wtorek, 8 marca 2011

Jeszcze na zimowo ......

W sobotę było bardzo wietrznie, myślałam, że posiedzimy na tarasie, w  wygodnym fotelu, z gębą do słońca i kubkiem herbaty z rumem, jednak nie dało się. A w chałupce jeszcze zimniej,  wszystko zmrożone, więc zeszliśmy  poniżej na śnieg, tam było ciepło od odbitych promieni słonecznych, a wiatr szedł górą.
 Po południu od Kopystańki nadciągnęły chmurzyska, ale w chatce było już cieplutko, od płyty kuchennej, a wieczorem nagrzał się już ten kamienny monument, zwany piecem. 

Pod piecem buzuje ogień, miłe ciepełko rozchodzi się po chatce.


       
                 Piec budowaliśmy sami, ja zbierałam i woziłam kamienie z potoku, a mąż murował. Okucia
                 pochodzą z rozebranej kuchni w kamienicy. pod piecem leży blacha z secesyjnym odlewem,
                 to przyczółek z łóżka, drugą taką mam w domu pod kominkiem.

                    Ma na sobie jeszcze jakieś wtapiane ornamenty, nie widać ich za bardzo, a i blacha
                                                   nie jest wyczyszczona.
                                     Kamienny komin prowadzi na górę, doskonale ją ogrzewa.


                                         Schowek na drzewo, murowany na krążynie, ha! wiem.


                     "Towarzystwo piernatowe", otulone w pledziki, tudzież zasypianie pod pachą, trzęsące się.
                                          Te moje psy, sieroty jedne - ten jaśniejszy - to Maksio
                                                   a ten drugi - to Bigos.

       
                          Wzgórze kalwaryjskie - widok od nas, ale z samej góry, uwielbiamy tam jeździć.


       
                                                           Widok na dolinę Wiaru


                                         Zjeżdżając z góry, mijamy cerkiewkę z cmentarzem .........


                           ..... a potem kościół w Huwnikach, tuż nad Wiarem, zbudowany z fliszu karpackiego,
                                 rodzimy materiał, używany w budownictwie -  do wszystkiego.


              Kapliczki kalwaryjskie, rozrzucone wśród malowniczych wzgórz, po jednej i drugiej stronie Wiaru...
                         

                                               Stara zabudowa, niedaleko klasztoru.


                                      Złapałam cień stareńkiej jabłonki, pokraczna, pokręcona ....

                       
                    .... a tu, na składzie drzewa, ktoś wyrzeżbił w korze buka całkiem wiosenną gałązkę.
                         Nie lubię okaleczać drzew, ale to wyszło komuś wyjątkowo zgrabnie.


              Zobaczcie, kto wczoraj przyleciał, najprawdziwszy szpak, zauważyłam go na siatce ze smalczykiem
              dostał pokrojone jabłka, pojadł i drzemał w słońcu na krzaku, chyba zdrożony. Wiosnę widzę.....
              Znowu przyleciał, siedzi przy karmniku, na razie jeden.
     

         Wszystkim Dziewczynom słoneczko przesyłam,  pozdrawiam serdecznie i idę czytać, co tam nowego.

28 komentarzy:

Inkwizycja pisze...

Mario, ależ tam u Was cudnie!
Towarzystwo piernatowe jest po prostu słodkie ;-)
Piec jest imponujący i świetnie wkomponowaliście różne wiekowe elementy, a najważniejsze, że super grzeje.
Przy okazji - wszystkiego najlepszego, kobitko, w dniu naszego święta ;-) Marzeń które się spełniają i ciepła w sercu!

M. pisze...

Fantastyczny piec! Przy blasze się obśliniłam, bo u nas w pokoju piec secesyjny...
W ogóle pięknie u Was i piękna kraina Was otula z wszystkich stron.
Bardzo poruszył mnie ten obrazek wyrzeźbiony na buku. Dlaczego aż tak? Nie wiem.
Wszystkiego dobrego Mario!

siedziba nawojów pisze...

Piec- baja! Widoczki z góry od siebie macie jak sie patrzy. Inaczej jak u nas w dolnośląskiej krainie.

Ananda pisze...

