sobota, 1 marca 2014

Rumuńskie fascynacje ...zaginiona kolekcja niezwykłych zdjęć, takiej Rumunii nie widziałeś ...

Może oglądaliście zdjęcia i czytaliście artykuł Martyny Wnęk na onecie?
Jeśli nie, to bardzo polecam.
Na mnie zrobił on niesamowite wrażenie, jak wehikuł czasu ... często błądząc po rumuńskich traktach, mija się ludzi, domy, woły w jarzmach na karku, w wioskach odsunietych daleko od głównych centrów miejskich, jakby przeniesione z tych fotografii w nasze czasy, jeszcze nie wszędzie dotarło nowe.
Na zdjęciach sceny z życia codziennego, dzieci, wesela i pogrzeby, rodziny chłopskie, rodzice jeszcze w strojach wiejskich, a dzieci już ubrane po miejsku ... mnie bardzo podobają się piękne dziewczyny w ludowych strojach, a ci dwaj karpaccy górale, z bujnymi brodami i włosami poniżej pasa ... zupełna egzotyka.
Czy nasze stare fotografie różnią się czymś od tych?
Elegancik z papierosem przyklejonym do ust, dama w toczku i lisem zarzuconym na ramiona, wiejska kapela ... zapraszam do wędrówki w czasie ...
                                                                /-/
Fotograf Costică Acsinte uwieczniał na zdjęciach życie Rumunów przez ponad 50 lat. Po jego śmierci w 1984 r. niezwykła kolek­cja zapadła się pod ziemię. 38-letni Cezar Popescu odnalazł ją w jednym z magazynów Muzeum Lalomita i przekonał władze pla­cówki, aby pozwolili mu je zdigitalizować.





Costică Acsinte fotografował Rumunię od 1925 r. aż do swojej śmierci w 1984 r. Kolekcja obejmuje więc okres drugiej wojny świa­towej oraz późniejsze rządy komunistyczne, które wyniszczyły kraj i doprowadziły do jego upadku.





Ten wspaniały zbiór jest niezwykle ważny, ponieważ daje pogląd na życie Rumunów w okresie, gdy naród ten był odcięty od resz­ty świata. Czarno-białe fotografie przedstawiają tradycje, które zaniknęły już we współczesnym świecie.






 Walka z czasem

Cezar Popescu poznał nazwisko Costicy, gdy był dzieckiem, a jego ojciec, również fotograf, pracował z jednym z synów Acsinte. Kiedy więc zobaczył niektóre z jego zdjęć na pocztówkach, zaczął poszukiwania całej kolekcji. Odkrył, że po śmierci fotografa zo­stała ona zakupiona przez Muzeum Lalomita.








Choć negatywy ulegały zniszczeniu z powodu nieprawidłowego sposobu przechowywania, Popescu potrzebował kilku lat na prze­konanie władz muzeum, aby pozwoliły mu na digitalizację negatywów.




Żmudny proces przywracania świetności jednemu zdjęciu trwa od 15 do 30 minut. Dla Popescu to wyścig z czasem, bo nawet podczas trwania prac niektóre fotografie rozkładają się na jego oczach.




Mężczyzna pracuje jako administrator strony i fotograf, więc nad kolekcją pracuje wieczorami i w weekendy. Wszystkie wydatki pokrywa z własnej kieszeni. Założył więc fundację, przez którą zbiera fundusze.






Cezar Popescu rozpoczął prace nad digitalizowaniem negatywów w listopadzie ubiegłego roku. Od tamtej pory zarejestrował cy­frowo ponad tysiąc z nich. Docelowo kolekcja ma obejmować prawie 4 tys. fotografii.

Autor:
Martyna Wnęk

17 komentarzy:

Nika (Francuskie notatki Niki) pisze...

Niesamowita wycieczka w czasie !

Tomasz pisze...

