wtorek, 15 marca 2011

Natchniona innymi......

Od kiedy zaczęłam podczytywać różne blogi i we mnie zaczęła kiełkować chęć, aby coś stworzyć własnymi rękami, na wzór tych oglądanych, na pierwszy ogień poszły wianki kręcone z giętkich patyków, ozdabiane owocami, szyszkami, wiechcie dzikich ziół do powieszenia, malunki na kamieniu, a potem butelkach i słojach.


Widzicie te artystyczne pajęczyny? pająków mamy dużo, ale nie boimy się ich, zioła zebrane na łące za sadem, dzika mięta, dziurawiec i lebiodka /jakaś odmiana dzikiego oregano/.




Te wianki są późnojesienne, gałązki trzrmieliny, szyszki modrzewia i kasztany, młode gałązki derenia są zieloniutkie, potem ciemnieją, z grubszych, giętkich gałęzi były robione łuki przez wiejskich chłopaków, jak pasali krowy, to dereń świd, jak go nazywali.

                                               
                                                   Z owoców głogu i jego kłujących gałązek.


A to wianuszek na  zakończenie budowy wędzarni, taka mała "wiecha",z różami z liści klonu, wszystko pomysły dziewczyn blogowych.



Tryptyk na kamieniu, Madonna z Dzieciątkiem, i święci, pewnie Cyryl i Metody, bo tacy mizerni. Kamienie wyszorowałam, wysuszyłam na słońcu i potraktowałam farbami witrażowymi, takimi dla dzieci w szkole w tubkach, najpierw złote kontury, wyschło i wypełnienie kolorami. Zrobiłam jeszcze rybki do oczka wodnego, ale mocno zarosły glonem i nie można zrobić im zdjęć. I jeszcze motylek na białym kamieniu u wejścia do domu......


 .... butelki i słoje do nalewek, ponieważ dzisiaj było pochmurno, lampa błyskowa zadziałała, obwódki witrażowe jakieś fluoroscencyjne się zrobiły, a nie są, wszędzie błysk. Jak ma się czas, z którym nie wiadomo co zrobić, można pobawić się takimi malunkami,  a wiecie co? spróbuję jajka pomalować w witrażyki na święta.
"Popełniłam" jeszcze dwa malowane kamienie, naoglądałam się ich u Joli "Świat Olfy" i bardzo mi się spodobały, myślę, że nie pogniewasz się Jolu, za te mizerne usiłowania moje, jak kiedyś może je ujrzysz.


A w klamociarni uwielbiam szperać, takie ceramiczne różności wygrzebałam:


Worek na kartofle, z dziurkami wentylacyjnymi na plecach, myszy jedzą też surowe kartofle /jak u Gosi i Radka nie zjadły makaronu?/...

 ... rumtopf będzie służyć za pojemnmik na mąkę,  obok urna na cebulę, też zjadają.....






..... killera mogę wystawiać przez zimę, bo na wiosnę budzą się moje przyjaciółki prześliczne, popielice, też szkodnice, jak licho, łagodne, ciekawskie. można je za ogonek pogilgotać, jak siedzą na belce ......





.... jak wieża z minaretu,  wypalona glinka z otworami, a jak wstawię świeczuszkę, będą chyba efekty.....


.... kubek z glinki  , jak wyżej, z efektami 3D, konik szkliwiony, łeb wystaje poza, hm! spodobał mi się...


.... i na koniec: skrzatów trzech, może chałupę popilnują, jak nas nie ma.


Nie, jeszcze nie koniec, moja fascynacja kamieniami trwa, jak mapa, zielone plamy - to obszary leśne, linie - to drogi, tylko na co komu tyle dróg? Znalazłam go w potoku poniżej nas.
Wyszłam do ogrodu popracować po południu, od sąsiadów ryczała muzyka, zapamiętałam:
Ostatni dzień, ostatnia noc
Splecione ręce, totalny szok
i znowu:
Ostatni dzień .....
Jakoś tak to było.
 Życzę Wam  pozytywnych, totalnych szoków i  splecenia rąk, pora ku temu piękna.