Mario - piec cudny! Jestem pod wrażeniem, tym bardziej, że to Wasz "projekt". No i bardzo się, cieszę, że w końcu mogę do Ciebie zaglądać :)

weszynoska pisze...

Och...mało oryginalna będę ;) Piec...bomba , nie wiem tylko czy kamienie dają ciepło podobne do kafli. Pochowane pod poduchami psiaki wyglądają swojsko. Najbardziej rozczulił mnie szpak..znaczy wiosna tuz tuż...
Pozdrawiam świątecznie- po babsku

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Inkwizycjo, piec długo nagrzewa się, ale i długo oddaje ciepło, blacha promieniuje szybciutko, a wiekowe elementy uratowaliśmy ze strychu kamienicy, gdzie mieszkał mąż, wylądowałyby na skupie złomu.
Magdo, blachom odpiłowaliśmy nóżki i służą nam dalej, obrazek odkryłam całkiem niedawno, a przejeżdżałam tamtędy tyle razy, nie patrzyłam po pniach.
Siedziba Nawojów, nam też się podoba, jak wyjeżdża się z lasu, to wzrok leci daleko, aż na Ukrainę.
Anando, mąż narysował patykiem na ziemi stąd-dotąd, ułożył okucia i robota poszła, tyle razy jeździłam po kamienie, że mieszkańcy na górze mówili, że chyba uczę się jeździć samochodem.
Weszynosko, na pewno nie można przytulić się do niego, jak do kaflowego, ale robotę robi, jak się nagrzeje, to trzeba okna otwierać na górze, bałam się o szpaka, jak przeżyje noc, ale przyleciał rano, pojadł i teraz śpi na pergoli, na wprost okna.`

gocha pisze...

Tak się cieszę, że trafiłam na ten blog. Moja samotniczo-wiejska natura uwięziona i krwawiąca w blokowisku chłonie takie opowieści i widoki bardziej niż gąbka wodę. Przynajmniej tak mogę oderwać się od mojej rzeczywistości. Czekam na dalej i więcej :)

aneta pisze...

Mario, ciekawam, jak przycinaliście te otoczaki, bo ładne krawędzie Wam wyszły. Samochód pewnie ledwo zipiał od tego ładunku :)) Wiosna u mnie w obejściu, to i do Was zaraz przyjdzie.
Szpaki u nas często na stołówkę, na jagody wiszące na winobluszczu. Raz na naszej szybie, akurat się patrzyłam!, jastrząb upolował szpaka. Odbił się od naszej szyby, złapał go w szpony a potem usiadł na ścieżce wymiecionej w śniegu, pod pazurami miał szpaka i siedział tak, dopóki ten nie przestał się szamotać. Bałam się ruszyć w tym oknie, żeby nie spłoszyć, widok był niesamowity!

aneta pisze...

A w Kalwarii to ja mam korzenie, tylko, że w tej Zebrzydowskiej. A Twoją zobaczę jak się dzień wydłuży

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aneto, te kamienie nie były przycinane, nie są to otoczaki. to są rzeczne, płaskie i raczej formy zbliżone do geometrycznych, chodzisz po takiej kamienistej plaży i wybierasz sobie, cegiełki lub takie, żeby miały chociaż jedną stronę prostą, bo ścianę licujesz, a do środka wrzucasz, co popadnie, mniejsze i większe. Wydaje się, że tych kamieni kiedyś zabraknie, nieprawda, po każdej powodzi woda wypłukuje następne pokłady, składa kamieniste plaże, zmienia bieg potoku lub rzeki, tam, gdzie kiedyś była droga, płynie woda. Fascynują mnie te kamienie, można znaleźć odciski roślin, znalazłam kamień, który miał na płaskiej powierzchni jakby doklejone 3 szczyty i nazwałam go Trzy korony i wbudowałam w wędzarnię. Tłumaczę sobie, że drapieżca też potrzebuje jeść, tak jest urządzony świat i on poluje, żeby przeżyć, ale nie zabija dla przyjemności samego zabijania. A polonez truck ledwie dyszał pod górę, pa.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Gocha, zaglądaj, i mnie sprawisz tym przyjemność, bardzo chcę pokazać urodę tych stron, pozdrawiam.

jola pisze...

