niedziela, 30 marca 2014

Zmiana czasu na letni ...

Dobrze prawiła Baba, będziecie mieli słońce!
I było.
Wyrwaliśmy się na dwa dni w Bieszczady, takie trochę okrojone, ale dwa. W przeddzień wyjazdu piątkowego rozlało się na całego, o matko! troszkę wolnego, a tu leje ... przeszło, piątek jeszcze trochę zamglony, góry zupełnie bez widoków, ale w powietrzu klarowało się coraz bardziej.
Wjechaliśmy w zatwarnicką drogę, żeby kwitnące śnieżyce wiosenne zobaczyć w Dwerniczku, ale spóźniliśmy się ... już przekwitały ...


Wyjechaliśmy między połoninami, w Brzegach Górnych, potem kierunek na Cisną, do bacówki pod Honem.
Bo my znowu pod Hon, bo tam impreza wędrówkowo-muzyczna, czyli zmiana czasu na letni, a konkretnie Wiosenne Budzenie Niedźwiedzicy ... a to znowu skrzyknęli się ludzie z forum bieszczadzkiego na wspólne spędzenie czasu.
Piątkowy wieczór zaczął się konkursem nalewek, przywiezionych przez uczestników spotkania, moja nastojanka na tarninie nie załapała się, niestety, na podium, ale była chwalona, ha! ... jury szanowne obradowało w kuchni, a my czas oczekiwania skracaliśmy sobie śpiewem przy gitarze, obawiając się mocno, czy w ogóle wyjdą z jakimś werdyktem ... po tylu degustacjach, ale udało się.
Potem "Łyda" z zespołem zaczął nocne koncerty, zabawa przednia ... młodzi ludzie, weseli, kontaktowi, a nam z nimi jakoś po drodze ... zresztą w takich razach nie liczy się zupełnie wiek, a dobra zabawa, wspólne śpiewanie ...




Ponieważ mieliśmy na następny dzień szczytne plany, żeby wyjść na Sniński Kamień w Vihorlacie, a ja miałam robić za kierowcę, sporo po północku wypadało już położyć się spać ... ej! ciężko było oko zmrużyć, bacówka akustyczna jak licho, nasz pokój nad jadalnią, gitary, bębny, śpiewy tuż przy uchu ...
Sobotni poranek powitał nas jak marzenie, po mgłach ani śladu, tylko lekki opar w dolinach ... słońce wysuszy wszystko w mgnieniu oka ... weszłam do jadalni bacówkowej, a tam dalej koncerty ... nie, nie kładli się wcale spać, śpiewają całą noc ...


My pomknęliśmy do sąsiadów, za Medzilaborcami bocznymi drogami na Sninę, przez Bukowskie Vrchy ... jak tam ładnie, spokojne wioseczki w głębokich dolinach, poranny jeszcze bezruch ... tylko trzeba uważać na policję, żeby srogiej "pokuty" nie zapłacić, bo za przekroczenie prędkości policjanci są surowi bardzo ...
Samochód zostawiliśmy w Zemplińskich Hamrach, koło kamieniołomu, a sami ruszyliśmy na zielony szlak ...
tak, tak, hulaszcza i nieprzespana noc dała o sobie znać ... a jeszcze czasy, podane na tablicach jakieś nierealne były ... cóż, potem okazało się , że ktoś zdrapał cyferki, oznaczające godziny ... 20 min, a 1h 20 min to spora różnica, prawda?


Szlak wiódł cudownym lasem buczynowym, czyściutkim, jasnym ... niby niedaleko, niezbyt wysoko, ale dało nam popalić to podejście.


Prawie ani jednego wypłaszczenia, za każdą przehybą wydawało się, że to już ...i dosyć ostro pod górę, ciągle pod górę, i końca nie widać, bo czas przejścia zupełnie nam się nie zgadzał ...
I wreszcie jest, widać jakby potężne mury ... to Sniński Kamień, 1005 m n.p.m. ...


Pozostałość wulkaniczna, to zresztą widać po kamieniach, są jakby porowate ... obeszliśmy te skały podnóżem, trochę dalej metalowe schodki ...


... trochę strach, bo boję się wysokości ... przemogłam się, polazłam do góry ... ta świadomość, że wokół przepaści, przecież dopiero szłam tam na dole ... ale warto było spojrzeć na świat z góry ... ze skalnej platformy ...







