poniedziałek, 14 marca 2011

Rzecz o wędzeniu.

Naczytawszy się o domowych wędlinach, serkach wędzonych, pstrągach, słoninkach marynowanych, zapragnęłam i ja takich specjałów. Na początek w ogrodzie, w mieście, stanęła beczka metalowa po oleju spożywczym, na kamieniach murowanych jako podstawa, dla ozdobności deseczkami otoczona i sznurem w szerokiej talii przewiązana.



Palenisko było w ognisku, rura metalowa do beczki i można wędzić, sprawdziła nam się znakomicie. Jak są duże śniegi albo nie ma czasu jechać na Pogórze, wędzi aż miło.


Ale my chcieliśmy taką ładną wędzarnię, z kamieni, w stylu chatki  na Pogórzu. Naprzeglądaliśmy się  różnych pomysłów, projektów i zaczęliśmy budować po swojemu. Mąż narysował na ziemi prostokąt: tu wybierzesz ziemię, podsypiesz piaskiem i będzie zbrojona płyta wylana, a na niej reszta. Razem zbudowaliśmy palenisko, resztę kleiłam sama, najwięcej kłopotów przysporzyła mi owa krążyna, ułożyłam warstwę kamieni, o matko, przecież to nie tak, trzeba zdjąć i od nowa, bo kamienie trzeba było na sztorc kłaść, a nie na płasko. Mąż mówił mi, co i jak, a potem jechał do pracy.


Po położeniu kamieni trzeba było odczekać i ładnie wyczyścić zaprawę pomiędzy kamieniami, bo jak stężała, to nie pomagały żadne szczotki druciane ani szpachle.


Potem wybudowałam komorę, osadzając w niej zawiasy, hm!, nie będę pisać, co się sypało i lało przy tej robocie, trzeba było zachować pion i poziom, kamień każdy inny. Schody zaczęły się, gdy robota przeniosła się wyżej, drabina i z każdą kielnią zaprawy i kamienia do góry, a kamienie dalej krzywe, przymierzać, pięć razy przykładać i do góry, i do góry. No nareszcie komin, potem dach z desek , ale najpierw trzeba było osadzić słupy, takie tylko okorowane, proste pnie, z wyrostkami jak ostrewki, bo będą wieszaczki.


A potem blat, jest duży, można na nim pospać w słoneczku, co sprawdził mój mąż.
I nie myślcie, że trwało to tak krótko, jak opisałam. Trzeba było dowozić kamieni, żwiru, piasku, a to cementu zabrakło, jak to na budowie. Końcówka lata i jesień - zajęło to tyle czasu, a spory omal nie doprowadziły do kryzysu w małżeństwie.


Pierwsze wędzenie przypadło tuż przed świętami, zaczynał padać śnieg.


Kiełbaska musi powisieć, ułożyć się i obeschnąć ....


... a szynki i boczki dobrze ocieknąć z marynaty, w międzyczasie trzeba rozpalić w palenisku, ogrzać komorę, zadymić i można wędzić.




A wiosną, żeby nie chodzić po błocie, położyliśmy kamienną posadzkę, prosto ze schodów do domu.


Między kamieniami wsypaliśmy żwir, piasek, żeby odprowadzał wodę.

W następnym roku zachciało nam się pieca chlebowego, droga podobna do tej powyżej, stoi przytulony do wędzarni, dachy wchodzą jeden w drugi.
Komorę paleniskową wybudował mąż, ja dalej zajęłam się dopasowywaniem i murowaniem kamieni.
Komora jest z cegły, ocieplona wełńą mineralną z folią aluminiową, jak do kominków.


Wjakiejś klamociarni wpadł mi w ręce odlew żeliwny, został wbudowany w komin dla ozdobności, ale przez przypadek spełnia rolę sprawdzającą temperaturę pieca, jak niewiasta jest gorąca, znaczy piec dobrze nagrzany.


I oczywiście dach, drewniane rynny na drewnianych uchwytach, żeby na plecy się nie lało.




