niedziela, 10 lutego 2013

Czyje to tropy? ...

Sama nie wiem, co o tym myśleć.
Kiedy w piątek zajechaliśmy do chatki na Pogórzu, po świeżym puchu śniegowym prowadziły przez podwórze samotne ślady ...


I tak sobie gadaliśmy z mężem, czyje to? ... a taka wielka łapa ... gdyby psie ślady, to gdzieś byłyby i ludzkie, chociaż po drodze w dół ...
W sobotę poranna kawa przed widokowym oknem, jest mnóstwo lisów, można obserwować, jak świetnie polują na myszy ... wyskok z czterech łap, z tym, że pierwsze uderzają o ziemię przednie, a potem tylne, taki "falujący" wyskok ...
Zza zagajnika znowu wyszło jakieś stworzenie, z daleka nie widać, co to ... dopiero lornetka rozwiewa wątpliwości ...
Tym razem to nie był lis ... samotnie wędrowało "coś" podobne do psa ... przekazywaliśmy sobie lornetkę z rąk do rąk ... odwrócił się pyskiem do nas, potem dalej szedł do góry  łąką, potem samą wierzchowiną, doskonale widoczny na tle nieba... o ludziska, to chyba wilk!
Po południu rozmawialiśmy ze strażnikiem leśnym, potem z Jankiem, tym z góry ... pracuje na wyrębie u źródeł potoku, tam często spotyka wilcze ślady ... wszyscy potwierdzili, że to rzeczywiście mógł być najprawdziwszy wilk ...
Hm!!! sama nie wiem, co o tym myśleć ... może ktoś, znający się na tropach, odgadnie je?


A w międzyczasie pojechaliśmy na stok w Weremieniu pod Leskiem przypomnieć sobie, jak jeździ się na nartach ... u nas była prawie jesień, a za Górami Słonnymi najprawdziwsza zima ...


A że był to "tłusty czwartek", to i świeżutkiego, pachnącego pączka zaliczyliśmy na stoku ...


Nie jest to jakiś ekstremalny stok, a jednak we mnie siedzi strach ... jeździłam bardzo ostrożnie, bo to dawka przypominająca, o matko! żeby się nie połamać! ... dziś pewnie już byłoby lepiej.
Gęsty śnieg padał przez cały dzień, znowu przejechaliśmy Góry Słonne na powrocie do domu, a u nas dalej jesiennie.
Tak mi się przypomniało, jak kiedyś dawno młodszy syn wyjechał na jakieś narciarskie zimowisko, przywiózł parę zdjęć ... na jednym z nich oślepiająca biel śniegu, gładziutki stok ... mamo, a ta kropka to ja!
Śmiejemy się do dziś na to wspomnienie.


Poprawiły nam się mocno "stosunki wodne" na Pogórzu, po przyjeździe zawsze sprawdzamy poziom wody w studni, żeby nie spalić następnej pompy ... mąż odsunął pokrywę, zapuściliśmy wzrok w głębiny, a tu okazuje się, że wody równo z ziemią, nawet lekko mróz zaczyna łapać powierzchnię ...
Nie boimy się tego, bo wszystkie rury, pompy są głęboko, nie grozi im zamarznięcie.
Sprawdziłam źródełko powyżej ... pełno wody ...


... aż wypływa na łąkę ...


Lubię, jak jest pełno wody w studni ... jak słyszałam, u wszystkich jest dużo wody, najgorzej było na jesieni.
Potem poszliśmy połazić po polach, nie było za bardzo widać świata, nawet Kanasin w białym woalu ...


... a zawsze można go dojrzeć tam daleko, ponad linią lasów.
Tylko Miśka była wielce zadowolona ze spaceru ...


Zarzucała grubym, misiowatym tyłkiem, nałapała rzepów w sierść, a potem spała pół dnia w fotelu.


To choinka Doroty, dostałam ją do posadzenia u nas, bo Dorota mówi, że ona prawie jak rodzina ... powinno jej być dobrze na Pogórzu.
O tej porze wychodziły na łąkę jelenie, łanie ... a teraz nic, zwierzyna pochowała się w lesie, wystraszona przez liczne polowania, a może wilki mają w tym swój udział.


