poniedziałek, 10 października 2011

Jak kolorowa panny krajka ...

Tak wyglądała droga do nas, kiedy zjeżdżaliśmy w dół.


Oziębiało się gwałtownie, z zachodu nadciągały ołowiane chmury i robiło się coraz ciemniej.
Miałam zamiar zebrać pozostałe plony z działki, spadłe jabłka, może jakieś orzechy, jeśli będą, ale zaczynało siąpić, pozostało mi tylko złapać za aparat i zrobić kilka zdjęć, bo jutro też może lać. Drzewa, las, góry, łąka ciągle te same, zmieniają się tylko kolory i to chciałam uchwycić ...






Przy naszej drodze, na grzbiecie wzgórza, stoją już trzy puste domy. Jeden ktoś kupił i nikt tam nie przyjeżdża, już chyli się jedną stroną, w następnym nowy właściciel ma kłopoty z prawem budowlanym, coś mu nie chcą udzielić zgody na zmianę użytkowania, a trzeci ma nieustalony stan prawny, spadkobierców i los jego niepewny. Za każdym razem bolejemy nad tymi domami, piękne położenie, widoki jak z bajki, a za chwilkę może ich nie być, znaliśmy wszystkich, poprzednich mieszkańców ...


Okna tych domów patrzą przed siebie, poprzez dolinę Wiaru, na drugą stronę. Przy jednym z nich, mimo, że długo już nie ma gospodarza, w uschłych gałęziach sosny coś zaczerwieniło ...


Róża przetrwała, ładnych kilka lat ... rośnie i kwitnie sama-sobie ...
Wieczorem zostawiliśmy psy w ciepłej chatce, a sami pojechaliśmy do Przemyśla na koncert SDM-u, spóźnili się, tłumacząc to robotami drogowymi ...


Chyba zestarzeliśmy się już zupełnie, nie przemawia do nas nowy repertuar, króluje blues, do słów Bogdana Loebla, który pisał dla Brekautów, Nalepy, brak nostalgicznej nutki, balladowych rytmów o górach, wędrówkach, aniołach ...
Chcieliśmy kupić ich nową płytę, ale byliśmy nieprzekonani, co do tych utworów, może jeszcze nie osłuchaliśmy się z tymi nowościami, 11 listopada grają w Cisnej i chyba zrezygnujemy z wyjazdu. Ale to jest tylko i wyłącznie nasz odbiór, może oni rozwijają się, jakieś nowatorskie granie. Gładko przełknęliśmy Rybowicza, ich płytki Tabletki ze słów, potem Jednoczas, ale nie jesteśmy przygotowani zupełnie na bluesowe granie SDM-u.



Pewnie poczekamy na coś nowego, może wrócą kiedyś do korzeni, nie mnie krytykować, bo zupełnie nie znam się na muzyce, ale albo coś wpada w ucho albo nie.
I rozlało się na całego, w nocy bębnienie deszczu o dach budziło mnie kilkakrotnie, psy chciały wyjść, ale zawracały od drzwi na widok takiej ulewy ...
Sobotni poranek smutny, mokry, ciemny ...
Na łąkę wyszły sarny, trzy sztuki, na porudziałej trawie ciężko było je odróżnić, deszcz ustawał, a przed południem nawet wyszło słońce ...


Paliliśmy w piecu kuchennym cały dzień, było cieplutko w domu, a ja wyszłam łapać kolory jesieni już w słońcu ...


Widzicie w oddali te pobielone wierzchołki ? To spadł pierwszy śnieg, skojarzyłam to dopiero w domu, jak przeglądałam zdjęcia, a jak byliśmy w dolinie, w sklepie, to robotnicy z Arłamowa mówili, że tam leżało 5 cm śniegu, od wypału w lesie.


Po nocnym i porannym deszczu unoszą się jeszcze mgły, lasy parują ...


Na łące, za drogą, lisek wysiadywał, chyba suszył przemoczone futro, rozglądał się dookoła, gdy mnie spostrzegł, dwa skoki i już w lesie ...



