wtorek, 12 lutego 2013

O czapeczkach ...

Nie będzie to post o modzie, dzierganiu, nowych wzorach, nie! bo ja pragnę napisać o czapeczkach sikorek.
Obserwuję je często, w domu karmnik naprzeciwko okna ... przy chatce na starej śliwie, również najlepszy widok z okna ... i zadziwia mnie różnorodność tych ptasząt.
A ostatnio narobiłam mnóstwo zdjęć, bo pojawiła się, nigdy nie widziana przeze mnie na Pogórzu sosnówka ...


Maleństwo, może wielkości modraszki, a odznacza się czapeczką z białym pasem przez środek głowy ...


Długo czatowałam na nią, tak jak kiedyś latem na motyla mieniaka, bo jest strasznie szybka ... w mgnieniu oka porywa ziarenko słonecznika i już jej nie ma. Zdjęcia są brzydkie, bo przez szybę, ale mam swoją sosnówkę.
Najładniejszą czapeczkę ma sikorka modraszka, istny klejnocik, mieniący się rzeczywiście metalicznie niebiesko, zwłaszcza w promieniach słońca ...


Idealna jarmułka na czubku głowy, oddzielona od reszty prawie białym paskiem, a dodatkowej urody dodaje jej czarna krecha, przechodząca przez oko ... prawie jak u Kleopatry, zachodząca aż na tył głowy.
Małe toto, ale bardzo bojowe, broni jedzenia przed innymi sikorkami, zaczepia, atakuje ...
Jest bardzo dużo sikorek ubogich ...


Bardzo oszczędne ubarwienie, eleganckie połączenie czarnej czapeczki z szarym wierzchem i prawie białym brzuszkiem ... kiedy przychodzi do mnie Ola, ta 4-letnia sąsiadeczka, to zawsze woła: O! śmietanka, śmietanka ... jakoś tak jej  się kojarzy.
Sikorce ubogiej czarna czapeczka kończy się na karku, bo gdyby przechodziła na plecy, to byłaby już inna sikorka - czarnogłówka ... bardzo subtelne różnice w wyglądzie i tej nie spotkałam.
I na koniec najbardziej znana bogatka ...


Aksamitna czerń czapeczki, nieskazitelna biel policzków, żółty brzuszek ... wszystkie są prześliczne.
Kiedyś do ogrodowego karmnika przyleciało też coś malutkiego, główka jakby lekko zaczochrana, tak sobie myślę, że to chyba była czubatka, i tylko raz ją widziałam.
A gdyby tak napisać o czerwonych  czapeczkach dzięciołów, jaka różnorodność, jedne mają ją na potylicy, drugie u nasady dzioba, mniejsze, większe, gładziutkie, nastroszone ... czasami patrzę długie chwile na te skrzydlate stworzenia, a bo jest na co.
W drodze do domu mijamy buka, którego ktoś ozdobił gałązką, ryjąc w korze ... gdzieś na początku blogowania zamieściłam jego zdjęcie, upłynęło sporo czasu ...


... drzewo urosło, rysunek w korze powiększył się ... niepokoi mnie tylko ta pomarańczowa kropka ...
kiedyś pytałam Janka, tego z góry, co znaczą te ślady ... ano drzewo przeznaczone do wycinki ... pewnie przy okazji zdrapię tę farbę.


I tak sobie zimujemy, trochę w domu, trochę w chatce ... już sobie myślę, co też posadzę na swoich grządkach, z czego zrezygnuję /bób, kukurydza/ ...
Bo powiem Wam, że wydawało mi się, iż nie ma żadnej różnicy pomiędzy ogórkami kupionymi gdzieśtam a wyhodowanymi u siebie ...jest! każdy słoik zdrowy, z jędrną, chrupiącą w zębach zawartością ...
swoja kiszona kapusta, to samo.
Sprawdziła się też kiszona papryka, zrobię jej więcej ... jeszcze tylko kiszone listki czosnku niedźwiedziego czekają na degustację ... bo te w postaci "pesto" z oliwą i solą dodaję do wszystkiego ... wyszło na to, że wszystko u mnie kiszone, nie, inne też są.
Myślałam, że wyjdę trochę do ogrodu na przycinanie krzaczorów, wczoraj było tak przyjemnie, ale dziś mrozi, do tego zimny, przeszywający wiatr, chociaż wyszło słońce ... jednak poczekam na cieplejsze dni.


Dziękuję za odwiedziny, za ciepłe słowa, pozdrawiam wszystkich serdecznie, pa!