Chatka była dosyć wychłodzona, ale nic w niej nie zamarzło, zresztą nie było jakichś szalonych, niskich temperatur, trochę palenia i już ciepło ... spodobały nam się świece po "bezprądowych" wieczorach ...


... a jeśli już, to malutka lampka w kącie.
Mówię Wam, żal wracać do miasta ...


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, wszystkiego dobrego, pa!






33 komentarze:

LEPTIR pisze...

ładna zima i śiwetna jak zwykle opowieśc o normalnym ale jakże ciepłym zyciu we dwoje.....
na tropach sie nie znam, może Wojtek z

http://lasmira.blogspot.com/
podpowie ?
a światło świec też lubie , a u ciebie tym bardziej pieknie wyglada....
pozdrawiam

Asia i Wojtek pisze...

A jak układał się trop? Bo wilk często " sznuruje" - tu masz link do zdjęć wilczych tropw:
https://www.google.pl/search?q=tropy+wilka&hl=pl&tbo=u&rlz=1C1SKPC_enPL378PL393&tbm=isch&source=univ&sa=X&ei=GPEXUeWjGI-zhAeE_YCwCg&ved=0CC4QsAQ&biw=1600&bih=781

Kurczę - najprawdziwszy wilk. Tak blisko. Czuję dreszczyk emocji!
Pozdrawiam serdecznie!
Asia

OLQA pisze...

wilk, to jest coś! U nas najwyżej tropy jenota można czasem "trafić". Post taki klimatyczny,że aż mi się milej zrobiło w tym moim bloku:)

Dana M. pisze...

Wielkie to szczęście mieć takie miejsce z dala od zgiełku, gdzie kontakt a przyrodą na wyciągnięcie ręki. Wiem też, że to również sporo pracy, hartu ducha, znajomości tematu, ale we dwoje można zdziałać wiele.
Piękne i pełne ciekawostek Twoje posty, piękne widoki i piękne ich uchwycenie. Zawsze miło mi do Was zaglądać :)
Pozdrawiam Mieszkańców pięknej krainy :))

kyja pisze...

nie znam się na tropach, ale jeśli to wilk, to bardzo zazdroszczę! był ryś, teraz wilk...:)
ta lampka wisząca baardzo klimatyczna :)
Pozdrawiam!!
ps. ja już czekam wiosny :)

mania pisze...

Po mojej ostatniej wycieczce na Wołtuszową, koleżanka mi oznajmiła, że w tamtej okolicy wilki spożyły kilka danieli z hodowli.
Zazdroszczę Ci umiejętności narciarskich! Chociaz mieszkam na pagórkowatym terenie, nie opanowałam tej sztuki, może mi się uda przed 40-tką :)
Dobrego tygodnia!
P.S.
Misia słodka :)

Alina pisze...

Na tropach się znam.
Ta chatka to jak z baśni. Też by mi się nie chciało wracać, przesiedziałabym w niej całą zimę z wilkami za oknem i risiami. Pozdrawiam Alina

Koza pisze...

Mario ja to dopiero jestem egzemplarz ;) Mieszkam 4 lata w górach i nie wybrałam się jeszcze ani razu na narty, zresztą co będę owijać w bawełnę, umiejętności też niezbyt, kiedyś jezdziłam ale dawno temu. Tak więc podziwiam i trochę zazdroszczę :)
A ślady ... być może wilk, ale równie dobrze mógłby to być duży pies zagubiony lub po prostu komuś uciekł z domostwa. Moja suczka rasy Amstaff zostawia bardzo podobne ślady.
Świece dają wspaniały nastrój, też praktycznie cały rok są u mnie w użyciu.
Pozdrawiam z nadal zasypywanego południa.

Mariusz Obszarny pisze...

rzeczywiście, to może być trop wilka, dobra sugestia, by przyjrzeć się, w jaki sposób osobnik kroczył...
pozdrawiam

sukienka w kropki pisze...

Ładna ta Wasza zima, my też ją mamy ale taką bardziej miejską, posoloną i popiaskowaną, chociaż na obrzeżach też ładnego śniegu nie brakuje. Misia ze śniegiem na pyszczku wyglada cudnie a chatka bardzo klimatyczna. Ja we Włoszech kupiłam podstawki pod garnki z tej samej mańki co Twoja lampka, ciekawe kto to produkuje? A może lampka to jakiś antyk a moje podstawki to podróbka?

