoc i obowiązane były "zatyrkać" do uszu baranom i krowom" ...
Garncarze wyrabiali maleńkie naczynka z gliny, siwe i polewane, również ku uciesze najmłodszych ...


... do tego koniki, kogutki na wodę ...





Jakie ubranka w klimacie były szyte lalkom, lniane, haftowane bogato krzyżykami, a wzorowane na odzieży noszonej w regionie.


Całe bogactwo wyrobów drewnianych, przeważnie koniki na biegunach, dla dziewczynek kołyski, wózki dla lalek, i mebelki, a dla chłopców drewniane samochody, wózki czy taczki ...


Mnóstwo wzorów ptaków dziobiących ziarno, sama miałam taką zabawkę ...


No i słynne ptaki-klepaki, pierwotnie ptaki "trzaskające",  przeróżne wzory ... najpierwsze wyroby ...


... i bardziej współczesne ...



Dużym powodzeniem cieszyły się pukawki, sikawki, gwizdawki, terkoczące kółka ... po każdym odpuście strzelały korkowce, a dzieci biegały z drewnianymi zabawkami ...






Osobną pozycję stanowią zabawki-kołatki, którymi hałasowały dzieci od Wielkiego Czwartku ...



... nawet  jest ogromna cztero-kołatka.
Całość uzupełniają stare zdjęcia z targów, odpustów ...


Nie myślcie sobie, że zupełnie zaprzestano produkcji zabawek, można je kupić na stoiskach, na targu w Przeworsku, Leżajsku, Łańcucie ... stoją sobie obok, oprócz kosisk, grabisk, stolniczek, przetaków i ... prasek do sera, bo takową właśnie praskę kupiłam sobie w Leżajsku.


Drewniane ptaszki na choinkę, były takie w domu ... nie sposób pokazać i napisać o wszystkim.


Jeszcze kącik, gdzie można zakupić gotowe wyroby, które cieszą się wielkim powodzeniem, ja przywiozłam do domu miarkę, mieliśmy kiedyś taką w beczce ze zbożem ...


Kupiłam jeszcze Dzienniczek Basi Rosenberg Przeworsk 1938-39, lubię czytać wspominki.


Skończyłam właśnie długo wyczekaną książkę "Ostatni mazur" Andrew Tarnowskiego, o tych terenach, o Rudniku, Dzikowie, Górze Ropczyckiej, Przeworsku, Zamościu, Wysocku, o miejscach, gdzie istniały siedziby rodowe możnych ziemian, o ich życiu i losach w I i II wojnie, i po wojnie ...


... zdradził wiele tajemnic rodzinnych, przez co został wykreślony z rejestru rodu Tarnowskich, a zaczęłam lekturę od końca, od czasów współczesnych, kiedy autor kupił ziemię i dom na Mazurach.


Nasze dzieciństwo było biedne, jak i wszystkich dookoła ... miałam lalkę uszytą z płótna, wypchaną trocinami, z malowaną buzią ... moja sąsiadka miała wujka w Ameryce, przysyłał im paczki, a w jednej z nich była najprawdziwsza Barbi, tylko ja wtedy nie wiedziałam, że to jest Barbi ... o, mój Boże! miała włosy do czesania, klapeczki na obcasiku z puszkiem, stroje do przebierania, że w głowie mi się nie mieściło ... jakżesz jej zazdrościłam, ale dawała mi czasami pobawić się.
Mnie te lalki z włosami zastępowały kolby kukurydzy ...


... obcinałam im grzywki, plotłam warkocz lub dwa, malowałam buzie ... bardzo nietrwałe zabawki.
Moim marzeniem w dzieciństwie było mieć parasolkę, torebkę, i ... buty na szpilce ... przeciągałam przez korek od butelki drut, obwiązywałam w kostce i już szpilki gotowe.
Siadywałam zawsze przy mamie, kiedy zimą przeważnie robiła na drutach, a ona opowiadała mi różności ze swego dzieciństwa ... miała matka syna, syna jedynego ...
Gienio pasał krowy, jak i inne dzieci, a ponieważ był jedynakiem, matula dbała o niego.
W południe przyniosła mu w glinianym garnku kapuśniak i pajdę chleba.
Głodny chłopiec wyjadł wszystko ze smakiem, wyskrobał do czysta ...
- Gieniu, Gieniu - matka zagadała delikatnie - a ty gadałeś, że nie lubisz kapusty ...
Chłopiec popatrzył ze złością i wyrzutem, rzucił drewnianą łyżką i krzyknął:
- A dlaczego nie powiedzieliście mi, że ja kapusty nie lubię!


