czwartek, 26 września 2013

Jedziemy na Hutę ...

Tak się mówi u nas, kiedy jedzie się na grzyby w lasy roztoczańskie ... to może być blisko Rudy Różanieckiej, blisko Lublińca, blisko Suśca ... ale zawsze jedziemy na Hutę.
Lasy tam bajeczne, przepastne, usłane miękkimi poduchami mchów, borówczysk czy wrzosów, a jak jest wysyp podgrzybków, to stawia się kosz i kosi dookoła ... i kosi ... i kosi ...


Pierwsze,  co nas zaskoczyło bardzo, to brak samochodów w lesie, więc mówię do męża, że to środek dnia i ludzie pracują, mamy szczęście być sami ...
Idziemy, idziemy, trochę znamy te lasy, a tu z przeciwka dziarsko idzie dziadziuś ... szkoda tu szukać, tu nic nie ma, dopiero nad Tanwią można coś znaleźć ...


Rzeka toczy swe wody po zółciutkim piasku, zwalone pnie jak w puszczy pierwotnej, ciurkają małe dopływy, które wypływają nie wiadomo skąd, bo przecież na górze sucho, nic nie ma ... potem zauważyliśmy, że to źródełka ze skarpy ...


I rzeczywiście, dopiero na tej skarpie przy Tanwi można znaleźć jakieś grzyby ... podgrzybki, trochę kozaków, ale nie można mówić, że "na Hucie" wysyp ... może gdzie indziej grzyby przeniosły się ...
Krzyżują się piaszczyste drogi, można nimi iść i iść w prześwietlonym promieniami lesie ... na pniach sosen malowany czarny znak szlaku ...


... to partyzancki ... sama chętnie poszłabym taką drogą, w pachnącym sośniną powietrzu, w żółtym piasku, we wrzosach ...
Nie znaleźliśmy tu grzybów, jakieś mizeroty przykryły dno koszyka ... ale warto było tu przyjechać dla tych lasów, innych niż na Pogórzu ...


Nie zbieram grzybów, których nie znam ... niektóre poznaję dopiero, i przekonuję się do nich, np. do borowika ceglastoporego, którego zawsze zostawiałam, bo ciemnieje w miejscu przekrojenia, a to taki pyszny grzyb ...


Nie znam wcale gołąbków, tak jak tego, a wiem, że wiele z nich jest jadalnych ... nie znam, nie zbieram, co najwyżej zdjęcie im zrobię, bo aparat fotograficzny dynda jak najbardziej gdzieś na pasku.
Leśnymi drogami przemierzaliśmy lasy, kierując się do mojej rodzinnej wsi ... gdzieś, na piaszczystym odcinku spotkaliśmy pełzające zwierzątko ... przejechaliśmy nad nią autem, wcale nie przestraszyła się ...


Zawsze, jak widzimy węża na drodze, wyskakujemy czym prędzej, żeby zobaczyć, co to ... duża była, to samica ... i wcale za nami nie skakała, ani nas nie goniła ... spokojnie wpełzła w przydrożne trawy ... może wygrzewała się na piasku, bo dzień był dosyć chłodny ... może szukała spokojnego miejsca, bo na łące ciągniki z przyczepami zbierały siano ...
Gdzieś po drodze poukraiński cmentarz, nowy pomnik z tryzubem ... mówią, że to nie tryzub, tylko sokół,
pikujący w dół, ze złożonymi skrzydłami ...


... znam to miejsce, to tutaj, jako dziecko, przychodziłam bawić się z moją kuzynką z domu zza drogi, kiedy
byłam "w gościach" ... były stare lipy, zwieszające gałęzie w dół, cieniście, straszno, a ona opowiadała mi, jak to w tym dużym, czarnym nagrobku, o tu, gdzie te metalowe drzwiczki, banderowcy mieli wykopany bunkier ... chowali się tam w ciągu dnia ... i uciekałyśmy w popłochu, by wrócić następnego dnia.
A jak nagle zatęskniłam "w gościach" za domem, szłam na kładkę przez rzekę i przez pastwiska biegłam na skrzydłach do naszej wsi ...
Zbliżyliśmy się do rzeki, to Wirowa, dopływ Tanwi ... w latach 60-tych zbudowano tu tamę , a wody rozlały się w przepiękny zalew ... to był cel niedzielnych wypraw po południu. Szliśmy wszyscy "na tamę" pochlapać się w wodzie, postrzelać oczami na chłopaków z sąsiedniej wsi ...