Chlebek wychodzi bez porównania lepszy niż z piekarnika gazowego, równiutko wyrośnięty, piekłam tam kartoflaki, bułeczki, placek z jabłkami, pizzę, zapiekane w garnku karofle z kaszą i serem, suszyłam śliwki, jabłka, grzyby. A zapach wypieków - mniam! Chlebek piekę pszenno-żytni, na zakwasie, rośnie w koszyczku, potem na łopatę i siup! do pieca. Wszystkie czynności muszą być zgrane w czasie, żeby w piecu nie było napalone za wcześnie, a ciasto niewyrośnięte, lub za późno, bo ciasto przerośnie.



Kombinat wędzrniczo-piekarniczy w okolicznościach letnich i zimowych.

Niestety, nie mam zdjęć gotowych wyrobów, bo nie wiedziałam, że wezmę się za pisanie bloga, ale postaram się przy najbliższej okazji coś tam pstryknąć. Frajda jest niesamowita, swoje wędzonki, swój chlebek, a i oscypki jeszcze robię i wędzę, ale o tym w innym poście.
Drzwiczki do paleniska i szyber wygrzebaliśmy na złomowisku, drzwi do pieca chlebowego zrobiono w zakładzie ślusarskim, tylko okucia do drzwi wędzarni kupiliśmy.
Jest to przedmiot naszej, a zwłaszcza mojej dumy, bo setnie się przy nim napracowaliśmy, no i chwalę się Wam, wszystkim zaglądającym tutaj.

 Tak wygladał niedzielny świt, grubo przed szóstą, psy mnie wyciągnęły, było ciepło i ptaki śpiewały, różne.


A potem już wyraźnie było widać, że śnieg niknie w oczach.





                                                W dali Kopystańka, lekko pobielona.

Blat kuchenny zamontowany, jest czyściutki, biały i niczym nie zakonserwowany, nie chciałabym go lakierować, tylko czymś zapastować, żeby nie przyjmował plam, ale czym?


Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytająch i oglądających /chyba przesadziłam z długością posta/.

27 komentarzy:

aneta pisze...

Olejem jadalnym, ale na pewno po nim będzie ciemniejszy :) Tylko trzeba po olejowaniu ze dwa zabiegi drobne zrobić, moje deski się nie psują i plam nie ma!
Mario - mam tak dużo do skomentowania i do napisania, że komentarze to zdecydowanie za mało! Z tego powodu przez kolejnych parę postów milczałam :)))
Buziaki

jola pisze...

Dziewczyno, Ty chyba czarodziejką jesteś jakąś, ile to trzeba wiedzieć, żeby chleb w piecu upiec i ta wędzarnia, po prostu brak mi słów. Wiesz w moim piecu też jest piec chlebowy, ale nigdy w nim nie rozpalałam, oj widze, że będę musiała ściągnąć zduna coby go przejrzał, zaraz po nim sąsiadkę, żeby mi pokazała co i jak z tym rozpalaniem. Jesteś po prostu NIESAMOWITA. Ja też mam blat drewniany z surowego drewna, niczym go nie impregnowałam, raz w tygodniu szoruję go szczotą ryżową i szarym mydłem i jest bieluśki, tylko trzeba bardzo uważać, nie odkładać łyżek po mieszaniu w garach bezpośrednio na niego, bo niestety zostają plamy i znów trzeba szorować. Marysiu zwaliłaś mnie z nóg :))

Asia i Wojtek pisze...

Świetnie wygląda Wasz kombinat wędzarniczo-piekarniczy:-)))Nasz na razie dopiero w planach...
Jeśli chodzi o drewniane blaty - wiem, ze sprawdza się dobrze olejowanie olejem z IKEA - ma atest na kontakt z żywnością i dobrze zabezpiecza drewno. Olej jadalny może stracić swoje właściwości pod wpływem np. wysokiej temperatury ( np gorącego talerza, czy kubka z kawą)

siedziba nawojów pisze...

