niedziela, 16 października 2011

Połonina Równa ... i powitaliśmy zimę ...

W piątek, późnym popołudniem, dotarliśmy do chatki, a późnym dlatego, że Maks znowu zaliczył wizytę w lecznicy, oddech krótki i szybki, serce łomocze na potęgę, dostał 4 zastrzyki, następne do domu.
Zwierzęta zostały zaopiekowane w dobrych rękach, nawet młodzież zastrzyki robiła psu, czemu ja chyba nie podołałabym.
I pojechaliśmy ... na Ukrainę ... tą samą drogą, kiedy wracaliśmy z Huculszczyzny, tylko nocą nic nie było widać, wyczuwało się góry dookoła, ale ciemności nie pozwalały nic dojrzeć.
Pobudka sporo przed 3 godziną, żeby o przyzwoitej porze przekroczyć granicę w Krościenku, przejście jest obecnie bardzo przyjazne, długo jechaliśmy w ciemnościach. Świt zaczął się takim dziwnym blaskiem, jak poświata w księżycową noc, to wschodziło słońce otulone mgłą ...


Przejechaliśmy Góry Sanocko-Turczańskie, całą Bojkowszczyznę aż do "worka" bieszczadzkiego z drugiej strony, do Użoka. Naszym oczom ukazały się góry, w oddali połonina, pobielona ...


Nie znamy tych terenów zupełnie, ale wg mapy to Drohobycki Kamień, początek pasma połonin, które prowadzą aż na Pikuja, najwyższgo szczytu Bieszczadów ...
Słońce lekko prześwitywało przez chmury, mgły snuły się po dolinach, a ja liczyłam na odrobinę słońca ...


Wszystko wokół delikatnie pobielone, śnieg na liściach ...
Obok, z Przełęczy Użockiej prowadzi szlak, tuż po drugiej stronie naszej granicy ...


Zjechaliśmy serpentynami w dół, mgła waliła od południa zupełnie swobodnie, momentami skraplała się w deszcz, a tu góry wokół, w pieknych kolorach i nic za bardzo nie widać ...


Droga wiodła do Użgorodu, byliśmy już na Zakarpaciu, doliną rzeki Uż prowadziły również tory, malownicze serpentyny, tunele, tudzież tory przecinały drogę ...
Drogami mknęły "gruzawiki", znane nam z dawnych lat i filmów ...


... a kury dostojnie przechodziły po pasach dla pieszych, uczone!

zdjęcie zza szyby, jakość bardzo marna

Zatrzymały nas światła sygnalizacyjne i dziwny dźwięk, oooo, karetka jedzie!


Nie, to ta sygnalizacja tak wyła, może i dobrze, nikt jej nie przegapił ...


,... a pociąg cały zapakowany, pełno pasażerów, nie to co u nas, obserwowałam tylko na przemyskiej linii, pustki ...
Dojechaliśmy do Pereczyna i za chwilkę zjazd w boczną drogę, i jeszcze raz w boczną ...


Sam dojazd do Lipowca przypominał taką zupełnie leśną drogę ...


Śmiałam się do męża, że będą hece, jak dojedziemy, a tam okaże się, że nie ma żadnej miejscowości, koniec świata! przecież tu nie przejedzie żaden samochód osobowy. Obok płynie po kamienistym podłożu potok, bardzo malowniczy, który pewnie nie raz zabiera mieszkańcom kawałkami tę drogę, momentami spada z dużej wysokości ...


Dookoła wysokie góry, wąziutka gardziel doliny, natura w najczystszym wydaniu ...


Na końcu wioseczki pięknie odświeżony krzyż, z figurą Ukrzyżowanego, zastanawia mnie, że te figury zawsze są płaskie, na wielu mijanych przydrożnych krzyżach również, do tego ozdobionych bogato haftowanymi "rucznykami". I deszcz zamienił się w śnieg, ale ja optymistycznie liczyłam na to, że wydostaniemy się ponad granicę chmur, i tam na górze będzie pogodnie, i z morza chmur zobaczymy wszystkie szczyty wokół, Ostrą Horę, Pikuja, połoninę Borżawę, a może jeszcze dalej, do Polski?
Droga z płyt w 3 rzędy ...


