niedziela, 22 maja 2011

Śladami arłamanów i .... dalej pracowicie.

Zielone roślinki z rozsady zostały posadzone, przemiły pan, u którego je kupowałam, doradził, aby pod sadzone pomidory położyć liście pokrzywy, a potem podlewać je przetrawioną pokrzywą moczoną w wodzie, super nawóz i ochrona przed chorobami, tylko prawdopodobnie śmierdzi. Nigdy nie robiłam takiego, a pory trzeba uszczknąć z dołu - korzonki, z góry  - łodyżki i dopiero wtedy sadzić. Człowiek uczy się całe życie.


Gdy tylko zszedł poranny opar i trochę przeschła rosa, trawa czekała na skoszenie.



Teraz najintensywniej rośnie, głowę położyły miodunki, dąbrówki, bodziszki, jaskry, oszczędziłam storczyki, niech zawiążą nasiona, moja plantacja powiększa się z roku na rok ...


,... cieszą oko, zabawnie wyglądają te zębate, niewykoszone kępy, ale nie ma innego sposobu.


Rankiem spotkałam pod chatką zająca, pomyślałam, oho, już po działce, ale nie, nie zjadł roślinek, a tu był tylko w drodze na drugą łąkę.


Na wyrobisku kamieni przyuważyłam "smoka", mały, bo mały, ale osobisty i nie boi się.


Podczas koszenie z trawy wyfrunął duży motyl, ale okazał się być ćmą, nocną pięknością, chyba z rodziny zwisakowatych, co to robią u nas za kolibry i nektar wysysają w locie.


Niebo przepiękne, po południu zmieniało barwę na inne...


,... przez kolejne dni straszyło, grzmiało i ... rozchodziło się po kościach, Akuratnie u nas do dziś nie spadła kropla deszczu, trzeba było podlewać cały czas.


Na łące, za sadem spotkałam kiedyś pojazd kosmiczny, chyba to była wiertnica w wersji poskładanej, potem coś tam robili, bo górą idzie gazociąg i teraz mają kłaść nową nitkę, obok starej, ale o dwa razy większej średnicy ....


 ... a taras przyozdobiłam koszem wiklinowym z begoniami, prawdopodobnie odporne na dłuższe niepodlewanie, jakby co.
Mieli nas odwiedzić znajomi z PTTK-u, szli z rajdem po Pogórzu, my oczywiście z nimi, ale trzeba było przygotować też coś dla ciała, po wędrówce głód daje o sobie znać podwójnie. Przygotowaliśmy z mężem proziaki, ja ciasto, on piekł na blasze ...



Ciasto pokrojone na kawałki czeka na uformowanie w placuszki ...


... ogień pod płytą trochę przygasł, można nakładać na blachę ...


... już rosną ...


... trzeba śpieszyć się z przewracaniem na drugą stronę, bo lubią się przypalić.


A tutaj dochodzą w cieple, blacha już przestygła, trzeba tylko zmieniać boczki.


Gotowe, jeszcze promieniują ciepłem, najlepsze ...


... a do nich masło czosnkowe ze szczypiorkiem i smalec domowy, ze skwarami, pachnący majerankiem.
Można też na słodko, z domowym dżemikiem.
I bigos, bo najlepiej syci ....


... robiony w starym prodiżu, bo nie miałam większego gara, ale sprawdził się, bo nie przypala. Odgrzewany przez dwa dni nabiera koloru i smaku, inni mówią, że nabiera "jadu".

A w sobotę rano oczekujemy na znajomych, wszyscy, czworonogi też. Okazało się , że Maks kuleje, no cóż, najwyżej będziemy go nosić, ale rozchodził się.


I już od rana gorąco, psy wywieszają języki, ale w lesie okazało się być chłodno.


Wędrówkę zaczynamy od Arłamowa, na Suchy Obycz z innej strony, łatwiejszej, bo z góry ..


.... po drodze dziwne stanowiska, mówimy, że to mównice...