O Matuchno jakie cudne te piernatowce, przypomniałam sobie jak przyjeżdżaliśmy jeszcze na weekendy, wtedy był z nami nasz stary Kubuś (teraz biega gdzieś po łąkach niebieskich) i wyglądało to dokładnie tak samo, otulałam go kocykiem w łóżeczku dopóki dom się nie nagrzał. Pięknie u Was, ten piec jest wyjątkowy. My też mamy w chałupie kamień wyciągany z potoka, zrobiliśmy z niego podłogi w sieniach - sami, a co :)) Bigos i Maksio, do Bigosa pasowałaby nasza Słoninka :) Wiesz dzisiaj troszeczkę przypomniałam sobie dawne czasy, cały dzień byłam w Krakowie, więc jak wróciłam w domu zionęło lodem, no oczywiście nie takim jak za starych czasów - ale zawsze. Z Krakowa wróciłam z łupami, nareszcie mam glinę i parę innych rzeczy potrzebnych do tej roboty, teraz zabieram się do lepienia, bo Słoninka czeka na miskę :)) Chatka Wasza taka bajkowa...Macham do Ciebie z mojej Jaworzyny, uściski dla piernatowców

jola pisze...

Acha i jeszcze jedno - jakie tam sieroty - rodziców przecie mają :)

Ataner pisze...

Mario, alez u Ciebie uroczo i jakie widoki. Wiosna kiedy wszystko budzi sie do zycia jest pewnie jeszcze ladniej i te widoki az po horyzont.
Psinki widac, ze piesciochy. Nazwalas je sierotkami tak pieszczotliwie:)
A teraz piec! Kobieto, toz to cudo!
Twoj maz to zdolny facet, a Ty pracowita jak mroweczka. Troche tych kamieni musialas nanosic, efekt wspanialy. Uwielbiam takie piece, mozna powiedziec, ze maja dusze.
Grey Wolf pokazywal swoja kuchnie i u niego moja uwage rowniez przykul bardzo ladny piec.
Pozdrawiam:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jolu, Maksio też już jest stary, ma ze 12 lat, lekko nie dosłyszy i chyba niedowidzi, i z pyska mu śmierdzi, pewnie wszystkie zęby trzeba byłoby mu usuwać, ale to taka przytulicha, jeden zazdrosny o drugiego, głaskać muszę jednakowo, bo wszystko rejestrują. A Bigos umknął śmierci, pożarł go duży pies, miał operację, bo brzuch poszarpany i wszystko wychodziło, wylizał się, robiliśmy mu kroplówki w domu, zawieszane na lampie. To sznaucer miniaturowy, żywioł nieokiełznany. Z tego kamienia mamy też posadzkę na tarasie, ale mróz rozsadza, wymieniam po kawałku. Czekam na zdjęcia glinianych dzieł, pozdrawiam serdecznie, pa., Jolu miła.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ataner, ja to po prostu lubię. Jak jest zielono, też jest pięknie, za sadem falują trawy, a jakie burze z piorunami przetaczają się po niebie. Słuchamy, mruczy gdzieś, jeszcze nie wiadomo, gdzie, a psy już niespokojne i nagle zza góry wychodzi czarna chmura z błyskawicami, tulimy psy, uspokajamy, ptaki wpadają na taras, a tu my, obcy. Tak, piec ma duszę, zwłaszcza jak jest niżowo, dym przy rozpalaniu idzie na dom, minie dobra chwila, zanim wydobędzie się z komina. Ataner, też czekasz na wiosnę? Pozdrawiam ciepło.

Ataner pisze...

Czekam na wiosne z utesknieniem. Zime rowniez uwielbiam, ale z daleka od miasta.
Milego wieczoru Mario:)

mariola1111 pisze...

Piec bombowy. A chłód w chałupie nie jest mi obcy. W miniony weekend byliśmy na naszym letnisku - termometr w POZIOMCE wskazywał -3 stopnie. Pięknie tam, choć zimowo.

Go i Rado Barłowscy pisze...

Jejciu! Udomowiłaś Pluszaka !!! :D O piecu nic nie napiszemy... Serdeczne cium i najlepszego.

Go i Rado Barłowscy pisze...

