niedziela, 13 listopada 2016

Ciężko zimą pod górę ...

Natura przepowiadała od kilku dni, że będą jakieś zmiany.
A to księżyc przyoblekł się w "lisią czapę", a to sarny stadkami pasły się całymi dniami na "zapotocznych" łąkach ... już od kilku lat obserwuję tę zależność ... kiedy one tak od rana do wieczora pasą się, to znaczy że przyjdzie załamanie pogody ...
No i mamy ... jednego dnia za oknem było tak ...


... a następnego już tak ...


Jeszcze zdążyliśmy sobotniego poranka odwiedzić las na końcu naszej łąki, bo Janek " z góry" mówił, że tam są rydze ... nigdy nie byliśmy w tamtym lesie ... siatka ogradza nowe nasadzenia leśne, po przekroczeniu potoku wspinamy się do góry ... kilka sztuk opieniek, kilka rydzów, szału nie ma.
Dopiero kiedy weszliśmy na stary dukt leśny, w jego koleinach znaleźliśmy kilkanaście zdrowiutkich okazów ... i okazało się, że nie trafiliśmy jednak w to rydzowe miejsce, bo trzeba było przekroczyć jeszcze jeden dopływ potoku, tam miało być leśne jeziorko w takiej młace, a wyżej las jodłowy i czysty. I co najważniejsze - miejsce po bunkrach upowskich, to chcieliśmy zobaczyć ... czyli czeka nas jeszcze jedna wyprawa ...


Taka ilość zadowala nas w zupełności, akuratnie na przyrumienienie na patelni, na maśle, z solą, pieprzem i cebulką ...


... okazało się jednak, że i tych jest za dużo, to kilkanaście większych kapeluszy znalazło się we wrzątku, a po obgotowaniu zostały dodane do uzupełnienia wsadu kiszących się rydzyków w słoiku ...

Poczytałam sobie o kiszeniu rydzów u p. Łuczaja z Pogórza Dynowskiego, jakiś filmik pooglądałam, a nawet dowiedziałam się, że takie niby-rydze z białym spodem, gdzie blaszki są zdeformowane, to grzyby zaatakowane przez innego toksycznego grzyba ... a tych wiele spotykam w naszym lesie, ale nigdy nie zbieram.


Zdążyłam "przy długim weekendzie" posadzić sporo drzewek i krzewów, w które zaopatrzyłam się w Instytucie Sadownictwa w Albigowej ... głównym celem zakupów były naszczepiane lipy późnokwitnące, a oprócz tego przyjechały ze mną derenie jadalne, różowa robinia, i maliny ... jeden pęczek letnich, i dwa pęczki późniejszych Polan, które kosi się jesienią /pęczek to 25 sztuk/.
Jeszcze nęci mnie zakup miododajnej barbuli, czyli kariopterisu ... kto wymyśla te nazwy? język można połamać:-) ... ale to dopiero na wiosnę.

zdjęcie z netu
Widziałam taki kwitnący krzaczek pod domem, gdzie w pobliżu była pasieka ... roje pszczół nadlatywały i korzystały z tego późnego pożytku, bo kwitnie do późna, nawet do października.
Co najważniejsze, zdążyłam również posadzić czosnek, może trochę późnawo, ale mówią, że lepiej późno, niż wcale:-) ... o! i jeszcze ogaciłam suchymi liśćmi ścianę od łazienki, gdzie wchodzi rurka od wody, i zdarza się, że przy dużych mrozach zamarza ... może tą zimą się uda:-)


Wybraliśmy się w świąteczny poranek do sklepu w dolinę ... sklepy są tu czynne, bo sami właściciele obsługują klientów, a tym razem były otwierane troszeczkę później, bo nie było dostaw chleba.
W oczekiwaniu pojechaliśmy zobaczyć, jak idzie budowa nowego mostu na Wiarze, przy okazji podziwialiśmy plantację derenia jadalnego tuż przy drodze ...



To ten pas drzewek na granicy łąki ... drzewka spore, pączki kwiatowe gęsto na gałązkach zakwitną obficie na wiosnę. Interesuję się tymi rzeczami, bo sama już mam sporo posadzonych drzewek ... a nawet ten okaz, który został "spałowany" przez jelonka wypuścił w tym roku odrosty, tak że przetrwa.