25 komentarzy:

Anka J. pisze...

Mamy taki sam karmnik. Tylko u mnie ptaszków nie ma. Za późno powiesiłam karmniczek na dworze.
Narobiłaś mi smaka tą kapustą i ogórkami. Sadź warzywka - sama widzisz, że swoje jest lepsze. Pozdrawiam

Agata Rak pisze...

śliczne te sikoreczki..u mnie bywają tylko bogatki...

Magdalena pisze...

Przepięknie napisałaś o sikorkach. :) Widziałam sosnówkę na żywo i na różnych zdjęciach, i przeważnie wygląda, jakby się tyłem przepychała przez komin. :) Na stronie lasów państwowych, tam gdzie żubry, kamera jest czasem kierowana na gałęzie z kulkami dla ptaków. Ależ tam śliczności są. Widziałam sikory, mazurki, sójki i dzięcioła zielonego.
Serdeczności :)

Iza pisze...

Sikorki sa bardzo pocieszne, chyba ich zawsze najwięcej u mnie w karmniku :) Pozdrawiam :)

mania pisze...

Jakże cenne korepetycje z ornitologii - nie wiedziałam, że jest tyle odmian sikorek!
Pozdrawiam serdecznie :)

Asia i Wojtek pisze...

U nas przeważają bogatki, w tym roku pierwszy raz pojawiły się też modraszki, no i zamieszkały u nas mazurki - aż pozazdraszczam tylu sikoreczek:-))) Pozdrawiamy serdecznie z drugiego krańca Polski!
Asia
PS. A jak tam Wasz wilk?

Inkwizycja pisze...

Ależ u Ciebie obfitość gatunków - u nas z sikorek tylko bogatki... ale i zięby, i trznadle się pokazały, a nawet dzięcioł z czerwoną czapeczką ;-) Narobiłam im zdjęć i zbieram się, żeby na blogu pokazać, ale u mnie to ciężko idzie, nie to co u Ciebie -zawstydzająca regularność ;-)
Własne ogórki są bezkonkurencyjne i nigdy się nie psują w przetworach!
Ściskam czule;)

wkraj pisze...

Podziwiam wiedzę na temat tych wszystkich ptaszków. Mnie trudno przychodzi odróżnienie ich. Czasem leci coś czarnego, myślę - wrona, ale czy na pewno?

Pozdrawiam serdecznie.

Tenia pisze...

Witaj Mario.
Popatrz jakie kolorowe mamy ptaki.Ich kolory ocieplają nam zimowe dni.
Z pracą w ogródku poczekaj na cieplejsze dni, będzie przyjemniej i zdrowiej.
Pozdrawiam serdecznie:))
PS.Też marzy mi się wiosna:))

Zofijanna pisze...

Fajne zdjęcia zrobiłaś.Do kolekcji sikorek brakuje raniuszka.
One obok modraszki, najbardziej mi się podobają .
U mnie, w karmniku gość wypędził ptaszki.
Obecność dzikiej przyrody, lasów w bezpośrednim sasiedztwie Twojego domku, czyni to miejsce wygodnym do obserwacji wszelkich zwierząt. Pogórze jest słabo zaludnione i zmienione urbanistycznie, a to raj dla różnych stworzeń.
Nie ważne, że zdjęcia zrobione są przez szybę. W mróz ciężko obserwować ptaki. Serdeczności Mario.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, będzie jak znalazł na następną zimę;
zajadam się kiszonkami, do wszystkiego; serdeczności.

Agato, to pewnie z lasu do nas przylatują; pozdrawiam.

Magdaleno, to bardzo ciekawe podglądać zwierzynę przez kamerę, może by tak mojej popielicy zainstalować? pozdrowienia ślę.

Izo, bo to liczny gatunek, i taki przydomowy; pozdrawiam.

Maniu, to tylko moje spostrzeżenia, gdzie mi tam do prawdziwej znajomości ptaków; pozdrawiam serdecznie.

Asiu, bogatki chyba najliczniejsze, obserwuję czasami, jak wyprowadzają młode; a wilk? nie wiem, wyjechaliśmy w niedzielę, w weekend będziemy patrzeć; pozdrowienia ślę.

Inkwizycjo, na razie obserwuję, co w karmniku; jakoś za bardzo nie potrafię rozróżnić trznadla od dzwońca czy czyża, podobne umaszczenie; dopiero doświadczyłam własnoręcznie wyhodowanych ogórków, co za różnica! serdeczności.