Nika pisze...

Ja dzis zaliczylam deszcz ze sniegiem i mialam smoka chinskiego na wyciagniecie reki. Ale wiele bym dala, aby siedziec teraz w takiej chatce przy swieczce. Rozumiem, ze nie chce sie wracac do miasta :) Ja jutro mam pobudke o 5h30, pociag, 300km i prosto do pracy. A zima chetnie by sie pospalo...
Oby to nie byl jednak wilk, bo moze mu sie u was spodobalo i wroci?
Pozdrawiam
Nika
PS a tu bylo o dzisiejszych smokach:http://notatkiniki.blogspot.fr/2013/02/chinski-pochod-noworoczny-w-paryzu.html

Krystynka w podróży pisze...

Ja też lubię małe klimatyczne lampki i utykam je po kącikach by oświetlały tylko cześć. A "wilki" mam ale takie na oliwniku czyli odrosty pionowe.
Tak Mario, szkoda wracać ale przecież dobrze, że mamy skąd wracać. Pozdrawiam zimowo

Agata Rak pisze...

Piękne krajobrazy i tak zazdroszczę i wilków i rysia. Zawsze marzyłam ,żeby choć wycie wilków usłyszeć.Musisz mieszkać we wspaniałym miejscu...

Zofijanna pisze...

Dzisiaj, przy mojej chatce na Pogórzu trzy lisy przemknęły mimo.
Może na kury do sąsiadki ?
Uważaj na swoja psinę, jeżeli to faktycznie wilk...

lilka pisze...

Mario, kupcie sobie narty turowe!
po Gorach Slonnych mozna spacerowac ... to jest cos wspanialego.
nie trzeba jakos dobrze jezdzic. A takie wedrowki przez swiezy snieg - to jest cos niesamowitego. Pozdrawiam

Dorota pisze...

Marysiu...teraz ta choinka dopiero jest w domu i nabrała właściwego wyglądu.Ładniejsza niż ze szklanymi ozdobami.Bardzo się cieszę że chciałaś ją przyjąć-niech zdrowo rośnie.Mam nadzieję że psoty sąsiedzkich dzieci za bardzo jej nie nadużyły. Kiedyś...szłam na Kiczerę potem miał być Turbacz, z moją przyszłą geolożką, z osiem lat pewnie miała, wokół pusto,zajadamy się borówkami,i nagle...wycie usłyszałam.Wyobraziłam sobie że to na pewno pies, z jakiejś wysoko położonej zagrody.A może to był i wołk?Kto to wie?Bardzo serdecznie pozdrawiam.
Dorota

Anka J. pisze...

Mnie też by było żal wracać. Tak nastrojowo jest przy blasku świec.
Jednak jesteście dzielni, gdyż bałabym sie wilka. Może już nie wróci. poza tym wszystko mi się u Was podoba. Pozdrawiam

Iza pisze...

Może to faktycznie jakiś samotny wilczek :) Wspaniałe są te świece do pary z krasnalami :) Pozdrawiam.

M. pisze...

Cieszę się, że wody przybyło. Oby nigdy Wam jej nie brakowało!
Wilk koło domu, to nie lada przeżycie! Wam raczej nic nie grozi, ale Misia, a zwłaszcza koźlątka z sąsiedztwa, będą w wielkim niebezpieczeństwie. Ale wilk samotnik, to chyba rzadkość?
Nasza drawska pięciowilkowa wataha, wędruje gdzieś w innych rejonach, bo u nas cisza w tym temacie. Trzymają się prawdopodobnie najbliższej okolicy Drawieńskiego Parku Narodowego. O, przeczytałam właśnie, że 17 stycznia, z tropów obliczono obecność siedmiu zwierzów.
Światło świec uwielbiam.
Na nartach nigdy nie jeździłam.
Uściski!

Ania z Siedliska pisze...

Ciekawe sąsiedztwo macie. Chyba muszą być głodne, skoro podchodzą tak blisko. Miśka nie była zaniepokojona ? Serdecznie pozdrawiam narciarzy - oj, czasem baaaardzo mi nart brakuje ! Biegowe to jednak zupełnie nie to samo !