... i dużo lizawek dla saren. Droga prowadzi asfaltem, jedną z tych dróg, po której jeździli dygnitarze ośrodka rządowego, kiedyś szlak wiódł puszczą karpacką, ale leśnicy ze względu na ostoje zwierzyny, nie pozwolili i trzeba tupać. Sam dawny Arłamów nie leżał tu, gdzie w tej chwili jest ośrodek, tylko o wiele niżej, w dolinie, a nazwa jego pochodzi od jeńców tatarskich, osiedlanych na tych pustkach, tzw. arłamanów, którzy przyjęli mowę i obyczaje ruskie. Stąd wyprawiali sie chłopi z Arłamowa wespół z tymi z Dobromila na dwory pańskie, paląc, zabijając i rabując. O mało nie padł ich ofiarą szanowany Andrzej Maksymilian Fredro, pan na zamku w Kormanicach, fundator Kalwarii. A w czasie akcji Wisła wysiedlono mieszkańców, wcześniej część na Ukrainę, resztę na ziemie odzyskane, a od 1970 roku terenem tym zaineresował się rząd.


Można spotkać po drodze różnych przedstawicieli świata zwierzęcego, owadzik z długimi czułkami...


Przepiękny padalec w kolorze starego złota, przenieśliśmy go z drogi, żeby nie stracił życia...


Trzeba trochę podreperować nadwątlone siły jakąś kanapką.
Wędrujemy dosyć długo do Paportna, nieistniejącej wsi, którą granica przecięła na pół ...



Zdziczałe drzewa owocowe znaczą  ślady po dawnej wsi ...


a w oddali resztki cmentarza ...


....teren ogrodzony żerdziami ...


Urok tego miejsca podkreśla cisza, śpiew ptaków, nieskażona zieleń. Była tu cerkiew z 1888 roku, użytkowana przez PGR jako magazyn, trzymano zwierzęta, rozpadła się w latach 70-tych, a drewno zabrano na opał .


Nikt tu nie mieszka, pozostała jeszcze aleja grabowa. może prowadziła do dworu?


Podobnie jest w Kopyśnie, tuż pod Kopystańką.


Ale, ale, jakieś Camel Tropy? To ślązacy przyjechali odkrywać ten teren, byli na cmentarzu, zatrzymał ich znak zakazu ruchu, tam skąd przyszliśmy i wycofali się.


A my wspinamy się teraz na Połoninki Kalwaryjskie, łąki umajone kwieciem, falujące na wietrze, piękności!


Głogi kwitną i pachną odurzająco...


... a w oddali Ukraina, góra Herburt z ruinami zamku, masyw Wilczej Jamy..., niegdyś dobra dobromilskie ...


... dalej, do góry...


... i już widać wieże kalwaryjskie.
My zostaliśmy w przyjemnym miejscu, Pod Wiśnią, jako że z psami , pozostali poszli do Sanktuarium.


Kłębiło się dookoła, gdzieś lało, a nas oszczędziło...


Teraz w dolinę Wiaru...


... na dole już Huwniki ...


Po drodze naturalne stanowisko berberysu, właśnie kwitł, zapach nie do opisania...


.... co niektórzy pokonali rzekę na bosaka, bardzo odświeżające ...
I to już koniec, przybyliśmy do chatki, zjedliśmy wszystko do okruszka, wypiliśmy wszystko do kropelki i było bardzo miło, ale to bardzo! A dziś trochę bolą mnie nogi, to był dobry kawał drogi.
Pozdrawiam serdecznie, domownicy powiedzieli, że nie wypuszczą mnie na Pogórze, dopóki nie nalepię im pierogów. ale sprężę się jutro.
Dzieki za zaglądanie do mnie, miłe słowa, pa.

24 komentarze:

gocha pisze...

Fajna wycieczka. A te rarytasy z blachy...aż mnie zassało... Piekęczasemna patelni, ale to już nie to samo

Ataner pisze...

Za takie pysznosci ktore przygotowalas, poszlabym za Wami nawet na czworakach:))))
Taki placuszek ze smalcem, pycha! Juz mi slinka cieknie.
Zachwycajace widoki, a smok osobisty urzekl mnie kolorami.
Pozdrawiam serdecznie:)

weszynoska pisze...

Piękna wycieczka, smakowite potrawy, żyć nie umierać :) Wiar ma podobno magiczne właściwości, nalezy zawsze przeprawiac się brodem. Wiele jest pięknych miejsc na Pogórzu, zapomnianych przez czas, odstających od rzeczywistości, takich innych nie z tej epoki. Czas się tam zatrzymał i dobrze :) Mamy gdzie posilić ducha i rozbujać wyobraźnię. Pozdrawiam :)

Mona pisze...