Odkryliśmy na strychu stare gniazdo, pewnie po jakichś osach, ale ogromne, jak dwie głowy ludzkie ... tajemniczo to wygląda, z wyraźnym rysunkiem linii ... niech sobie będzie, nie ma tam już owadów.


Pozdrawiam Was ciepło, dziękuję za odwiedziny, dobre słowa, wszystkiego dobrego, pa!










19 komentarzy:

Anka J. pisze...

Bardzo ładne sa te zabawki. Gdzieś i ja takie pamiętam. Lalek Barbie nie lubiłam od zawsze. Takie wypacykowane jak dla mnie były. Do dziś mam odrazę. Kiedy córka była mała też nie chciałam jej kupować, z tym, że Martyna lalami sie nie bawiła.
A ciekawe prezenty sobie sprawiłaś. Pozdrawiam

OLQA pisze...

Jak zwykle magicznie u Ciebie:)

LEPTIR pisze...

Jejku Marysiu jaki cudny post....
miałam i ja takie zabawki... gliniany , polewany dwojaczek, miaam i taki wózeczek, ale nie malowany.... lalki szyłąm sobie sama..
gdzie to teraz do współczesnych zabawek.... dzieci maja ich nadmiar i nie potrafia się nimi bawic...
a kiedyś prosta zabawka + wyobraźnia...i juz była zabawa na całego....
dziękuje ci za te zdjęcia :)
pa

Antonina pisze...

Te jarmarczne zabawki - to wspomnienie dzieciństwa. Najbardziej urokliwe to te drewniane ptaszki kłapiące skrzydłami i konie na biegunach.

mania pisze...

Kiedyś to były zabawki - i ładne i praktyczne i przede wszystkim trwałe, nie to co teraźniejsze plastikowe badziewie. Do dzisiaj mam pieska, którego dostałam od chrzestnego jak się urodziłam.
Udanego weekendu Marysiu, ja zmykam w góry od remontowego bałaganu, prze który sypiam na podłodze w kuchni :) a końca niestety nie widać

*gooocha* pisze...

O kuuurcze, ale cudowny klimacik! Nostalgia za dzieciństwem i się włączyła :)

sukienka w kropki pisze...

Cudny post jak zresztą wszystko co piszesz, ja też pamiętam takie zabawki, bawiłam się nimi w dzieciństwie...A moim marzeniem była "śpiąca" lalka w krakowskim stroju z czarnymi warkoczami. Pozdrawiam serdecznie z Mazur chłostanych ulewą!

Egretta pisze...

Piękności!! Fjnie znów do Ciebie zaglądać :)

La vie est belle i ja tez pisze...

Kazde dziecinstwo ma swoje zabawki i to jest najwazniejsze!
Serdecznosci
Judith

Kamphora pisze...

Przywołałaś wspomnienia z mojego dzieciństwa, uwielbiałam te gliniane miniaturowe garnuszki :)

Krystynka w podróży pisze...

Dobrze, że są takie miejsca i tacy ludzie jak Wy Maryś, którzy je odwiedzają i zanęcają do odwiedzin. Było minęło ale z deszczem nie spłynęło, tkwi w nas tkliwie. Pozdrawiam w drodze na zachód, wcale nie tak dziki

Mażena pisze...

Bujałam się na takim koniku z oparciem, miałam łóżeczka dla lalek ale wózek miałam wiklinowy z czerwona budką wzorku nie pamiętam, najpierw lalki i misie a potem psiak był wożony...takie proste zabawki trudno się psuły.. zresztą wtedy każda zabawka była cenna :)

Go i Rado Barłowscy pisze...

Jak fajnie, że wciąż można takie zabawki kupić!!! Plastikowe badziewia wcale nie są trwalsze od własnoręcznie robionych, a nie nadają się do tak bezwarunkowego kochania jak te pozornie "byle jakie" laleczki.

Uściski

Krzysiek Pogórski pisze...

To gniazdo szerszeni, bardzo charakterystyczne.