Brawo! Fantastycznie! Teraz rozumiem Twoją fascynację kamieniem, łukami, stropami...Wędliny i chleb - ich zapach dolatuje aż na kraniec Dolnego Śląska!

weszynoska pisze...

ja ja ja ja...się zaczęłam jąkać z wrażenia....jestem w szoku i długo mi nie minie, oprócz tego jestem pełna podziwu za umiejętności.

Inkwizycja pisze...

Wiesz co, kochana, Ty lepiej nie pokazuj tych gotowych wyrobów, bo już tego nie zniosę ;-)
Wystarczyło mi, jak wybudowałaś i uskuteczniasz... no po prostu chylę czoła!
Chyba nie wiedziałam co robię, namawiając Cię na pisanie bloga... albo i wiedziałam ;-)!!!
Blat olejem albo niczym... wyrobi się i pięknie spatynuje z czasem ;-)
Ściskam Cię BARDZO czule, Czarodziejko!

Ataner pisze...

Nauczylam sie chodzic do sklepu spozywczego najedzona bo zawsze robilam za duzo zakupow i nie zawsze byly to produkty ktorych akurat potrzebowalam. Teraz bede musiala nauczyc sie siadac do komputera z pelnym brzuchem.
Piec jest rewelacyjny i pewnie sasiedzi wam go zazdoszcza.
Czy juz jest kolejka?

gocha pisze...

Najwyższe wyrazy uznania, podziwu i nie będę ukrywała - zazdrości też :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aneto, tak sobie pomyślałam, że znajdziesz dla mnie jakąś poradę, bo Ty jesteś przecież majster od drewna.

Jolu, nauczyłam się wszystkiego od MIRABELKI, wyhodowałam swój zakwas, nie zawsze się udawało, ale nie poddawałam się, raz pomyliły mi się mąki, z żytniej zrobiłam droźdżowe, jakiś niesmaczny kartoflak był. A w piecu, oprócz tego, że niewiasta ma być gorąca, to sklepienie paleniska musi
zbieleć od temperatury. Wykorzystaj swój piec, to sama radość. Dzięki za radę o blacie, pa.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Asiu i Wojtku, a więc wszystko przed Wami,
sama przyjemność szukania pomysłu, potem budowanie, ale wiem, że musicie najpierw dać sobie radę z remontem, a potem będzie czas na zbytki.

Siedzibo Nawojów, jak weszłam na Stołowe od strony Radkowa, a potem na Szczeliniec, to chciałam każdej skale robić zdjęcie, głazowiska na Śnieżniku, moim zachwytom nie było końca. Lubię kamienie, każdy jest prawie inny i ma w sobie jakąś historię, pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Weszynosko, Twoje jąkanie utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że Ci się podoba nasza robota, a to dla mnie radość.

Inkwizycjo miła, sprawiasz mi wielką przyjemność swoimi słowami. I co tu dużo mówić, puchnę z dumy, że ho, ho!

Ataner, a w sklepie stawiają specjalnie piece do pieczenia bułeczek, żeby zapach drażnił wygłodniałych ludzi i żeby kupowali więcej. Nie ma kolejki, bo sąsiedzi jeszcze w rozjazdach, jeszcze wyjeżdżają gdzieś tam do pracy.
Też lubię coś przekąsić przed ekranem,pa

Gocha, dzięki serdeczne, pozdrawiam.

Anula pisze...

Marysiu historia powstawania wędzarni i pieca niesamowita i wielki podziw dla Twojej pracy. Co do blatu to też słyszałam o oleju, tak tez konserwuje sie deski do krojenia. A co do palenia w piecu to czytałam taką anegdote, a może to prawda. Zawsze Baba rozpalała w piecu i chleb wychodził piekny, ale raz zaniemogła i chłop nanosił drzewa i rozpalił i .... chleb sie spalił. Za duże były wiązki. Baba miała wyczucie i wiedziała ile drzewa trzeba, a Chłop nie. Wyczytalam to jakieś książce o chlebie:). Ślinka cieknie mi na myśl o świeżym chlebku i oscypku wędzonym więc zmykam i Buziaczki przesyłam :)
Anula z Chaty
PS też uczyłam się piec chleb od Mirabelki

Go i Rado Barłowscy pisze...