 Gonię z tymi postami, bo za chwilę robót różnych dużo, i w domu, i na Pogórzu, a tam nie ma łączności ze światem, na razie mamy talerz zamontowany, reszta później, pa.                             

21 komentarzy:

ankaskakanka pisze...

Wszystko takie wiejskie, klimatyczne... Popielica super.

aneta pisze...

Z każdym postem coraz większa ciekawość: co tam jeszcze chowasz w zanadrzu? Jakie zdolności ukrywasz? Jakimi jeszcze talentami jesteś obdarzona?
Jak to wszystko komentować?
Pozostaje tylko wzdychać.... :)

aneta pisze...

U mnie wiosna na całego. Wychodzące tulipany, pąki, ptaki, trawa chyba trochę zieleńsza... i nawet chwila wolnego czasu na jedną deskę się znalazła :) Pozdrawiam wiosennie ;)

Go i Rado Barłowscy pisze...

Maryjko! A ja głupia, odcinając w sobotę odrosty od licznych naszych niepotrzebnych pniów, uparłam się upleść choć tycią tycią kulę. Oczywiście poległam! Mogłam zacząć od wianuszków, oj mogłam.
Jednak wianek z głogu to chyba krwawa robota?

My pajęczyny i pająki lubimy i cenimy za eksterminację różnych nie dających na wsi żyć fruwaczy, z muchami na czele. Nie wiem, czemu pajęczyna w kącie ma świadczyć o niechlujstwie. Ja nawet kiedyś sama, jako że malować nie umiem, rozpięłam dratewkową pajęczynę na "pobabciowej" pięknej, wielkiej ramie :DDD. Wisi do dziś, tylko pajęczynowymi, prawdziwymi "kotkami" obrosła :DDDDDDDDDD

Zdobycze klamociarskie super, serce najbardziej mi się do skrzatów wyrwało, choć jak baśń ludowa mówi, czasem i dokuczliwe być potrafią.

Kamienny tryptyk ujmujący. Chylę czoła. Rado zresztą też :D

Pisz jak najwięcej, bo jak to mistrz Kochanowski słusznie zauważył: "daj, czegoć nie ubędzie, byś nawięcej dała"!!!!

Serdeczności
Go z Radkiem za podpowiadacza

jola pisze...

Cudne kamienne malowidła, widać, że kochasz Ty kamienie, oj kochasz, a i jest za co, a one Ci się odwdzieczają poddając się Twoim zwinnym dłoniom, ten tryptyk jest przecudny. Pajęczyn Ci u nas dostatek i jak piszą Go i Rado szczególnie w lecie zostawiam ich co nieco, bo to naturalna muchołapka :)) Ja też kiedyś kupiłam farby do szkła i próbowałam cos tam namalować na moich słoikach, ale się zniechęciłam, bo jakoś niesporo mi to poszło - rozmywała się ta farba, nie chciała mnie słuchać. Mój brat rzeźbił w kamieniu, przepiękne rzeczy wychodziły spod jego rąk, teraz jakoś zaniechał tej roboty, a szkoda wielka, niestety...wianków i wianuszków też się naplotłam, ale z głogu nie próbowałam - a cudny Ci wyszedł, a robiłaś snopki ze zboża? Ja co roku robię nowy i stawiam w kącie w białej izbie, jakoś tak mi się wydaje, że dzięki niemu cały rok będzie dla nas dobry - trochę to głupie, sama nie wiem skąd mi się to wzięło. Te skrzaty przypominają mi dzieciństwo mój tata codziennie opowiadał mi bajkę o krasnoludku który miał na imię Koszałek Opałek - myślę, że wymyślał ją co wieczór, a Twoje skrzaty wygladają mi właśnie tak jak te z taty bajki.

Inkwizycja pisze...