Tenia pisze...

Witaj Mario .
Ogladając Twoje zdjęcia przeniosłam się myślami do mojego dzieciństwa.Drewniane i gliniane zabawki były mi bardzo drogie.Pamiętam jak z koleżankami bawiłyśmy się" w dom".
A koguciki na wodę(po jarmarku) miały wszystkie dzieci z podwórka.
Pozdrawiam serdecznie:))

Anula pisze...

Wspaniała podróż do przeszłości, do czasów dzieciństwa :). Też pamiętam te dawne zabawki. One miały jednak swój urok i czar nie to co dzisiejsze plastiki. Poza tym mniej zabawek wyrabiało dzieciom wyobraźnię, nie to co teraz wszystko podane na tacy.
Wspaniały wpis!
Pozdrawiam serdecznie.

M. pisze...

Widzę, że zebrało się tu towarzystwo w "odpowiednim wieku":)
Ja miałam konika na biegunach, malowanego w kwiaty, glinianego ptaszka z wodą i ptaki-klepaki. Takie zabawki można było kupić w latach 60-tych, na krakowskim Kleparzu.
Dużo później nadeszła londyńska Barbie. Ale już moja starsza córka kochała szmaciane lale z wyhaftowanymi buziami.
Ściskam!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, te zabawki można było spotkać na każdym straganie, ta laleczka ... dopiero teraz wiem, że to była Barbie, a to było strasznie dawno; pamiętnik Basi już przeczytałam, a miarka będzie do chatki; pozdrawiam.

Olqo, wróciłam w czasy dziecięctwa, z przyjemnością, serdeczności ślę.

Leptir, masz rację, to plastikowe koszmarki, zalewają nas te paskudztwa; a z drugiej strony faktycznie dzieci nie bawią się, a nudzą się szybko i niszczą; a może my patrzymy innym okiem na to wszystko? pozdrawiam cieplutko.

Antonino, to był gwóźdź programu każdego odpustu, te drewniane zabawki, i pewnie każde dziecko bujało się na takim koniku; pozdrawiam.

Maniu, to prawda, teraz zalewają nas platikowe koszmarki; no tak, od remontu trzeba odpocząć, a najlepiej w górach, materace na podłodze też przerabialiśmy; serdeczności.

Gooocha, powspominać można, tylko że to se ne vrati; pozdrawiam.

Sukienko, i co? spełniło się marzenie? miałaś taką lalkę? serdeczności ślę na Mazury, z również chłostanego ulewą Pogórza.

Egretto, a gdzieżeś to nam się zagubiła?
cieszę się, że zajrzałaś; serdeczności ślę.

Judyto, tak mi się wydaje, że było ich mniej, i były bardziej szanowane, a teraz dzieci są znudzone, może z nadmiaru, a może walczą o uwagę rodziców? serdeczności ślę.

Kamphoro, to dopiero były zabawy w dom, mieszanie zup z kwiatków; pozdrawiam.

Krystynko, lubimy od czasu do czasu, na dłuższą metę pewnie znudziłoby się; jedziesz do rodziny, spod swojego lasu; serdeczności.

Mażeno, ano właśnie, dzieci dbały o zabawki, bo były kupowane rzadko, i były pewnie trwalsze od plastikowej masówki; a piesek nie buntował się? pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Go i Rado, pani oprowadzająca powiedziała, że drewniane zabawki cieszą się nadspodziewanym popytem; pozdrawiam.

Krzyśku, myślałam, że to jakaś odmiana os, szerszenie trochę straszne, dobrze, że gniazdo puste; pozdrawiam.

Teniu, to ci dopiero była zabawa, wszyscy chyba bawili sie w "dom", razem, na podwórku, albo w domu, pod stołem zasłoniętym kocami; pozdrawiam Cię serdecznie.

Anulko, zabawki były albo i nie, i zawsze bawiliśmy się razem, dużo biegania, ruchu do wieczora, a dzisiaj dzieci nudzą się wśród gór zabawek; serdeczności ślę.

Magdo, a jakże, z "odpowiednimi" wspomnieniami; pamiętam, jak ojciec kupił mi czerwone koraliki na odpuście w Leżajsku, i zaraz zepsuło się zapięcie, ależ płakałam; pozdrawiam serdecznie.