niedziela, 12 stycznia 2014

A co tam, panie, w Bieszczadach? ...

Ano posypuje śnieżek, trochę pusto, ba! powiedziałabym, że nawet dosyć pusto.
Po piątkowym spotkaniu poświątecznym z bracią turystyczną, zaśpiewach do po-północy i kilku godzinach snu szybko zebraliśmy się sobotnim porankiem i pognaliśmy w Bieszczady.
Droga wiodła przez naszą chatkę, gdzie ptaszynkom dosypaliśmy ziaren, i zabraliśmy śpiwory, kijki i buty do wędrówek. Po deszczu wyklarowała się całkiem przyjemna pogoda, dobra widoczność, droga sucha, to i szybko znaleźliśmy się w krainie ładnych widoków ... to widok znad Lutowisk ...


Ani śladu zimy, tylko wysokie góry odrobinę pobielone ... przed Górnymi skręciliśmy na Zatwarnicę, potem doliną nasiczańską przemknęliśmy między połoninami, a z Berehów Górnych to już tylko parę serpentyn i już znaleźliśmy się na Wyżniej Przełęczy ... na wymarłym parkingu ze trzy samochody i my ...
Tutaj troszeczkę więcej śniegu, i widać, że świeży opad ... jak u nas padał deszcz, to tutaj posypało odrobinę ...


Ruszliśmy szlakiem na Połoninę Wetlińską, do schroniska Chatka Puchatka ... błotnista droga, rozjeżdżona przez leśne traktory, z lasu powyciągane ogromne pnie świerkowe ... jak pachnie świeżo ścięte drzewo ...
a potem tzw. końską drogą, kamienistą i ciurkającą płynącymi strumyczkami wody wędrujemy coraz wyżej ...


Jest bardzo przyjemnie, przyświeca słoneczko, a kiedy wydostajemy się ponad granicę lasów, popycha nas huczący górą wiatr ... jest biało, razi słońce, no tak, nie wzięliśmy żadnych okularów, prześwietlenie oczu murowane, już łzy leją się strumyczkami po policzkach, bo i wiatr drażni oczy ...


... przegania chmury przełęczami, przysłania widoki, a od południa ciemne chmury jak w krainie Mordoru ...


Coraz wyżej, coraz wyżej, idzie się całkiem przyjemnie ... to chyba najbardziej ludne miejsce w Bieszczadach w sezonie letnim, walą tędy całe tabuny ludzi ... a my teraz prawie sami, zza obłej wyniosłości wyłania się już dach schroniska ...


... pusto, zamawiamy herbatkę, mąż z "prądem", bo za kierowcę robię dzisiaj ja, a w mojej moczy się cytrynka ... dochodzi jeszcze kilka osób ...


...wychodzimy na grań, wieje jak licho, na północnej stronie widać Kamień Dwernik, pasmo Otrytu, widoki raczej jesienne ...


Wiatr przywiał te chmury z południa, które zazdrośnie przysłoniły widoki, nie było widać ani Caryńskiej, a o gnieździe Tarnicy można pomarzyć ... ruszyliśmy powoli w dół ... dookoła kapało z drzew, płynęło pod nogami, a potem chmury odeszły precz i zobaczyliśmy, prawie już na dole, Caryńską w całej okazałości ...


... podeszliśmy do pomnika Harasymowicza ...


... i inny, poświęcony ludziom, którzy zginęli w górach i ich ratownikom ...


Wędrówka do Chatki Puchatka nie była naszym głównym celem wyjazdu w Bieszczady, to tak tylko przy okazji, bo potem pojechaliśmy do bacówki "Pod Honem" do Cisnej, gdzie odbywał się X karpacki finał WOŚP ... tak, można było rzucić datek do puszki tutaj, na miejscu, i mieć wszystko z głowy ... ale to nie wszystko, na wieczór miał dotrzeć zespół Caryna na nocne koncertowanie ... przyjechali też ludzie z forum bieszczadzkiego ...