I u mnie pajęczyn dostatek, a jak czasem w przypływie szaleństwa chatę omiatam, to ostrożnie, żeby pająków nie skrzywdzić.
Ptaszydła na-kamienne przepiękne... i wianki cudne... a skrzaty z takimi szelmowskimi minkami siedzą ;-) Urokliwie u Ciebie, to głównie zasługa Twoich zdolnych rączek i pracowitości (wciąż mam w pamięci piec- wędzarnię i chlebowy). A okolica Ci się odwdzięcza, swoją urodą i potencjałem... takie przyjaciółki-popielice też mogłabym mieć ;-)
Ściskam czule!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ankoskakanko, z popielicami jestem zaprzyjaźniona, kiedyś przyjeżdżamy, zawsze ubieram chusteczkę na głowę, bo nie lubię, jak włosy łaskoczą mnie po twarzy, a tam coś na półce od wieszaka śpi, widzę jak moja chusteczka porusza się z oddechem .... czego? popielica zrobiła tam sobie gniazdko, zostawiłam ją w spokoju a niech tam! ale ślady bytności zostawiają wszędzie, znaczy bobki. Pa.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Anetko, talenty ci u mnie takie babskie, pomalować, podziergać, upleść, tylko zdążyłam zdjęcia porobić i teraz pokazać, myślę, że każda z nas potrafi mniej lub bardziej takie rzeczy zrobić. A komentarz wystarczy malutki, taki ślad, że byłaś.
A deska, co za deska?
Dzisiaj wyszłam trochę do ogrodu, zdjęłam warstwę magnoliowych liści z rabaty, a tam wszystko rośnie, pod krzakiem kępa przebiśniegów, przylaszczki niebiesiutkie, kosy wygwizdują rano i pod wieczór, ale miło.
Pozdrawiam serdecznie, pa.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

A wiesz, Gosiu, trudności trzeba stopniować, a Ty od razu z grubej rury, te kulki to dobry pomysł, do licha, przecież to wszystko robią ręce ludzkie, damy radę.
A wiesz, co mówią: Szczęśliwa chałupa, gdzie pająków kupa i tego się trzymajmy.
Kiedyś marzyła mi się firanka jak pajęczyna na oknie i zeszło do dzisiaj. Wianek z głogu nie skrwawił mi rąk za bardzo, bo miałam sekator, ha!
Pozdrawiam Was, Sąsiedzi zza Sanu!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jolu, co tu dużo mówić, lubię kamienie, a skąd mi się to wzięło, to nie potrafię powiedzieć. Łażę po tych kamienistych, potokowych plażach, każdy kamień inny, każdy chciałabym zabrać, odciski roślin można spotkać, leżą u mnie i czekają na swoją kolej, jeszcze nie wiem - jaką. Jolu, gdzieś znaleźli taki kamień, topornie rzeźbiony, Matka-Natura, duże piersi, brzuch, płodność - to fascynujące, chyba zrobiony przez ludy pierwotne. Moje dzieciństwo i wiek młody - to praca w polu, umiem ukręcić powrósło i zrobić snopek, a zwyczaj Twój dobry, tak robiło się na Wigilię, snopek w kącie wróżył pomyślność, przesunęłaś to tylko w czasie, ale nie szkodzi. Zachęć Brata do rzeźbionek, na pewno są piękne. Dobrej nocy!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ojejku, Inkwizycjo, Ty wiesz, jak one paskudzą? Zostawiają takie grube boby, są aktywne w nocy i strasznie hałasują, nie chciej się z nimi zaprzyjaźniać, dobrze ci radzę. Ja muszę, bo wlazłam do ich domku i traktują mnie jak intruza. I co z tego, że im tak dobrze z oczu patrzy? Wredne są! Zołzy jedne, kiedyś mi nawet dziecko swoje podrzuciły, tak na poważnie, nie zdołałam go uratować, nie wiem, ile leżało w domu, a nas nie było.
A kosy koncertują rano i pod wieczór.
Ciepełko ślę, dobranoc.

Ataner pisze...

Chyba przestane czytac Twojego bloga, jestem zazdrosna, a do tego w moim przypadku zero talentu :)))
Mario! bardzo dobrze, ze piszesz i nie przstawaj a zazdroszcze Ci twoich talentow w pozytywnym slowa znaczeniu.
Pozdrawiam serdecznie:)

jola pisze...

