poniedziałek, 6 stycznia 2014

Na zachodzie Pogórza ... cerkiewne perełki ...

Tak, tak, zaraz wróciliśmy do chatki.
Czekała na nas robota przy porządkowaniu obejścia.
Trzeba było spalić wycięte tarniny, suche gałęzie, a pogoda sprzyjała.
Żeby ognisko zapłonęło, trzeba najpierw dać mu zaczątek z suchego drzewa, narobić żaru, a potem ogień "pielęgnować"...


... bo, jak to mówi Janek z góry, tarnina "wiesza się" ... czyli wypala się środek, a nastroszone gałęzie dalej sobie leżą ... a więc podrzucać, dorzucać, zawijać do środka, żeby nie zgasło.
Psy leżały sobie na nagrzanej łące, my spoceni przy ogniu ... momentami myślałam, że już po moich, i tak króciutkich, rzęsach ... wyzbieraliśmy wszystko, wypaliliśmy, a wiatr rozwiał popiół po łące.
Podnosiliśmy zbolałe plecy znad tych gałęzi, ogniska, wystawialiśmy twarze na chłodny wietrzyk i ... patrzyliśmy na te lube sercu widoki ...


Na południu góry za Wiarem, z Suchym Obyczem ... jakoś do tej pory nie potrafię go zlokalizować, może to ta góra? ... a może ta?
Tylko z Kopystańką nie mam żadnych problemów, trwa sobie na zachodzie, wyjątkowa, pogórzańska, lokalna połoninka, z dookólnymi widokami ...


A w sobotę mąż rozpalił w piecu chlebowym, urósł chleb w koszyczku, i ciasto na pieczone pierogi kartoflane, i słodkie ciasto na drożdżówkę z kruszonką ... został mi jeszcze farsz ziemniaczany z kaszą gryczaną i boczkowymi skwarkami, to upiekły się pizze małe, i jeszcze został, to zapiekłam w żeliwnym garnczku, posypane obficie żółtym serem, zrumieniły się pięknie ... dobre to wszystko, że hej!


Wielce pomocnym okazał się pędzel do smarowania, który przyniósł mi aniołek pod choinkę, wraz z innymi, kuchennymi przydasiami ... bardzo cieszą mnie te rzeczy, jak to mówi moja siostra, bardziej od nowej bluzki ... bo my mamy obie hopla na punkcie patelni, garnków, trzepaczek, łopatek ... czyżby to znamiona wieku starczego? :-)
Po południu przycinaliśmy jeszcze odrosty na leszczynach, suche gałęzie starych śliw, gałęzie jabłoniowe, zaatakowane jemiołą, może w końcu uda nam się zwalczyć tego pasożyta.
W niedzielę dowiedzieliśmy się na wzgórzu kalwaryjskim, że sprofanowano kaplice ... ktoś zniszczył obrazy ... mają już sprawcę.
Ponieważ w poniedziałek to też święto, mieliśmy całą niedzielę do wykorzystania, pojechaliśmy w objazd Pogórza, od zachodu tym razem ...


... przemknęliśmy przez rozsłonecznione Rybotycze, nad Wiarem podziwialiśmy budowle bobrów, zwalone ogromne drzewa, są wszędzie ... prawie ... nie ma ich jeszcze na naszym potoku, ale obserwując ich szybkie zajmowanie cieków wodnych, wkrótce pojawią się i u nas ...


Błysnęła za drzewami perełka sztuki cerkiewnej, jedyna taka w Polsce ... cerkiew pw. św. Onufrego ... potem główna trasą na Tyrawę Wołoską, i w prawo, na Tyrawę Solną ... a pamiętasz, jak schodziliśmy tędy ze Słonnego do Hołuczkowa ... a w tym potoku moczyliśmy nogi ... i Maksia chłodziliśmy ...
Przewinęliśmy na drugą stronę Sanu, a potem przez Mrzygłód, i znowu prawa strona ...


