niedziela, 2 października 2011

Odlatują żurawie ... cała reszta bez zmian ...

Rozpieszcza nas ta jesień.
Kiedy późnym, piątkowym popołudniem zawitaliśmy u bram, powitała nas cisza, kapiące gdzie-niegdzie liście, ciepełko zachodzącego słońca, a w chatce postrącane różności z półek. To nasze przyjaciółki robiły ostatnie obchody, bo już śpią, nie wychodzą na belkę ani nie chroboczą nocami w podbitce dachu.


Rozkwitły marcinki, wykopane na pastwisku nad Wiarem, chociaż niepodlewane przez dwa tygodnie, przetrwały ...


... gdzieś zdobędę jeszcze niższe odmiany, będą kolorowe poduchy na jesień z kwitnących marcinów ...
Zza góry dobiegło tęskne wołanie lecących żurawi, zawsze ten odgłos wywołuje u mnie ściśnięcie serca, czegoś mi nieodparcie żal ...


Klucze przelatywały pod wieczór, chyba ze trzy, a ciemną nocą słyszałam jeszcze ze dwa ...
Ogromne liczebnie, pewnie ponad sto ptaków w jednym ...


W tamtym roku miały odpoczynek w dolinie, na łące za potokiem, w nocy słyszałam ich zaniepokojone głosy, może lisy podkradały się pod śpiące stado?


Słońce prawie zachodzi, z daleka po łące kładą się długie cienie, na podwórzu już prawie ciemno ...


,.. a tak słońce prześwieca przez gałęzie drzew i winorośli na tarasie. Za chwilkę zapaliliśmy ogień w naszym nieśmiertelnym grillu i przypiekliśmy kaszankę ...




Same nudy, jesienne lenistwo nas opanowało, ale trzeba czasami poleniuchować. Dla mnie jest to bardzo przyjemne lenistwo, siedzę sobie na tarasie, opatulona pledzikiem i czytam, syn zamówił sobie dwie książki, opisujące I wojnę światową, porwałam mu jedną i wciągnęło mnie ...


Hrabia Krasicki, urodzony w Bachórcu koło Dynowa, pan majątku w Lesku brał udział w tej kampanii, przebywał w twierdzy Przemyśl, opisuje dzień po dniu, jak wyglądało życie frontowe, potem rzucają go na Zakarpacie, właśnie tam, gdzie byliśmy przed tygodniem, wszystkie nazwy znajome, Rafajłowa, Przełęcz Legionów, Droga Legionów, Nadwórna ...
Dla mnie są to wydarzenia bardzo mało znane, bo II wojna światowa mocna przysłoniła tę wcześniejszą, czytam z zainteresowaniem, bo nie tylko działania wojenne opisuje, ale także wygląd i stroje mieszkańców, rośliny, uprawy, gospodarkę leśną, a także zwyczaje, przewijają się nazwiska wielkie, ale i te chłopskie, mam wrażenie, że gdzieś słyszane.
Pierwszy mąż mojej babci został powołany właśnie na tę wojnę, zostawił maleńkiego synka z młodą żoną i nie powrócił, nikt nie wie, gdzie złożone są jego kości. Ponieważ w domu jego zostało jeszcze starsze rodzeństwo, babcia z małym dzieckiem niemile była tam widziana, skoro on nie powrócił z wojny, jeszcze dwie gęby do wyżywienia? I wróciła do domu rodzinnego, gdzie również było ciasnawo i biednie.


Jestem w posiadaniu takiej ikony, nie sądzę, żeby miała jakąś wartość, na zardzewiałej, tłoczonej blasze wizerunek jakiegoś świętego, będzie pasowała do drewnianej ściany z bali ...


,.. a tę maleńką wygrzebałam w klamociarni, urzekło mnie jej przyciemnione tło, jak w cerkwii i ta metalowa plecionka jako ramka, pewnie jakaś współczesna pamiątka, ale klimatyczna ...