A potem zrobiliśmy sobie takie małe sprzątanie po lecie, mnóstwo pajęczyn zebraliśmy, bobków mysich i z popielic, schowaliśmy niepotrzebne posłania, ciuchy do szafy i od razu zrobiło się więcej miejsca.
I odwiedziła nas ta kobieta od ziół, zbierała śliwki, cała przemoczona, zrobiłam jej herbaty i pogadałyśmy. Lubię z nią rozmawiać, opowiada o dawnych mieszkańcach, o tym, że trzeba iść na wybory, a ona ma dwóch kandydatów - lekarzy, bo po co jej teraz inni, a jaki krem pani używa? bo ja mam taki na zmarszczki, wystarczy i już. I poszła ...Jak jechaliśmy do sklepu w dolinę, ona była już na górze, ma chody kobieta, bez zadyszki ...


Droga w dół, do sklepu, kolorowa, kwitną jeszcze kwiaty przed płotem, topole złocą się na potęgę, fruwają liście za samochodem, a w słońcu wszystko wygląda jeszcze piękniej ...


Wieczorem, na gorącej płycie kuchennej upiekliśmy sobie proziaki, trochę się przysmędziły, bo była za "ostra" ...



Masło roztapia się na gorącym proziaku, spływa między palce, trzeba je oblizać, i wszystko to pyszne jest.
Psy  śpią w pledzikach, bo przecież zimno im jest w ciepłej chałupie ...


Trochę zmoczyły nogi w mokrej trawie i teraz trzeba je ogrzać ...
W niedzielę ratowaliśmy na drodze salamandry ...



Trzeba je było przenieść z drogi do lasu, chyba wyszły ogrzać się na asfalcie, zupełnie niegroźne, bezbronne, a przepiękne, tylko barwy je chronią ...
Po nocnej ulewie i wietrze spadły orzechy, myślałam, że wiewiórki wszystko wyniosły ...


... ja zbierałam z jednej strony do koszyka ...


... a pod domem, z orzechem w pyszczku, wiewiórka usiłowała w trawie ukryć zdobycz.
Wrócił dziś z remontu nasz "czołg"- staruszek, wyspawali go prawie na nowo, nie stuka, nie puka, mamy jeszcze sporo drzewa do zwiezienia przed zimą.
I to już wszystko, wróciliśmy w południe do domu miejskiego, bo trzeba jeszcze zagłosować.
Serdecznie pozdrawiam, dzięki za wsparcie, za ciepłe słowa, złotej jesieni życzę, pa.











43 komentarze:

*gooocha* pisze...

Jezu, teraz tam u Was najpiękniej.. Moja ukochana pora roku - przełom września z październikiem .. echhhhhhhh

Antonina pisze...

Piękne zdjęcia i pięknie piszesz o jesieni. A proziaki- pamiętam - czasem piekła na blasze kuchennej moja mama.

*gooocha* pisze...

Ech chrupnąć takiego proziaka z masełkiem ciepłego.. robię czasem na patelni,ale to nie to...
Gdybym miała kasę - zostałabym Waszą sąsiadką:( Albo pomysł, na czym można zarabiać pracując w domu, by utrzymać siebie i dom w miarę:(
A - a to zielone o które pytałaś robione na drutach, szydełko marnie mnie słucha.

Mażena pisze...

Uroczo tam..ach. Podoba mi się jak pokazujesz widoki wokół siebie, te drogi wiodące gdzieś, fajne ujęcia! chciałoby się takie obrazy na ścianę w ramy...
Przenosiłam kiedyś jeże Ty salamandry, bo zwierzakom trzeba pomagać. Orzechy to raczej zrywałam z drzewa /oj, dawno tak 30 lat temu/ a tam raj, można zbierać!

grazyna pisze...

Tez zamieszkalabym w sasiedztwie, tak sobie wyobrazam zycie wlasnie, co prawda mieszkam w Wenezueli podobnie ale to Wenezuela a wolalabym jednak w Polsce..piekna okolica o jwkiejkolwiek porze roku..a salamandry nidy nie widzialam na zywo!pozdrawiam serdecznie

Mona pisze...

Hej melomani :) no coż i SDM się zmienia..! Piekna jesień u Ciebie..a proziaki dobre z masłem i czosnkiem sa jak ktos lubi..
PS .No zobacz to mole nawet chili lubią :(( Bede strzec !