Witaj Mario
Odpowiadając na Twój komentarz o drogach w Rumunii, napisałem że z chęcią dowiedziałbym się od Ciebie różnych ciekawostek związanych z tym krajem :)i proszę, mam co chciałem. Pana Popescu wykonuje świetną pracę. Rumunia wciąż jest tajemnicza dla wielu. Te fotografie mogą stać się bardzo cenną ciekawostką
Pozdrawiam serdecznie

mania pisze...

Jakie szykowne panie na tych starych zdjęciach! Piękna wycieczka w czasie Marysiu.
Pozdrawiam serdecznie

Krzysiek Pogórski pisze...

Świetne fotki. W Polsce też warto Narodowe Archiwum Cyfrowe pooglądać. Ten myśliwy z trzeciego zdjęcia, chyba dropie upolował. Piękne ptaki - w Polsce też kiedyś były.

grazyna pisze...

Panie w strojach ludowych bardzo piekne...ale kolekcja! nie rozumiem, dlaczego bylo tyle sprzeciwu by zdygitalizowac te zdjecia.
Sciskam serdecznie

Zofijanna pisze...

Toś mi Maryniu wspaniały zdjęciowy wieczór zafundowała.
Upolowane ptaki to nie są samice głuszca ?
Tak nasze fotografie niczym się nie różnią. Mam sporo starych zdjęć rodziny : eleganciki w kapeluszach i wojskowych szynelach, dzieci, śluby i pogrzeby - zanikające i odchodzące w przeszłość zwyczaje.
Smaku mi narobiłaś.
To ruszamy do Rumunii zobaczyć wozy zaprzężone w woły, ginące wioseczki, bo to już ostatnie takie obrazki w Europie. Za kilka lat odejdą już całkowicie i staną się historią.
Pozdrówka

wkraj pisze...

Fascynująca podróż w czasie. Dobrze, że ktoś próbuje zachować te obrazy dla potomnych.
Pozdrawiam.

Magda Spokostanka pisze...

Wspaniale, że są ci, którzy ratują, ocalają.
Świetna jakość, pewnie trochę cyfrowo podciągnięta.
Dobrze jest zobaczyć ówczesne elegantki. No właśnie, pasterze, owce, woły, miejskie damy, królowie cygańscy - niesamowita mieszanka.
Pozdrowienia!

Ruda pisze...

Niezwykłe...

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Nika, Rumunia cieszy się złą sławą, zupełnie niezasłużenie, i nie chodzi mi tu o historię, a czasy współczesne; sama zmieniłam zupełnie nastawienie do tego kraju; pozdrawiam serdecznie.

Tomasz, Rumunia tajemnicza i nieprzyjazna, z takiego założenia wychodzi wielu, a sam wiesz, że to nieprawda; pewnie, nie trzeba ładować się w sytuacje niepewne, ryzykowne, jak i wszędzie zresztą; chętnie pooglądałabym wszystkie fotografie; pozdrawiam serdecznie.

Maniu, elegantki, jak się patrzy, a i panowie niezgorsi; a zauważyłaś, jakie misterne wyszywanki na ludowych koszulach? majstersztyk, na ostatnim zjęciu nawet dziewczynki tak poubierane, a chłopcy w tych swoich baraniochach na głowie, mimo, że lato; serdeczności ślę.

Krzysiek, zajrzę i do naszego Archiwum, to są interesujące rzeczy bardzo; Ty mówisz dropie, Zofianna mówi, że głuszce, a ja nie wiem, bo nie znam się na tych ptakach; były, były, wszystkie upolowali; pozdrawiam.

Grażyno, ten świat jeszcze żyje w dalekich wioskach, zobaczyłabyś, jak chodzą ubrane rodowite Rumunki w niedzielę do cerkwi, również haftowane bluzki, marszczone, kwieciste spódnice i chusteczki na głowach; nie mam pojęcia, dlaczego zabraniają takich rzeczy, podobnie jak u nas; muzeum zagarnęło wieńce pogrzebowe Czartoryskich, zamknęło w magazynach i ani myślą pokazać, a to takie cudeńka; serdeczności ślę.