Teraz wszystko pięknie zarosło pałką wodną, szuwarami, w wodach  pływają liście grążela, osiedliło się mnóstwo ptaków, a wędkarze mają tu swój raj ...


Jak dawno tu byłam ... stąd widać moją wieś z rozpoznawalną z każdej strony świata kopułą cerkwi ...


... mój dom rodzinny ... moja wieś ... moje dzieciństwo ... ten widok ściska mnie za serce.
Odwiedziliśmy mojego brata ... jaki szczuplutki, dopiero po operacji  ... przyzwyczajają się obydwoje z żoną do nowej rzeczywistości, idzie im coraz lepiej ... nic to, ważne, że życie uratowane ...
I wracaliśmy potem do swojego domu, oczywiście bocznymi drogami ... zatrzymywaliśmy się w lesie, gdzie nam się podobało ... i zbieraliśmy grzyby, trochę tu, trochę tu, aż nazbieraliśmy cały kosz ...


Grzyby różne, część do suszenia, maślaki na sos śmietanowy, a parę borowików zamroziłam w całości, bo nie ma to, jak w zimie zupa borowikowa, pachnąca lasem.
Brat podarował mi ogromną dynię, z ogonkiem ... ładna, prawda?


... a ta obok, to ceramiczna ... begonie rozkwitły na nowo, po sporej dawce wilgoci w powietrzu ...


... i terakotowy ślimol, którego zapomniałam sfotografować ... ma utrącone rożki, a co mi to szkodzi ... może to pomrów z domkiem na plecach ... nie, pomrów chyba ma rożki ...
Pamiętacie mój kciuk, przytrzaśnięty na początku lata drzwiami samochodowymi? ... paznokieć jednak na sznurkach, a raczej na przylepcu ... schodzi stopniowo, z jednej strony pusty zupełnie, z drugiej jeszcze trzyma się ... chronię go przed zaczepieniem o coś i zerwaniem ... bo na samą myśl łaskocze mnie koło żołądka ... ajajaj!


Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, dziękuję za odwiedziny, pozostawione słowa, za oknem leje, aż miło, w domu pachnie suszącymi się grzybami ... uśmiech przesyłam, pa!









19 komentarzy:

Magda Spokostanka pisze...

Lasy jak u nas!
Lasy dzieciństwa, pełne wspomnień, najważniejsze na świecie ...
Powolutku powolutku i brat się oswoi ze sobą nowym.
Gorące uściski Marysiu i wielkie pozdrowienia dla brata!

AnkaSkakanka pisze...

Jeśli kiedykolwiek odwiedzę jeszcze Roztocze, to własnie okolice Suśca. Tyle tam lasów, pięknych krajobrazów, tras rowerowych i stawów. Dobrze, że ja żmij tam nie widziałam. A na grzybki my lokalnie chadzamy. Pozdrawiam

Pacjan Z Barcelony pisze...

Mario, przypomniałaś mi te piękne lasy, Tanew, młyn w Suścu, Rebizanty. Bywałam w tamtych okolicach. W Suścu kolega odziedziczył domek. Teraz rzadko zagląda, a i ja otoczona stadem nie mam jak. Dziękuję

Łucja pisze...

Piękne lasy, z rozmachem, imponujące zbiory grzybowe, aż zapachniało. Brakuje mi trochę tej leśnej, świeżości, zieloności. Pozdrawiam serdecznie i pełznę zygzakiem robić dzieciom kolację.

Zofijanna pisze...

Ależ Ci zazdroszczę wędrówki po tamtych lasach. Czuję zapach tamtego powietrza i grzybów= nakosiłaś równo.
Moja miła sercu wieś- daleko, na Mazowszu - tam znam każdą ścieżkę i kąt, i wiem, gdzie szukać grzybów.
Daleko to jednak, daleko od nas...

Tyle informacji o sobie zamieściłaś, o Bracie- trzymam kciuki za niego i dobrą energię ślę.
Trzymaj się ciepło.
Ps. Mój paznokieć zgnieciony w drzwiach schodzi, ale nie odpada.
Moc uścisków

mania pisze...

Choć mokro i nieprzyjemnie to przynajmniej grzyby obrodziły po tych deszczach :) Przyjemnie musi byc w takich sosnowych borach.
Mnie też się przydarzyła kontuzja palca - schodząc ze Starobocianskiego podjechała mi noga a ja tak niefortunnie podparłam się prawą ręka, ze paznokieć u kciuka wygiął mi się w 1/3. Ból nie do opisania. Zrobił mi się pod nim czarny strup ale na szczęście nie schodzi.
Pozdrawiam serdecznie :)

wkraj pisze...

