piątek, 7 listopada 2014

Wieczór z Marysią i "Duszą we mgle" ... dyniowe zabawy ...

Byliśmy na wieczorze autorskim przemyskiej poetki, Marysi Żemełko.
W piwnicy pod Niedźwiadkiem, tam, gdzie spotykamy się z Jurkiem Krużelem na śpiewankach.
Marysia wydała nowy tomik swoich wierszy "Z plecakiem i walizką", ja poprosiłam ją także o wcześniejsze wydanie wierszowanych bajek dla dzieci ... przecież Jaśko rośnie, będę mu czytać ...


Marysia to niespokojna dusza, nie usiedzi w miejscu, jak sama mówi, że "gdyby żyła w czasach Franciszka Józefa, to podzieliłaby losy Szwejka, trafiając do aresztu za włóczęgostwo". Pisałam juz kiedyś, że poznaliśmy ją zupełnie przypadkiem na koncertach pod Kopcem, ale jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że pisze wiersze ... osoba niezwykle ciepła, nietuzinkowa, z pasją ...


Zespół "Dusza we mgle " całkiem zgrabnie układa muzykę pod jej teksty, a zwłaszcza bieszczadzkie ... nasze klimaty ...


A w ogrodzie jeszcze kolorowo, wiatr nie zdążył zwiać wszystkich liści ... brzoza przebarwiła się na złoto ...


... klon palmowy z listkami jak gwiazdeczki zagląda do okna ...


... i tak mi się machnęło aparatem, i zupełnie niechcący wyszło "artystyczne" mazidło ...


Na ławce pod domem rozparła się grubaśna dynia, też dostałam ją od brata ... po kawałku zjada ją Jaśko, w zupce ... ja jakoś nie jestem przekonana do zupy dyniowej ...


... ale znalazłam w necie przepis na placek dyniowy, zupełnie podobny do tego marchwiowego ... czemu nie? trzeba spróbować ...


Dla mnie przepis to tylko ramówka, a i tak reszta to własna inwencja, nie odmierzam do grama, tu podsypię, tam dorzucę i zawsze coś wyjdzie ... uwielbiam przepisy, kiedy bez ceregieli zamiesza się wszystkie składniki, wyleje do blachy i już się piecze ...
Tym razem pozbierałam różne bakalie, suszone owoce, dosypałam mieszankę przypraw, którą kiedyś sama zrobiłam ze zmielonych, pachnących zamorskich korzeni i wyszło coś na podobieństwo aromatycznego piernika ... w środek ciasta nałożyłam marmolady z czarnej porzeczki, ostrej i wyrazistej w smaku, jakieś resztki wiśni smażonych, rumuńskich jeżyn w cukrze ... całkiem udana kompozycja ...


A to obok to oczywiście drożdżówka z kruszonką, która na stałe weszła w piekarski zwyczaj, tak przy okazji ... jak chleb piekę, albo inne ciasto ... ona sobie gdzieś z boku wyrasta, niekłopotliwa, z przepisu od Kamy ...
Pakujemy się powolutku do wyjazdu na Pogórze, bo wyklarowało się trochę wolnego przy okazji święta, tym razem będzie "budowlanie", z łopatę, betonem ... trzeba kłaść kamień węgielny pod chatkę pszczelarza ...


Nie martwcie się, że nadchodzi zima ... w tych pąkach już drzemie nadzieja na wiosnę, to dereń jadalny, zakwitnie pierwszy żółciutkimi kwiatuszkami, i murarki w marcu do nich przylecą, i pierwsze pszczoły ...


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, wypoczywajcie zdrowo, pa!


11 komentarzy:

ankaskakanka pisze...

Dynia nie przypadła do gustu i mojej rodzince, ale cieście musi być super.

Drzewa się ślicznie przebarwiają, a po zimie będziemy wypatrywać choć jednego listka. Pasuje mi obecna pogoda, choć teraz czuje się często znużona. Oby zima nie była za długa, bo nie lubię tej pluchy i brudnych poboczy na ulicach. Pozdrawiam serdecznie.

Krystynka w podróży pisze...

Nie wiem co ładniejsze, klon palmowy, artystyczne dzieło czy placek dyniowy, zwłaszcza w przekroju.
Dobrej roboty przy chatce pszczelarza, pewnie miodem pitnym oblejecie ten kamień węgielny.
Ja też jadę na kilka dni posadzić aleję sosnową i dwóch, może modrzewiowych, strażników wiaty winnej.

Inkwizycja pisze...

Marysiu, a spróbuj zupy dyniowej z imbirem i odrobiną gałki muszkatołowej albo z curry... na ostro - ja dzisiaj ugotowałam wielki gar i poszedł cały ;)
Chatka pszczelarza brzmi dumnie i bardzo obiecująco! Niech Wam pogoda dopisze! Uściski ;)

Beata Bartoszewicz pisze...

Mario, jakie bogactwo w Twoim otoczeniu: i wiersze i piosenki i dynia , która służy sobą do zupki i ciasto "co się nawinie".
Dziękuję najbardziej za dereń jadalny, który już zwiastuje wiosnę. Będę na niego czekać (u Ciebie :)))
Serdeczności, B

wkraj pisze...