,.. zamieniła się w 2 rzędy ...


,.. i potem było coraz gorzej ...
Ze zniszczonych płyt wystawały druty, woda wymyła pośrodku głęboki rów, nie daj Boże ześliznąć się w niego, na ostrych zakrętach płyty zjechały nad przepaść, zrobiona była nowa droga w błocku, wyrwy ...
No po co tam się wspinamy? nie tylko dla widoków ...
Ano wyczytaliśmy, że sowieci z tej połoniny zrobili sobie punkt strategiczny, wybudowali tam, na samej górze wyrzutnie rakiet, silosy, wszystko na wypadek ataku zachodnich mocarstw ...


Śnieg coraz większy, ślisko, "czołg" zaczyna niebezpiecznie tańczyć po tych płytach ...


I zobaczyliśmy to ... na samej górze połoniny ...
Pozostawili po sobie paskudne ruiny, rozwaliska, jeszcze trzeba by zbadać stan napromieniowania ...


Tak, natura w najczystszej postaci! tak obejść się z takim miejscem i pozostawić to, kiedy przyroda naprawi te rany? Droga z płyt prowadziła dalej, ale my już nie jechaliśmy, nie było widać momentami na kilka kroków, i obiecaliśmy sobie, że wrócimy tu na wiosnę, przy lepszej pogodzie ...


Zaczęliśmy staczać się w dół, minęli nas młodzi ludzie, szli do góry, na połoninę, w tej śnieżnej zamieci ...
Za chwilę minął nas samochód osobowy, matko kochana, jak oni wydostali się tutaj po tej drodze "przez mękę"? zbliżyliśmy się do takiego miejsca, gdzie strumień wymył płyty, rozrzucił; koleiny, że darło spodem "czołgu" ...
Następny samochód stał, zastanawiali się, jak pokonać tę przeszkodę ...


Popatrzyli, którędy my zjeżdżamy w dół ... aż zatrzymaliśmy się, co też oni zrobią ...


,... rozpędzili się, przedarli się przez te błotniste koleiny ... i pojechali dalej do góry. Popatrzyliśmy na siebie ze zdumieniem ... a za chwilkę nadjechał następny, ale temu już waliła para wodna spod maski, zagotował ...
Na chwilkę mgły ustąpiły i zobaczyliśmy Lipowiec, rozłożony pięknie na stokach gór ...


Czy wyobrażacie sobie, jak tu musi być pięknie w słońcu?
I tak sobie rozmawialiśmy z mężem, że tutaj chyba żyją tylko najtwardsi, ciężki dojazd latem, a co dzieje się zimą? jak ktoś zachoruje i liczy się czas? pewnie albo żyje się długo, albo umiera, jak przyjdzie ta chwila ...


Wąziutkie spłachetki ziemi, uprawiane ziemniaki, kukurydza, warzywa, siano w stogach jeszcze na łąkach, co niektórzy zwożą je do brogów, to są takie zadaszone stogi ze słupem pośrodku. Pewnie ciężko tu żyć ...
Pojechaliśmy dalej objeżdżając od południa Równą, przy drodze babuszki z koszami wypełnionymi urodziwymi kozakami czerwonymi, inni przyjechali zbierać je w brzezinie przy drodze, całe rodziny, sama chętnie przyłączyłabym się do nich, ale czas gonił ...


Wszędzie słupy elektryczne, czasami ciężko zrobić zdjęcie, żeby nie było ich ...
Dojechaliśmy do głównej drogi z Mukaczewa na Lwów, dopiero teraz zobaczyliśmy urodę tych stron, momentami chmury odrobinę odsłaniały przepiękne widoki ...