Przed nami cerkiew w Dobrej Szlacheckiej ... byliśmy tu któregoś lata parę lat wstecz ... wtedy jeszcze trwała renowacja malowideł ... nie chcieliśmy wchodzić, byliśmy z psem, zmęczeni wędrówką pasmem Wysokiego, w dorodnych pokrzywach ... znaleźliśmy wtedy nieistniejącą już wieś, Lachawę ...


... sympatyczni konserwatorzy zaprosili nas do środka ...




Do dziś czuję ten zapach ... zapach starego drewna, środków konserwujących ... dziś wszystkie prace już zakończone ... a malowidła wykonali Bogdańscy, ojciec i syn, ród ich wywodził się z okolic Kalwarii Pacławskiej ...


Tylko ta stara dzwonnica ... zdaje się być starsza od cerkwi, może i starsza, bo cerkiew zbudowana w 1879 roku na miejscu poprzedniej ... kiedyś, na piętrze, była kaplica z ikonostasem ...
Skierowaliśmy się w stronę Ulucza, to następna perełka ... położona na wzgórzu Dębnik, tylko 300 metrów od parkingu, no! można dostać zadyszki ...


... zaczynamy od kapliczki u podnóża ... a potem ciągną nas psy na smyczach, oj, ta poświąteczna ociężałość! dobrze, że sucho ... węźlaste korzenie, suche liście, a w górze huczy niemożliwie ... znad Bieszczadu wiatry wieją, zmiana pogody ani chybi ...


Oto i ona ... cerkiew w Uluczu ... wysoko, ponad Sanem, nie dochodzą tu za bardzo odgłosy życia, tam, z dołu ... dookoła stare drzewa, nagrobki ... barwinek, bluszcz ... jesteśmy zawieszeni między ziemią a niebem ...


... ostatnio byliśmy tu w innym składzie ... nasz stary Maksio ...


... ileż wspomnień łączy się z tym psem ... ile on z nami przechodził tras ... czasami buntował się, i trzeba było nieść go na rękach ... teraz Miśka i Amik umilają nam wędrówki, te psy to przynajmniej na smyczy umieją chodzić, bo starego Maksia smycz przyprawiała o najwyższe oznaki strachu ... kładł się na drodze, przewracał oczami i przykrywał się przednimi łapkami ... albo chwytał łapkami nogę któregoś z nas, i i tak szedł ...


Te kule pod krzyżami są ceramiczne, chronią belki, na których umieszczono krzyże, przed zamakaniem ...
powstały w Mrzygłodzie, który do powojnia był ośrodkiem garncarskim na Bieszczady, Pogórze Przemyskie i Dynowskie, gliniane garnki wyparły potem naczynia żeliwne ...
Poprzednia wędrówka zakończyła się tutaj, teraz ruszyliśmy zakolem Sanu, przez nieistniejące prawie wsie na prawym brzegu Sanu ...
San, rzeka graniczna pomiędzy Związkiem Sowieckim a Niemcami, a potem w konflikcie polsko-ukraińskim ... San od Sanoka po Dynów uznawany był za naturalną granicę między żywiołem polskim i ukraińskim ... Polaków zmuszano do przesiedlania się na zachodni brzeg, mordami, straszeniem, a Ukraińców na drugą stronę ...
Wsie leżące po obu stronach rzeki powiązane były węzłami sąsiedzkimi, rodzinnymi ... aby uratować dobytek, ocalić życie, gospodarze dogadywali się między sobą, zamieniali zagrodami, zwłaszcza w obliczu żadnej pomocy, znikąd ...
Mijaliśmy ślady dawnych zagród, miejsca po cerkwiach, po drugiej stronie Sanu mknęły samochody ładną drogą, a my turlaliśmy się zniszczonym asfaltem, miejscami szutrówką ... prawa strona rzeki jednak inaczej oddziałuje na człowieka ...