Zofijanno, cieszę się, że znalazłaś coś ciekawego dla siebie; na zdjęciach zwykli ludzie, a zupełnie tak na ten kraj nie patrzymy, mamy uprzedzenia, zupełnie bezpodstawne, bo patrzymy przez pryzmat Romów, żebrzących u nas, nie wiedząc, że są wynajmowani przez bogatych bossów, całe wsie, a potem budują te pałace błyszczące, od których aż zęby bolą; widziałam takie w Maramureszu, i w Hunedoarze, pewnie i w innych miejscowościach; dziwy nad dziwy, jak z innej bajki; pewnie, kilka wiosennych dni na pewno będzie w Rumunii, już czytam, gdzieby to wyruszyć; pozdrawiam serdecznie.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wkraju, z równą ciekawością pooglądałabym i z innych miejsc, to spory kawałek historii, a jak rozsypie się w pył, to strata nie do odrobienia; dobrze, że komuś się chce, kosztem swego czasu i pieniędzy; pozdrawiam.

Magdo, na pewno są jakoś tam ulepszone, uroku dodają im te pęknięcia, brakujące kawałki, odciski palców, tkanin, żeby tylko nie przyszło im kolorować, jak niektóre stare filmy; tak jest tam i teraz, wystarczy zjechać z głównej drogi, a wkraczasz w inny świat, bardzo podobny do tego z fotografii; zobaczyłabyś chatynki maleńkie pod strzechą, z jedną izbą, kawałek dachu podparty na słupach, zacienia od żaru słonecznego, pomarszczone, zasuszone staruszki, ubrane na czarno jak wrony, w rogatych chustkach, drewniane widły do siana, jak z filmu o Drakuli, i wiele innych ciekawostek; a przy tym są pogodni i uśmiechnięci, bo może szczęśliwsi; pozdrawiam cieplutko.

Ruda, mnie zainteresowały niezmiernie, zobacz jaki przekrój twarzy, strojów, te futrzane czapki w środku lata to pewnie dodają prestiżu, nawet małym chłopcom; pozdrawiam.

Krzysiek Pogórski pisze...

Myślę, że to jednak dropie. Samice głuszca są dużo mniejsze (koło 3 kg ważą). A to co widać na zdjęciu to potężne ptaszory.

Krystynka w podróży pisze...

Kilka bardzo podobnych mam w rodzinnym albumie, różnią się szczegóły strojów, bo kraj inny. Piękna pasja Pana Cezara.

Łucja pisze...

Te miny, te spojrzenia, oczy, myśli ... wspaniały fotograf je zrobił ! Jak mało, my ludzie się zmieniamy, tylko ubrania i świat trochę inny. Emocje te same.
Poza tymi refleksjami to praca i zbior bezcenny.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krzysiek, to rzeczywiście wielkie ptaki, prawie jak gęsi, jak trzyma je za łapy, to od pasa sięgają do ziemi, ale co to jest? nie mam pojęcia.

Krystyno, kraj inny, a jakby bardzo podobny, tak samo i zdjęcia; może bardziej smagłe twarze, czarniejsze oczy, bo to południowcy, a z drugiej strony to oni szli przez wieki łukiem Karpat, osiedlali się na naszych terenach, więc i w nas trochę krwi wołoskiej; pozdrawiam.

Łucja, twarze dzieci, trochę poważne, bo do zdjęcia, tylko iskierki błyskają w oczach; dziewuszki w ślicznych wyszywankach, tylko te baraniochy na głowach dziwne, bo to środek lata, po krótkich rękawkach widać; może kiedyś dane nam będzie pooglądać całość zbioru? pozdrawiam serdecznie.

Ania z Siedliska pisze...

Prawie każdy ma w domu jakis stary album ale te zdjęcia sa wyjatkowe. Zapatrzyłam się z wielką przyjemnością. Gdzie Ty to wyszukałaś ?

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, porównaj, przecież te zdjęcia prawie nie różnią się od naszych; raz udało mi się obejrzeć je na onecie, a potem znalazłam link do nich na karpackim portalu; pozdrawiam.