Witaj !
Gnojówkę z pokrzyw stosuję juz drugi rok na balkonie . bo narazie mój ogród jest tylko w planach na papierze . Egzamin zdaje rewelacyjnie do wszystkich roslin- warzyw i kwiatów . Pokrzywe zrywam do plastikowego wiadra do pełna , zalewam cała wodą i ok. 2 tygodnie jest juz przegniła, trzeba ją mieszać od czasu do czasu . śmierdzi prawie jak obornik :) . Roztwor do podlewania około 1 : 10 . Mocniejszy moze spalic roślinke . Do spryskiwania roślin chyba używać powinniśmy mocniejszego , ale ja uzywam taki sam i jest ok. Rośliny po pokrzywie rosną bujniej :)).
Taki spód od okrągłego prodziża i ja zachowałam. jest super do gotowania , do smażenia powideł, używa\m go też do pieczenia w piekarniku , a ostatnio pasteryzowałam słoiki z konfiturą rabarbarową .
Wycieczka piękna , kawałek dawnej historii ,nigdy nie byłam w tych stronach . Pozdrawiam ciepło..:))

Go i Rado Barłowscy pisze...

Nieistniejące wsie i stare cerkwiska to miejsca niesamowite, pełne i magii i smutku. Lubimy je odwiedzać.
Proziaki też lubimy :DDDDDDD

Opuściliśmy naszą Uchodynię w sobotę. Martwi nas, że nadal burze tylko straszą. Pod naszą nieobecność przydałby się deszcz w zastępstwie konewki. Mieliśmy jechać w niedzielę na Kermesz do Olchowca, ale okazało się, że ledwo dojechaliśmy do Łopuchowej - jako ludzie wielce oszczędni starliśmy klocki hamulcowe do cna, no i do poniedziałku domowe lenistwo po tygodniu rolniczego pracowitego życia...
Trudno.

Pzdr.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Gocha, niech Cię nie ssie, bo się skusisz, no może chociaż troszeczkę. Zauważyłam, że proste potrawy cieszą się największym wzięciem, pa.

Ataner, do smalczyku dodałam jabłko pokrojone, wg pani Dykiel i na koniec odrobinę mleka, skwary nie były suche. I dobre to było, pozdrawiam.

Weszynosko, woda nie była bardzo zimna, za to stopy zbolałe odżyły. I psy potem pachniały czystą, rzeczną wodą, inaczej niż po deszczu. Jeszcze trochę bolą kości po wędrówce, ale to przejdzie, pa.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mona, moja Ty dobra, mądra kobieto. Dzięki za cudowne rady i wskazówki, chyba podlewałabym bez rozcieńczania w swej niewiedzy. Wiesz, że miałam już pozbyć się tego prodiżowego spodu, bo brzydki, bez rączek, zaśniedziały, ale teraz ma u mnie honorowe miejsce i niejedna potrawa w nim jeszcze powstanie. I mam dużo zaległości w czytaniu Twoich wpisów, tylko zerknęłam, ale najpierw muszę ulepić pierogi.
Pozdrawiam serdecznie, pa.

Go i Rado, właśnie za chwilę odstawiam mój "czołg" do reperacji, olej kapie na potęgę, trawę mi zbrudził na Pogórzu i trzeba dolewać co chwilę. Gosiu, kropla nie spadła, a po drodze mijaliśmy ogromne kałuże, telefony, że w mieście leje i grad, dookoła po niebie smugi deszczu, a tu nic, i dalej podlewanie.
Ale brat mówi, że roślinki dużo korzystają z porannej rosy, jak nie będzie mnie 2 dni, to może nie zginą, nawet "perwersyjne" /jak mawia Wonne Wzgórze/ begonie posadziłam, żeby nie wyschły. Pozdrawiam serdecznie, pa.

ankaskakanka pisze...

