środa, 9 marca 2011

Takie tam gospodarskie pogaduchy .....

Nie mamy u nas wody, jak oglądaliśmy mapy geologiczne, to trzeba by wiercić grubo ponad 20 m. Dawni mieszkańcy korzystali z wody, ze źródełka-studni. Pozostawione samo sobie zamuliło się spływającą wodą z pól, liście i trawa wpadała tam i pozostawała, ale najważniejsze, nie jest na naszym terenie. Co prawda,  mamy pozwolenie na korzystanie z niej, ale chcielibyśmy ją wyczyścić, pogłębić, ocembrować porządnie, doprowadzić wodę do chaty, zatopić pompę, ale jak tu czynić inwestycje nie u siebie?


źródełko obłożone kamieniami na sporą głębokość
Studzienka-żródełko latem i zimą, latem mieszkają w niej małe żabki i zbierają stworzenia latające, które wpadną do wody. W czasie roztopów, obfitych odpadów płynie stąd strumyk, później wysycha i poziom wody w studni opada. Na końcu tego okresowego cieku, dużo poniżej, jest studnia, wymyśliliśmy sobie, że musi tam iść jakaś żyła wodna, witki wierzbowe odchylają się, jesteśmy pełni nadziei, że jak wykopiemy studnię, taką prawdziwą, to u nas też pojawi się woda. Przywieźliśmy przyczepką 5 kręgów betonowych na studnię i 2 na szambo przy domu, woziliśmy po jednym, ciężar jak licho, trzeba jeszcze zdjąć z przyczepki. Przywiązywaliśmy liną holowniczą do śliwki, stara opona jako amortyzator dla spadającego kręgu i przyczepka odjeżdżała, nie pękł ani jeden.


Obok tych kręgów jest nasza stara piwnica, po którymś mokrym roku zawaliła się i osypuje się cały czas.
Jest w sporym oddaleniu od domu i nie była zbytnio wykorzystywana.


Żal nam tych kamieni, z których jest zbudowana, chcemy je odzyskać, tym bardziej, że planujemy mały loszek koło domu i materiał byłby gotowy, a kamienie są potężne. Koparka wybrałaby je łyżką, odrzucilibyśmy je na bok, a w to miejsce poszłaby ziemia ze studni.


Jest w niej po prostu niebezpiecznie, bo już dawno zrobilibyśmy porządek, przysypana ponad metrową warstwą ziemi, była w niej stała temperatura.
Póki co, do celów gospodarczych łapiemy deszczówkę, pod rynną zakopaliśmy plastikową beczkę, woda w niej jest zimna i nie psuje się, odkręcamy kranik i już.


Beczka jest estetycznie obmurowana kamieniami, przykryta siatkami, żeby nic w nią nie wpadło i nie utopiło się, a także wyłapała liście i owoce, które są w rynnie.



Na zimę woda jest spuszczana, bo zamarza do dna, tak jak ziemia.

W otworek wkręcany jest kran, na płaskim kamieniu można ustawić umyte gary. Wodę spożywczą przywozimy w 25l  bańkach od gospodarza na górze, on ma na podwórku 5 źródeł. Zawsze mnie to dziwiło, jak to, na górze, na dole powinna być woda, a mąż mi tłumaczy, że warstwice tak się układają i na górze jest.
.





Problemem w naszym starym sadzie jest jemioła, wiele starych jabłoni poszło pod piłę, na tych mniej zajętych wyłamujemy, wycinamy pasożyta. Ale to walka z wiatrakami, bo sąsiednie drzewa też są chore.
W chałupie grasują myszy, wygryzły na m w tym roku w lodówce dziurę tam, gdzie skropliny spływają i przegryzły kabel, trzeba było wieźć do naprawy. Wkurzyłam się, zakupiłam killera, a one mądralińskie zaniosły te kulki do mojego wiosennego gumiaka, musiały wrzucać z góry, bo buty stały przy półce.  
 