To Wołodź ... i jedyną atrakcją jest zachowana neogotycka kaplica grobowa Trzcińskich - ostanich właścicieli Wołodzia ...
Odbijamy za chwilę w drogę do Birczy, mijamy kopalnię diatomitów w Jaworniku Ruskim ...


Zmyślny to minerał, absorbuje różne wycieki ropopochodne z powierzchni wód ... od południa, znad pasma Krztowa walą chmury, pewnie coś przyniosą ze sobą ... ładnie tu, potężne lasy, drogi serpentynami wspinające się i opadające ...


Jeszcze cerkiewka w Lipie, obok nowego kościoła ... i murowana w Malawie ... pcha się wprost w obiektyw aparatu ...


Tak, te chmury i wiatr przyniosły w nocy opady, krajobraz za oknem zostrzał, wyraziste, brunatniejące trawy, wyraźne zarysy gór, plamy mgły ... rankiem słyszałam jakieś ptaki, kląskające w lesie, zupełnie jak na wiosnę ...


... czas wracać do domu ... mąż odgraża się, że wraca tu jutro ... ja muszę troszkę udzielić się w domu ... stacjonarnym ... nie wiecie? idzie ta wiosna już do nas?


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, wszystkiego dobrego, pa!
















30 komentarzy:

Zofijanna pisze...

Wszelkie znaki na drzewach wskazują, że idzie, ale zimę podobno zapowiadają.
Drewnianą dzwonnicę w Dobrej oglądałam , ale wnętrza cerkwi niestety nie.
Ulucz oglądałam zimą, też w styczniu, ale wtedy było sporo śniegu i lekki mróz.
Widać, że się ostro wzięli za renowacje cerkiewek.
Pozdrówka Marysiu

Dana M. pisze...

Wasze wędrówki po tych pięknych okolicach usianych cerkiewkami zachęcają bardzo do wybrania się w te strony. Najpierw na blogu u Zofijanny, teraz u Ciebie, znalazłam fotki z tymi bezcennymi perełkami, które koniecznie trzeba zobaczyć na żywo. Może w te wakacje, kto wie :)

Przykro jest słyszeć, że jakiś znudzony życiem bezmózgowiec wyrządził tyle szkód. To że go złapano niestety nie przywróci zabytkowych malowideł, a poza tym można się domyślać, że karę też mu wymierzą nieadekwatną do czynu :(

Olga Jawor pisze...

Pieknie pokazujesz nasze okolice Marysiu!Mieszkam tu od trzech lat, ale wielu miejscowości jeszcze nie widziałam. Moze kiedyś... O Sanie z takim bólem i prawdą napisałas. Wspaniała, zachwycająca to rzeka. Tyle w historii naszej znacząca. Mam nadzieje, ze juz nigdy nie będą rozgrywac sie nad nią żadne historyczne potyczki, krwawe sceny i inne tragedie ludzkie od polityki i moralności zależace.Że juz zawsze tylko podziwiać sie ją będzie i cieszyc sie jej potegą i dzikością.
Podobno od niedzieli ma być juz chłodniej. Przydałaby sie ta zima, bo jak snieg nie popada, to znowu nam w przyszłym roku studnie wyschną i w ogóle sucho bedzie na polach.
Serdecznosci zasyłam!

ankaskakanka pisze...

Nosi Was, ale za to jakie macie piękne wspomnienia. Szalenie podobają mi się Wasze okolice. Pozdrawiam

mania pisze...

Marysiu, jaka wiosna? Przecież zimy jeszcze nie było! Piękna wycieczka, tyle ciekawych miejsc tak blisko od domu.
A zamiłowanie do kuchennych przydasiów to chyba nie ma nic wspólnego z wiekiem, to raczej wynika z zamiłowania do kucharzenia :)
Pozdrawiam serdecznie

Zofijanna pisze...