I znów cudna wycieczka. Masz dar opowiadania, tak pięknie, rzetelnie opisujesz wszystkie zakątki waszej okolicy. Znasz tyle nazw roślin. A w teraz kwitnie prawie wszystko. Czy te placki to rodzaj podpłomyków? Robiłam kiedyś w domu, po degustacji na jakieś lokalnej imprezie. poza ty woda z pokrzywą na serio śmierdzi ale to nic jeżeli ma pomóc urosnąć Twoim pomidorkom. Pozdrawiam najserdeczniej. Cieszę się że mogę " podglądnąć" czasami Wasze życie.

amelia10 pisze...

Niezwykle oddane piekno tamtejszego krajobrazu. Cudnie masz tam u siebie, Mario! Pozazdroscic tylko takich widokow!

A pokrzywa dobra na wszystko, ja latem popijam litrami pokrzywowa herbatke.
Oj, na te pierogi to i ja z checia bym wpadla... gdyby choc troszeczke blizej bylo.
Kocham pierogi wszelkiego kalibru!!!

Pozdrawiam serdecznie:)

podkarpacka.niepanna pisze...

Ziółka wszelkiej maści są moimi sprzymierzeńcami już od lat :). W tym roku tylko rozmaryn mnie znielubił i odmówił wzejścia, ale cóż, ofiary muszą być.
Smalczyk robię też, nawet dwa, bo jedną porcję z jabłkami dla mnie, a drugą z ziołami i czosnkiem dla męża ;).
Wycieczka piękna! Mój tata czasem wędruje po Pogórzu z PTTKiem, zdjęcia potem pokazuje, a ja umieram z zazdrości ;).
U nas plany podkarpackie nabierają coraz wyraźniejszych kształtów, więc wizualizuję sobie, 'przyzywam' w myślach i czaruję, ale cicho, żeby nie zapeszyć ;).
Pozdrawiam cieplutko, Mario z Krainy Smoków :)

damurek pisze...

Jak przyjemnie się z Wami wędrowało ... cudowne bieszczadzkie widoki, przepiękne miejsca, wspaniali ludzie ... ech, szczęściara z Ciebie.
Specjalnie u siebie pokrzywy zostawiam - i na nawóz i do ochrony i dla motyli (dla wnusi z młodziutkich listków ,,szpinaczek,, gotuję) ... no widzisz, pod pomidory sobie położę (pod pomidory od lat aksamitkę rozpierzchłą też sadzę - nie chorują).
No właśnie, gdybyś bliżej mieszkała też bym wpadła na pierogi (z moimi nalewkami).
Pozdrawiam:)

mania pisze...

Proziaki to chyba tylko na Podkarpaciu można spotkać. Kolezanka mi mówiła, że to łemkowska potrawa, jej babcia pochodząca z Komańczy piekła takie na blasze.
Moja mama dodaje do ciasta maslankę, są pyszne, najlepsze takie prosto z piekarnika :)
Fajna wycieczka, tylko pozazdrościć :)
Pozdrawiam,
Mania

jola pisze...

Marysiu, pracusiu, widzę, że tak jak ja radzisz sobie świetnie z podkaszarką, ja bardzo lubie nią pracować, czuje się wtedy jak Rambo, wszystkie trawy padają pokotem :) A gdzie przepis na owe placuszki, może bym spróbowała je zrobić, wyglądają smakowicie i są takie "pszenno-buraczane" :) pasują do mojej chałupy, bardzo lubię takie proste potrawy. Twoje obejście pięknieje z dnia na dzień, ale cóż, przy takiej gospodyni to i kogut jajka znosi. Wycieczka jak zwykle przecudna, w ogóle pięknie tam u Was...

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ankoskakanko, chciałabym zbierać zioła, przede wszystkim umieć je rozróżniać. A do tych placków dodaje się mleko kwaśne i sodę oczyszczoną. Pokrzywowy koktajl będzie stał daleko, pod śliwkami i niech sobie śmierdzi, serdeczności ślę.

Amelio10, przymierzam się do herbatek pokrzywowych, bo wszyscy je chwalą. I na pewno tak jest, bo wierzę w moc ziół, pierogi ulepiłam z nadzieniem ruskim, a potem kopytka z gulaszem. Domownicy przez 2 tygodnie jedli byle co, chciałam ich dopieścić, pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu Podkarpacka, założyłam malutki zielnik, lubczyk, oregano, melisa, tymianek, wysiałam bazylię, majeranek i coś jeszcze, nie zapamiętałam, już też rośnie, pasjonuje mnie to. Suszę potem, wieszam w pęczkach pod dachem, na jesień wysieję lawendę. Aniu a czy Ty wiesz, że Pogórze uzależnia? Nawet nie chce nam się jechać dalej, skoro mamy cudności pod nosem, szkoda czasu, i te tabuny ludzi w popularnych miejscach. Nie spotkaliśmy nikogo na szlaku, pogranicznik na swoim stalowym rumaku życzył miłego dnia, potem explorerzy ze Śląska i tyle. Śnij, Aniu, śnij, a potem przyjeżdżaj na urlop. Serdeczności ślę, pa.