Wolontariuszki WOŚP przeprowadzały licytację różnych przedmiotów, gadżetów turystycznych, koszulek, rękodzieła ... nie były to wysokie kwoty, bo młodzież studencka, turyści, ale każdy coś wyniósł z tej imprezy, no i wsparł szczytny cel ... ja wylicytowałam koszulkę termiczną na długi rękaw, przyda się ...
I przyjechali, Caryna stawiła się w pełnym składzie, bo przez jakiś czas ich koncert stał pod znakiem zapytania ...


Wariaci, wariaci ... przyjechali w Bieszczady tylko dla tej chwili, zagrali koncert, od którego robiło się ciepło na sercu, a o północy wyruszyli  z powrotem do Łodzi, aby rano stawić się na uczelni, do egzaminów ... wyobrażacie sobie? cudowna atmosfera w bacówce, młodzież ruszyła w tany w tej ciasnocie ...





Przy okazji odśpiewaliśmy "sto lat" dla jubilatów, to Darko i Łukasz z Caryny mieli swoje święto...


... zespół o północy odjechał, a do gitar usiedli inni ... jednego nazywali Pająk, a drugiego Didżej ... o! teraz zaczęła się bardzo klimatyczna część nocy ... śpiewaliśmy dużo piosenek z "krainy łagodności", turystycznych, łemkowskich ... długo w noc rozlegały się śpiewy ...
Jeszcze w nocy ktoś wyszedł na zewnątrz ... i przyniósł: - pada śnieg -...
My już poszliśmy spać, to chyba 2  nad ranem, bacówka jest budynkiem bardzo akustycznym, jeszcze długo słyszałam wyraźnie słowa piosenek ... o, to umiem ... to też ... to też ...
Rankiem biel poraziła prześwietlone, podrażnione oczy ... spadł śnieg ... to widoki z bacówki "Pod Honem" ...


Zjedliśmy ciepłe śniadanie, bo tam dobrze gotują, pożegnaliśmy wspaniałych gospodarzy i uczestników wieczoru ... do zobaczenia!... i wróciliśmy do domu, pełni nowych wrażeń, widoków pod powiekami i cudnych wspomnień ... nie wyobrażacie sobie radości naszych psów, a nie było nas tylko dobę i troszkę ...
A teraz co? napar herbaciany na oczy i ... może by tak powtórzyć jakąś włóczęgę?


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, ciepłe słowa, wszystkiego dobrego, pa!











25 komentarzy:

Krzysiek Pogórski pisze...

Piszesz "na wymarłym parkingu ze trzy samochody i my ..."
To też się zmieniło, niegdyś trzy samochody to od grudnia do marca tam stało...

mania pisze...

Połączyliście przyjemne z pożytecznym :) A termiczne koszulki bywają bardzo przydatne, sprawdziłam na sobie
Serdeczności

Kamphora z Podlasia pisze...

Kocham góry, spędziłam w nich dużo czasu, i nawet wahałam się - Bieszczady czy Podlasie?...

Zofijanna pisze...

Poszłabym za Tobą!
O tej porze roku to Bieszczady prawie puste i fajnie się wtedy chodzi. Pewnikiem wybiorę się w marcu.
Pozdrowionka

*gooocha* pisze...

Widoki jak zwykle takie piękne, że mam dreszcze i jakaś taka tęsknota się w człowieku uruchamia ...
Pozdrawiam Was serdecznie w Nowym Roku :*

Tomasz Gołkowski - Karpacki las pisze...

Myślę że to już ostatnie dni w Bieszczadach, przed prawdziwą zimą. Przynajmniej może miśki pójdą spać :)
Pozdrawiam

Mażena pisze...

Pokazałaś te najbardziej znane widoki. A WOŚP gra i głośno strzela..
Niesamowity ten śnieg i słońce u mnie szaro i buro.

Magda pisze...

Zatęskniłam... :(

kami pisze...

Mario, tylko pozazdroscic tak milo spedzonegodnia I nocy:) Chetnie bym z wami zasiadla i pospiewala, no i poranek cudnie Was przywital:) Pozdrawiam cieplutko:)

ankaskakanka pisze...

Pięknie spędziłaś ten czas. Patrząc na zdjęcia, jestem zachwycona pięknem gór w zimie. Aż tęsknię. Pozdrawiam

Dorota i Marek Szala pisze...