poniżej : nasz "czołg"
Najlepiej w tym terenie sprawdza się nasz stareńki "czołg", czasami coś mu odpada, trzeba przyspawać, pęknie jakiś wężyk, gryzie go rdza, ale służy wiernie. Ma jakieś przekładnie terenowe, nie straszny mu śnieg, ni błoto, mokra trawa bywa też problemem i jest diabelnie mocny, nawet karczowaliśmy nim pniaki po śliwkach, tylko ma za duży wir w baku, trochę ssie paliwo. Testowaliśmy różne miejsko-terenowe auta, ten jeden sprawdził się, reszta za delikatna. Na zakończenie trochę fotek z chałupy i obok.
schody na górę
ta komódka miała być wyrzucona, zdarłam z niej farbę, zalepiłam dziurki po kornikach, skrywa się tam sprzęt grający i nalewki, a tego roga jeleniego mąż znalazł na terenie grodziska - "horodyszcza"
Skrzynia na wiano mojej babci, prawie jej nie pamiętam, od środka wieka są jej zapiski, oryginalny klucz w zamku
                                                                                                                                                                            A te fotele miały być wiosną spalone na ognisku, ale są bardzo wygodne, wydziergałam z resztek                   ubranka na nie.. Maksiowi bardzo ładnie w tych kolorkach.

Widok zza sadu, było tu kiedyś pole uprawne

   Gdzieś wyczytałam , że podbiał jest oznaką przedwiośnia, jest zeszłoroczny. 

Wszystkim odwiedzającym życzę łanów pierwiosnków i modrych przylaszczek.    
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                     

20 komentarzy:

weszynoska pisze...

Jestem pierwsza??? Ha...no to napiszę, że mamy podobny pomysł na schody....jak nam wyjdzie to będzie u nas na blogu fota. A to już niedługo. A psiaki do fryzjera chodzą??? Bo jak chodzą to zapraszam do nas. Ja tez mam sznaucerka - 12 letniego pieprzaka.

gocha pisze...

Kolejna porcja oderwania się od rzeczywistości mnie otaczającej. Dziękuję :)

artdeco pisze...

pochwaly za komodke, a skrzyni na wino zazdroszcze :)

jola pisze...

Mario droga, jeżeli chodzi o wodę, to u nas było podobnie, długo nosiliśmy wodę ze źródełka w czym się dało, wygląda bardzo podobnie jak wasza kamienna studzienka. W górach problem z wodą to normalna rzecz, dopiero w 2005 zrobiliśmy razem z sąsiadami nasz prywatny wodociąg i mamy bieżącą wodę źródlaną, co za uciecha, a jaka dobra ta woda, zimna. Mieliśmy to szczęście, że ujęcie jest na naszej ziemi. Do podlewania moich kwiatów też zbieramy deszczówkę :)) Widzę, że byliście bardziej pomysłowi jeżeli chodzi o rozładunek kręgów, nasz niestety pękł :)) Gdybyście jednak zrobili porządek z tą zamuloną kamienną studnią i poprosili właściciela o piosemną zgodę korzystania z niej na wieczyste użytkowanie - może jest to jakieś wyjście? Cudnie w tej Waszej chatce, piękną skrzynię wypatrzyło moje oko, a Maksiowi absolutnie do twarzy w tych kolorach. Myszy - powiem Ci, że chyba zawsze w drewnianych domach będzie to problem - zwłaszcza jesienią te malutkie stworzonka z tobołkami na plecach wprowadzają się w każdy kąt i niestety trzeba z nimi walczyć, chociaż bardzo tego nie lubię. Jak patrzę na taką myszkę - to ładne to takie i żal mi się robi, ale wyjścia nie ma...
Czołg rewelacyjny, widać, że śniegi mu nie straszne, buziaki dla Was takie pachnące górskim wiatrem...