Radziejowe Zacisze pisze...

Marysiu, pięknie jest tam u Ciebie jesienią. Zapatrzyć się można w ten kolorowy, bajkowy świat przyrody. A jak człowiek trzyma w ręku takie pyszności świeżo upieczone i to masełko mu spływa po paluchach, to nic więcej do szczęścia nie potrzeba.
Chociaż ja bym chciała mieć w takiej chwili przy sobie moją babcię Juliannę i już bym była najszczęśliwsza na świecie. pozdrawiam Twoje Pogórze i Was serdecznie i cieplutko. Ania:)

kami pisze...

Ale cudnie u Ciebie jesienia, uwielbiam Twoje klimaty, milutko u Ciebie,pozdrawiam serdecznie z upalnego New Jersey:)

malaala pisze...

Zawsze mnie wzruszają Twoje posty , może dlatego ,że mieszkam w Anglii a dawniej ciągle obracałam się w takich klimatach.Cudne fotki , dobrze,że za 3 dni lecę na dwa tygodnie do Polski!!!Cudną macie drogę do domu!!!!Pozdrawiam serdecznie!!!Ja też jestem za starymi kawałkami Za SDM-em też tęsknię ,już tak dawno nie byłam na ich koncercie ...

Piotr pisze...

Rozmarzyłem się..jak zwykle po wizycie u Was...tak pięknie wokoło...a u mnie tylko wciąż budowa...i budowa...

mania pisze...

Mnie tez ten nowy SDM jakoś nie przekonuje, może jeszcze im sie kiedys odmieni.
A czy Kopystańka ustroiła się już w jesienne szaty? Zdjecie bym poprosiła :)
Ciepełka życzę :)

Łucja pisze...

Dzień Dobry Mario,
pięknie i pysznie! Czy mogę prosić o przepis na te płaskie cosie (nazywane podobnie do prosiaków). Bo rzecz tu kluczową, czyli piec z płytą mam. Oczy mi się kleją w przeciwieństwie do zdań, więc pozdrawiam serdecznie i ...

Go i Rado Barłowscy pisze...

Proziaki... Nikt nie wymyślił nic lepszego.... Jesień "wymiata".

Dobrze, że tak szybko wróciłaś. Podziwiam.


Go

Grey Wolf pisze...

Piękne widoki, kolory i droga..może kiedyś ją odnajdę na koniku i z nową Sabą :)..
W tym roku nie widziałem żadnej salamandry..śliwek też u mnie nie było..Saba spała na śniegu..nie marzła :(

Riannon pisze...

U nas od kilku dni leje. Miło zatem zobaczyć polską złotą, suchą jesień :-)
W życiu na oczy nie widziałam salamandry. Myślałam, że to są jakieś mityczne zwierzęta, jak dajmy na to- bazyliszki :-)

domowa kurka pisze...

i to jest dopiero jesienna melancholia... wszystko taaaakie piękne i tak pięknie Mario opowiadasz...buziaki zza kropel dżdżu

Margarytka pisze...

Wspaniałe widoki. Te kolorowe drzewka takie piękne i przestrzenie nieograniczone. Tylko ten śnieg trochę mnie przeraża. Nie należę niestety do wielbicieli zimy :(. Wiem, że bywa przepiękna, pewnie tam u Was wyjątkowo, ale tak nie lubię jak mi jest zimno, że żaden piękny widok mi nie wynagradza tego, że marznę mimo umieranie się jak cebula w 100 warstw :)

Ania z Siedliska pisze...

Nigdy nie słyszałam o proziakach. To jakieś grzanki ? Typu bruschetta ?
Może napiszesz, ja je robicie - piec z płytą mam. chętnie spróbuję. A wczesna jesień wszędzie piękna !
Pozdrowienia z Siedliska !

Ania z Siedliska pisze...

Mając tak piękną chatę i te okoliczności przyrody wokól, zamieszkałabym tam na stałe. Co Was powstrzymuje ?

kyja pisze...

jesiennie i pięknie u Ciebie Mario :) u nas pada i jest paskudnie, brr...
Pozdrawiam!

Inkwizycja pisze...