Wiedzieliśmy, że Twój blog będzie świetny, ale nie spodziewaliśmy się aż takich objawień jak Wasza wędzarnia, czy piec. Uff. Dzięki Waszym talentom staliśmy się lepszymi ludźmi. Każdą rzecz, jak uczycie, można zamienić w dzieło sztuki.:D Pzdr.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Anulko, to prawda z tym wyczuciem przy paleniu, nie wierzę w żadne termometry, ręka jest najlepsza. Chlebek w piecu upiekę wcześniej, a oscypki muszą poczekać, dopóki krowy nie wyjdą na pastwisko. Wyszłam dzisiaj do ogrodu, przecież sprzątałam w jesieni, a tam taki bałagan, zdjęłam warstwę liści okrywających rabatę, a tam wszystko rośnie. Pa, pozdrawiam, a Ty szanuj zdrowie, bo jesteś dopiero po chorobie.

Gosiu i Radku, Wy mnie strasznie podbudowujecie, ja chcę tylko pokazać, co nas cieszy, co my lubimy, ja nie jestem kobietą walczącą, nauczającą, kontrowersyjną, ja jestem domatorką, że tak powiem, kurą domową.
A to, co pokazuję, to nie jest to chwalenie się, tylko nasza radość, którą chcę się podzielić z innymi, a chociażby z Wami. Uściski ślę.

M. pisze...

Mowę mi odjęło ...
Podziw i wielki szacunek dla Waszego dzieła wędzarniczo-piekarniczego!
Dla mnie to niesamowite, że zrobiliście wszystko sami, od projektu (prostokąt narysowany na ziemi :)), po ostatnią rynnę.
To wszystko wygląda tak profesjonalnie, jak byście całe życie spędzili budując piece i wędzarnie!
Rozpalona kobieta - fantastyczna!!!
My właśnie budujemy skromny piec chlebowy, lepiony ręcznie z gliny, ciekawe co z tego wyjdzie?
Pozdrawiam podziwiająco! Magda

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wyjdzie, Magdo, wyjdzie! Jak szukaliśmy pomysłu na nasz piec, to takie też przewinęły się, nie wygląd ważny, tylko jak spełnia swoje zadanie, najprostsze są najlepsze. Podobały mi się takie piece, na podstawie, jak małe igloo, z otworem do wsadu i kominem. Powodzenia!

Ananda pisze...

Mario!! dwa razy czytałam i nie mogę wyjść z zachwytu... Ty wybudowałaś własnymi rękami takie cudo? Jestem pod tak wielkim wrażeniem, że mowę mi odjęło... Efekt wizualny jest totalnie w moim klimacie, mimo, że jestem bezmięsna to już sobie wyobrażam smak oscypków, ziemniaczków i chleba...poemat.

Ps. Zdradzę Ci, że postawiliśmy w domu kuchnię na drewno z piecem chlebowym. Czy jako kompletny laik w tej materii będę mogła zdać się na Twoje rady??

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Anando, służę wszelką radą, jak tylko potrafię. Gdybym budowała teraz dom mieszkalny, to tylko z dużą kuchnią, piecem na drewno i chlebowym, jeszcze coś takiego było jak bradrura, do zapiekania lub trzymania potrawy w cieple, a jeszcze zapiecek by się przydał do ogrzania starych kości. Nie wszystko, co stare, jest niepraktyczne, uważam, że na odwrót.
A budowanie kosztowało mnie trochę nerwów, lepiłam, zaprawa spadała z kielni, łapałam w garść i na piec, nie raz brzydkie słowo zmełłam w zębach.
Ale udało się, to dla mnie radość, że komuś jeszcze podoba się. Pozdrawiam.

Kasia pisze...