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Weszynosko, mamy mało miejsca, te były najlepsze, belka oparta o otwór w suficie i zamocowana w podłodze, jakimiś metalowymi klamrami, topornie wycięte piłą miejsca na stopnie, które są przybite ogromnymi gwoździorami, a wszystko to z resztek topolowych, pozostałych po budowie domu. A schody Wam wyjdą, to prosta robota. Psiaki nie chodzą do fryzjera, sama strzygę je 2 razy do roku, co kończy się bąblem na palcu po nożyczkach. Wzięłam naszego "pieprzaka", bo nie miał ciętego ogonka i uszu, Maksio ma przycięty, ale zostawiam mu włosy, z których robią mu się dredy, co to za pies bez ogonka, nawet nie widać jak się cieszy, i nie robię mu tych wszystkich paskudnych pomponików, wszędzie jednakowo.

Gocha, cieszę się,że z przyjemnością patrzysz na te wymęczone wpisy, a to krzywo, a to ucieknie gdzieś, z czasem będzie lepiej. Też lubię łazić po blogach i patrzeć, podpatrywać, nabierać weny, bo pomysły są niesamowite.

Artdeco, lubię stare rzeczy / no nie antyki, tylko takie wyszperane u rodziny/ albo takie z duszą, i drewno. Jest przyjazne, ciepłe, czasami wygładzone ludzką ręką, pozdrawiam.

siedziba nawojów pisze...

My mamy szczęście posiadać studnie przy domu. Głeboka na jakieś osiem metrów, cembrowana piaskowcem. Teraz we wsi budowany jest wodociąg; z ciągłymi problemami(do dziś nie funkcjonuje). Nie ma jednak jak własna studnia - dlatego gorąco zachęcam Was do "uproszenia" właściciela gruntu o zgodę na zadbanie o źródło. Wasza praca jest argumentem nie do podważenia!!
Pozdrawiam dolnośląsko!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jolu, nie jest to takie proste z tymi właścicielami, sprawa nieuregulowana, dziadek zmarł, mnóstwo spadkobierców, jeden się zgodzi, drugi nie, a na koniec sprzedadzą ziemię. Chcieliśmy kupić, do wysokości sadu i z wodą, ale nie ma z kim rozmawiać, gospodarz z góry /ten od 5 źródełek/ wziąłby pole, trzyma rękę na pulsie i może kiedyś, jak zrobią porządek w papierach. Póki co, spróbujemy na okresowym strumyku, w zeszłym roku koparka była nie do zdobycia, osuwiska dróg, regulacja szalonych potoków i samego Wiaru, wszystkie siły koparkowe zaangażowane, może wiosną nam się uda, jak zejdą śniegi i ziemia puści. Prysznic ogrodowy mi się marzy, po koszeniu trawy - spłukać się, malina, a tak, to miska lub potok.Jolu, ta woda u Ciebie to płynie sobie pod własnym ciężarem, taka zupełnie Twoja, bez rachunków? Czy masz tam jakąś pompę? Oprócz myszy mam jeszcze popielice, traktują nas jak intruzów, kto też spokój im zakłóca? Podejście do myszy mamy takie samo, dałabym im jeść, żeby nie przychodziły do domu.Pa.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Siedzibo Nawojów, własna studnia to skarb, zawiłości z właścicielami wyjaśniłam powyżej, u Joli. Powiem Wam, że jednak co swoje, to swoje, w końcu kiedyś ktoś weźmie lub kupi tę ziemię i dopiero wtedy byłby problem. A ja chciałabym swoją maciupeńką łazieneczkę, żeby w nocy do sławojki nie chodzić, umyć zęby przy umywalce, a nie na kamieniu lub pniaku składać szczotki i kubki, pomieszczenie za piecem stoi gotowe. Czy będziecie podpinać się do wodociągu wiejskiego?
Pozdrawiam serdecznie.

Inkwizycja pisze...