Rogata Owca pisze...

Na nartach nie nauczyłam się jeździć, choć próbowano mnie nauczyć. Alem nienauczalna jest i basta. Światło świec towarzyszy mi bardzo często ostatnio, w zasadzie co wieczór.
Wilk w sąsiedztwie. I zazdroszczę i bałabym się. No, ale ja mam wszak psy na wilki. Pozdrawiam

malaala pisze...

Dawno mnie nie było, ale jak błogo poczytać Twojego bloga!!!!:)
Kocham takie spacery zimowe , jazdę na nartach i siedzenie przy świecach!!!
Cudne foteczki ponadto !!!
Pozdrawiam ciepluchno!!!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Leptir, liczę na Las Mira, może coś podpowie; pozdrawiam serdecznie.

Asiu, niby tak właśnie szedł ten trop przez podwórze, ale przecież mogę się mylić, i jak patrzę na te tropy, to też niby podobne; mam nadzieję, że nie przyjdzie, jak wyczuje ludzi, nie było nas tam ponad tydzień; i ja pozdrawiam.

Olqo, wolałabym, żeby tak blisko nie podchodził; jenota raz udało nam się zobaczyć, na środku drogi, w światłach samochodu; serdeczności.

Dana, moja siostra na początku pytała, jak wyście tu trafili, w tę dzicz; na początku była dżungla, przemnóstwo pracy, i nie powiem, że nie ma jej nadal; i mnie miło Ciebie gościć; pozdrowienia ślę.

Kyjo, trochę drapieżne to sąsiedztwo; a lampka wyszperana w klamociarni, muszę tylko ten gwóźdź zmienić, bo coś nieładnie się komponuje; wiosna już drepcze u progu, ptaki jakby w zalotach, w karmniku pustki; serdeczności.

Maniu, tak one właśnie zabijają, nie potrzebując tyle; kilka lat wstecz w pobliskiej wsi gospodarz zostawił otwarte górne drzwi od stodoły, wskoczyły tam cichcem nocą i wybiły mu owce; pewnie, że nauczysz się, ja też uczyłam się przed 40-tką, nie zliczę upadków, czasami bolesnych; i Tobie dobrego, pozdrawiam.

Alino, znasz się? i co to jest, Twoim zdaniem? bardziej boję się o Miśkę, niż o siebie; pozdrowienia ślę.

Kozo, jak się staje na deskach po dłuższej przerwie, to człowiek czuje się niepewnie, ale tego się nie zapomina, jak jazdy na rowerze; prawdę mówiąc, wolałabym, żeby to był pies, i te ślady pod domem, i tam, za potokiem; ależ daje Wam śnieg czadu, ładnie wygląda na zdjęciach, ale ile pracy; serdeczności.

Mariusz, musiałby zobaczyć je ktoś doświadczony, bo mnie, przejętej, wszystkie ślady będą kojarzyć się z wilkiem; i ja pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Sukienko, Miśka uwielbia takie spacery, goni jak zwariowana z taką radością na pyszczku, pije wodę płynącą ze źródełka, łapie gałązki do zabawy; a lampka to nie antyk, tylko wygrzebana w klamociarni, jakiś odlew żeliwny, pomazany chyba farbą i przetarty, wygląda jak stara i ze rdzą; pozdrawiam.

Niko, widziałam u Ciebie te kolorowe korowody; mam koleżankę, ona nie wyobraża sobie takiej samotności w chatce, jej potrzebne miasto, sklepy, galerie, tłumy, a mnie na odwrót; i ja wolałabym, żeby to był pies, o Miśkę boję się, bo psy to podobno dla wilków smakowite kąski; serdeczności.

Krystyno, a do tego palą się jeszcze aromatyczne kadzidełka; tak, takie "wilki" też mogą być, i jeszcze można mieć "wilka" na czole, kiedy włosy niesfornie sterczą; pozdrowienia ślę.

Agato, troszkę mi nieswojo, ale może nie wejdą mi w drogę, kiedy wyczują ludzki zapach, odgłosy życia w chatce; bo moje obawy to tylko na Miśce skupiają się; pozdrawiam cieplutko.