Tam wysoko, drzewa już pobielone, ciężkie chmury szły jedna za drugą ...
Zatrzymaliśmy się na chwilę przy zakręcie, za Przełęczą Latorycy, za nami odsłonił na chwilkę swe połoniny chyba Pikuj ...


Sam wierzchołek znowu w chmurach, a następna szła już na nas, zaczynało sypać ...



Miejscowość poniżej drogi, głęboko w dolinie...


Zwróciliśmy uwagę na ten "gruzawik", miał tak przeładowany tył, że przednie koła odrywały mu się od drogi, kolejne bajtnięcie stawiało go na cztery koła ...


Zatrzymaliśmy się w przydrożnym zajeździe na jakąś małą konsumpcję ... przyplątał się bardzo przyjazny pies, z rodzaju tych, co to żyją w takim miejscach, dokarmiane przez przyjezdnych, był trochę przetrącony, bo jak biegł, to dziwnie odrzucał przednią łapę w bok, przystosował się tutaj i tak sobie trwał ...



Pochłonął dużą kanapkę, pół pudełka paluchów, które upiekłam na drogę, ale myślę, że dokarmiają go tutaj resztkami z karczmy. Idzie zima, martwię się o te małe psy w Rumunii, które ciekawie wyglądały na drogę, o sunię, która przyszła na parking do nas, bo głód zwyciężył strach, o kotka małego, którego karmiłam na pustym parkingu w lesie na Ukrainie, długo by wymieniać.
Z dobrej drogi zjechaliśmy w kierunku na Turkę, sama dziura ...


... nie ma jak ominąć, koło wpada w kałużę, a tam dół, głęboki, nie jeden, wszystkie, pewnie nie ma mandatów za nadmierną prędkość ...


... i bojkowskie zagrody przy drodze, a obok płynie Dniestr, płyciutki, szeroko rozlany, pewnie groźny przy wezbranych wodach. A zamiecie szły jedna za drugą ...



Świata nie widać ...a potem przejaśniało się ...


 A my coraz bliżej domu, porównujemy, co za miejscowości są po polskiej stronie równolegle do nas, Smolnik, Czarna, Bandrów ...


Dorodne barszcze Sosnowskiego przy drodze, jakie malownicze ...


A na przejściu granicznym wypytali nas, co przemycamy, hm! jeśli nie mamy wódki i papierosów, to pewnie jest broń i narkotyki, a gdzie mamy skrytkę? niestety, nie mieliśmy jej, tylko buty, plecaki, kurtki, koszyk z kanapkami, i piwo też, i orzechowe cukierki, zakupione w przygranicznym sklepiku. Odprawa poszła sprawnie, za chwilę mknęliśmy do chatki, trzeba było zapalić w piecu, bo zimno, a oczy same zamykały się.
Wrócimy tam, bo jest pięknie, ten wyjazd był ze złą pogodą, słabą widocznością, zbyt krótki, gdzieś na forum spotkałam się z takim stwierdzeniem, że jest to kraina  "ludzi o  złotych sercach i złotych zębach".
Dzisiaj wracaliśmy do domu w pięknej pogodzie, a nie mogło być tak wczoraj?


Przy jednym z domków zobaczyliśmy taką ozdobę ...


Co też on tam ma w tym węzełku?
W domu psy przywitały nas radośnie, a Gutek wyhodował sobie mufki tłuszczowe i wyleguje się przy kominie na tarasowym foteliku, z wystawionym językiem ...


... każdy musi mieć swój fotel!
Pozdrawiam wszystkich przeserdecznie, mróz zwarzył wiele kwiatów, przetrwały tylko schowane gdzieś pod krzakami, liście ścielą się pod drzewami, ale myślę, że jeszcze będzie trochę ciepło.
Dzięki za ciepłe słowa, dobrego tygodnia życzę, pa.