Prawdziwe jesienne różności tam u Ciebie. Oby ta jesień potrwała jeszcze. Pozdrawiam

Krzysiek Pogórski pisze...

"w tych pąkach już drzemie nadzieja na wiosnę," liczyłem dziś pąki na swoim 8 letnim dereniu. Ledwie 6 pąków słaba ta nadzieja ale mimo wszystko ;-)

Mażena pisze...

Magiczne spotkanie.
Jestem za czytaniem dzieciom i to jak najwięcej. Mazidło fotograficzne urocze.
Jesień dominuje...Serdecznie pozdrawiam.

mania pisze...

Same pyszności u Ciebie!
Ciągle zapominam,że zmieniono porę nadawania Mikroklimatu, może powinnam to sobie zapisac w kalendarzu :)
Pozdrawiam serdecznie

Ania z Siedliska pisze...

Jeszcze raz namawiam Cię na pikantną zupę dyniową. Spróbuj, a nie pożałujesz :-))). Cudowny placek dyniowy piecze Egretta, bardzo podobny do twego, też jak piernik ( zawsze załapuje sie na kawałek). Właśnie upiekłam dynię ( część z dodatkiem ziół, a część posmarowałam pesto), matkokochana, jakie to dobre !!!! Zaraz jutro polecę policzyć paki na moich dereniach. Kwitły ładnie ale prawie nie było owoców. Marysiu, udanych prac budowlanych !

Ataner pisze...

Marysiu, zawsze zagladam do Ciebie z wielka przyjemnoscia. Twoj blog dziala kojaco, wycisza, zastanawia i dodaje pozytywnej energii.
Zdjecia Pogorza jak zwykle zachwycaja.
Oby tylko pogoda dopisala przy budowie chatki pszczelarza.
Wszystkiego dobrego zycze:)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ania, hm! syn na zupę dyniową krzywi się niemiłosiernie, mąż nie chce słyszeć, chociaż Jaśko zajada w nieświadomości;
po kolorkach ani śladu, za to na trawie znowu tony lisci, i po raz nie wiem który trzeba je zagrabić z ciągów komunikacyjnych; serdeczności ślę.

Krystynko, pogoda ładna, ale zdradliwa, zaziębiłam się jak licho, a może krąży jakiś wirus i mnie dopadł; modrzewie teraz takie ładne, całe w rudościach i sypią igiełkami; kamień węgielny położony niemałym trudem, ale jest, oblany tylko złocistym napojem; pozdrawiam serdecznie.

Inkwi, nie chcą domownicy słyszeć o zupie dyniowej, jak zwykle i co roku; obok chatki pszczelarza jest stary pień jabłoni, planujemy z niego barć zrobić i zadaszyć ozdobnie; serdeczności ślę.

Beata, od czasu do czasu wypuszczamy się z naszej dziczy na podobne imprezy, koncerty, spotkania, spotykamy znajomych, by potem z lubością wrócić do siebie; tak, dereń już ma pąki, z których zakwitnie najwcześniej; lubię takie ciasta, co się nawinie, mało roboty, i smaki nieoczekiwane; pozdrawiam cieplutko.

Wkraju, też chciałabym jeszcze trochę ciepła, żeby pokończyć zaczęte prace, a ostatnie dni były przecudne, takie mglistości krajobrazowe, ciepły wiatr; pozdrawiam.

Krzysiek, mój dereń jest 2 razy starszy, już od kilku lat zbieram owoce na dereniówkę; muszę tylko trochę przyciąć wokół niego gałęzie drzew, które zacieniają go; ale nadzieja nawet przy tych 6 pąkach jest, bezspornie:-) pozdrawiam serdecznie.

Mażeno, załamałam ostatnio ręce; jedna z blogerek pisała, że dzieci nie potrafiły na lekcji nazwać postaci z bajek, tylko jakieś X-meny, koniki Pony i inne komiksowe; a Marysia była w ośrodku specjalnym i przynosiła kolejno wierszowane bajeczki dla kolejnych dzieci, bo każde prosiło, i jakże tu kogoś pominąć; i powstał tomik tych bajeczek; serdeczności ślę.

Maniu, i orzeszek był wyczuwalny, i żurawina, i aromaty korzenne, nie czuło się dyni; a my nie słuchaliśmy ani razu Mikroklimatu, od kiedy zmieniono porę nadawania, zaburzono nam tym samym porządek dnia; bo przedten jechaliśmy raniutko na Kalwarię, potem śniadanie i słuchaliśmy audycji Jurka, i do domu, a teraz zapominamy; i ja pozdrawiam serdecznie.

Aniu, co roku mnie namawiacie wszyscy na tę zupę, a ja jakoś nie mogę się odważyć; patrzyłam kiedyś, jak Nigella piekła warzywa, i między innymi dynie, o, tak chyba przypasowałaby mi; mój dereń ma już trochę lat i od jakiegoś czasu zbieram owoce, najpierw mało, teraz więcej, i dereniówkę robię; dzięki, i serdeczności ślę.

Ataner, cieszą mnie bardzo Twoje odwiedziny, pogoda dopisała, kawał roboty zrobionej, tylko ja wymiękłam, bo dopadło mnie przeziębienie; i Tobie dobrego, pozdrawiam Cię serdecznie.