Czy dalej w Rybotyczach jest muzeum?

Anonimowy pisze...

Ależ ty ciekawe życie prowadzisz:-)pozdrawiam.

Krzysiek Pogórski pisze...

Niespokojne (ale dobre) duchy z Was ;-)

Katarzyna Ka pisze...

Ciekawe zdjęcia, fajny blog, zatem dołączam się do grupy obserwatorów :)

Pozdrawiam
http://magiczneslowaa.blogspot.com/

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Zofijanno, zaczyna kwitnąć barwinek, a zima być musi, żeby świat odpoczął pod śniegową pierzynką, bo to dobre dla roślin i zwierząt; depczemy po swoich śladach w tych różnych wędrówkach, takie perełki przyciągają; muzeum w Rybotyczach? chyba chodzi Ci o cerkiew w Posadzie Rybotyckiej, zdaje się, że już przejął ją kościół wschodni, bo nie ma tabliczki muzeum przemyskiego; serdeczności ślę.

Dana M, zdaje się, że jesteśmy z Zofijanką podobne duchem, nosi nas po tych samych śladach, tylko, że Zofijanka bardzo solidnie zgłębia temat, a ja bardziej subiektywnie; o tak, jeśli tylko interesuje Cię ten temat, znajdziesz tutaj wiele ciekawego dla siebie; to młody człowiek, parafianin, współczuję rodzinie w tym małym środowisku; pozdrawiam serdecznie.

Olu, przyjdzie czas, że i Ty będziesz miała trochę wolnego, i ruszysz na wędrówki; trochę interesuję się historią regionu, może nie tą dawną, a bardziej wojenną i powojenną, usiłuję zrozumieć pewne rzeczy, konflikty, co kieruje ludźmi; sam San już sporo traci na swej dzikości, obudowany licznymi domkami letniskowymi, ale nie ma się co dziwić, jest piękny w swym górskim biegu, to i ludzie chętnie tam wypoczywają; zima musi być, bo to źle dla przyrody, a dla studni jak najbardziej, bo wcale tej wody nie ma za dużo; serdeczności ślę za San.

AnkoSkakanko, czasami jeździmy wielokrotnie w te same miejsca, które nas jednakowo przyciągają swym urokiem, takim miejscem jest Ulucz; i te lasy nieprzebyte, dzikie jak nigdzie indziej; cieszę się, że podoba Ci się południowy wschód; pozdrawiam cieplutko.

Maniu, no tak, zimy nie było, całkiem zapomniałam, że Ty w tym roku, Maniu, masz zamiar szusować po stokach, ja zresztą też :-) no, to mnie pocieszyłaś, bo moja siostra mówi, że to tak na stare lata ... lubię te kuchenne gadżety, czasami po to tylko, żeby patrzeć na nie z przyjemnością; pozdrawiam Cię serdecznie.

Anonimku, to może nie jest ciekawe życie, tylko ciekawość świata; czasami te wyprawy łączą się z niewygodami, wstawaniem w środku nocy, kiedy najbardziej chce się spać, ze zmęczeniem okrutnym, ale lubimy obydwoje z mężem, więc póki zdrowia ... moja mama zawsze mówiła: psa by nie wypędził na taką pogodę, a oni jadą gdzieś, zamiast sobie poleżeć; no lubimy; pozdrawiam.

Krzyśku, lubimy, a mamy jeszcze świadomość, że czas się kurczy nieubłaganie, więc patrzymy na świat, gdzie się da; pozdrawiam serdecznie.

Ruda pisze...

Cudne te cerkiewki. A w ogrodzie to i ja muszę zacząć zimowe porządki robić- drzewka poprzycinać, pnie pobielić... zima taka nijaka to i szybciej można zacząć.

Pellegrina pisze...

Wycinanie, wypalanie w styczniu to będzie nowa, świecka tradycja.
Na trzecim zdjęciu wypatrzyłam na pierwszym planie jelonka na tle Kopystańki. Pozdrawiam, smakowicie zapachniłaś zapiekanym farszem!