37 komentarzy:

Grey Wolf pisze...

piękna wycieczka..no, trzeba planować takie krótkie wyprawy biorąc pod uwagę i pogodę..żeby do mnie były takie płyty..
taki szczyt z betonowym gruzowiskiem to najgorszy widok jaki można spotkać..działalność człowieka tak się kończy..przyroda sama sprząta po sobie..
Ciekawe jaki mandat by dostał u nas za tak przeładowany gruzawik..poza tym niebezpieczne dla innych..
W takich surowych warunkach narodziny i śmierć są czymś naturalnym..pogodzeni z tym..
Ja byłem kiedyś w Siankach na końcu Bieszczadzkiego Worka..gdzie San był wąskim strumykiem..jeden krok i stało się na ukraińskim brzegu..

malaala pisze...

Cudna wyprawa , przy takiej pogodzie też ma niesamowity urok !!!Bo czyż nie wspaniale było wrócić do domku ?;), gdzie czekały takie wspaniałe zwierzaki>Kot jest przerozkoszny!!!Ja uważam,że w prawdziwym domu powinien być mruczący kot:)
Ja w Polsce teraz ale noga mi spuchła , bo skręciłam kostkę na weselu tam tak nie bolała,bo się znieczulałam ;)
pozdrawiam serdecznie tym razem z okolic Gorlic :)

naszapolana pisze...

Znakomita fotorelacja. Koniecznie musicie tam wrócić ale sądzę, że ta kraina w taką zawieruchę też miała swój jedyny i niepowtarzalny klimat. dobrego dnia dla Was również. :-)

ankaskakanka pisze...

Poczyniliście kilka prób dotarcia do celu. Na pewno będzie ku temu okazja. Stan dróg fatalny. Nie wiem jak te ich autka dają radę. Istotnie jest to kraj dla wytrwałych i silnych ludzi. Jedyne co urzeka to architektura i widoki. Pozdrawiam

aneta pisze...

Mario, to znaczy, że byliście na prawdziwej Ukrainie:) Drogom nie ma co się dziwić :( tam 80% wszystkiego to takie dziury lub polne ścieżki :(( Nawet nowa droga robiona z warszawy na Lwów po wschodniej granicy, mimo, że nowiutka, to i tak mocno pofalowana :) Inna jakość, inne życie.
I faktycznie zaczyna się kiepski czas na wędrówki po Bieszczadach, szczególnie dalej w głębi kontynentu. Pozdrawiam ciepło

Mona pisze...

i znowu byłam z wami na nieznanych terenach..Dzieki za wyprawę ,będziesz nie długo Ukrainę miała w jednym palcu ..Serdecznie pozdrawiam.

mania pisze...

Ha, ekstremalne powitanie zimy :) ale po takiej wyprawie docenia się domowe ciepełko. Pozdrawiam serdecznie :)

M. pisze...

Niesamowity klimat, jak ze starych filmów ... Bardzo prawdziwie i bez lukru.
W węzełku zapewne dzidziuś na zamówienie.
Pozdrawiam ciepło!

Margarytka pisze...

Wspaniała relacja i ogromna ilość ciekawych zdjęć. Niesamowite wyprawy odbywacie.
Pozdrawiam
M

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Grey, liczyłam na słońce koło południa, a tu tylko gorzej było, strasznie bije kołami na tych płytach, tadam, tadam, ale pewnie jak jest błoto, to takie płyty załatwiłyby sprawę. Widok na połoninie koszmarny, to jeszcze nie wszystko, tylko dalej nie dotarliśmy, przyroda sprząta, ale ile to będzie trwało? pewnie setki lat, rozmawialiśmy na ten temat, pewnie najprościej byłoby to wyrównać, przykryć warstwą kamieni z ziemią, i połoninne trawy same się zasieją. U nas nie pozwoliliby tej ciężarówce nawet wyjechać, kierowcy teraz dzwonią na widok zagrożenia. Też byliśmy w Siankach, i u źródeł Sanu na Przełęczy Użockiej, może uda nam się teraz z drugiej strony, tylko dzień musi być dłuższy, bo wszędzie dalekie dojścia, pozdrawiam.

