środa, 5 listopada 2014

Bo jak mnie nie ma tutaj ...

... to na pewno jestem na Pogórzu.
Bez dostępu do internetu, a czasami jak się zagapię, to i bez impulsów w telefonie, spędzam sobie pracowicie czas, czyli łączności ze światem brak.
Dostałam od brata sadzonki orzecha włoskiego, a żeby się nie zmarnowały, trzeba było rychło je zasadzić.
Brat ma dobrą rękę do roślin, a to dąb czerwony wysieje i potem dostaję od niego sadzonki, a to właśnie orzechy ... kilka dębów nad potokiem przetrwało najazd dzików ...
Pogórze ciche, obszarpane z liści, na podwórzu jasno, tylko w powietrzu, pod zachodzące słońce, widać jakieś muszki, może komary, latające "w słupek" w jednym miejscu ...


W chatce zimno, noce z przymrozkiem wychłodziły ją, ale chwila ognia w palenisku i już jest cieplutko. Zanim dym znajdzie sobie drogę w zimnym, kamiennym kominie, wychodzi wszystkimi możliwymi otworami na chatkę, co zresztą wcale mi nie przeszkadza, bo drzwi otwarte na oścież, na dworze cieplej niż wewnątrz ... za to dym malowniczo zasnuwa wszystko, malując drogę promieniom zachodzącego słońca, które zagląda przez okno we wszystkie kąty ...


Jejku, jejku! ilez tu do sprzątania! pod naszą nieobecność myszy opanowały domek, wszędzie ich ślady bytności, a i nos też wyczuwa mysi zapach ... trzeba wszystko poprzecierać, zebrać odkurzaczem z podłogi i nastawić łapki ... co roku wypowiadam im walkę, bo zjadłyby nas żywcem, jak króla Popiela ...


Do psów przyszedł znowu Paździoch, ich wierny przyjaciel z "górnej" wsi ... pędzi za nami, jak tylko zobaczy nadjeżdżający "czołg".bo wie, że i psy też będą ... nie przepędzam go, mimo że i on przysparza mi pracy, obsikuje każdy skrawek, na tarasie, dookoła, a Amik po nim poprawia, do tego częstuje moje psy pchłami ... zakrapiam je kropelkami przeciwpchelnymi ... Paździoch jest bardzo nieufny, nie podejdzie do ręki, chociaż wczoraj zbliżył się do mnie, leciutko machając podkulonym ogonem ... a i kość mu się dostała ...


Taras ze wszystkich stron obłożony drewnem, za ścianką z polan zrobiło się nawet zacisznie we wczorajszym, urywającym głowy wietrze ... zima może śmiało przychodzić ... miałam jeszcze zapakować w worki liści, żeby obłożyć nimi ścianę, gdzie woda wchodzi do chatki, tak na wszelki "pożarny słuczaj", żeby rurka z wodą nie zamarzła, ale wietrzysko zabrało wszystkie liście z podwórza, niosąc je, Bóg wie gdzie ...
za to naniosło z lasu mięciutkich, rudych igiełek modrzewia ...


Jeszcze przykryłam grządki kozim nawozem, który od wiosny leżakował w pryzmie i zrobila się z niego bardzo ładna próchnica, resztę dosypię do tunelu foliowego na wiosnę, a już sąsiad "powyższy" mówił, żebym brała następna partię, bo jego kozy produkują go sporo ... pewnie! z chęcią, bo to najlepszy nawóz ...
Wieczorem łanie wychodziły popaść się na łaki, jedno stadko, za chwilę drugie, a wieczorem, jak wracałam do domu, drogę zagrodził mi dostojny jeleń, który leniwie zszedł do lasu ...
Jeszcze tylko parę ujęć zachodzącego słońca ...