Jednak jesień w górach jest nie do pobicia! Taka barwna, urokliwa, bogata... nastrojowa i smakowita... jak te proziaki ;-)))
My zrobiliśmy sobie wczoraj domowy "festiwal placków ziemniaczanych", były 3 rodzaje placków i dwa sosy, pycha!!! Napalone w kominku, psy nakarmione, ślady łap powycierane... błogo ;-))
I tylko tak szybko się ściemnia...
Ściskam Cię czule, Marysiu, jesiennie i ciepło, na przekór szarugom ;-)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Gooocha, to chyba nie koniec tego przebarwiania, a dopiero początek, tak, pieniądze są potrzebne do spełniania marzeń, i dużo pracy własnej, serdeczności.

Antonino, nie lubiłam w dzieciństwie proziaków, ale teraz smaki moje zrobiły obrót o 180 stopni, pozdrawiam.

Mażeno, drzewa są tak stare i wysokie, że trzeba poczekać, aż orzechy same spadną, lub strąci je wiatr.
Staramy się omijać zwierzęta na drodze, zwłaszcza wieczorem, a te sobie siedziały na asfalcie, rozjechaliby je, pozdrawiam ciepło.

Grażyno, na pewno chce się mieszkać w rodzinnym kraju, blisko korzeni, a u nas jest rzeczywiście ładnie. Salamandry wychodzą, jak jest wilgoć, podczas suszy są gdzieś pochowane, te na zdjęciu są małe, bywają o wiele większe, pozdrawiam serdecznie.

Mona, ale to nam się nie podoba; pewnie, że z masłem i czosnkiem, pycha.
Tak, mole zeżarły wszystko, siateczka taka została, a ja dziwiłam się, skąd one fruwają po domu, ciepełko ślę.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, babcia Julianna patrzy na Ciebie gdzieś z góry, na pewno nie raz to czujesz, pewnie piekła dla Ciebie różne pyszności, pozdrawiam serdecznie.

Kami, no nie wyobrażam sobie, że mogą być u kogoś jeszcze upały, nawet na drugiej półkuli, dziś u nas szaruga, zupa bulgocze w garnku, bo zimno, to chyba jeszcze nie wszystkie kolory jesieni, pozdrowienia ślę.

Malaalu, bo krajobrazy Beskidu bardzo podobne do pogórzańskich, i ja cieszę się, że będziesz w domu, mój syn przyjedzie dopiero na święta. Ta droga czasami zabiera oddech przy wchodzeniu do góry; SDM próbował potem rozruszać publikę kilkoma starymi kawałkami, ale nie za bardzo to pomogło, byliśmy wszyscy w uśpieniu, serdeczności.

Piotrze, Beskid nie ustępuje wcale w urodzie naszemu Pogórzu, przecież widziałam zdjęcia wokół Twojej chaty, budowa kiedyś się skończy, /chyba powtarzam się/ i będziesz u siebie, życzę Ci tego bardzo, i żeby dom nie wyssał z Ciebie radości, chęci do działania, a był motorem napędowym, pozdrawiam serdecznie.

Maniu, też tak myślę, i czekam cierpliwie; a spojrzyj na ostatnie zdjęcie, to chyba jeszcze nie wszystkie możliwości jesieni, serdeczności.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Łucjo, już zapodaję przepis:
1 litr kefiru, 2 łyżki sody /płaskie/,
2-3 jajka, sól, mąka.
Sodę trzeba podgrzać z odrobiną kefiru, żeby straciła charakterystyczny zapach, mąkę dodawaj stopniowo, aby ciasto nie było za twarde, a takie plastyczne, odcinaj nożem po kawałku, kształtuj w dłoniach placuszki, mogą mieć różny kształt, można zrobić z połowy porcji. Blacha nie może być za gorąca, bo przypalą się jak moje. Oczy Ci się kleją, bo jesteś zmęczona, odsapnij sobie ździebko, pozdrawiam serdecznie.

Go i Rado, bo to są smaki dzieciństwa, ale przyznam, że kiedyś nie za bardzo lubiane. Szybko wróciłam, bo Mama powiedziała mi: Nie płacz! i wzięłam to sobie do serca, pozdrawiam serdecznie.