Damurku, ostatnio zaczytuję się o ziołach ojca Klimuszki, wszystkie są na wyciągnięcie ręki, na podwórku, pod chatką, tylko nie potrafię niektórych rozróżnić, bo rysunek nie oddaje w pełni wyglądu. O aksamitce też czytałam, a jak fajnie wygląda takie połączenie. O, to może jakieś gremialne lepienie pierogów, przy wspomaganiu nalewek, lubię takie babskie warsztaty. Pozdrawiam serdecznie i ciepło, pa.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Maniu, pamiętam proziaki z dzieciństwa i wcale nie byłam nimi zachwycona, dopiero teraz przy zalewie różnych spożywczych paskudztw człowiek docenia stare, proste potrawy. Kefir ze sklepu dodałam, bo nie miałam prawdziwego, kwaśnego mleka, na maślance muszą być też pyszne. A wszyscy serwują nam jakieś aktimele, aktiwie przy naszym bogactwie bakterii kwasu mlekowego, Maniu, nogi bolą mnie jeszcze dzisiaj, ale warto było, pozdrawiam cieplutko.

Jolu, Ty czujesz się jak Rambo, a ja wyglądam jak Rambo na siłowni, pot spływa po pas i znaczy mokre ślady na koszuli, a jak talia się wyrabia, no nie? Przepis na proziaki jest bardzo prosty: kwaśne mleko -1 l, 2-3 jaja, sól, soda oczyszczona - 2 łyżki, mąka.
Sodę mieszamy z odrobiną mleka kwaśnego i podgrzewamy do wyszumowania, mieszamy wszystkie składniki do uzyskania ciasta niezbyt twardego, mąkę dodawaj, Jolu, po trochę. Formować placuszki wielkości dłoni, piec na blasze niezbyt gorącej, bo lubią się przypalić. Tak, one są pszenno-buraczane, cudne określenie, i pyszne. Heh! i kogut jajka znosi, a mnie gnaty bolą jeszcze dziś, nogi z wędrówki, plecy ze schylania, oj!oj!
Serdeczności ślę, pa.

ankaskakanka pisze...

Och, Mario podstawowe zioła na pewno znasz: dziurawiec, pokrzywy, mięta, nagietek (moja mam robiła z tego krem), ale mi chodzi o to jak pięknie wymieniasz nazwy krzewów, drzew i bylin. Ja niestety nie rozróżniam. A Martynka nie jeździ z nami na tak dalekie trasy rowerowe. Jeżeli jedzie z nami, to bliżej. A co do wspólnych wyjazdów na wczasy to raczej nie ma wyjścia. Choć bardzo buntuje się na góry. Chce jak koleżanki do Chorwacji. Pozdrawiam, ściskam gorąco.

aneta pisze...

Mario, trochę z opóźnieniem ale śpieszę z komentarzem :) Na takie placki, to ja się zapisuję. A widzę, że będę musiała stać już całkiem długiej kolejce :DDDDD Trudno, cierpliwa jestem (pod warunkiem, że brzuch potem będzie pełny :DDDDDD).

Tak się zastanawiam i od razu mocno proszę o posty z wycieczek po Przemyślu :)) Ponieważ swego czasu Przemyśl mnie oczarował, to czytuje to i owo o tym cudnym mieście. Właśnie skończyłam czytać bardzo pouczający artykuł o sakralnych zabytkach Przemyśla. A już mam w kolejce dalsze czytanko o twierdzy Przemyśl.
Pozdrawiam ciepło, pa

M. pisze...

Jejku, ale pyszności! Bigos mniam mniam!
Świetne są takie wspólne wędrówki, gdy spotykają się ludzie, którzy widzą i czują podobnie. Wtedy tego wszystkiego wokoło jest jakby więcej...
A smoka oswoić - pomoże w pracach ogrodowych, jak podrośnie :)
Uściski!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ankoskakanko, pokrzywa już się moczy, jasiek dosadzony i sucho jak pieprz, w nocy błyskało i grzmiało, symbolicznie siurnęło deszczem i dalej trzeba podlewać, dobrze, że chłodniej. A Martyna tylko na razie nie ma wyjścia i musi, potem dorośnie i pojedzie swoimi drogami, jak moi synkowie, ale to chyba normalne, pozdrowienia serdeczne ślę dla stęsknionej mamy.