Posiedzieliśmy na górze, słońce przygrzewało, nogi odpoczywały ... hm! 800 m przewyższenia, jest trochę pięter, jakby to przeliczyć ...
Czas wracać, i to tą samą drogą, bo chcemy jeszcze trochę odpocząć przed wieczornym koncertem Caryny ... zostawiliśmy sobie na późniejszy czas zwiedzanie kaplicy czaszek w Osadnem, wioski na końcu świata, a przy okazji poczekamy, aż zakwitną hostovickie łąki irysów syberyjskich ... wyobrażacie sobie fioletowe łąki?
Wieczór zapełnił bacówkę ludźmi, przyjechała nawet grupa  Rzeszowa, i zaczęło się ...




Potem wspólne zaśpiewy, długo w noc, i niestety, wszystko, co dobre, szybko się kończy, czas wracać.
Po śniadaniu, złożonym z pierogów z nadzieniem z dodatkiem czosnku niedźwiedziego, bo już tylko to zostało w kuchni, po pożegnaniach ruszyliśmy do domu ... jeszcze tylko pokłonić się Pani Łopieńskiej ...


Nikogo, tylko my ... specjalnie pojechaliśmy dalej przez Solinę, żeby zobaczyć, jaki poziom wody w zalewie.
Jest w porządku, wyschłe zatoki napełniły się wodą po brzegi, pomosty, które sterczały z brzegów jak pojedyncze zęby prawie zanurzone, może to tylko zeszły rok był taki ekstremalny?
Trwa sezon na czosnek niedźwiedzi, nad brzegami Wiaru unosi się jego delikatny aromat, bo jakżeby nie? przecież całe brzegi nim pokryte ...


Chatka czeka na mnie, wybywam już jutro na roboty działkowe, co mnie niezmiernie cieszy.
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, dobrego życzę, pa!



I wiecie, co?
W Medzilaborcach nie ma już pomnika Andy Warhola, najpierw ukradli mu parasol, potem dorobili znowu, a teraz nie ma go wcale ... puste miejsce ...










28 komentarzy:

Zofijanna pisze...

a wybieram się na te irysy, wybieram, ale to jeszcze, jeszcze potrwa.. trzeba poczekać- najpierw zakwitną czosnki niedźwiedzie
Pozdrawiam serdecznie Marysiu.
Uciekam , bo jestem okrutnie dzisiaj zmęczona wypadem za miasto. Pa

Klarka Mrozek pisze...

Bieszczady piękne, imponuje mi niezwykle Twoja żywotność, kondycja, chęć ruchu,
gdy prawie wszyscy narzekają na zimowe przesilenie, słabość i zmęczenie,
Przesyłam serdeczności!

Agata Rak pisze...

Oj nie mam tyle energii...

Tomasz pisze...

Mało kto pisze o górach Słowacji. Sniński Kamień prezentuje się wspaniale.
Świetna wyprawa, pozdrawiam

ankaskakanka pisze...

Ale Wy fajni jesteście ze swoimi wyprawami. Az mi się serce rwie do wędrówki po górach. Pozdrawiam

ankaskakanka pisze...

Ale Wy fajni jesteście ze swoimi wyprawami. Az mi się serce rwie do wędrówki po górach. Pozdrawiam

Krzysiek Pogórski pisze...

No to w końcu dotarliście na górę Sninskiego Kamienia:-) Gratulacje! Co do śnieżycy to trzeba było zaglądnąć w dolinę Terebowca - tam zawsze później kwitnie. Albo wybrać się na Bukowe Berdo od strony Mucznego (przy górnej granicy lasu - pewnie jeszcze w pąkach)

Krystynka w podróży pisze...

Zachwycają mnie smakowite dywany czosnku niedźwiedziego, ja tydzień temu zasadziłam u siebie jeden listek z korzonkiem ale nie wiem czy coś z niego będzie bo lubi cień i wilgoć.
Szlak na wysokości jeszcze zimowy ale widoki i przestrzenie, ho,ho,ho

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Zofijanno, właśnie w trakcie poszukiwań, skąd wyruszyć na Sniński Kamień, wpadły mi w oko te wieści o rezerwacie irysów, a to przecież pod drodze; na powrocie nawet zlokalizowaliśmy miejsce, i troszkę później, może w połowie maja może, ruszymy znowu; a dziś na śniadanie jajecznica z czosnkiem niedźwiedzim, mam własną uprawę pod brzozą w domu; odpoczęłaś już? ja czuję mięśnie ud, zakwasy jak licho po zimowej nieruchawce; pozdrawiam Cię serdecznie.