Dlaczego my mamy tak daleko w Bieszczady? Dlaczego?
Dziękujemy, że dzięki Tobie mogliśmy tam być.
Pozdrawiamy.

Iza pisze...

Coraz bardziej tęsknie za Bieszczadami, jak dobrze, że można wpaść na blog taki, jak ten! :) Bacówkowy klimat taneczno-muzyczny jedyny w swoim rodzaju. Pozdrawiam serdecznie! :)

Ruda pisze...

Zima piękna, a atmosfera gorąca! Piękne te Twoje zdjęcia.

Weronika Ziółkowska pisze...

Spotkałaś jakiegoś anioła na swej drodze?:)

Agata Rak pisze...

Kiedyś byłam zauroczona Bieszczadami nawet dom tak chciałam kupić ale teraz tłumy mnie zniechęcają...

wkraj pisze...

Atmosfera jaką pamiętam ze studenckich czasów. Zazdroszczę Ci tego spotkania, wycieczki w odludne góry i widoków. Piękny weekend.
Pozdrawiam.

Tupaja pisze...

Żyję nadzieją, że będzie mi dane wrócić na szlaki bieszczadzkie...
pozdrówki!

colorado2811 pisze...

Przełęcz Wyżnia i Wetlińska sercu memu bliskie. W prehistorycznych czasach Mam moja miał na Wyżniej sklepik z pamiątkami, a tuz obok niego swoją "chatę" miał Władek Nadopta. W sklepiku letnią porą urzędował Brat i razem na Wetlińska się wybraliśmy do Lutka. A że mnie czeskie pepegi obżarły, jak z Cisnej skróś serpentyn szłam, to w gumolach rozmiar czterdzieści i cztery tę Wetlińską wtedy zaliczyłam. A całkiem niedawno Brat ze swą córą, zdobywali połoniny konno.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krzyśku, nie dziwię się, jak zawaliło śniegiem, to kto tam dotarł? trzeba było łopatą robić sobie miejsce parkingowe; pozdrawiam.

Maniu, to był bardzo przyjemny wyjazd, chociaż my niedospani po poprzednim wieczorze; i jesteśmy z siebie zadowoleni, że udaje nam się jeszcze wdrapać na wysokości; ale już odpoczęliśmy i miło wspominamy trudy; koszulka była dla męża, a ja teraz poszukam dla siebie, w decathlonie widziałam jakieś; pozdrawiam cieplutko.

Kamphoro, chyba dobrze wybrałaś, Bieszczady w lecie oblegane, a zimą jakieś bezludne, smutne wręcz; chyba, że znalazłabyś miejsce gdzieś na zupełnym uboczu, ale problem zimą z dojazdem; pozdrawiam.

Zofijanno, nie spodziewałam się takich pustek, prawie wszystko pozamykane, ale może to i dobrze, góry odetchną po lecie; cieszę się, że siły jeszcze dopisują nam na takie wędrówki; my w marcu też, bo będzie znowu w bacówce impreza, tym razem "zmiana czasu z zimowego na letni"; pozdrawiam serdecznie.

Gooocha, piękno przyrody uruchamia w człowieku jakieś tęskne struny, wiem to sama po sobie; i ja pozdrawiam serdecznie.

Tomasz, a co? nie śpią jeszcze? zima jest potrzebna, a jakże, przyroda musi odespać swoje, a my poszusować na stokach, bo po sztucznym śniegu to żadna przyjemność; pozdrawiam serdecznie.

Mażeno, tak, bo to było po drodze, a poza tym cały czas nachodziły chmury i ciężko było cokolwiek złapać w obiektyw; mam nadzieję, że zima w końcu przyjdzie i do nas; pozdrawiam cieplutko.

Magdo, tęsknij, tęsknij, i przyjeżdżaj, góry poczekają cierpliwie; pozdrawiam cię.

Kami, to był bardzo przyjemnie spędzony czas; z zadowoleniem odkryliśmy, że jeszcze możemy połazić po górach, dajemy radę, potem miodzik dla uszu ten koncert Caryny, no i nasze zaśpiewy, które bardzo lubię; serdeczności ślę.