Weronika Ziółkowska pisze...

Przepiękna fotorelacja. Wycieczka musiała być udana. Tyle wspomnień i znanych-zapomnianych miejsc. Miło tak sobie poprzypominać jak to drzewiej bywało. Jak zmnieniły się miejsca i nasze spojrzenie na nie z perspektywy czasu. Piękna ta kapliczka grobowa- google podpowiedziało, że powyżej świątyni znajduje się zarośnięty i zdewastowany cmentarz greckokatolicki. Prawda to? Jeśli tak, to straszna szkoda. Przykro czytać:(

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

Jak zwykle Wasz wycieczki niesamowite są.
Jestem okropnie głodna i czytam o Twoich wypiekach, aż mi ślinka cieknie.
To chyba nie jest kwestia wieku, że lubisz sprzęty do gotowania dostawać, a jeśli tak jest to muszę być już strasznie stara, bo pod choinkę dostałam patelnię, garnek i czajnik i ze wszystkiego cieszę się bardziej niż z ubrań czy kosmetyków.

Ania z Siedliska pisze...

Jakie piękne te cerkiewki ! Wspaniała to była wycieczka. Fascynujące jest Wasze Pogórze i Twoje opowieści. Marysiu, jestes niezmordowaną gospodynią i ogrodniczką, masz też świetnych pomocników ;-). To co, czekamy zimy czy wiosny ? Nie mam nic przeciwko takiej łagodnej aurze, nie muszę biegac z szuflą i odśnieżać. Uściski !

OLQA pisze...

wspaniała wędrówka i w dodatku mój ulubiony Onufry! dzięki:)

Mażena pisze...

Ale ciekawa wycieczka. Prawosławne Święta Bożego Narodzenia w Warszawie obchodzone są "po nowemu" czyli z katolickimi ale tam na wschodzie pewnie wszędzie własnie teraz. Podziwiam Waszą ciekawość, my też lubimy penetrować okolicę i dlatego rozumiem radość jaką daje taki wyjazd. Też lubię rozmawiać i podziwiać kunszt "artystów remontowców" a jak się zagadnie to wpuszczą i pozwolą popatrzeć.
Marysiu ja też cieszę się z kuchennych cudeniek, jedynie konkurują z takimi rzeczami książki ale na nie można zapisać się i czekać w bibliotece.
Jeśli gotowanie nie jest obowiązkiem a daje przyjemność to i gadżety cieszą.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Witaj, Kasiu, w naszych progach, pozdrawiam serdecznie.

Ruda, bielone pnie w ogrodzie ... nigdy nie pamietam, że trzeba to robić; zima jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa, to dopiero początek stycznia; pozdrawiam serdecznie.

Krystyno, z niejakim zdziwieniem pobiegłam zaraz wyglądać jelonka, rzeczywiście, to tarnina taki kształt nadała, masz dobre oko; serdeczności.

Weroniko, sporo nachodziliśmy się po Pogórzu, bez szlaków, po lasach przepastnych, to teraz drepczemy po śladach; tak, był tam cmentarz, nie wchodziliśmy między groby, ze względu na psy, zresztą przy każdym cerkwisku cmentarze, czasami zaniedbane; tutaj teren oczyszczony, jakaś grupa miłośników zajmuje się tym; pozdrawiam serdecznie.

Natalio, odpalam piec chlebowy, kiedy tylko mogę, bo nie ma porównania z piekarnikiem gazowym, przy okazji paskudnie oparzyłam sobie rękę, dotykając rozpalonej blachy, będzie ślad jak nic; kuchenne gadżeciki cieszą mnie bardzo, najbardziej; pozdrawiam cieplutko.