Zofijanno, lisów jest bardzo dużo, nawet parami krążą, często widać je bardzo blisko ludzkich osad; boję się o Miśkę, i wolałabym, żeby to jednak był pies, może wiosną i latem będzie tam większy ruch, dzika zwierzyna odejdzie; pozdrowienia ślę.

Lilko, oj! nie wiem, czy sił starczyło by nam na takie wędrówki w śniegu, pewnie już zostaniemy przy zjazdach; z ciekawości poczytałam trochę o tych nartach, fajna rzecz; pozdrawiam Cię serdecznie.

Doroto, przysypana śniegiem, na tle innych krzaków wygląda rzeczywiście ładniej; i ja tak sobie wyobrażam, że to był na pewno pies, no po co mi wilk tak blisko? nie znam ich zwyczajów, jak blisko podchodzą, czy wędrują samotnie, bo tam przecież daleko do ludzi, i głód je przybliża do wsi, może później oddalą się w głębokie lasy; i ja pozdrawiam.

Aniu, on był bardzo daleko, jeśli to rzeczywiście wilk, a ślady zostały zrobione, kiedy nas nie było; też mi troszkę nieswojo, pozdrawiam.

Iza, jednak wolałabym, żeby to był pies, tylko co on robiłby tak daleko od ludzi? sama nie wiem, co o tym myśleć; pozdrawiam Cię serdecznie.

Magdo, w naszej studni jest woda zaskórna, bo do głębinowej trzeba wiercić ze 30 metrów, i tak układa się jej poziom w studni, jak chodzi woda w warstwach ziemi; też pomyślałam o koźlątkach, i boję się o Miśkę, a najbardziej mam nadzieje, że to wzrok mnie omamił i we wszystkim widziałam wilka, oby! jednak one są tam w lesie, wielu ludzi to potwierdza, nie znam ich zwyczajów, jak wędrują, niech idą głęboko w las; jak to stało się, że Ty, krakowianka, tyle czasu w górach, i z końmi, nie spróbowałaś nart? pozdrowienia serdeczne nad Drawę ślę.

Aniu, to bardzo drapieżne i dzikie sąsiedztwo, ludzie zabierają im coraz to nowe tereny i pojawiają się one w miejscach, gdzie ich nie było, albo rzadko; wiem, że psy bardzo boją się, jak wyczują wilka, ale ten był daleko, na łące za potokiem, a tropy zwierząt Miśka wącha zawsze, biegając z nosem przy ziemi; lubimy narty, szkoda, że w tym roku nie działa wyciąg w Arłamowie z powodu remontu, to blisko nas, ponad 10 km, byłaby baza w chatce i wieczorne wypady, może na przyszły; na biegowych nie umiem; pozdrawiam.

Owieczko, ja też boję się, zwłaszcza o Miśkę, przecież łazi sama po podwórzu, tuż przy drodze, za drogą las; teraz dużo widzi się, na białych przestrzeniach nie umknie oczom żadne zwierzę, wiosną będzie zupełnie inaczej, i zajęć w obejściu więcej; serdecznie pozdrawiam.

Malaalu, a powitać, powitać! zawsze jesteś miłym gościem; na narty mamy trochę daleko, ale raz na jakiś czas można się wyrwać; pozdrawiam Cię.

Mażena pisze...

Mnie też smutno, gdy kończę czytać to Wasze chatkowanie! żeglarzowi - stopy wody pod.. a Tobie mnóstwa wiader wody! a raczej metrów sześciennych.
Zwierzęta są intrygujące ale i niebezpieczne.
Ładnie wygląda tak oświetlone wnętrze. Świeczniki bajeczne! No i ten wypad na narty, pozazdrościć!

Radziejowe Zacisze pisze...

Zazdroszczę wszystkiego poza tym wilkiem:) Ja choć przyrodniczka to tylko zająca się chyba nie boję, wszystko większe mnie przeraża, nawet krowa:))) No jeszcze tylko małe kózki uwielbiam. Ja na nartach też po szusowałam troszkę w tym roku. Rozgrzewka była u mnie w Górach Świętokrzyskich na stoku w Krajnie, a potem w Szczyrku pomykałam z Małego Skrzycznego. Fajnie było ale się skończyło i dziś już pierwszy dzień w pracy, ale dzieci uśmiechnięte jakoś poprawiły mi humor. Pozdrawiam cieplutko. Ania:)

lilka pisze...