Ucieszyłem się widząc roztoczańskie lasy. Gdy dzieci były małe, regularnie co rok jechaliśmy do Zwierzyńca na kwaterę. Piękne okolice i super obiady w leśniczówce.
Wspaniałe to były czasy. A rozlewisko Tanwi i Jelenia do dzisiaj wspominam. Tam jest jak w Amazonii.
Pozdrawiam serdecznie.

Sunniva pisze...

Piękna jesień na Twoich zdjęciach Mario! zapach grzybków czuję tu i teraz :). Jutro pojadę do swojej wioski , może jakieś opieńki w moim gaju znajdę?? Pozdrawiam . S.

Rick Forrestal pisze...

Great post.
Love these photos. The woods, the mushrooms, that fat snake. Beautiful location.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo, tak być musi, bo to już zostanie do końca życia, ale jest dzielny, pogodzony, doskonale daje sobie radę; niech tylko zabliźni się ogromny ślad po chirurgu, bo na razie boli; chętnie wracam do kraju dzieciństwa, choć tam już mało mnie, ale dobrze, kiedy ciepłe wspomnienia wracają; pozdrawiam Cię serdecznie, Magdo.

Aniu, też mi się wydaje, że w tej okolicy jeszcze w miarę spokojnie; to nie tak, że wszędzie są żmije, jakoś udało nam się ją spotkać, i radziśmy z tego spotkania, bo to rzadkość tak stanąć z gadem oko w oko, poobserwować, oswoić się nawet; w lasy roztoczańskie zajrzeliśmy przy okazji, sprawdzić, jakie stany grzybowe, to tak niedaleko mego domu rodzinnego; pozdrawiam.

Owieczko, a to zupełnie niedaleko od nas, ze szkoły na wycieczki tam jeździliśmy odkrytą przyczepą; moja wieś w jeszcze spokojniejszej okolicy, bo tu dużo turystów, a u nas tylko mieszkańcy; serdeczności ślę.

Łucjo, grzybki już pachną wysuszone; na pewno Ci brakuje, ale coś za coś ... ciepło Ci; ładny zygzak, prawda? pozdrawiam Cię.

Zofijanno, wracam tam co roku, takich wrzosowisk nie ma nigdzie, takiego zapachu też, i do domu mi blisko, czuję się u siebie; to tylko wspominki, bo z tymi miejscami związane moje dzieciństwo, dawne to czasy, a chce się wracać; a mój paznokieć to pusta łuska, przyrośnięta z jednej strony, zupełnie niepotrzebnie, bo tylko ból sprawia; pozdrawiam, Śródziemnomorska Syrenko.

Maniu, strasznie ładne tam lasy, przestronne, jasne, a jak pachną, nigdzie tak nie pachną; pod paznokciem zrobił Ci się krwiak, może wchłonie się i nie bedzie odłaził; różne są przypadki, ja teraz uważam przy zamykaniu drzwi jak nigdy, na wyrost; i ja pozdrawiam serdecznie, spod kominka.

Wkraju, to piękna kraina, wymarzona do spokojnego wypoczynku, i jeszcze znlazłby tam zagrodę do osiedlenia, ale nie na Roztoczu Środkowym, tylko Płd.Wschodnim; wrócisz kiedyś tu? w podróż sentymentalną?
pozdrawiam serdecznie.

Mażena pisze...

Dziś mąż miał wolne i mieliśmy pojechać do lasu a u nas od świtu lało i wiało..dlatego choć u Ciebie popatrzę na las i grzyby i łabędzie!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Sunnivo, u nas opieniek jeszcze nie widziałam, a bardzo je lubię, sprawdzę jutro las pod tym kątem; jest obficie mokro, może woda wróciła do studni, napalimy w piecu, bo już chłodno; pozdrowienia ślę.

Rick, Roztocze to piękna kraina, jeszcze naturalna, nieskażona ... jak jesień, to i grzyby muszą być, a wężem sama byłam zaskoczona; pozdrawiam.

Mażeno, a ja miałam pojechać do chatki, a tu od rana leje jak z cebra, oj! pokrzyżował nam ten deszcz nasze plany; pozdrawiam cieplutko.

Pellegrina pisze...

Las prześwietlony promieniami - mój ulubiony. Zbierasz ceglastoporego Mario? Jam jeszcze do niego nieprzekonana, chociaż cudny i twardziutki.
Dom rodzinny i okolice zawsze budzą wielkie emocje, wspomnienie dzieciństwa, młodości, bezpieczeństwa ....
A grzybobranie udane wielce, borowików szlachetnych dużo, moje ulubione. Pozdrawiam

Weronika Ziółkowska pisze...