Klarko, z kondycją gorzej, dziś cierpię na ból mięśni udowych, chodzę jak robocop, ale gdyby tak człowiek powtórzył jakiś wypad, byłoby lepiej; e! nie dajmy się słabościom wiosennym, a tu godzinkę nam jeszcze zabrali, tę zmianę jednak czuje się; i ja pozdrawiam serdecznie.

Oj, Agato, przydałyby mi się jakieś lecznicze zabiegi na bolące mięśnie, dobrze, że to szybko przechodzi; pozdrawiam.

Tomasz, jakże tam inaczej, niż w naszych Bieszczadach, spokojne wioseczki, brak nahalnej reklamy, kłującej po oczach, a przyroda chyba o 1,5 tygodnia do przodu niż u nas, to jednak południowa wystawa, i zimne powietrze z północy tak nie zalatuje; dwa lata temu byliśmy u stóp Kamienia, nad słowackim Morskim Okiem, i obiecaliśmy sobie, że kiedyś przyjedziemy i wdrapiemy się tam, wysoko; udało się, i warto było, dookólne widoki zapierają dech; bardzo pozdrawiam.

Ankoskakanko, potrzebny jest taki czas oderwania od codzienności, chociaż okupiony bólem mięśni i potężnym niewyspaniem, teraz będę przez kilka dni dochodzić do siebie, bo dla mnie brak snu gorszy od braku jedzenia, a jednak ciągnie w świat; i ja pozdrawiam.

Krzyśku, pamiętasz, że obiecaliśmy to sobie dwa lata temu, kiedy Miśka nam się wykąpała w Morskim Oku; sapaliśmy potężnie, pot kapał z czoła obficie, niby ciepło, a wiatr mrozem ciągnął po spoconych plecach; warto było, dla tych widoków, dla tej osobliwości Kamienia, dla przezwyciężenia lęku przed wysokością; na śnieżyce to my tak przy okazji, a w bacówce mówiono nam, że kiedy byli wcześniej na rajdzie 3 baców, to było tam biało; tak, od północnej strony wszystko później rozwija się, ale dla nas jeszcze parę zostało i kwitło; pozdrawiam serdecznie.

Krystynko, to rzeczywiście dywany, gęstwa zielonych liści, i czosnkowy zapach w powietrzu; a nie masz u siebie w kąciku jakiegoś drzewka? posadź go tam, bo czosnek rozsiewa potem nasionka i kiełkuje dookoła, a na grządce zniszczysz siewki; jak Ci się nie uda go uchować, to zapodam Ci cebulki ode mnie, bo u mnie w ogrodzie całkiem go sporo; myśleliśmy, że będą od północnej strony jakieś ślady śniegu, nic jednak, tylko fioletowo kwitnie żywiec; ładnie w takim buczynowym lesie, srebrzyście; pozdrawiam cieplutko.

baba na wsi pisze...

Marysiu:). Baba słów na wiatr nie rzuca. Bardzo się cieszę, że pogoda i wyjazd się udały, co widać na załączonych obrazkach:). Pozdrawiamy mocno!!

grazyna pisze...

Ale cudny warkocz!!! a i wyprawa jak zwykle rozbudzila moja wyobraznie..ile ciekawych miejsc do przedeptania na Waszych terenach. Czekam na irysy. sciskam serdecznie

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Babo, wszystko się udało, i pogoda, i impreza, górki dały trochę popalić, ale to tylko przyjemność; będę częściej zamawiać prognozy u Ciebie; i ja pozdrawiam serdecznie.

Grażyno, czailiśmy się na Kamień od dłuższego czasu, wreszcie udało się, ale miałam w zapasie też program awaryjny, gdyby nie Sniński Kamień, to poszlibyśmy z Cisnej na Małe Jasło, Wyrwosokę, bo tam można spotkać ciemiernika w naturze, już pewnie przekwitł, ale zobaczyć warto; irysy też znalazłam przypadkiem, kiedy szukałam trasy najdogodniejszej na Kamień, i to po drodze jest; serdeczności ślę za wielką wodę.

Zofijanna pisze...