Grey, też tak myślę, że kiedyś do nas zajedziesz na hucule i z nową Sabą. My mamy już trzeciego Maksa i wcale mi to nie przeszkadza, a pewnie jak ten odejdzie, to po nim też będzie Maks; salamandry wyszły dopiero na wilgoć, przedtem ich nie widziałam, śliwek mało było bardzo, jabłek również, a winogrona zjadły już jakieś ptaki. I mój Reks też lubił spać na śniegu, czasami go przysypało, ale on był duży i gęste futro, a te maloty obecne trzęsą się przy lada podmuchu i od razu w piernaty, pozdrawiam Cię serdecznie.

Riannon, u nas jakoś w miarę, chociaż zapowiadali ciągłe opady, ale nie chwalę dnia przed zachodem słońca. W moich rodzinnych stronach też nie widywałam salamander, dopiero tutaj, i w Bieszczadach. Hm, bazyliszki, nie, one są najłagodniejsze ze stworzeń i wcale nie mityczne, cieplutko pozdrawiam.

Kurko, po części na pewno melancholia jesienna, smutek, tylko jeszcze nie widziałam u nas babiego lata, a może przegapiłam, pozdrawiam serdecznie.

Margarytko, a bo to trzeba się ciepło ubrać i wtedy śnieg niestraszny, i udziergałaś sobie jakieś otulacze, będzie dobrze.

Magdalena pisze...

Przez ten tytuł przyczepiła się do mnie piosenka z tymi słowami. :))) Salamandry cudowne - raz jeden widziałam taką na żywo. SDM bardzo lubię, nawet byłam na koncercie, ale chyba też wolę stare piosenki. Serdeczności :)))

M. pisze...

Jak zawsze zachwycona i ukojona.
Ciekawe, czy kiedyś zobaczę Twoją krainę własnymi oczami?
No, konno raczej nie ... :) Rekordu (wiem, wiem, to żaden rekord) 60 km dziennie już nie popełnię...
Mama raduje się, widząc Cię uśmiechniętą!
Pozdrawiam najcieplej!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu z Siedliska, bo może te proziaki to takie kresowe, u nas chyba każdy je zna, nie, nie grzanki, to placuszki z ciasta z dodatkiem kwaśnego mleka i sody, zerknij powyżej, w odpowiedzi do Łucji podałam przepis, może Ci zasmakują, z masłem czosnkowym, koleżanka jada je z dżemem domowym, kiedyś robiłam razowe. Nie możemy mieszkać w chacie na stałe, jest mama męża, mężowskie obowiązki zawodowe, pewnie dopiero aż na stare lata, do czego szykujemy się i w przyszłym roku planujemy budowę piwniczki przy domu, na zapasy zimowe, pozdrawiam serdecznie.

Kyjo, straszą nas od rana deszczem, ale jakoś na razie wytrzymuje, wiatr tylko hula. Wszystkie zwierzęta w domu, przy ciepłym kominie, pewnie coś wróżą, serdeczności.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Inkwizycjo, to wszystko prawda, chociaż mam na równinie kawałek dębiny młodej, która wygląda jak wielki płomień, może uda mi się złapać ten moment czerwoności. Trzy rodzaje placków! mnie pewnie wystarczyłby jeden, bo to moje najulubieńsze, a co dodawałaś do dwóch pozostałych, że stanowiły osobny rodzaj?
I my palimy w kominie, śladów łapek nie ma, bo jeszcze sucho, ale coś czuję, że przylezie od Was szaruga, bo wiatr zachodni, pozdrawiam serdecznie i cieszę się, widząc Cię u siebie, pa.

Magdaleno, dobrze przyczepiła się do Ciebie piosenka, bo to od niej zapożyczyłam tytuł posta, że niby takie kolorowe wykończenie drogi, a, coś mi się ubzdurało. Słucham z przyjemnością starego SDM-u, Stachury, Ziemianina, nawet Rybowicza łyknęłam po części, ale teraz coś nie, wyszli z tego klimatu, który akuratnie mnie interesuje, pozdrawiam cieplutko.