Malaalu, to musiało być bardzo udane wesele, przykładaj lód, albo kwaśną wodę na opuchliznę, hulanki musiały być niesamowite, kuruj się, pozdrawiam serdecznie.

Naszapolano, wrócimy, już zakupiłam najnowsze mapy, trzeba trochę poczytać, przygotować się, bo bez tego ani rusz, nie wiadomo, skąd wyjść w góry, czy dojedzie się do podnóża, ot! takie tam.
A ja myślałam, że będzie zimno, ale pogodnie, pogoda spłatała figla, nie szkodzi, pozdrawiam ciepło.

Ankoskakanko, widziałam, jak prują do góry, samochód obija spodem po kamieniach, kolebie się, silnik wyje, to byłam w lekkim przerażeniu, ale oni po tych dziurach jeżdżą szybko, nie patrzą na doły do połowy koła. Malownicze te zagrody, rozrzucone po stokach, i widoki piękne, Ty wiesz coś o tym, bo pisałaś, że byłaś, pozdrawiam serdecznie.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aneto, tak, w samym sercu, najgorsza droga jest od szlabanu granicznego w Krościenku do Chyrowa, nie ma jak nawet ominąć tych potężnych dziur. Dzień już krótki, a tam wszędzie daleko, dróg łącznikowych nie ma czasami i trzeba bardzo daleko objeżdżać, polujemy na jakiś jarmark huculski, beczułki, praski do sera, niecki, tylko nigdzie nie mogę znależć informacji, serdeczności.

Mona, dużo czytam na forum, bo tam są informacje praktyczne i świeże, dzięki temu nie zapędziliśmy się znowu w drogę donikąd, która na mapie jest, a w praktyce okazuje się, że jej nie ma wcale, pozdrawiam serdecznie.

Maniu, żebyś wiedziała, zawsze z wielką przyjemnością wracamy, choćby to był najkrótszy wyjazd, a zima nas bardzo zaskoczyła, pozdrawiam cieplutko, pa.

Magdo, kilkadziesiąt lat dzieli nas, patrzymy na kraj przez pryzmat przyjeżdżających do nas bogatszych obywateli, ale bieda jest widoczna na każdym kroku, zwłaszcza w tych rejonach.
A ja na początku myślałam, że to taki zmyślny żuraw u studni, a u dzioba wiadro, dopiero potem, że to węzełek, pozdrawiam serdecznie, pa.

Margarytko, bo to blisko nas, bliżej niż do Warszawy, albo na Dolny Śląsk, albo nad morze, i tam jest bardzo urokliwie, lubimy góry, lasy, a nie lubimy tłumów, serdeczności.

jola pisze...

Taka pogoda też ma swój urok, mogłaś pokazać tą krainę osnutą mgłą i spłakaną deszczem. Pięknie tam i biednie zarazem, a te zwierzaki czeka teraz sroga zima, myślę jednak, że umieją sobie radzić w trudnych sytuacjach, więc bądźmy dobrej myśli. Dzięki Twoim zdjęciom Marysiu mogę zobaczyć odległe krainy i choć przez chwilę poczuć się jak w podróży. Uściskaj ode mnie wszystkie łapki Waszego zwierzyńca i mam nadzieję, że młodzież dobrze wywiązała się ze swoich zadań. U nas tez wszystkie kwiaty zwiesiły smutno przemarzniete głowy, zimę już czuć za progiem..