Chyba się nie da, mój brat pięknie rzeźbił w drewnie i kamieniu, malował, to taka artystyczna dusza-samouk. Niestety dopadła go wstrętna schizofrenia, zamknął się w sobie, mówi, że nie potrafi już nic robić. Kiedyś zawiozłam mu kawałek lipowego drzewa, żeby wyrzeźbił mi Anioła, chciałam go jakoś wyrwać z tej beznadziei, wziął się do roboty i owszem, ale nie chciał mi oddać onego, twierdził, że kompletnie mu nie wyszedł, zabrałam przemocą i teraz stoi u mnie w sieni taki toporny świątkowy anioł - mnie się podoba. Niestety był to ostatni - Janek nie da się więcej namówić na chwycenie dłuta ani pędzla:( Jak na niego patrzę, to serca pęka z żalu..

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ataner, w Tobie na pewno drzemią talenty, tylko ich jeszcze nie odkryłaś, a do tego potrzebne są babskie wieczory, wymiana doświadczeń, takie spokojne pogaduchy, też mi tego brakuje. Jak do Ciebie piszę, to zawsze zastanawiam się, jaka też pora dnia lub nocy jest za wielką wodą.
Pozdrawiam z przebiśniegami białymi.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jolu, to chyba bardziej choroba duszy niż ciała, tak mi się wydaje. Z coraz szybszym tempem życia dopadają nas różne paskudztwa, niszczące nas i nasze życie, w pewnym momencie trzeba przystopować. Może kontakt z przyrodą ulży Twemu bratu, ma na imię Janek, jak mój brat. Mówię kiedyś do męża, nie dziwię się, że ludzie zostawiają wszystko i wynoszą się na pustkowia, odludzia i tam sobie żyją, może biedniej, ale spokojniej. Dobrych myśli, Jolu!

M. pisze...

Jejku, nie nadążam z komentarzami!
Szczerze podziwiam cudeńka wychodzące z Twoich rąk. Ja to jakiś antytalent manualny jestem ...
W naszej rodzinie wszyscy kochają i zbierają kamienie. Kieszenie od kurtek ciężkie i porozciągane od codziennego noszenia znalezisk. Weronika z maniackim zapałem maluje małe kamyczki "witrażówkami", rozrzucone koło schodów wyglądają jak szkiełka z kolorowych butelek.
W naszej okolicy jest trochę niebieskich kamieni. To wpływ manganu? Kiedyś, udało mi się znaleźć na 15 hektarowej łące, zgubiony przez przyjaciela, niebieski kamień. Oczywiście nie miałam żadnych szans na odnalezienie go w trawie. Sam zawołał - tu jestem!
Mario, cudowne śpiące łabędzie!!!
Tryptyk jak z galerii...
Kamienna mapa może gdzieś Cię zaprowadzi?
Pozdrawiam serdecznie Magda

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo, co to za niebieskie kamienie? Pamiętasz taką książkę: "Karolcia", tam też był czarodziejski, niebieski koralik. Na pojezierzu chyba dużo jest kamieni okrągłych, wygładzonych, bo tam lodowce mocno wędrowały. A Ty wcale antytalentem nie jesteś, tylko nie masz czasu, przy zwierzętach jest dużo pracy, w domu też. I nie myśl sobie, że ja tak bez przerwy coś robię, tylko od czasu do czasu. Pa, M.

Ataner pisze...

Mario, dziekuje za przebisniegi. Kiedy u mnie jest 12.00 w nocy u Ciebie to juz 7.00 rano.
U mnie siedem godzin do przodu a u Ciebie siedem do tylu:)
Milego dnia zycze!

Anula pisze...

Jestem pod wrażeniem wszystkiego!!!! Tryptyk przepiękny i co za pomysł, zeby go na kamieniach namalować. Skrzaty bardzo ładne. Pisz, Marysiu pisz jak najwięcej.
Serdeczności
Anula z Chaty

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Dzięki, Anulko, zaczęłam od rybek do oczka, potem był tryptyk, nie spodziewałam się, że spodoba się .
Pozdrawiam serdecznie, z deszczem.

malaala pisze...

Bo to taka frajda coś tworzyć :)!!!!Obejrzałam waszego bloga , urokliwe miejsce ,naprawdę!!! :) A ten grill i piec....cudeńko