Aniu, co niektóre cerkiewki przetrwały, co niektóre spotkał okrutny los, zamienione w pomieszenia dla zwierząt, składy nawozów, materiałów budowlanych, następnie rozebrane i wbudowane w czyjeś domy, stajnie, spalone w piecu; dojmujący to widok, pusty teren i tylko kapliczka czy cerkiew znaczy dawną wieś, albo tylko kupa gruzu na cerkwisku po zburzonej; kusi zima, jakiś mały stoczek, biały puch, a z drugiej opału mniej idzie, zwierzynie lżej, i nam też; serdeczności ślę.

Olqo, Onufry? czyżbyś Zagłobę lubiła? czy też św. Onufry, pustelnik? a może jest jeszce jakiś inny, o którym ja nie wiem; pozdrawiam Cię serdecznie.

Mażeno, u nas są grekokatolicy, też obchodzą święta z prawosławiem; syn pracuje na granicy, ruch znikomy; to byli wyjątkowo sympatyczni ludzie, wiesz, lato, człowiek w szortach, wydekoltowany, pies, nie śmieliśmy wchodzić, oni zaprosili, objaśnili; żebyś wiedziała, cieszą bardzo, ja to jak ta sroka gromadzę je skrzętnie; pozdrawiam cieplutko.

Raals pisze...

Mario.
czy udało Ci się zajrzeć do wnętrza tej odnowionej cerkwi w Malawie? Byłem tam przed laty i oglądałem freski, bardzo zniszczone od przechowywanych tam przez miejscowy PGR nawozów sztucznych. Tynki wewnętrzne odpadły do wysokości, do której składowane były worki z nawozami. Tynk położony na suficie trzymał się jeszcze, ale ze względu na nienaprawiany od lat dach (jedna z kopułek leżała zwalona na trawie obok cerkwi)deski, których trzymał się tynk były przegniłe i nadawały się tylko do wymiany. Rozmawiałem wtedy chwilę z proboszczem - mówił, że na dniach ma przyjechać z Przemyśla fotograf i uwiecznić to co zostało, żeby to potem skrzętnie zrekonstruować. Ciekaw jestem, czy to zamierzenie się udało, bo z zewnątrz zdarzyło mi się dwu- lub trzykrotnie ją oglądać i widziałem rezultaty prac, ale za każdym razem była zamknięta i nie udało się zajrzeć do środka...

Raals pisze...

A tu jeszcze zdjęcie wykonanie niedługo po zakończeniu remontu na zewnątrz:

http://plfoto.com/zdjecie,architektura,malawa,1314410.html

Pełnoletnia ze Skarpy pisze...

Zazdraszczam ognicha z tym poobcinancyh gałęzi, bo tak kocham wszelakie ogniska i zapach dymu!!!
Zauroczona jestem Waszymi okolicami. Założę się, że i w naszych są podobne cudeńka, tylko trzeba umieć je znaleźć...
Być może to ja pytałam kiedyś o opieńki, nawiedzam Cię już bowiem od dawien, dawna :) Zmieniłam tylko ostatnio trochę nicka i nazwę bloga.

Jeszcze więcej tak pięknych i udokumentowanych fotograficznie wycieczek życzę!

A ten piec chlebowy... przez monitor czuję, jak musiały pachnieć te mini pizze!

wkraj pisze...

Zawitam tam kiedyś na pewno, by powiększyć moją kolekcję zdjęć cerkwi. Tych z przedgórza nie mam wcale na blogu, a wygląd niektórych aż się prosi o opisanie. Pięknie wyostrzyły się krajobrazy, pwnie na zmmianę pogody.
Pozdrawiam serdecznie.

Kasik pisze...

Napatrzyć się nie mogę, piękne te stare cerkwie. Tylko pozazdrościć Wam można, że macie te wszystkie zabytki na wyciągnięcie ręki. Fajna wycieczka. A wiosna idzie ;) Pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Raals, niestety, nie byliśmy wewnątrz, czytałam o smutnym losie tej cerkwi, dobrze, że uratowany chociaż budynek; coś nie chce mi się odnaleźć to zdjęcie wg podanego linku, że niby nie istnieje; dzięki i pozdrawiam.