Jakże ciężko przywyknąć do takiego widoku.
Dziś rano mocno napracowaliśmy się, żeby wyjechać pod górę z naszego siedliska.
Nawet "czołg" nie dał rady, nie pomogły zapinane dodatkowe napędy, redukcje ... śnieg po kolana zatrzymał pojazd tuż za bramą, potem to tylko ślizganie, nawet wycofać na podwórze nie dało się, bo zsuwało go poniżej. Cóż było robić? łopaty w dłoń i mozolne odgarnianie śniegu z drogi, posypywanie popiołem pod koła ... siódme poty na grzbiecie, ale wreszcie "czołg" złapał przyczepność i ruszył chwacko pod górę, zgarniając spodem śnieg. Na górze niespodzianka, sąsiadka zostawiła swoje auto troszkę za blisko na poboczu, więc znowu ślizg na łąkę po mokrej trawie pod śniegiem, znowu odgarnianie sypanie popiołem ... no! w końcu stanęliśmy na twardej drodze ... niestety, nietkniętej żadnym pługiem.
Dobrze, że prognozy pogody łaskawsze, mam nadzieję, że śnieg szybko zginie i jeszcze będzie trochę ciepłej i słonecznej jesieni, i kiedy wyruszymy na Pogórze, zjedziemy spokojnie na dół, do siebie.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, wszystkiego dobrego, pa!


18 komentarzy:

Lamia pisze...

Świerk w zimowej szacie cudnej urody. Często do ciebie zaglądam po prostu podziwiać widoki. Wspaniała kraina. Pierwszy śnieg chyba wszystkim przysporzył atrakcji - niekoniecznie pożądanych.Niemniej uwielbiam przyrodę spowitą w białą pierzynę i trzask polan w kominku..
Ps. przepis na placek robi furorę :)

Adelinka pisze...

Piękne zdjęcia i po prostu miło !!!!!Pozdrawiam

Aleksandra pisze...

No tak pogoda przeplata, to śniegiem to słońcem. Wyobrażam sobie jak trudno musi być jak drogi zasypie. Podziwiam Wasz wysiłek i nie mogę się nadziwić pracowitości. Ja człowiek miastowy z blokowiska nie mam pojęcia o tych wszystkich krzaczka.

Barbara Wójcik pisze...

Już po kolana, a to łobuz!!!

Agata Zinkiewicz pisze...

Zima w tym roku szybko przyszła i może szybko odpuści :-) śliczne zdjęcia.

na wsi pisze...

Pozdrawiam zimowo z Warmii. U nas biało od środy - padało calutki dzień na tyle skutecznie, że jeszcze dzisiaj, mimo lekko plusowych temperatur, nie widać zielonej trawy. No i nie zdążyłam posadzić wszystkich, kupionych w poniedziałek drzewek. Ale nic to, czekają w doniczkach, ponoć lada dzień ma nadejść znowu jesień.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Lamia, aleć to o wiele za wcześnie, i my nieprzygotowani mentalnie na takie śniegi:-) dzięki za dobre słowo, a przepis na placek niech służy i idzie do ludzi, sama dziś go upiekłam, tym razem oblawszy obficie polewą:-) pozdrawiam.

Adelinko, dzięki za dobre słowo, i ja pozdrawiam.

Aleksandro, u nas droga bardzo stroma, po świeżym śniegu bardzo ciężko ruszyć do góry, a już sam ciężar "czołgu" ściąga go w dół:-) więc trzeba mu przyczepność szykować popiołem, mam nadzieję, że dziś pług odgarnął drogę i uda nam się zjechać; do zimy trzeba się przygotować, żeby potem nie było jak w bajce o świerszczu ... całe lato tylko wygrywał na skrzypeczkach,a potem zimą cierpiał głód i chłód; pozdrawiam.

Basia, na nizinach śniegu mnie, u nas zawsze bardziej zimowo:-) pozdrawiam.

Agata, no pewnie, o wiele za wcześnie, liście z jabłoni jeszcze nie spadły, ale mam nadzieję na jesienną aurę, i że ten śnieg stopnieje; pozdrawiam.

Agnieszko, zdaje się, że śnieg dotarł wszędzie:-) no tak, zlazło to białe od Was, od góry do nas, na południe:-) myślę, że jeszcze dosadzę maliny, ziemia w końcu niezamarznięta, no i nie zdążyłam okryć stroiszem ziół, i innych delikatniejszych roślin; pozdrawiam.

Dorota pisze...