Wkraju, to tylko moje obserwacje "naoczne", a ile ciekawostek jeszcze nie znam; jak czarne, i na dodatek kracze, to ani chybi wrona albo kruk; i ja pozdrawiam.

Teniu, jak pooglądałam ptaki Grażyny z Wenezueli, to sobie pomyślałam, co ja za mizeroty tu pokazuję, aleć to przecież nasze, i lubię na nie patrzeć; nie, nie idę do ogrodu, można przeziębić się; serdeczności.

Zofijanno, raniuszki są, tylko latają jakoś tak wysoko, i nie chcą przylatywać do karmnika; kiedyś obserwowaliśmy, jak budowały gniazdo, a pajęczynę zbierały ze ścian chatki; na drugi tydzień jakiś drapieżnik zniszczył im to gniazdo i przeniosły się gdzie indziej, a nam było żal; pozdrawiam cieplutko.

malaala pisze...

Super sikoreczki!!!Jak byłam dzieckiem to zawsze obserwowałam ptaszki w karmniku , bo był umieszczony zaraz przed kuchennym oknem :)
Fajne wspomnienia , ja też na pewno będę miała wielki karmnik przy moim przyszłym domku :)
ps.A żółty znaczek zmaż koniecznie ;)
Pozdrawiam serdecznie :)

Aneta Małgorzata Anna pisze...

Witaj,
Trafiłam tu przez przypadek (z bloga Zuzi).
Na razie przeglądnęłam pobieżnie (początek bloga) i już się cieszę na myśl o większym czytaniu. Tak miło widzieć te wszystkie znajome okolice :)
Pozdrawiam serdecznie
Aneta (rodem z Przemyśla, obecnie Kraków)

Mażena pisze...

Jest coś niesamowitego w obserwowaniu ptaków, a właściwie ptaszków. Takie małe a zwinne i pocieszne. jesteś szczęściara u Ciebie nie ma srok i tych koszmarnych krukowron czy kawek.. demolujących kamink!

grazyna pisze...

Obserwacja ptakow to najcudowniejsze z zajec! a sikorek jest bardzo duzo w Polsce, najwiecej bogatek, potem modraszek, a sosnowka, uboga etc..rzadziej spotykane. Ja obserwowalam przez cala zeszla wiosne czubatke, jest sliczna, obserwowalam jak opiekuja sie gniazdem z malymi, siedzialam godzinami pod drzewem i nabawilam sie boreliozy! Ale dalej latam za ptaszkami. Wczoraj bylam w cudownym miejscu, gdzie koliberki lataly jak pszczoly nad kwiecista laka...musze zrobic post na ten temat.
Kwasna kapusta, kiszone ogorki, specjaly za ktorymi sie teskni tutaj! a farbe z kory zdrap! caluje

Mała czarna pisze...

karmik świetna sprawa mam też na balkonie ;)

Magdalena pisze...

Ten pomysł z kamerą wśród popielic jest świetny. :) Chętnie bym popatrzyła na ulubione zwierzątka. Bo już tęsknię za nimi i przeglądam Twoje posty z ich zdjęciami. :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Malaalu, karmnik przed oknem dostarcza dużo wrażeń, można obserwować ptasie życie, kłótnie, straszenie siebie nawzajem; przy najbliższej okazji zdzieram kropę z kory; pozdrowienia ślę.

Aneto, witam Cię serdecznie w naszych progach; ależ Cię daleko zaniosło, aż do Krakowa; mieliśmy jechać dziś do Przemyśla na stok, ale pada deszcz i pewnie śnieg ciężki, chyba, że pod wieczór; cieszę się, że patrzysz na rodzinne strony przez mojego bloga, odwiedzałaś też Pogórze? pozdrawiam Cię.

Mażeno, czasami można zaobserwować polowanie drapieżcy przy karmniku, jest tak szybki, że nie zdążysz za bardzo okiem mrugnąć; sroki są w mieście, podkarmiam je w zimie na równi z gawronami, do karmnika nie zbliżają się; na Pogórzu nie ma, tylko mnóstwo sójek, równie rozwrzeszczannych jak gawrony; pozdrawiam cieplutko.

Grażyno, przez te ptasie ciągoty kleszcze Cię dopadły; moja Miśka jest atakowana przez nie już od marca, kiedy zejdą śniegi, coś niesamowitego; ptaki z Twojej drugiej ojczyzny są jak klejnociki, kolorowe aż oczy bolą; chociaż kapustą i ogórkami smaka Ci narobię, bo innych specjałów masz całe bogactwo; zdrapię; pozdrawiam serdecznie.