Mario droga, absolutnie zachwycające jest źródełko i piwniczka w stanie rozkładu, i schody, i beczka obudowana kamieniami, wspaniała! Czytam Twoje (Wasze) opowieści z wypiekami na twarzy i już nie mogę się doczekać, kiedy tez tak będę mogła się męczyć z dojazdem zimą, brakiem wody i zawalonymi piwniczkami...
W kwestii myszy długo byłam bezradna, najpierw miałam jedną myszkę, której wykładałam w spiżarni smakołyki (serek, orzeszki itp), więc oczywiście pojawiło się ich więcej... jak pisze Jola - całe korowody z tobołkami na plecach... niszczyły mi absolutnie wszystko - przegryzały kartony z sokami, a nawet opakowania z lekami... kable od miksera... Wpuszczałam do spiżarni koty, ale nie dawały rady zapolować pomiędzy słoikami, a myszy nic sobie z ich obecności nie robiły ;-) Nie miałam sumienia się ich pozbyć, zamykałam wszystko w puszki i słoiki, aż w końcu Padre wydał im wojnę... skuteczną ;-(
Maksio wygląda na bardzo szczęśliwego na swoim fotelu ;-)
A powiedz mi, Mario, bo jakoś nie mogę znaleźć - Wy tam mieszkacie na stałe, czy dopiero planujecie na przyszłość się przeprowadzić? Cudnie tam...
PS
Chciałam uprzejmie zauważyć, że pod jemiołą świetnie się całuje ;-)

Go i Rado Barłowscy pisze...

A my kochamy myszy miłością głeboką i czystą! Powód? To wrećz idealne sublokatorki w porównaniu z WIEWIÓRKAMI!!! Te śliczoty dopiero potrafią dopiec i napsuć, ho ho.

Mamy to szczęście, że głeboka studzienka u nas tuż przy chałupie. Kilka metrów koło domu, na naszym biegnie też rura wspólnego dla kilku gospodarstw ujęcia wody pod własnym ciśnieniem. Chwilkę tylko wahaliśmy się, co wybrać. No i pociągnęliśmy wodę z tylko naszej studni, choć łączy się z małżeństwem z hydroforem, a jest chyba najbardziej znienawidzone przez Radka urządzenie techniczne..

Posłuchaliśmy jaskółek :D

Prócz cudeniek na pierwszym planie Radek wypatrzył u Cię śliczny, ceramiczny kufel. Takie naczynia Radek ubóstwia! (Nie tylko kolekcjonuje, ale i ratuje przed nieużywaniem, w czym mu skromnie staram się pomagać :DDD)

Uściski
Go

U nas właśnie sypie dość gęsto śnieg, a podbiał wciąż nie kwitnie...

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Inkwizycjo, jeśli dobry los pozwoli, chcemy tam zamieszkać, ale teraz dzielimy czas na letni i zimowy, latem mieszkamy i dojeżdżamy do miasta, w zimie na odwrót. Na początku byłam zadowolona z tego pasożyta, obdarowywałam na święta, syn z kolegą jednego roku robili świąteczny biznes na jemiole, przyjeżdżali handlujący, a jej zamiast ubywać - przybywało i coraz bardziej niszczyło drzewa. Tyle jej jest, że czasu by nam zabrakło przez to całowanie na inne, równie przyjemne rzeczy, pa.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Gosiu, z którymi wiewiórkami, tymi rudymi?
Kłopoty z hydroforem znam, jak teść mój
uruchamiał go na sezon letni u siebie, to trzeba było schodzić z drogi, krew się lała i wrzała. Ale macie swoją osobistą wodę, u mojej mamy w kranach jest woda wodociągowa, a do domu przynoszona ze studni, bo lepsza. A taki kufel macie u mnie, jak przyjedziecie na Kopystańkę, takie naczynia trzeba używać, bo tracą blask. Pogoniłam zebrać pranie, bo jak na Strzyżowskim sypie, to i do nas przylezie. Podbiał zbiera siły. Pozdrawiam.

jola pisze...

Nasz wodociąg zrobiony jest sprytnie, poniżej domu zrobione są dwa olbrzymie zbiorniki na wodę, osadnik i pompa. Na górze powyżej domu kolejny zbiornik. Pływaki ustawione są w zbiorniku górnym i jeżeli poziom wody spadnie poniżej nich włącza sie pompa i dopompowuje. Z górnego zbiornika woda, pod własnym ciśnieniem idzie do domu. Tak, że praktycznie za darmo, koszt pracy pompy jest jaikiś groszowy, bo i nie pracuje ona przy każdym odkręceniu kurka. A i zapas wody duży na wypadek braku prądu :)

siedziba nawojów pisze...