,... i jeszcze ceramiczne i plecionkowe zdobycze za grosik, butelki rozmaite pewnie czymś napełnimy, jakimiś leczniczymi, ziołowymi specjałami, bo moczą mi się takowe w słojach na parapecie okiennym.


Trochę wczesnoporannego słońca ...


,... cały sad prześwietlony, liści już rzadkawo na śliwkach, a i owoce lecą już na dół ... pomarszczone, słodkie ...


Lubię taką porę, słońce ukosem przesącza się przez liście, a dym znaczy ślad tych promieni, bo jak lenistwo, to na całego, powolne zagniatanie ciasta, znowu jabłka na szarlotkę, bo spadły z drzewa, ziemniaczki zapiekane, pierożki i pieróg, e tam! same nudy ...



,.. i już po godzinie w piecu ... a potem śliwki były suszone ...


A Janek z góry dowiózł nam drzewa sosnowego, suchego, dobrego na rozpałkę, jak "czołg" wróci z remontu, jeszcze sporo pracy przed nim, potem trochę posiedzieliśmy z młodym sąsiadem, tym powyżej nas, posłuchaliśmy lecących żurawi, poopowiadaliśmy sobie to i owo i ledwo zdążyłam na zachód słońca ...


Trzeba wyjść drogą sporo powyżej, bo u nas sad sąsiada zasłania cały widok, Bigos mi towarzyszy, a Maksio jest bardzo słabiutki i jest oszczędzany, i początek tygodnia miał bardzo ciężki, ale jeszcze wyśliznął się, jutro znowu do kontroli, a potem do mamy ...


A przy okazji zachodu słońca pstryk! w lewo ...


,.. i jeszcze raz w lewo ...


... i na łąki za drogą ...


W nocy znowu leciały żurawie, w sadzie szczekały lisy, potem w nocy jelenie ryczały za potokiem, i słyszałam nad ranem strzały, panowie polują ...
Orzechy włoskie wyniosły już wiewiórki do swoich dziupli, uwijają się jeszcze, niektóre czarne, inne rude ...
a kowaliki dalej myszkują w psich miskach ...


Trzeba było wszystko zostawić, szybko wracać do domu, mąż przeziębiony, bańki bezogniowe i syropy ...


Mijali nas motocykliści, całe mnóstwo, myślałam, że mają jakiś zlot, a to było zakończenie sezonu motocyklowego rzeszowskiej braci w Kalwarii Pacławskiej...


... na trójkołowcach też ...


... u wyjazdu z Przemyśla, ciągnęli tak przez całą drogę do domu. A gdy wracałam od mamy, oni też już wracali, tylko jednostajne dudnienie potężnych silników się rozlegało ...
I już skończyła się niedziela, październik mamy, wierzyć się nie chce.


Pozdrawiam serdecznie wszystkich, dzięki za Waszą uwagę i miłe słowa, pa.
Jeszcze parę widoków pogórzańskich ...






35 komentarzy:

*gooocha* pisze...

Wiesz że jesteś szczęściarą ? Wiesz ... :)

naszapolana pisze...

i to jeszcze jaką :-)!!!!! CUDNIE!

Riannon pisze...

Rozpieszcza nas jesień, bo jakoś nie bardzo rozpieszczało nas lato, a równowaga i jakaś sprawiedliwość być powinna :-) Reszta rzeczywiście bez zmian, bo u Ciebie zawsze cudnie, klimatycznie i ciepło od domowego ogniska. Pozdrawiam ciepło :-*

ankaskakanka pisze...

Też słyszałam odlatujące żurawie. Szkoda lata, szkoda ptaków. Sąsiadka mówiła, że pogoda ma się zepsuć, a tak fajnie było spacerować, jeździć na rowerze w słońcu. A poranki? I twoje skąpane w zieleni i moje, choć widziane tylko w parku, niesamowite. Śliczne są Twoje naczynka, takie kolorowe. Podobają mi się.
Pozdrawiam

grazyna pisze...