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jolu, długo nie patrzyliśmy w tamtą stronę, uciążliwości przekraczania tej granicy były okropne. Teraz zmieniło się na lepsze, ale i tak mnie wkurzają, traktują każdego jak przemytnika, przekładają te paszporty przez 5 rąk, szperają po samochodzie, odzwyczailiśmy się już od tego. Młodzież spisała się wspaniale, ale Maks jest w kiepskim stanie, ciężko będzie się rozstać, cieszę się, Jolu, że wędrujesz z nami, pełno tam zabytków, pamiątek polskości, żal, że w ruinie. Zawsze gonimy na zapalenie płuc, kiedyś chciałabym trochę spokojniej pozwiedzać, popatrzeć. Żal kwiatów, ale może będzie jeszcze przyzwoicie, znaczy cieplej, serdeczności ślę na Jaworzyny, pa.

Ania z Siedliska pisze...

Nigdy nie ciagnęło mnie w tę stronę ale tak pięknie ukazałaś urodę tej krainy, że teraz żałuję. Będę czekała na następny reportaż. Serdecznie pozdrawiam !

Magdalena pisze...

Czyta się jak powieść. :))) Ja mam problem, bo lubię zimę i zimowe widoki, ale nie cierpię zimna. No i jak to pogodzić? :)))

Grey Wolf pisze...

no, po człowieku setki lat..długo samochód nie wytrzyma jazdy po bijących kamieniach..mi parę razy wybiło już drążek zmiany biegów..

jola pisze...

Marysiu, czy nie da się już nic zrobić, pytam o Maksa, czy to po prostu starość?

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, ja też jakoś dopiero teraz odkrywam tamte strony, już znowu czytam, oglądam mapy, i znowu chce nas gdzieś ponieść, serdeczności.

Magdaleno, bo tam się jedzie z otwartymi szeroko oczami i tylko podziwia, i patrzy, i chłonie to wszystko. Nawet ta paskudna pogoda nas nie zniechęciła, zima jest przepiękna, a może by tak dla Ciebie ciepły śnieżek? fajnie byłoby, nie? ciepełko ślę.

Grey, ale trzeba wpaść na szatański pomysł, żeby w takim miejscu postawić te budowle, nic z uszanowania natury myślenia o przyszłości, w takiej krainie. JUż wyobrażam sobie, jak musiało to być wszystko chronione, szlabany, zasieki, druty, 180 tysięcy patroli, mysz nie prześliznęła się.
I co? chyba nie można było dalej jechać bez tej wajchy? sam naprawiałeś? pozdrawiam.

Jolu, nic! podaję mu tablety , żeby ochronić jeszcze to serce, tableteczki na sikanie, żeby nie zbierał się płyn w płucach, ale to wszystko nie leczy, tylko tak zachowawczo. Maks ma 13 lat, mógłby jeszcze trochę pożyć, myślałam, że jak mały pies, to nie będzie kłopotów z kręgosłupem, biodrami, a tu przyplątało się co innego, podobno małe psy tak mają. Nic nie poradzimy na to, pozdrawiam serdecznie.

Inkwizycja pisze...

Marysiu, Wy też jesteście twardziele! że tez Was tam niesie, w tą trudną krainę ;-) Trudna i ciężka, ale piękna, niezwykła, ciekawa, inna niż turystycznie oblegane miejsca... dzięki Tobie mamy okazję to zobaczyć i czegoś się dowiedzieć, a może też się wybierzemy, bo kusi taka przygoda ;-)
Oj, niech Maksio się trzyma, stareńki jest, ale mógłby jeszcze pożyć... wiem jak ciężko się żegnać, Życzę mu jeszcze sporo sił i zdrówka!
Ściskam czule!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Inkwizycjo, może nie tacy twardziele, tylko coraz bardziej nam się to podoba, właśnie nie modne i oblegane ośrodki. Trzeba bardzo wcześnie wstać, pobyty bez wygód, albo o północy wyjechać, a potem wrócić, objechać w jeden dzień wszystko, zmęczenie, nie każdemu to odpowiada. W 3 dni Rumunia z dojazdami, potem Gorgany i Czarnohora tak samo, a teraz w 1 Zakarpacie, wspominam co chwilę, jak tam było, mam pod powiekami te obrazy, miejsca, których urody zdjęcia nie potrafią oddać, albo się nie zdąży z aparatem. Marzy mi się wędrówka z plecakiem i namiotem, lekkim, bo sił za dużo nie ma, właśnie tam. Inkwizycjo, jeśli raz Was skusi, to będziecie tu wracać, murowane. Też bym chciała, żeby dziadziuś jeszcze pożył, ale nie widzę tego dobrze, pozdrawiam cieplutko, pa.