Aneto, pod warunkiem, że przypilnujesz tych na blasze, coby się nie przypaliły,
onego czasu mieszkałam trochę w tym mieście, fakt, jest piękne. A ja z psami to tylko po ruinach Twierdzy się szwędam, bo one nie umieją chodzić na smyczy, wolność im pachnie. Pomyślimy, będzie święto miodu i święto fajki, może dotrzemy, pozdrawiam cieplutko.

Magdo, to są młodzi ludzie, służymy im swoimi doświadczeniami, mówimy, co jeszcze można zobaczyć, a oni bardzo tego łakną. I to cieszy, że również czują podobnie. A smok? schował się dziś, bo chłodno, a może wyczuł moje zamiary? A czereśnie już czerwone, obserwuję wzmożony ptasi ruch w gałęziach, rzadko załapuję się na owoce,
serdeczności ślę, pa.

Inkwizycja pisze...

Witaj Mario! wróciłam z moich wojaży i zastałam w ogrodzie busz... gnojóweczkę pokrzywową pięknie dojrzałą wyczułam już z daleka ;-) Muszę się ze wszystkim pozbierać i ogarnąć, zanim coś napiszę na blogu... ale ogródek ma priorytet. Pomidory wysiałam z nasionek i mam już dorodne sadzonki.
Do upieczenia proziaków przymierzam się od dawna, ale Ty je tak opisujesz i pokazujesz, że aż czuję ich smak ;-)
A spód od prodiża Padre mi wyrzucił... buuu... Wiedziałam, że jak tylko coś się wyrzuci, zaraz okazuje się potrzebne! ;-)
Ściskam czule!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Inkwizycjo, a odpoczęłaś trochę od codziennych trudów i nerwów? Na pewno z nową werwą zaszalejesz w ogrodzie, coś nowego zrobisz w swojej pracowni, no i jeszcze pokażesz nam te piękne miejsca, gdzie byłaś. Jeśli będziesz robić proziaki, to na grubej patelni, taka namiastka płyty kuchennej, nie jestem przekonana do tych z piekarnika, pozdrawiam serdecznie, pa.

Anula pisze...

Marysiu PODZIWIAM!!! W ogrodzie wszystko zrobione, jedzonko pyszne ugotowane, a Ty niezmordowana jeszcze i na wycieczki masz czas :). Jak ty to wszystko robisz? Musisz być bardzo dobrze zorganizowana, a może doba u Ciebie dłuższa? Ja żałuje że nie pojechałam do Olchowca na Kermesz ( czytałam u Węszynoski)... może w przyszłym roku. Proziaki ze smalczykiem muszą być wyborne!Ten nasz "koliber" to strasznie trudny do sfotografowania, kiedyś udało mi się zrobić zdjęcie, nie najlepsze, takiemu co nazywa się furtak (furczak) gołąbek :)
Uściski
Anula z Chaty

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Anulko, nie myśl sobie, że ja tak w jeden dzień to wszystko, trochę pracuję, trochę odpoczywam, trochę boli mnie krzyż, a wycieczka była już wcześniej zaplanowana.
Ten KERMESZ również zapadł mi w serce, uwielbiam takie wyjazdy, koncerty aż się nogi rwą, a i jakiegoś świątka można zakupić. Z tym "furczakiem" to miałam szczęście, bo złapałam go w obiektyw w środku dnia, przysypiał chyba na liściu, dopóki go Bigos nie wystraszył. Anulko, Gutek znosi mi żaby do domu, myślałam, że same wskakują, ale dziś syn przyuważył, nogę zwisającą z pyszczka, a to łobuz. Pozdrowienia ciepłe ślę, pa.