AnkoSkakanko, do dziś uśmiecham się do swoich myśli i wspomnień; pozdrawiam.

Doroto i Marku, a ja mam wrażenie, że to my mamy wszędzie daleko, bo poza Bieszczadami to tak naprawdę nie znamy wielu gór; było cudnie; pozdrawiam cieplutko.

Iza, czas najwyższy spakować plecak i w drogę; odświeżamy po latach bacówkowe klimaty, i odnajdujemy się w nich bardzo przyjemnie; i ja pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ruda, jak na góry, to praktycznie żadna zima, ale myślę, że jeszcze dosypie białego puchu i będzie jak w bajce; pod Honem to chyba jedyna bacówka w Bieszczadach, gdzie coś się dzieje, gospodarze przyjaźni, wracamy tam z przyjemnością; na takie widoki ciężko być obojętnym; pozdrawiam serdecznie.

Weroniko, u boku miałam swojego anioła, ale i były inne anioły o całkiem przyjemnych, ziemskich postaciach; a w tej mgle, przeganianej po grani mignął mi jeden,całkiem zielony; serdeczności ślę.

Agato, tak, letnie tłumy są bardzo męczące, ale cóż, wielu chce tu przyjechać, a miejscowi chcą zarobić na życie, to chyba dobry układ; pozdrawiam.

Wkraju, bo my też odświeżamy sobie te bacówkowe klimaty po wielu latach, i znajdujemy je całkiem dobrze, może dlatego, że duch w człowieku nie starzeje się jeszcze; pozdrawiam.

Tupaja, żyj, kochana, żyj nadzieją, i szlifuj kondycję, bo jak wyjdziesz na szlak, to zwinie Ci się pod butem, tak z tej radości będziesz przeć do przodu; pozdrawiam cieplutko.

Iwono, to teraz wcale nie dziwię Ci się, że tęsknisz za Bieszczadami; tak, to czasy rzeczywiście starożytne; jak opowiadamy, że znaliśmy Nadoptę, to patrzą na nas, jak na dinozaury; chodziliśmy na Wetlińską, kiedy była tam jeszcze Ulka, Józek, i lama w stajence przy źródełku, pluła przez paskudne, żółte zęby, i gryzła, a Lutek na dole w Górnych, na kempingu;
pozdrawiam Cię serdecznie.

grazyna pisze...

Trzecia zdjecie najpiekniejsze, jaki spokoj, piekno...chcialoby sie przejsc takimi drozkami swiezym sniegiem posypanymi...juz tej zimy takiej nie doswiadcze...jade w tropik! sciskam serdecznie

mania pisze...

Marysiu, fajne koszulki termiczne z dł. rekawem były kiedyś w lidlu, nabyłam i jestem zadowolona, ostatnio nawet mieli wyprzedaz odzieży narciarskiej, może się coś ostało :)
Serdeczności

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Grażyno, szczęśliwej podróży za wielką wodę, braki śniegowe nadrobisz chyba jeszcze w tym roku, bo może grudzień sypnie śniegiem; pozdrawiam Cię serdecznie.

Maniu, jak były, to ja nie zaglądałam do sklepu, może rzeczywiście do jakiegoś sklepiku internetowego zajrzę; a swoją drogą dziwna to tkanina termiczna, złożona z samego poliestru i oddycha; pozdrawiam serdecznie.

Pellegrina pisze...

Znam i przedeptałam te szlaki ale zawsze jesienią i dawno temu, i herbatki z prądem były i z cytrynką, i gospodarze inni ale równie gościnni. I nie żal, że już nie bywam, tylko radość, że pamiętam. I wdzięczność dla Ciebie Maryś, że przypominasz!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Krystyno, gospodarze zmieniają się we wszystkich obiektach, może gdyby to była własność, inaczej by się podchodziło do tego, a tak PTTK narzuca bardzo ciężkie warunki dzierżawy, nie odlicza remontów od czynszu, więc komu chce się inwestować; jakoś w tym Puchatku nieprzytulnie było; no i gwóźdź programu wszystkich wycieczek w Bieszczady; pozdrawiam Cię serdecznie.