Acha! I jeszcze nic nie napiszemy o tej secesyjnej blasze. :D Ani o tapczanie. :D W ogóle nic chyba nie napiszemy. :D Pzdr.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Go i Rado, onego czasu byłam bizneswomen, prowadziłam działalność, m.in. handlowaliśmy różnymi towarami, czym się dało i na co był popyt. Były w tym też zabawki, pamiętam, jak przyszedł dziadziuś z malutką dziewusią, warkoczyki, niebieskie oczęta, falbaneczki, skarpeteczki. Zabieraliśmy do pracy naszego Maksa I, mieszaniec pudlowaty, kudłaty, akuratnie spał pod półką. Pochyliła się, paluszkiem dziabnęła powietrze nad psem i powiedziała MAŚKOTKA, pamiętam to do dziś. A wiecie, jak nazywa się u nas taka drewniana kanapa? BAMBETEL.
Wyciągnięta spod wielu warstw farby, nie wiadomo jakiej. Pozdrawiam Was mocno.

Dorota Narwojsz-Szal pisze...

Witaj Mario. Nie pisałam jeszcze u Ciebie do tej pory... jakieś mnie chmury naszły. Mróz mi żyć nie daje. Markotna jestem to i psuć humoru nikomu nie chcę. Oglądając zdjęcia śmieję się pod nosem. Dopiero teraz świat swój magiczny ludziom pokazujesz... i to gdzie zakorzeniony? W miejscu szczególnym. Gdyby ludzie wiedzieli gdzie to, zazdrościliby jeszcze bardziej :o) I ja lubię tę "odludność" pogórzańską. Ciekawa jestem, czy zamieszkasz tam kiedyś całkiem. To trudne do życia miejsce, nie przeczę, trzeba co dzień zmagać się z naturą, a ta rzadko łaskawa. Mi się też wydawało, że szpaka widzę... wiesz, już można sobie spacer po Arboretum urządzić. Otwarte jest w dni powszednie, tak w godzinach pracy.

Mam teraz klienta, który ma "bambetel" i zamierzamy wskrzesić go do życia, stanie w jego nowej kuchni.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Witaj, Doroto, a byłam przed chwilką u Ciebie. Chciałabym tam zamieszkać, ciepłą porą pomieszkuję coraz dłużej, ale muszę co jakiś pojawić się w domu, odwiedzić Mamy, pozaglądać do rybek. To trudny teren, zwłaszcza zimą, ale przecież ludzie też tam żyją, najwyżej zasypie. A i sąsiedztwo się pojawiło, kawałek ode mnie, ale dym z komina i światełko nocą w zasięgu wzroku. Brakuje nam światła, słońce cuda czyni, jak się naświetlimy, pojawią się endorfiny w nas i będziemy szczęśliwi.
Uśmiechaj się, to pomaga, nawet do zołzy. Pa, Doroto.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mariolu z 4 jedynkami, w takich miejscach do zimna trzeba się przyzwyczaić, na rozgrzewkę najlepiej jest odgarnąć śnieg lub porąbać drzewo do pieca, uważać na palce i potem już ciepło. Pokazuj Poziomkę jak najczęściej, no i nowe nabytki, lubię oglądać takie rzeczy.
Pozdrawiam serdecznie.

Go i Rado Barłowscy pisze...

U nas "bambetle" to tobołki. :D Co do Dziewczynki to jest jeszcze taka możliwość, że dziecko chciało po prostu Maksia poczęstować kotkiem. :D Pzdr.

weszynoska pisze...

Dopiszę jeszcze, że kalwaryjskie klimaty i nam nie są obce...kocham tam jeździć , byłam kilkanaście razy, zawsze mówię, że ładujemy akumulatory na dalszą wędrówkę po życiu. Kalwaria wycisza, motywuje, uspokaja i daje wielki zastrzyk wiary i miłości do ludzi.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Tak, Weszynosko, po pobycie tam wydaje mi się, że jestem lepsza.Tylko nie puszczam męża do Kaplicy Powołań, albo to wiadomo, do czego poczuje powołanie?
Go i Rado, to możliwe, nie pomyślałam, ej, figlarze. Króla Juliana i pingwiny, wstyd się przyznać, ale też oglądałam.

Anula pisze...

Maryś kuchnia mnie zauroczyła :)Macie talent. W pięknym miejscu masz swoja chatkę umiejscowioną.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję pięknie za maila i życzenia :)
Anula