... i już wracałam do domu, mając za sobą fiolety i różowości nieba, a przed sobą księżyc, prawie w pełni ... oczywiście z przyczepką, wypełnioną drzewem.
Mówią, że niszczy się coś tam w aparacie, kiedy fotografuje się słońce, ale dla takich widoków warto.
A dzisiaj wieczorem rarytasik dla ducha, wieczór autorski Marysi Żemełko, i koncertowanie zespołu "Dusza we mgle" ... jedziemy, a jakże! ... i zaległości blogowe trzeba mi nadrobić, których narobiło się sporo ...


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, dobrego życzę, a sama jeszcze pójdę do ogrodu liście pograbić, tak "na rynku", bo znowu naleciało ich sporo, pa!














13 komentarzy:

Beata Bartoszewicz pisze...

Ależ pięknie, a to okno w chatce w promieniami słońca - bajka.
I znowu Cię podziwiam za te prace gospodarskie, jak to o wszystkim trzeba myśleć i planować na zaś - nawet kozi nawóz ;) Psi raj to też chyba jest. Jak miło było Ci towarzyszyć, choć w taki sposób, Beata

ankaskakanka pisze...

I pomyśleć, ze są takie miejsca, gdzie sami uciekamy od cywilizacji. Mi to się udaje raz na rok, ale wiem, jak wtedy odpoczywam. Widoki są przecudne, zachody moje ulubione, teraz jesienią to jestem świadkiem i wschodów, latem niestety śpię. Pozdrawiam

amelia10 pisze...

Piekna jesien u Ciebie! Ale pracy tez niemało, Trzeba wszystko uporzadkować, zdazyc do przymrozków. Dobrze,ze pogoda tak łaskawa, jeszcze bez przymrozków, przynajmniej u mnie. Ja lisci nie grabie, nie daje rady, jako ze las w pobliżu, rozkładaja się, a mojemu trawnikowi w niczym to nie szkodzi. Na myszy najlepszy sposób to kot... u mnie moje codziennie po kilka myszek łapia, a w domu za to ani jednej. O kozim nawozie nie słyszałam, ja miałam kurzy.Teraz sieje gorczyce, to podobno doktor dla gleby i oczyszcza ja z robactwa.
Usciski posyłam

Mażena pisze...

Zdjęcia fantastyczne...taki spokój!

Grażyna-M pisze...

Cudne zdjęcia, takie magiczne. :) Jesień potrafi być piękna i świetlista.
Serdeczności :)

grazyna pisze...

Listopad i jeszcze tyle uroku w przyrodzie, tyle zachwycajacych dwtali, tyle chwil...ciekawa jestem jaka bedzie zima, chcialabym zeby byla taka prawdziwie zimowa. pozdrawiam serdecznie

mania pisze...

Sielsko Maryniu u Ciebie, w takiej cieplutkiej chatce przyjemnie się zaszyć z ciekawą książką.
U nas zwierzęta pchają się do miasta, kilka dni temu na osiedlu drogę przebiegł mi lis a wczoraj przed autobusem przy wjeździe do miast przebiegł spory dzik.
Pozdrawiam serdecznie

Krystynka w podróży pisze...

Światło takie niezwykłe w te pory, podobne wiośnie.
U mnie też, zanim komin się rozgrzeje, śliczne dymy się ścielą. Tylko słońca mam niej bo dach pochyły a okienka niewielkie po szerokości.
Zapas drewna daje poczucie bezpieczeństwa, za dwa dni jadę zapełnić taras drewnem podsuszanym przez 9 miesięcy.
Przepiękne masz zachody !!!

wkraj pisze...

Umiejętnie wykorzystałaś ciepło zachodzącego słońca dla nadania zdjęciom wspaniałego zafarbu. Pięknie nas w tym roku obdarza ciepłem i kolorami jesień, oby jeszcze trwała co najmniej do następnego tygodnia.
Pozdrawiam.

Ania pisze...

Zdjęcia tchną pogodą i spokojem, ma sie wrażenie że fotografujesz swoje nastroje. Piękną mamy jesień, choć u nas coś sie właśnie popsuło ;-). Deszcz wisi w powietrzu. Uściski !

Olga Jawor pisze...