To ja teraz hurtem o wszystkim...Najpierw langosze-też dodawałam do nich ugotowane ziemniaki ale znajoma Węgierka spod Miszkolca zdziwiła się tym przepisem-podobno Węgrzy ziemniaków nie dodają.A wg mnie dodają również do pączków, bo ichnie pączkowe ciasto jakby bardziej wilgotne.
Barbulę wąchałam onegdaj-jej listki mają niezwykły zapach,mocny-coś jakby eukaliptus zmieszany z miętą?Lubi cięcie ale wtedy słabiej kwitnie.Nie widziałam jej u nas, tylko podczas jakiejś włóczęgi gdzieś na południu.No i nasze Bolestraszyce...w pażdzierniku oszołomiona byłam bogactwem oferty odmian jabłoni do sprzedaży.Starych, zapomnianych odmian.A ile się nakosztowałam...koksa, cesarz Wilhelm, reneta,kosztela....i ogromne mnóstwo innych, jakich już nie kupimy w sklepach.Gdybym tak sad miała...hi...
Grusze, śliwy węgierki i renklody...a u mnie tylko ogródek blokowy podbalkonowy.Może kiedyś działeczka?Pomyślimy-najpierw trzeba geologa w świat wyprowadzić.Pozdrawiam serdecznie.Dorota

Mażena pisze...

Czytam o Twoin śniegu a u nas jakze inny świat ale i tak na osiedlowych jednokierunkowych i waskuch uliczkach ludzie niefrasobliwie zostawiaja auta. Czyli to samo. Ach rydze ☺ Byle do wiosny! Ale zima też na swoje uroki orawda?

Anonimowy pisze...

11 listopada 2 niecałe kosze rydzow nazbieralismy i to niedaleko pani :) ja ma pani Facebooka to proszę mnie zaprosić Jonatan Zając :) pozdrawiam

Lidka k. pisze...

upowskie bunkry??? w pamięci zakonotowano ;)
Czy jakąś uodparniającą na pogórza szczepionkę ktoś może wymyslił? bo jak nie, to się dla nas może źle skończyć : siedzimy w necie szukając chatki, obliczamy koszta ...

Grażyna-M. pisze...

No proszę, zima. U nas tylko nieco posypało, tak symbolicznie. Tylko te zimne mgły, paskudne takie. Nie chce się na dwór wychodzić, zwłaszcza rano. Tylko się marzy o czymś rozgrzewającym i o ogniu w kominku.:)
Serdeczności:)

Krzysztof Gdula pisze...

Bardzo apetycznie wyglądają te słoiki pełne grzybów.
Pamiętam z dzieciństwa ogacanie liśćmi starego drewnianego domu – metoda nadal stosowana, jak czytam.
Aż tyle śniegu? W długi weekend byłem w Górach Kaczawskich, tam tylko w niedzielę odrobinę poprószyło. Wyżej Lidka pisze o uroku pogórza – chodząc po górkach kaczawskich rozumiem ją. Na pewno byłoby tak samo, gdybym mógł poznać Twoje pogórze.
Tyle u Ciebie roślin i wiedzy o nich, że pozazdrościć.

makroman pisze...

W sumie to nawet lubię śnieg odwalać, inna sprawa że ja mam kilka metrów do drogi, ale jak mnie zochoci to i wzdłuż ulicy odwalę i przystanek autobusowy odśnieżę...
To taka prosta męska czynność jak koszenie trawnika, nie wymaga myślenia ;).
Przetworów pozazdrościćmi tego terenu do nasadzeń. Ja choćbym się wściekł to już miejsca na nic nowego większego od tulipana nie znajdę.A było tak fajnie gdy znosiłem z okolicznych wzgórz coraz to nowe okazy.

Czekam na tę bunkry UPA.

mania pisze...

Znowu się podciągam z botaniki na Twoim blogu :)
Nie martw się Maryniu, jeszcze zapowiadają jesień na koniec listopada.
Pozdrawiam serdecznie

Pellegrina pisze...

Rydze to przednie grzyby, jednocześnie kruche i mięsiste i do wszystkiego się nadają. Krzewów nie zdążyłam nawet zakupić, będzie co planować na drugi rok. Czosnek też jeszcze w koszyczku. Oj, pary jakoś brak tej jesieni.
u nas ściany ogacają polanami drewna i słomą.
cudną macie choinkę obok domu, taka ozdobiona śniegiem już robi za drzewko wigilijne.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Dorota, a wiesz, że już w poniedziałek zaczęłam pisać odpowiedź, ale co, wpadł W., zakrzyknął powrót na Pogórze i musiałam wszystko zostawić:-) spróbujemy langosze zrobić bez ziemniaków, ale co, to takie racuchy wyjdą:-) przymierzam się do zakupu właśnie w Bolestraszycach,kupiłabym w Albigowej,ale nie mieli jeszcze wykopanych; geolog, jak słyszałam, już sobie doskonale radzi:-) a działeczka jak najbardziej, dla zmiany powietrza, i korzystania z dobrodziejstw, popieram:-) i pozdrawiam.