Rewelacja! Muszę takie mężowi pokazać. Ja bym chciała grilla w takim stylu. Z taką ladą

Fryc pisze...

Witam .Bardzo ladny kominek sam bede robil z takiego kamienia.Nie moge tylko wypatrzec ,gdzie w sumie wkladacie ten chleb?

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Fryc, tam, gdzie pali się ogień; on nagrzewa komorę piekarniczą, a żar jest potem wygarniany na zewnątrz do metalowego wiadra; pozdrawiam.

Fryc pisze...

Jakieś szczegóły budowania można dostać.Czy ogień leci prosto do góry a potem jest to zamykane?Czy moze jest jakiś kanał z tyłu.Ile jest warstw cegieł dookoła?Chce zrobić także piec na chleb ale chlebowe wszędzie są w postaci pólokragłej kopuły i grube.A ten nie jest wcale duży a macie sprawdzony bo wystarczająco magazynuje ciepło jak wypieki wychodzą.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Otwór kominowy jest z przodu komory, a ogień rozpalam przy tylnej ścianie, więc płomień omywa całe sklepienie i dym wychodzi otworem, potem przesuwam całe palenisko coraz bardziej do przodu, żeby wszystkie ściany nagrzały się równomiernie, trwa to chyba ponad godzinę; sklepienie pieca zbudowane jest z cegieł, mąż zbudował mi krążynę, wstawił tam, a ja na tym układałam cegły węższą ścianką, nie na płasko, tylko na sztorc; kiedy całe sklepienie było zbudowane, na to poszła jeszcze weła termo, taka z folią jak do kominka, a kamienie spełniają tutaj raczej już rolę ozdobną; w kominie, tuż nad wylotem z komory jest szyber, którym zamyka się piec na czas pieczenia; na spodzie komory na początku był lity /jak nam się wydawało/ kamień, ale po pierwszym rozpaleniu zaczął strzelać i odpryskiwać jak z armaty, więc dokleiliśmy warstwę z cienkiej szamotki, i teraz wszystko działa, jak należy; piec jest nieduży, na nasze potrzeby w sam raz, w końcu nie piecze się dla plutonu wojska; po pieczeniu ciepła komora doskonale suszy jabłka, śliwki, grzyby, pomidory, a trzyma ciepło do następnego dnia; jeśli chciałbyś jakieś dane techniczne, to pytaj śmiało; pozdrawiam.

fryc pisze...

Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.Z technicznych szczegółów to przydałyby się wymiary wewnętrzne pieca-jak już jest sprawdzony:)Czyli ok sklepienie pół-okrągłe.A cegły zwykłe czerwone wykorzystaliście czy szamotki?Termometr używacie w tym piecu?

fryc pisze...

Podglądnąłem jeszcze ,że wędzarnia sam kamień w środku bez cegły.A łączyliście wszystko zwykła zaprawą tu i w chlebowym i palenisku?Kominek piękny ja niedługo zaczynam też właśnie z kamienia więc dlatego drążę szczegóły :).Na internecie co ludzi to opinii.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wymiary pieca podam w niedzielę, po powrocie z chatki; sklepienie ze zwykłych cegieł, połówka szamotki tylko na dnie pieca; wszystko na zaprawę cementową; termometr? nie, bo widzę po sklepieniu, czy już dodtatecznie nagrzane, jeśli staje się popielate, z wypaloną sadzą, to temperatura dobra; wędzarnia z kamienia - przyznam, że nie jest to dobry pomysł, bo zanim ogrzeje się wnętrze, wykropli wilgoć, to mija sporo czasu; jednak najlepsza jest drewniana albo z metalowej beczki; myślimy o wstawieniu do środka drewnianej klateczki, żeby proces wędzenia trwał krócej; albo zbudujemy jeszcze jedną, drewnianą, jak U Pana Boga w ogródku:-)

fryc pisze...

Mysle ,ze mozna zrobic wnetrze wedzarni z cegly takze zaizolowac od kamienia welna.Mniejsze straty ciepla szybciej sie ogrzeje.