Kurczaki tyle fantastycznych i ciekawych miejsc jest w koło - co tam zakwasy. Po nocy człowiek jest, jak nowo narodzony.
Najgorsze tylko to ranne wstawanie.
Życzę smacznego.
Ja mam tylko 1 czosnek niedźwiedzi od 20 lat.....

Krystynka w podróży pisze...

Dzięki Maryś za radę, przesadzę go (ten czosnek) pod lipkę, mam tam pierwiosnki różne dzikie i niezapominajki niziutkie których nie tykam. A jak się nie uda, przyjadę do Was za rok lub dwa, jest to po drodze do arboretum?

Ruda pisze...

Piękne pejzaże, swojskie klimaty. Ilekroć czytam na blogach o Bieszczadach, przypominam sobie, że koniecznie muszę w nie wrócić. Kiedyś...

obrus okrągły pisze...

świetne widoki tutaj u Ciebie na fotkach ! :)

Mażena pisze...

Cudowne podejścia, przestrzenie i atmosfera..Zdjęia tych jeszcze bezlistnych lasów - cudowne!
Wandalizm zawsze pozostanie dla mnie nie zrozumiały, powoduje takie wkurzenie że nie mogę długo się opanować, a pomnik może trafił do odnowienia?

wkraj pisze...

Taki wypad ładuje akumulatory na dłużej. Nie dość, że ładną wycieczkę zaliczyliście, to jeszcze te dwa wieczory śpiewów. Super sprawa. A przyroda nic sobie nie robi ze zmiany czasu, żyje swoim cyklem. W tym roku wcześniej niż zwykle raduje nas swoimi widokami. Ładnie tam u Was, aż mię kręci, by zrobić wycieczkę w góry.
Pozdrawiam serdecznie.

mania pisze...

Marysiu podzielisz się przepisem na nalewkę? Korci mnie ta tarnina, wszyscy ja wychwalają a jakoś nie miałam okazji popróbować.
Pięknie spędziliście weekend, coś dla ciała i dla ducha. A ja znalazlam filmik z występu Caryny w Cisnej
https://www.youtube.com/watch?v=OGs3YFoaIyg
Pozdrawiam serdecznie

Łucja pisze...

Marysiu, sił dodajesz tą swoją SIŁĄ. Nie będę po wszystkich powtarzać, że pięknie, cudownie i ciekawie, dobrze?
Może znowu chcieli ukraść parasolkę, ale tym razem Andy nie puścił ...

Weronika Ziółkowska pisze...

Bardzo lubię czytać o Twoich wędrówkach i wczuwać się w klimat włóczęgi dzięki przepięknym fotorelacjom. Dobrze, że pogoda dopisała, szlaki jeszcze puste skłaniały do głębszych rozmyślan i lepszej obserwacji przyrody budzącej się do życia.
Też mi już tęskno do takich wojaży, ale czytając Ciebie aż mi milej na sercu:)

Magdalena pisze...

Znów piękna wycieczka. Podziwiam i zazdroszczę. :))
Mnie teraz paskudne przeziębienie dopadło i ledwo zipię.
Serdeczności :)

Olga Jawor pisze...

Oj, zazdroszczę takich ilości czosnku niedźwiedziego, bo na moim Pogórzu nie ma go za wiele! Mam go trochę posadzonego w ogrodzie, ale wciąz za mało by sie nim objadac a to przecież bomba witaminowa!
Ale moje czosnek lubi wilgoć a tutejsze górki, porośnięte zazwyczaj bukowym, dosc suchym lasem.
Ależ mi siepodoba idea takiego wspólneo spiewania przy gitarze i pierogach z czosnkiem! W piątek i my wybieramy sie na imprezę z ogniskiem i spiewami. Mam nadzieję, że będzie fajnie, bo sami sympatyczni ludzie sie zejdą!
Pozdrawiam Cię ciepło Marysiu!:-))

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

Moje klimaty, tak tak ;-)
Widoki cudne!

Gosia pisze...

kurcze,ale Ci zazdroszczę!musiało być super :)
ja ostatnio byłam w Bieszczadach 3 lata temu ,nocowaliśmy w Lutowiskach
Pozdrawiam !!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Zofijanno, to najprawdziwsza prawda, i to zupełnie niedaleko, a na zakwasy najlepszy następny wysiłek, rozchodzić i wszystko przejdzie; ejże, tylko jeden? a nie rozsiewa Ci się z nasionek? wokół mojej starej kępy młoda szczotka siewek; pozdrawiam cieplutko.