To pierwsze, złociste zdjęcia i to następne z pasmami dymu to ucieleśniona poezja...Wietrzysko nadal hula po Pogórzu a dzisiaj ma popadać. To i dobrze, bo w studni wody mało.
U nas myszy szaleją po drewutni, ziemniaki w worach obgryzają a koty ani tam nie chcą zaglądać, lenią się po pokojach i czekają na domowe jedzonko, darmozjady jedne!:-)
Pozdrawiam ciepło, Marysiu!:-))

Barbara Wójcik pisze...

Ależ u Ciebie Marysiu pięknie!
Lubię Twoje zwyczajne pisanie i zdjęcia i ten urok ciszy! sama obracam się w podobnych klimatach, choć uboższych widokowo, ale i tak je kocham! Pozdrawiam ciepło!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Beata, jako, że nie mam zwierząt gospodarskich, a nie chcę używać nawozów sztucznych, to posiłkuję się właśnie sąsiedzkim, kozim nawozem, albo kompostuję liście, trawę, odpadki organiczne z domu i tą próchnicą nawożę grządki; psom na Pogórzu najlepiej, hasają na wolności, choć w domu też mają ogród; serdecznie pozdrawiam.

Anka, uciekłabym na stałe, i mam taką nadzieję na "stare lata", a zachody słońca mam prosto w okno chatki; pozdrowienia ślę.

Amelio, wczoraj składałam w stóg trzy przyczepki drzewa, no, to wieczorem plecy już czułam, ale chciałam zdążyć przed deszczem, który właśnie zaczyna kropić; na Pogórzu też liści nie grabię, ale w domowym ogrodzie dopiero zaczynają porządnie lecieć, ale zgrabiam tylko pośrodku; mnie Gucio przynosi myszki w prezencie, znajduję je pod oknem w sypialnie, wewnątrz lub pod ścianą; spróbuję gorczycę w przyszłym roku; serdeczności ślę.

Mażeno, już mąż śmieje się ze mnie, że nawet zielsko wyrywam z aparatem fotograficznym; a tak, bo coś ciekawego może się wydarzyć; pozdrawiam cieplutko.

Grażyno-M, niskie słońce tak miękko oświetla ziemię, nie ma takich ostrości jak w lecie, no i te zamglenia; pozdrawiam.

Grażyno, dziś jest 18 na plusie, kto to widział? w listopadzie?ale mnie w to graj, lubię ogrodowe zajęcia; pozdrawiam.

Maniu, książki zawsze leżą w pogotowiu, bo jak wiesz, mam brzydki zwyczaj czytania nawet przy jedzeniu, a jak już jestem sama, to hulaj dusza; słyszałam, że dziki podchodzą coraz bliżej, bo jest ich wyjątkowo dużo; i ja pozdrawiam.

Krystynko, komin z kamienia jest zawsze zimny, i dymek błądzi tu i ówdzie, no chyba, że latem, jak jest ciepło, bo też pali sie do ogrzania wody w bojlerze; przewiane drzewo najlepsze, bo energetyczne; pozdrawiam serdecznie.

Wkraju, dym wszedł w promienie i powstał całkiem ładny obrazek, a że "skaza blogowa" zadziałała, to trzeba było pstryknąć zdjęcie; u nas dziś 18 na plusie; pozdrawiam serdecznie.

Aniu, tak, jestem spokojną osobą, coraz bardziej, w miarę upływającego czasu; w ogrodzie jeszcze kolorowo; serdeczności ślę.

Ola, zaczyna lekko kropić, ale jest bardzo ciepło,i nawet wiatr nie dokucza; u nas, dzięki Bogu, woda jest, bo zeszły rok to była klęska; mój Gucio łapie myszy, bo znajduję truchełka pod oknem sypialni, przynosi pochwalić się; serdeczności ślę.

Basiu, mamy swoje ukochane "małe ojczyzny", gdzie lubimy przebywać, dla nas taką odskocznią jest Pogórze; i ja pozdrawiam.