OLQA pisze...

świetna relacja, ale ten śnieg-brrrr trochę mnie martwi,bo wolę wieczną wiosnę:)

Ola_83 pisze...

Cudownie...ten kościółek...samotny mnie zauroczył:) jej, brakuje mi takich miejsc na co dzień:(
buziaki!

Grey Wolf pisze...

Trzeba było ściskiem meblowym wcisnąć ośkę w otwór..tak to żadnego biegu..
Przynajmniej masz czas się przygotować i pogodzić z pieskiem..
Kierowca wtedy może mało podziwiać widoki..co innego konno, rowerem :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Olqo, to chyba tylko postraszyło, a teraz będzie długo ciepło i słonecznie, tak bym też chciała, serdeczności.

Ola_83, wszędzie z drogi widać wieżyczki kościołów lub banie cerkwi, w miejscowości po kilka, pewnie są różne wyznania, a w sobotę było mnóstwo ślubów i wystrojeni goście pod kościołami, ruch był już od rana. Śmialiśmy się z mężem, że jak tak szybko zaczynają się weselić, to do wieczora nie dotrwają, ciepełko ślę, pa.

Grey, wcale się na to nie godzę, patrzę na niego z wielką żałością w sercu i wiem, że nie mam na to żadnego wpływu. Tak, mąż narzeka, że mało widzi, bo musi patrzeć na dziury w drodze, chwila nieuwagi i podrzuca cię z siedzenia, takie tępe i głębokie i gęsto, a czasami nie można ominąć i jedzie się jak po pralce. Zatrzymujemy się często, ale rzeczywiście, konno, rowerem i na nogach widzi się o wiele więcej, ale na to zawsze mało czasu, pozdrawiam.

Margarytka pisze...

Strasznie mi przykro, że piesek taki słabiutki i dają mu tak małe szanse :(

Go i Rado Barłowscy pisze...

Aaaaale GÓRY !!! Pozdrawiamy serdecznie.

Tenia pisze...

Witaj Mario.
Ciągnie was na tą Ukrainę.Tam rzeczywiście jest pięknie,ale zarazem niebezpiecznie.Ludzie na co dzień mają tam bardzo ciężko,ale pewnie przyzwyczaili się i może nawet nie narzekają.
Pozdrawiam serdecznie:))

Grey Wolf pisze...

No właśnie, ja miałem wpływ, ale nie dopilnowałem..Trzeba się nauczyć przestać spieszyć..ja się spieszę jak jestem na zakupach w Przemku, bo zawsze tyle do załatwienia na raz..a w ogóle fajny ten czołg, ile pali?

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Oj, Margarytko, mnie też!

Go i Rado, a nas wessała tamta strona, patrzymy na to wszystko innymi oczami, a wracać będziemy tam chyba często, serdeczności.

Teniu, ciągnie okropnie, a niebezpiecznie chyba z powodu straszliwych dziur na drodze i niewiadomego na jej końcu. A życie mieszkańców na pewno ciężkie, ale wszystko zależy od "punktu siedzenia", ciepełko ślę.