Mała czarna, to dobre miejsce obserwacji, można wiele zobaczyć i nauczyć się, a przede wszystkim regularnie trzeba dosypywać jedzenia; pozdrawiam Cię.

Magdaleno, miały u mnie dobre miejsce, na szafie, w starym zegarze, nawet gniazdo ze sznurków, wstążek sobie przysposobiły, a jak wychodziła jedna na zewnątrz, to zawsze było bim! o sprężynę, znak dla mnie; w marcu już się obudzą, ale w chatce pokażą się w lecie; pozdrowienia ślę.

Olga Jawor pisze...

W zeszłym roku posadziłam u siebie czosnek niedźwiedzi, bo go uwielbiam i chciałąbym jeść go w postaci sałatek na okragło. Ciekawa jestem czy mi sie rozrośnie.
Tez mi sie juz ckni do tej wiosny, do zieloności i zapachów, do świergotów i kumkań, do cieńszych ubrań i do rąk ziemią upapranych...
A jak wiosna i lato przyjdą, to zatęsknimy do tego odpoczynku zimowego, bo nie będzie nieraz czasu by spocząć.Rzadko kiedy człowiek docenia to, co ma!
Ciepłe, przedwiosenne pozdrowienia zasyłam!:-)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Olgo, tak, bo dla nas to czas wytężonej pracy, ja mam dużo koszenia trawy, przez maj i czerwiec, co tydzień, spory areał, potem jakby tempo maleje; i grządki, i dom "stacjonarny", i nie raz myślałam, jak było fajnie w zimie, bo trawa nie bujała; czosnek niedźwiedzi rozrośnie Ci się w spory placek, bo nasionka kiełkują, i cebulki wydają nowe, i tak niepostrzeżenie rozrasta się w sporą kępę; używam go sporo, tylko ten suszony, chociaż zamknięty w słoju, jakby lekko stracił aromat, ale do sera może być; pozdrawiam serdecznie Sąsiedztwo zza Sanu.

Madzia pisze...

Pani Marysiu witam Panią i z góry przepraszam, że tutaj piszę o mojej sprawie...A sprawa jest taka,że ostatnio opowiadałam mamie,o Pani blogu,a mama mnie poprosiła o to,żebym zapytała się jak Pani marynuje mięso do wędzenia? Proszę bardzo o podanie przepisu...kiedyś hodowaliśmy świnki a babcia zajmowała się wędzeniem,niestety parę lat temu zmarła a nas wcześniej jakoś nie obchodziły tego typu sprawy, aż do teraz gdy mięso w sklepach coraz gorsze, a warto mieć znów swoje wyroby w tych czasach...Pozdrawiam i czekam na odpis, oraz pragnę powiedzieć iż już regularnie tu zaglądam :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Madziu, właśnie z tego powodu już marynuje się u mnie mięso, i w poniedziałek będzie wędzenie, i kiełbasek parę też zrobię; do marynowania mięsa używam soli peklującej, kupuję ją w sklepie obok zakładów przetwórstwa mięsnego, można kupić, tam gdzie sprzedają osłonki różne, jelita ... mięso ma być chłodne, potem do wody dodaję tej peklosoli, aby był mocno słony roztwór, oprócz tego obrany czosnek, ziarna pieprzu i ziela angielskiego, listki laurowe; mięso musi być przykryte marynatą, najlepiej obciążyć je talerzykiem, odwracam je codziennie z góry na dół, i tak przez 5-6 dni, potem sznuruję, przez noc ocieka i do wędzenia; ja uczyłam się wędzenia z bardzo fajnej strony: Wędliny domowe, tam podają proporcje, zestawy przypraw, ważenie mięsa ... ja robię wszystko na oko, a właściwie na smak; jeśli mama będzie miała jakieś pytania, to chętnie odpowiem; udanych, własnych wędzonek życzę, pozdrawiam serdecznie.

Madzia pisze...

Pani Marysiu dziękuję serdecznie za odpowiedź! w razie jeszcze jakichkolwiek pytań zwrócę się do Pani :)

Kris Beskidzki pisze...

Widać, że ktoś bardzo dba o ptaszęta w okresie zimy. Ciekawy blog. :)

Pozdrawiam. :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Kris; dbam, i przy domu, i na Pogórzu, pewnie muszę nawiązać jakieś kontakty z producentem słonecznika; dzięki i pozdrawiam.