Mario, wedrowki sa tak samo meczace- jak zwykle wedrowanie w lecie, a w pewnym sensie nawet mniej - bo sie zjezdza, nie schodzi:) tylko ze sprzet jest troche drozzszy, ale za to nie placi sie za wyciagi. pozdrawiam serdecznie!

Anonimowy pisze...

Powtórzę się ,ale klimat chatkowy to nie tylko przedmioty ,nie tylko ciepło świec ,ale też Twoje podejście ,Twoje opisy i miłość jaką darzysz to miejsce to jest cały klimat ,nie każdy ma ten dar !Dlatego u Was tak ciepło :) Miśka najwyraźniej ma gdzieś wilka ,sama jak niedźwiadek :) A u nas jeszcze sezon narciarski się nie zaczął :D dzisiaj wybieraliśmy się do Przemyśla ,ale nie wyszło .Jutro mamy nadzieję !
Pozdrawiam !
AniaA

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mażeno, no cóż! woda w naszej studni zależy od stanu wód gruntowych, jeśli się obniżają, to i u nas mniej, ale na potrzeby bytowe wystarcza; z jednej strony cieszę się, że tyle dzikiej zwierzyny wokół, a z drugiej jednak przepełnia mnie obawa o Miśkę, bo to smaczny, tłusty kąsek; chcielibyśmy jeszcze na narty, w górach śniegu dosyć; pozdrawiam Cię cieplutko.

Aniu, krowa łagodne stworzenie, dziczyzna ucieka od człowieka, nie ma się czego bać; troszkę mnie nogi bolały po tym pierwszym razie, ale teraz pewnie już byłoby lepiej; my jeździmy, gdzie bliżej, bo w ten sam dzień trzeba wrócić do domu; pozdrawiam serdecznie.

Lilka, hm! w lecie pewnie lżej wędrować niż w zimie z nartami na nogach, ale to tylko moje odczucie, pewnie wynika z zupełnej nieznajomości "turowania"; nie są to tanie przyjemności, dojazd, sprzęt, wyciągi, ale nie zażywa się w końcu tej przyjemności codziennie; serdeczności posyłam.

AniuA, to prawda, bardzo lubimy to miejsce, mieszkanie w chatce, pracowite dni; czekamy wszyscy na wiosnę, ja też, ale wiąże się ona z ogromem zajęć, mnóstwo koszenia trawy, która jak na złość odrasta wściekle, trzeba wyciąć krzaki, oczyścić miedze od sąsiada, wypalić zwalone przez śnieg gałęzie, potem grządki, bo własne jarzyny najpyszniejsze; czasami ktoś przyjedzie i mówi: Ale macie fajnie! tak, tylko ten ktoś chyba nie zdecydowałby się na taką harówę od podstaw, to trzeba lubić, a na początku była dżungla; no i co? byliście w Przemyślu na stoku? pozdrowienia przesyłam.

Mała czarna pisze...

jeja jak pięknie jak klimatycznie muszę zakupić świece kiedyś uwielbiałam je palić :)też chcę w góry!
zapraszam w wolnej chwili pozdrawiam będę zaglądać ;)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Witaj, Mała Czarna, palimy świeczuszki, kadzidełka, patrzymy za okno na ptaki i zwierzęta, tam jest nasz świat; pozdrawiam serdecznie.

Gocha pisze...

Cześć, wydaje mi się, że jest to jednak trop psa. Na stronie: http://www.facebook.com/photo.php?fbid=544700845561492&set=a.522934017738175.119781.522923104405933&type=1&relevant_count=1 znajdziesz fajną planszę przedstawiającą jak odróżnić tropy lisa, psa i wilka. Pozdrawiam :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Gocha, i ja teraz widzę różnicę, w ustawieniu górnych opuszek; niechby to był pies, bo sąsiedztwo wilka troszkę niewygodne, chociaż, jak czytałam, potrafią one w ciągu nocy przewędrować mnóstwo kilometrów; dzięki i pozdrawiam.