Krystyno, tak właśnie, czosnek tak lubi, wśród innych roślin, lekko w cieniu; o, kochaniutka, wszędzie jest po drodze do arboretum, zależy jaką drogę wybierzesz, a już przez Pogórze w szczególności; pozdrawiam.

Ruda, oj, nie wiem, czy zazdrosne Izery tak chętnie wypuszczą Cię ze swoich objęć i pozwolą odwiedzić ten daleki zakątek; i, nie daj Boże, latem, bo wystraszysz się i uciekniesz, najlepiej poza sezonem turystycznym; serdeczności ślę.

Obrusiku, bo i tereny przepiękne, siłą rzeczy fotki muszą być ładne; pozdrawiam.

Mażeno, nie spotkaliśmy ani jednej osoby na szlaku, dopiero na samej górze; może szliśmy niepopularnym podejściem, bo na żółtym szlaku było jakby ludniej; nie mam pojęcia, co z pomnikiem, a w końcu co można odnawiać w pomniku z brązu, nawet jeszcze taki stary nie był, a patyna dodaje tylko powagi; poszukam na forach, może coś piszą; pozdrawiam serdecznie.

Wkraju, to było zupełne oderwanie od codzienności, takie chwile są potrzebne, żeby z nowymi siłami i wspomnieniami wrócić do obowiązków; na szlakach pusto, to dobra pora na wędrówki; i ja pozdrawiam.

Maniu, poszukam w wolnej chwili i podeślę przepis, bo smak ciekawy, i zdrowa; tak, tak, to filmik z WOŚP, a oprócz oficjalnego koncertu to zespół potem wchodzi między lud i zaczyna się wspólne śpiewanie bez elektrycznych gadżetów, przy gitarach; serdeczności ślę, Maniu.

Łucjo, oj, te siły wykrzesane nie wiem skąd, ale jakoś dopełzliśmy do szczytu, a warto było; być może, tę nową miał prawdopodobnie już przyspawaną do dłoni i głowy, a swoją drogą, przecież to ciężar niebagatelny, ktoś musiał coś zauważyć, jeśli ukradli; pozdrawiam.

Weroniko, dzięki za dobre słowa, było ekstra, my jedni na szlaku leźliśmy jak ślimaki do góry, dopiero na Kamieniu parę osób; lubimy chodzić z mężem razem, bo idziemy swoim tempem, nie ma parcia na wyścigi i to nam odpowiada, a może już zdziczeliśmy w tych krzakach i nie za bardzo chcemy do gęstwy ludzkiej; serdeczności ślę.

Magdaleno, kuruj się, bo szkoda wiosny na choróbska, może bańki bezogniowe, może syropki z sosny, cebuli, to przynosi ulgę; zdrowia życzę i pozdrawiam.

Olu, tak, przecież to pierwsze pożywienie obudzonego niedźwiedzia; zrobiliśmy sobie w sobotę kiełbaski z mięsa mielonego z czosnkiem niedźwiedzim na grilla, podobne jak rumuńskie mici; dobre to było, delikatniejsze w smaku, niż z ząbkami czosnku; imprezy ogniskowe przyciągają samych fajnych ludzi, i śpiewy także; serdeczności ślę za San.

Natalio, tak, tak, wiem, że to Twoje klimaty, a i w góreczki kiedyś zjedziesz ze swojej północy; pozdrawiam.

Gosiu, tak było, lubimy bacówkowe klimaty, troszkę gorzej ze spaniem w wieloosobowym pokoju, ale jakoś daliśmy radę, na drugi raz wezmę zatyczki do uszu; pozdrawiam.

Ania pisze...

Wyjazd jakże brzemienny w wydarzenia ( hmmm, degustacja nalewek - to mi się podoba - jak można zostać jurorem w takim konkursie ;-) ? )W życiu nie widziałam podobnego łanu czosnku. Mam na grządce 7 roślinek, niektóre maja pączki i liczę na to, że się rozsieją.
Uściski i serdeczne pozdrowienia !

elektryk pisze...

Hey, jestem Bożenka, muszę przyznać, iż niezwykle frapująco piszesz twojego bloga, wielce życzliwie na niego wejdę myślę, że jeszcze nie raz, pozdrawiam Ciebie cieplutko, całusy !