Szczesciara na pewno! A w zimie tez odwiedzacie swoja chate?
Ja koniec tygodnia spedzilam na Mazowszu, na wsi i tez bylo pieknie i nie leniwie. Gotowalam na piecu wiejskim , na plycie, palilam drewnem, bylo duzo na to czasu bo jesien. A na zewnatrz piekne widoki, lasy, wrzosy, mgla poranna. A potem jak Ty pojechalam do mamy, ktora ma 95 lat i grzalam ja w jesiennym sloncu.
Pozdrawiam bardzo serdecznie!!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wiem, Gooocha, i bardzo szanuję to uczucie, i dbam o nie, serdeczności.

NaszaPolano, takie małe radości tworzą to nasze życie, bardzo je doceniam, pozdrawiam serdecznie.

Riannon, czasami potrzebuje się wyciszenia, spokojnej rozmowy, nieśpieszności, i strawy z pieca dla ciała, bo żołądek dopomina się o swoje. Aż żal, że za chwilę wietrzysko postrąca to wszystko z drzew, będzie zimno, mokro, wtedy będziemy robótkować przy ciepłym kominie, ciepełko ślę.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ankoskakanko, i mnie łapie taki smuteczek, jak co roku zresztą. A te "durnostojki" dołączą do innych "kurzołapów" na półce, pozdrawiam cieplutko.

Tak, Grażyno, w zimie też jeździmy, trzeba tylko pół dnia palić w piecu, żeby mróz przepędzić z wszystkich kątów. Prawda, że przyjemnie gotuje się na płycie kuchennej? Twoja mama jest o 5 lat starsza od mojej, piękny wiek, serdeczności.

mania pisze...

Bardzo smakowite te Twoje "nudy" :)
Takie przeloty żórawi robią wrażenie, kilka lat temu miałam okazję obserwować ich przylot. Byłyśmy wtedy z Nuną na naszych ulubionych Przymiarkach i nagle usłyszałyśmy dziwny dzwięka a to nad naszymi głowami leciały żurawie :)
Pozdrawiam serdecznie i zycze słonecznego tygodnia :)

grazyna pisze...

O tak, takie gotowanie na blasze kuchennej to wielka ptrzyjemnosc, mozna garnek przesuwac na bardzi lub mnie gorace miejsca, trzymac w cieple itd..poza tym pali sie polanami, ktore mile trzaskaja i przeblyskuja w szczelinach piecowych. Sama poezja! Twoja mama ma 90 lat, tez przepiekny wiek!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maniu, przygotowania kulinarne to taka mała przyjemność, przylotów nigdy nie widziałam, ale jesienne odloty nastrajają mnie tak leciutko smuteczkowo, serdeczności.

Grażyno, i ja tak lubię gotować na blasze, nawet wydaje mi się, że smaczniejsze. I tu mała poprawka, w poprzedniej odpowiedzi zgubiłam całe 10 lat, moja mama ma "tylko" 80 lat, pozdrawiam ciepło.

Mażena pisze...

Być tam ile radości..
Zdrowia dla małżonka, przecież to dopiero początek sezonu!
A ta pierwsza ikona niesamowita, taka "malowana". Bo o tej drugiej to można powiedzieć "pisana". Szkoda jej, bo metal koroduje. Wyszperałaś prawdziwe perełki. Tak pięknie dookoła, piękne zdjęcia, spokojnie i żurawie.. a u mnie całymi dniami sroki skrzeczą..

HANNAH - UNE FEMME pisze...

Jaki cudny piec-to ja se popatrzę jeszcze bo tyle dobrodziejstwa u Ciebie
buziolki

Margarytka pisze...