Grey, nie można wszystkiego dopilnować samemu, nikt się tego nie spodziewał, tym bardziej Ty. Kiedyś spieszyłam się bardzo, teraz czas został uspokojony, a musisz do Przemyśla jeździć? może łatwiej i bliżej w Birczy? na pewno nie ma wyboru i wszystkich potrzebnych rzeczy, ale od czasu do czasu. "Czołg" lubimy, bo nas wozi po wertepach i leśnych rogach, a i do nas ciężko osobowym, kamienie rozpruły niejedną miskę olejową niedoświadczonemu kierowcy, a pali o wiele za dużo, ja jeżdżę delikatniej, to ponad 8, a w cięższym terenie pewnie z 10 ponad. Znaczy ma trochę wir w baku, za duży, jest stareńki, znowu trzeba mu jakiś przegub wymienić do zapinania napędów, ciągle wymaga jakiegoś remontu, ale fajnie mi się jeździ, bo mam widok z góry, lepiej widać drogę, wozi drzewo, kręgi studzienne, karczuje korzenie, pozdrawiam serdecznie.

Grey Wolf pisze...

W Birczy czasem, zwłaszcza spożywcze, jak coś pilnie potrzebne..to nie tak dużo, mój stary Uno palił po górkach koło 9, teraz może mniej bo inny silnik włożony..też ciągle się coś psuje nagle..Widziałem ostatnio Suzuki Samurai, też fajny..jakbym nie inwestował w konika to w niego :)
A i suszyłem liście wierzbówki, na herbatki, wyczytałem, że ma dużo dobrych składników..

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

No niby nie dużo, a jednak dużo, a olej znowu podrożał, a taki samuraj to mocny? bo u nas nie sprawdziły się takie niby terenowe i trzeba było szybko zmieniać. "Czołg" ma tylko 2 miejsca, reszta to paka, psy i zaopatrzenie jeździ, dla Ciebie to rzeczywiście jakiś terenowy, żeby pod chatę podjechać; liście wierzbówki? tej, co poduchy z niej robiono? myślę, że wszystkie rosnące rośliny mają w sobie coś dobrego, tylko my o tym nie wiemy, pozdrawiam serdecznie.

Grey Wolf pisze...

No sporo, najlepiej jakby palił ze 3 litry..a po ile benzyna na Ukrainie??
Samuraj ma silnik np. 1.3, ale nie jest taki duży, daje radę podjechać..jak paliwo będzie po 10zł, to dopiero będzie makabra..
Tak, tej wierzbówki http://zielnik.herbs2000.com/ziola/wierzbowka_k.htm

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

A żebyś wiedział, a jak przyjemnie byłoby tankować, nie wiem, po ile benzyna, za ropę płaciliśmy po ok. 4 złote, też nie ma szału z niskimi cenami; jak będzie po 10 zł, to będziemy więcej chodzić na własnych nogach i siedzieć w domu, albo osiedlimy się na stałe w chatce, to byłoby najlepsze, pozdrawiam.

Grey Wolf pisze...

Wyrazy współczucia z powodu Mamy i Maksa :(
A Danieli dużo mają?, czym ogrodzone?..a świniodziki?, słyszałem, że tam dużo pouciekało do lasów..

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Dzięki serdeczne, dzięki!
Mają sporo tych danieli, bo to któryś rok z kolei, ogrodzone taką siatką jak w lesie, wyższą i ma być wkopana w ziemię, nawet była jakaś komisja sprawdzająca, a świniodziki chodzą luzem po Kopyśnie, nawet zdjęcia im robiłam, kiedyś przed świętami ukradziono im kilka, pewnie na świąteczne wyroby, pozdrawiam.

Grey Wolf pisze...

to pewnie te świniodziki zaglądają do waszego ogródka..

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

E, pewnie za daleko, myślę, że te nasze to prawdziwe. Jak ostatnio byłam w lesie z Bigosem, to widziałam zabagnione miejsce do ich kąpieli, ze świeżymi śladami, w tamtym roku podeszły bardzo blisko we mgle, Bigos pogonił warchlaka, pozdrawiam.