Magdo, a dlaczego nie? może kiedyś spakujesz węzełek, ubierzesz mocne trzewiki, kosturek w rękę i zawędrujesz do nas? będziesz bardzo mile widziana, a konia to pożyczymy od Grey Wolfa, pojeździsz sobie po łąkach na hucule, a jak mi uskubie buraki, to nawet nie pozłoszczę się. Uśmiecham się, ale ból w sercu noszę, pozdrawiam Cię, Magdo, bardzo serdecznie, pa.

Tenia pisze...

Witaj Mario
Żadna pora roku nie jest tak kolorowa jak jesień.
Tam u Ciebie wysoko, widać to jeszcze bardziej.
Moje ukochane drzewa mienią się wszystkimi kolorami jesieni- brąz,czerwień,zieleń i jeszcze to złoto świecące w słońcu.
Pozdrawiam serdecznie:))

jola pisze...

Pięknie złoto i rudo, wspaniałe widoki. Wiesz Marysiu do mnie też jakoś nie przemawia ten nowy repertuat SDM, córa kupiłą płytę, więc miałam przyjemność posłuchać, ale zdecydowanie wolę ich stare piosenki. No cóż wszystkie stworzenia robią zapasy na zimę, pieskom lepiej teraz w domu, moje też wylegują się w cieple, tylko kózki dziś nie poszły na łąkę, bo pada i takie smutne jakieś :(

vinniczek pisze...

Dziękuję, że przypomniałaś o proziakach!!! To doskonały czas żeby taką ucztę popełnić!!!
Bieszczadzkim Aniołom utrącono skrzydła, myślę że SDM trochę uciekło od ból w ten sposób, tak mi się wydaje... I też mam nadzieję, że powrócą. Nie wiem czy koncert w Cisnej rozjątrzy czy zagoi ranę...

Ola_83 pisze...

Oj, ale teraz u Was ładnie:) uwielbiam te kolory!ale takich widoków mi brakuje!
pozdrawiam!

Anonimowy pisze...

Jak pięknie uchwyciłaś ta naszą wczesną jesień. Taką lubię:) Te różnokolorowe liście, szczególnie widoczne teraz. Gdy już nastanie ta zimna jesień to już nie będę miała do niej sentymentu:)
Wzruszyła mnie ta róża, która jeszcze została po poprzednich gospodarzach. Przetrwała wiele mrozów, burz i nadal kwitnie:)Smutne są te puste domy, szkoda, że u nas jest tyle biurokracji, wszystko musi nabrać mocy urzędowej. Dla takich samotnych domów liczy się czas, bo niszczeją. Na pewno często wspominasz poprzednich gospodarzy:)
Mario, pięknie to napisałaś na moim blogu:) wiele nas martwi na początku, boimy się niepewności, ale stawiamy czoła przeciwnościom i w tym jesteśmy silni, nasza odwaga dodaje nam wiary w siebie i sił, których tak bardzo potrzebujemy.
Myślę, że jesteś odważna, bo zaryzykowałaś przenosząc się na swoje Pogórze:) Jednak jesteś silną kobietą, która wie czego chce, jesteś sobą i wiesz co w życiu jest najważniejsze.
Bardzo Ci dziękuję za miłe odwiedzinki:) Przepraszam za swoją nieobecność, brakuje mi czasu. Pozdrawiam cieplutko.Marysia
kwiaty-majki

ankaskakanka pisze...

Piękna jesień w górach, kolory, zwierzęta. Nie mogę się napatrzyć na Twoje zdjęcia. Proziaki? muszę wypróbować. Polecam takie bułki z cebulką, a konkretnie cebulacki. Pycha, zwłaszcza z sosem z pieczarek lub innych grzybków. Przepis znajdziesz w necie. Pozdrawiam cieplutko.

Margarytka pisze...

No tak może trzeba by tam wykorzystać to moje dzieło, ale jeszcze troszkę mi zostało do końca. Mam nadzieję, że skończę przed zimą ;)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Teniu, myślę, że dopiero po przymrozkach jesień pokaże, na co ją stać, serdeczności ślę.

Jolu, może kiedyś osłuchamy się z tymi nowościami SDM-u, u mnie wszystko zajęte śpiącymi zwierzakami, nawet Gutkowi zostawiłam fotelik z tarasu z poduszką, bo wyleguje się przy kominku, a dziś u nas w kratkę, raz słońce, raz deszcz, pozdrowienia na Jaworzyny ślę, pa.