Piękne otoczenie macie wokół swojej chatki. Jesień przepiękna. Ja w niedziele wybrałam się do Wilanowa. Ależ piękne kolorowe liście maja klony. Czerwień wręcz hipnotyzująca.
pozdrawiam M

Margarytka pisze...

Piękne otoczenie macie wokół swojej chatki. Jesień przepiękna. Ja w niedziele wybrałam się do Wilanowa. Ależ piękne kolorowe liście maja klony. Czerwień wręcz hipnotyzująca.
pozdrawiam M

Dorota Narwojsz-Szal pisze...

Hm... Kocham to złoto sączące się przez zielone parawany. A żurawie słyszałam. Każde. I w dzień i nocą... lecą i lecą, końca nie było. Pod Przemyślem krzyczały zaniepokojone nowomodą na płonące latarnie-balony. Nie wiem, czy to jest dobry pomysł. Wydaje mi się niebezpieczny, bardzo niebezpieczny, szczególnie teraz, kiedy jest bardzo sucho na polach i łąkach. A domy? Hm... Mario, znów się minęłyśmy...

Pozdrawiam gorąco.
Teraz będą dwa tygodnie deszczu, a potem może wyjdzie słońce, ale już nie takie, nie takie...

Tenia pisze...

Zawsze się rozmarzę u Ciebie Mario.Odlatujące ptaki kojarzą mi się z niespełnionymi podróżami.Przez chwilę zrobiło mi się smutno ale Twoje zdjęcia w jesiennym słońcu przypomniały mi jak u nas jest pięknie.
I jeszcze te wypieki!
Piszesz,że ogarnęło Cię lenistwo.
Jeżeli to jest lenistwo to niech wszyscy leniuchują.Pozdrawiam serdecznie:))

Margarytka pisze...

Nie mam pojęcia jak, ale właśnie zauważyłam, że dwa razy dodałam komentarz :/. Nie było to celowe :)

domowa kurka pisze...

och jak lubię Twoje fotoopowieści Mario... sa balsamem dla duszy

Magdalena pisze...

Ten post tchnie takim łagodnym spokojem, zapadaniem w ciszę, smakowitą wonią, sennym snuciem się dymu, chłodem i słonecznością, słodką jabłkową jesienią... :))))

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Dziękuję wszystkim za miłe słowa, przepraszam, że nie odpowiem każdemu z osobna, odeszła do wieczności moja Mama, pozdrawiam serdecznie i smutno.

M. pisze...

Jej dusza uleciała za żurawiami ...
Zapaliłam świecę żeby łatwo odnalazła drogę do nieba.

Margarytka pisze...

Wyrazy współczucia

Dorota Narwojsz-Szal pisze...

Mario kochana, tulę Cię mocno. Mówić nic nie będę. Na ten ból nie ma słów.

guga pisze...

Bardzo Ci współczuję i łączę się z Tobą w smutku!!! Wiem co to znaczy jak umiera Mama...

vinniczek pisze...

U mnie też taka leniwa niedziela była... Czasami tak lubię... :-)

Ola_83 pisze...

Zapisuję się na Twoje nudy:) super jest u Ciebie:)))
buziaki!

jola pisze...

Po wiosennym koszeniu, sadzeniu i pielęgnowaniu otoczenia chaty, po lecie pełnym pracy, należy się zasłużone jesienne lenistwo z dobrą książką. Jak zwykle Marysiu pichcisz, opowiadasz piękne historie, pokazujesz to Wasze Pogórze najpiękniej jak można, u nas dzisiaj góry osnute mgłą z nieba leje deszcz, ale może to i dobrze, woda jest bardzo potrzebna, a i ta pogoda za oknem wreszcie pozwoli trochę odpocząć w cieple kominka, ślę buziaki takie nostalgiczno-jesienne..

Magdalena pisze...

Mario kochana, współczuję, przytulam...

Ania z Siedliska pisze...

Pięknie, nastrojowo i...smacznie.
W pięknym miejscu mieszkasz, Mario !