W przyszłości mamy zamiar podłączyć się do wodociągu, ale najpierw musi zostać oddany do użytku. Póki co jest doprowadzony do połowy wsi. Co ciekawe uznany jest za inwestycję zrealizowaną, bo jak twierdzą w gminie każdy się może przyłączyć. Tyle, że nie ma odbioru z sanepidu dopóki...się wszyscy nie przyłączą. Byczo!!!

Ataner pisze...

Mario, bardzo mi sie u Was podoba. Trudno uwierzyc, ze sa jeszcze takie piekne i nieskazone miejsca w Polsce.
Swietnie to wszystko urzadziliscie, zarowno na zewnatrz jak i wewnatrz. Twoj dom jest cieply i przytulny. Dobrze, ze nie wyrzucilas komody prezentuje sie znakomicie i skrzynia babci rowniez cudowna.
Myszy rozwalily mnie na lopatki, az nieprawdopodobne jakie to cwane bestie.
Pozdrawiam serdecznie:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ha, u dziewczyn wyżej z tobołkami sprowadzały się do domu!
Ataner, widzieliśmy jak myszy z dachu przechodzą na śliwkę i mówiliśmy, że mamy myszy nadrzewne, pa.

Go i Rado Barłowscy pisze...

Tak Mario! Zwykłe-niezwykłe rude wiewiórki! Niech je cholera, pięknoty jedne! Za kufel kłaniamy się nisko po kozacku-szlachecku w pas! Fakt! W takim kuflu nie widać ani koloru, ani "poziomu" piwa, ale ten głuchy, mocny, głośny stuk kufla o kufel chyba rzeczywiście Diaboła odpędza! Pzdr.

Asia i Wojtek pisze...

Przepiękna skrzynia! Mam niebywała słabość do kufrów i skrzyń wszelakich. W każdym muzeum i skansenie fotografuję głównie skrzynie... Co do wody - u nas studnia nie jest głęboka ( na głębinówkę zbieramy kaskę , do wodociagów przyłączać się nie chcemy, chociaż teoretycznie można by było. Na razie mamy zwykła studnie i filtr na zasadzie odwróconej osmozy z opcja mineralizowania. Woda jest pyszna i ma bardzo dobre parametry - najpierw zrobiłam analizę samodzielnie wykorzystując preparaty akwarystyczne:-)))a potem dla pewności daliśmy wodę do badania. I jest OK.
Pozdrawiamy Serdecznie!
PS. Świetne te wiklinowe otulacze!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Asiu i Wojtku, skrzynia była kiedyś mobilna, pamiętam z dzieciństwa, miała drewniane kółka, ale potem wyrzucono ją na strych w nowym domu i kółka nie były potrzebne. Wewnątrz, z boku ma taką malutką skrzyneczkę-skrytkę z przykrywką, były tam trzymane jakieś ważne papiery "austriackie", chyba nie przesadziłam, bo byliśmy w czasie zaborów pod Austrią.
Może warto zostać przy starej studni, o ile jest wydajna. Mam jeszcze słabość do plecionek wszelakich, pa.

Sunniva pisze...

To fakt,jak nie ma wody jest problem.Mam jednak nadzieję, że uporacie się z tym problemem. Ja na szczęście mam swoją studnię z cudowną wodą. Mario droga,jest u mnie płotek, ale nie mój ;) tylko rodziców.Mieszkamy sobie w jednym siedlisku, lecz nie przeszkadzamy sobie zupełnie, ponieważ moja chata jest z drugiej strony płotu;) Rodzice mają dom murowany,a ja swoją chatę uratowałam od zniszczenia. To stara obórka z bali, która stryj mojej mamy po wojnie skądś przytargał;)Wyremontowałam i mam:). Upss ,ale się rozpisałam :)Pozdrawiam ciepło