Mażena, nie mam za złe sąsiadce, nikt nie przewidział takich opadów, może i udałoby się przesmyknąć obok bez strat, ale gdyby na zaspie zarzuciło:-) nie chcę jeszcze zimy:-) pozdrawiam.

Jonatan, nie mam fejsbuka, blogowo tylko się udzielam:-) i to tylko wtedy, jak jestem w domu "stacjonarnym, na Pogórzu za słaba łączność; do "mojego" lasu na rydze chodzicie:-) :-)?? zastanawialiśmy się z mężem, czy przypadkiem jeszcze teraz coś by w lesie nie znalazł, rydze pod liśćmi i śniegiem może nie zmarzły, tak jak jabłka:-) pozdrawiam.

Lidka, upowskie, tylko nie jakieś budowle, a raczej miejsca po nich, zagłębienia w terenie, bo przecież drewniane belki ścian i stropu dawno przegniły... albo granaty im pomogły; byliśmy w podobnym miejscu nad Huwnikami, to w drugim końcu wioseczki, i "horodyszcze" starożytne tam jest; nie, zapewniam, nie ma takiej szczepionki, przynajmniej my takiej nie znamy, i dlatego jesteśmy tu, gdzie teraz:-) to może się bardzo dobrze skończyć, szukajcie, szukajcie, na pewno gdzieś czeka na Was:-) pozdrawiam.

Grażyna-M, a zima, pani, zima, aż za dużo jej:-)dziś rano poczułam się jak na wiosnę, ciepło, ptaszki świergolą, szkoda, że to nie wiosna; rozgrzewającym? to tylko herbatka z "prądem", albo grzaniec, albo gorący "krupnik" ... rozgrzeje na bank:-) pozdrawiam.

Krzysztof, ogacanie "unowocześniłam", liście pakuję w worki foliowe, a na wiosnę wyrzucam je na kompost, worki paskudne, niebieskie, ale innych nie było:-) aj! z Lidką to było trudno:-) musiałam przełamać ten "bieszczadzki monopol":-) zima odeszła już prawie, drogi wyschły, nawet sama odważyłam się dziś wyjechać z podwórza; w lesie śnieg leży; moje Pogórze bardzo przyjazne wędrowcom, nie ma tutaj za dużo turystów, bo dziś masowi turyści mają inne wymogi, a tu bardziej siermiężnie, bez odpowiedniej bazy:-) i chyba dobrze; mam znajomych "po blogu" znających się na roślinach, dużo od nich się uczę, i książki mi podrzucają; pozdrawiam.



Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maciej, lubię odśnieżać:-) kiedy zasypie, wstaję przed wszystkimi i odsypuję drogi, do szopy po drzewo, ścieżki do furtki, podjazdy, a na Pogórzu to czysta przyjemność, i koszę też, różnym sprzętem, od zwykłej kosy po kosy i kosiarki spalinowe, więc to nie tylko męskie czynności:-) i to prawda, nie wymagają myślenia, tylko trochę siły, i potu; dosadzam dla pszczół, choć pewnie tego nie potrzebują przy bogactwie pogórzańskiej roślinności, bez monokultur, ale choć troszkę chcę im przedłużyć możliwość zbierania pożytku, bo widzę, jak szukają w cieplejsze, jesienne dni; jedne bunkry już odwiedziłam kilka lat wcześniej, ale zdjęć nie robiłam, bo nie myślałam o blogowaniu, czyli trzeba wyprawy powtórzyć; pozdrawiam.

Mania, ha! sama ciągle się uczę:-) dziś miałam tę radość z jesieni, mimo, że kapało z rynien, i śniegu jeszcze sporo, a w słońcu całkiem ciepło; nie chcę jeszcze zimy, za wcześnie, i za kierownicę w takich warunkach mam obawę siadać; pozdrawiam.

Krystynko, nie pasują mi tylko rydze w śmietanie:-) nie pary brak, tylko zima nas zaskoczyła; tak, polana też chronią przed mrozem, zresztą każda dodatkowa warstwa na ścianie łamie zęby mrozowi; może tej zimy nie zamarznie nam woda, no i kabinę prysznicową trzeba otworzyć, żeby wymiana ciepłego powietrza była; to choinka świąteczna z doniczki tak nam się rozrosła, żeby na święta tak ją ośnieżyło; pozdrawiam.