Go i Rado Barłowscy pisze...

Kochamy do Ciebie zaglądać. Kokietujesz tą nudą! :D Nudzą się tylko ludzie o rozumku Kubusia Puchatka. Jeżeli możemy coś nieśmiało zasugerować to może zastanówcie się jak to zrobić, żeby przed Pantokratorem można było od czasu do czasu zapalić niewielką, woskową świeczkę.

Bud'mo Kochani Sąsiedzi.

Go i Rado Barłowscy pisze...

Nie ma właściwych słów w takiej chwili.
Kochamy Was.

Bozena pisze...

Popatrzyłam na ścianę Waszej chaty i pomyślałam sobie, że o takim kolorycie właśnie marzyłam. I te zielone okiennice, których jeszcze nie mamy, ale są już w planach na przyszłe lata. Fajny masz też zewnętrzny piec. Ciekawa jestem , jak często odwiedzasz chatę? Mam nadzieję, że w przyszły weekend tez będę taką szczęściarą. Przesyłam pozdrowienia. :))

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mażeno, właśnie ten początek sezonu jest najgorszy, wydaje się, że ciepło, a już ciągnie chłodem, sroki też są piękne, taki duży, czarno-biały ptak, pozdrawiam cieplutko.

Hannah, a jak wspaniale piecze ten piec, pomyśl o takim u siebie, pozdrawiam.

Margarytko, trzeba korzystać z ostatnich dobrodziejstw słońca, za chwilę utkniemy w domach, ciepełko ślę.

Doroto, widziałam taki balon, puszczali go na szczycie Howerli, być może spala się cały w powietrzu i nic nie spada na ziemię, bo to rzeczywiście niebezpieczne. Jechałaś, Doroto, chyba w przeciwną stronę, my już wracaliśmy w ten piękny dzień. Pozdrawiam Cię serdecznie.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Teniu, i u mnie wołanie żurawi wywołuje smutek, a wypieki to przyjemność i cały ceremoniał wokół tego, serdecznie pozdrawiam.

Margarytko, nie szkodzi, że dwa razy, pa.

Kurko, cieszę się, i zapraszam do siebie serdecznie, cieplutko pozdrawiam.

Magdaleno, bo to już taki smuteczek jesienny, śliwki spadają, jabłka lecą, orzechy również, tylko babiego lata u nas nie było, pozdrowienia ślę.

Magdo, Margarytko, Doroto, Guga, Magdaleno, Go i Rado - dziękuję Wam.

Vinniczku, bo tak czasami trzeba, nabrać sił przed nowym, pomyśleć o starym, serdeczności.

Olu, wpisałam Cię do kantyczki na nudy, pozdrowienia.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Jolu, trzeba jeszcze trochę popracować na działce, zebrać, to co urosło, myślę, że będzie jeszcze znośnie. A lać zaczęło u nas w piątek wieczorem, prawie do połowy soboty, będą może opieńki i rydze, serdeczne pozdrowienia na Jaworzyny ślę, pa.

Aniu, niestety, tylko pomieszkuję, w każdej wolnej chwili, a na stałe jeszcze nie możemy sobie pozwolić, ciepełko ślę.

Go i Rado, ikonki wiszą już na szerokiej belce u powały, właściwie to nie wiem, pewnie powinny na ścianie. Mam taką świeczkę z wosku pszczelego, jest przekładana z kąta w kąt, a teraz ją zapalimy, pozdrawiam serdecznie.

Bożeno, no może być ten kolorek, chociaż bardziej podoba nam się taki brąz z z surowej ropy naftowej, koło Was jej pełno, drewno szlachetnieje. Piec jest na zewnątrz, bo w lecie można byłoby się ugotować w chatce po napaleniu w nim, do chatki jeżdzimy na weekendy, a jeśli obowiązki pozwalają, to częściej, serdeczności.