Vinniczku, piecz proziaki, do tego masełko czosnkowe, antybiotykowe, masz rację, wyczuwam w nich żal, że zmarnowano taką imprezę, a Rozsypaniec to nawet w małej części nie to samo, pozdrawiam cieplutko.

Olu, to trzeba w góry na parę dni, teraz najpiękniej, ciepełko ślę.

Dzięki, Marysiu, a gdzie tam odważna;
tak, te przepisy stanowią czasami barierę nie do pokonania, gorsza jest obojętność urzędników, którym nie chce się pomóc, pamiętam babulkę z pierwszego domu, rodzinę z drugiego, samotnego staruszka, który do nas schodził i długo opowiadał o swoim życiu, a wielu innych też już odeszło za naszej bytności, pewnie jak wszędzie, serdeczności ślę.

Ankoskakanko, nie jadłaś jeszcze proziaków? musisz koniecznie spróbować, a te z cebulką - to jeszcze nie próbowałam piec w piecu, o, i jeszcze sosik grzybowy, na pewno pycha, pozdrawiam Cię mocno.

Margarytko, zdążysz przed przymrozkami wydziergać? bo już nas nimi straszą, pozdrawiam cieplutko.

Margarytka pisze...

Myślę, że zdążę, zostało mi z 15 cm do zrobienia, tylko z czasem ostatnio mam problem :)

Anonimowy pisze...

To prawda, że często urzędnikom brakuje trochę empatii i życzliwości.
Ja też wspominam sąsiadów, którzy już odeszli a byli mi bliscy. Czas leci do przodu." Śpieszmy się kochać ludzi"
Mario, ślę Ci serdeczności:)
Marysia
kwiaty-majki

Grey Wolf pisze...

tak to salamandry siedzą pod kłodami drzew ukryte..
Jak winogrona takie brązowe, suszki wiszą, to szerszenie wyjadają..u mnie 1/5 wyjedzona tak..
Mole wyżrą wszystkie suszone zioła, owoce, trzeba szczelnie zamykać..

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

15 cm - to niedużo, Margarytko, dziergaj, dziergaj, serdeczności.

Marysiu, bardzo rzadko zdarza się, żeby coś poszło jak z płatka, oni zazwyczaj wyszukują i piętrzą trudności, i te ich słynne terminy, nic od ręki. Tak, czas leci, nieubłaganie, pozdrowienia serdeczne ślę.

Grey, przedtem widywałam je częściej, może dlatego, że częściej do lasu chodziłam, a w deszcz to już obowiązkowo. Z winogron nic się nie ostało, to chyba ptaki, tylko oskubane gałązki, widziałam jak w słońcu motyle urzędują na tych przydomowych. Byłam zdziwiona, że mole zżarły mi chili, takie ostre i smakowało im, kiedyś wlazły do grzybów suszonych, teraz zamykam je na gorąco w słojach, nic tam nie przetrwa, pozdrawiam serdecznie.

Sunniva pisze...

Piękna jesień tego roku ! Ciepła, złocista i kolorowa ! U Was Mario przepięknie ! Nigdy nie odwiedziłam tamtych stron i jak Ciebie czytam i oglądam to nóżki same chcą biec do Ciebie :))) Pięknie, pięknie!!! Pozdrawiam ciepło ! S.

Lola Pellegrina pisze...

Długo czytam Twoje posty bo co chwilę się zadumam a to nad zdaniem ...... a to nad zdjęciem.... Piękne strony zwiedzacie, takie co to ja teraz tylko wirtualnie oglądam. A proziaki i owszem, zwłaszcza jesienią, na fajerce żeliwnego piecyka pieczone, skapujące masłem, z kubkiem gorącego mleka

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Sunnivo, może kiedyś zawędrujesz w nasze strony, bo pięknie, a po drugiej stronie granicy również, świat kolorowi się coraz bardziej, pozdrawiam serdecznie.

Pellegrina, cieszę się, że znajdujesz u mnie coś ciekawego, jesteśmy powsinogi, już obija nam się po głowie następna wyprawa, proziaki będą teraz częściej, bo w piecu trzeba palić, serdeczności.