Ależ Ci się piękna pogoda udała! ja ostatnio podczas grzybobrania brodziłam po kostki w wodzie i padał deszcz. Ale za to poszukiwania okazały się owocne.
Bardzo lubię powroty do miejsc znanych z dzieciństwa. Taka sentymentalna podróż do naszych własnych korzeni. My się zmieniamy, miejsca też, ale emocje i wspomnienia pozostają.
Piękna dynia! Od razu jak na nią spojrzałam, moje kubki smakowe przywiodły mi na myśl zupę dyniową na mleku. Pycha!

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

Lubię, jak czasem w postach nawiązujesz do swojego dzieciństwa. W mojej wyobraźni pojawia się wtedy taki sielski klimat, jaki widzi się w wielu filmach, takie dzieciństwo, jakie chciałabym dać kiedyś swoim dzieciom. Ja niestety wychowałam się w mieście, chociaż dużo czasu spędzałam na na wsi, w podobnym domu, jak ten w którym teraz mieszkam, ale to nie to samo.
Cudowne grzyby i fantastyczny las. Pozdrawiam ciepło!

Ruda pisze...

Zauroczył mnie ten Twój las. Taki ogromny! Mnie dziś w zagajniki pognało. Też grzybki mam:)

Joanna pisze...

kocham las pod każdą postacią a jak rodzinny to już pełnia szczęścia...

Anulka Domowa pisze...

Cudowna jesień!I kosz jednak pełen grzybów!Nie znam tych lasów ani terenów,ale u nas grzybów pełno!Małżonek zakisił dzisiaj rydze,pierwszy raz cos takiego robimy.Słoiki z marynowanymi się już zapasteryzowały i czekaja następne.Piękną panią obfociłaś:)Samica jest ciemniejsza?A może ten ślimak to pani ślimaczyca :D Pozdrawiam serdecznie!
AniaA

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krystyno, zbieram, przekonałam się zupełnie niedawno, po obgotowaniu grzybek pięknie jaśnieje, jest chrupiący i smaczny, i żyję do tej pory, a zjadłam ich już sporo; sosnowe lasy roztoczańskie darzę wielkim sentymentem, choć i czyste lasy bukowe mają nieodparty urok; serdeczności ślę.

Weroniko, chciałabym tyle wody, ulewnego deszczu przez dni kilka; czasami taka podróż sentymentalna przynosi rozczarowanie, po wielu latach nasze wyobrażenie, wyniesione z dzieciństwa, rozmija się z rzeczywistością, nie odnajdujemy wtedy, smaków, zapachów, znanych miejsc; ja, na szczęście, jeszcze odnajduję; hm! nie lubię zupy dyniowej, dynia będzie pięknie leżeć i ozdabiać; pozdrawiam Cię serdecznie.

Natalio, moje dzieciństwo było tylko tutaj, w rodzinnej wsi, potem szkoła z internatem, ciężko było przeżyć rozstanie z domem; było pracowicie, na wakacjach nikt nie wyjeżdżał i to było normalne; kiedyś chciałam bardzo wyrwać się w wielki świat, teraz mi dobrze w moim malutkim; lubię las, zbieranie grzybów; i ja pozdrawiam.

Ruda, lasy na piaskach są inne, jasne, pachnące macierzanką, igliwiem, a przede wszystkim czyste, bez drapiących jeżyn; co w tych grzybkach jest, że tak ciągną do siebie? mało znam ludzi, odpornych na ten amok grzybowy; serdeczności ślę.

Joanno, ja mam taki jeden las, w którym notorycznie gubię się, zakrzaczony, z brzozami, wystarczą dwa obroty i już tracę orientację, dobrze, że mąż wtedy ze mną; może ten las specjalnie mami na manowce? i nie lubię go, ale tam najwięcej grzybów; pozdrowienia ślę.

Anulko, a w tym koszyku składanka grzybowa z różnych lasów, poczynając od Puszczy Solskiej, a kończąc na lasach sieniawskich; kisiłam kiedyś rydze, dobre są świeżo ukiszone, bo potem, niestety, starzeją się i nabierają jakby gnilnego posmaku; a może gdyby je zapasteryzował w ukiszonej postaci, byłyby trwalsze; samice gadów są okazalsze, samiec ma tylko do spełnienia swoją rolę i odchodzi; i ja pozdrawiam cieplutko.