Pełnoletnia, tak mi się wydaje, że każdy region kryje w sobie jakieś ciekawostki, tylko poczytać i odnaleźć; pizerki małe pachniały, a jakże, a jeszcze lepiej smakowały; pozdrawiam serdecznie.

Wkraju, o, to musisz sobie zarezerwować odrobinę czasu, bo szlaków cerkiewnych u nas mnóstwo; niektóre cerkiewki ciekawe, inne mniej, ale jest się czym pozachwycać; tak, deszcz wymył zamglenia, ożywił kolory; pozdrawiam serdecznie.

Kasiku, tereny przebogate w cerkwie, a ile zniszczono bezpowrotnie, tylko kamienne podmurówki znaczą miejsca po nich; i ja pozdrawiam serdecznie.

colorado2811 pisze...

Słone są równie malownicze co Bieszczady. Kiedyś odbyłam po nich (wirtualny niestety) spacer opracowując dla pewnej osoby trasę wycieczki szlakami cerkiewek. Nawet jeszcze mam zrobioną na kompie prezentację na te okoliczność. Sama niestety spenetrowałam te tereny słabo, choć Mrzygłód miałam przez 19 lat o rzut beretem. Byłam tam tylko raz, pieszkom, zachwyciłam się. Do dziś pamiętam tę wycieczkę i niebiański smak boczku z groszkiem w konserwie oraz przedzieranie sie krzaczorami wzdłuz brzegu Sanu. (Nigdy potem nie trafiłam juz do Mrzygłodu, ani na boczek z groszkiem, zreszta dzis nie ma już takich pysznych konserw)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Iwono, miałam dawno temu 2-letni epizod sanocki, to trochę schodziliśmy tamte tereny, ale najbardziej z mężem, parę lat wstecz; Mrzygłód to takie małe, urokliwe coś, z ryneczkiem pośrodku, podoba mi się tam, tereny zupełnie na uboczu, San szeroki, bystry, nie dziwię się, że ludzie chętnie stawiają tam letniska; hm! boczek z groszkiem? mąż mi opowiadał o kiełbaskach leszczyńskich; a nas, na przełomie lat 70/80 podkarmiało wojsko, mieliśmy tam kolegę, i on znosił nam jedzenie z kuchni wojskowej, inaczej cienko by było; pozdrawiam serdecznie.

Tomasz Gołkowski - Karpacki las pisze...

Te cerkwie to naprawdę perły Podkarpacia. Można je spotkać również w Bieszczadach i Beskidzie Niskim. Choć w każdym z tych regionów wytworzył się inny styl. Wiele z nich zasługuje na to aby dostać się na listę UNESCO. Warto zwiedzać nawet te mniej okazałe i bardziej zniszczone, każda ma swój klimat i często bogate wnętrze. Warto wejść i popatrzeć na piękny ikonostas
Pozdrawiam serdecznie

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Tomaszu, żal tylko, że tyle nie przetrwało; może nastąpiła zmiana świadomości, ostygła w ludziach nienawiść i żal, bo tuż po wojnie, byle zniszczyć, sprofanować, rozwalić, bo to wrogie; to samo zjawisko występuje na Dolnym Śląsku, Mazurach czy Pomorzu, tyle wspaniałości przepadło lub stoi w ruinie; naprawdę żal; pozdrawiam.

vinniczek pisze...

Ulucz i Wołodź to kawałeczek mojej czerwcowej wędrówki w zeszłym roku... Miło powspominać...

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Vinniczku, bywasz w naszych regionach, pamiętam Twoje wcześniejsze zdjęcia z pobytów na Pogórzu; czy znowu byłaś w drodze gdzieś dalej? pozdrawiam serdecznie.