piątek, 10 stycznia 2014

Bobry nad Wiarem ...

Zaskakują mnie te stworzenia swoją liczebnością i szybkim zajmowaniem coraz to nowszych ciurków wodnych ... zatrzymaliśmy się chwilę nad Wiarem, żeby poogladać dzieło zniszczenia na brzegach, wśród drzewostanu ... a także majstersztyk ich budowli ...


Zwalone do wody ogromne drzewa, potem zgrabnie okorowane zębami zwierząt, błyszczą świeżą bielą ...


Rzadko kiedy manewr ze zwaleniem pnia w odpowiednią stronę im nie wychodzi ... cwane bestie czekają na dobry wiatr ...


Zajrzałam na forum, opowiadał człowiek, że krótko cieszył się drzewkami gdzieś nad Narwią, nie pomagały żadne siatki, obejmy na pnie drzew ... kiedy nie mógł dostać się do pnia, kopał norę pod korzeniami, pogdryzał główny korzeń i ... to tylko kwestia czasu, kiedy drzewo zwalało się na ziemię.


Coś czuję lekką panikę wśród narodu, bóbr chyba nie ma naturalnych wrogów, no, może samochody, które rozjeżdżają je gdzieś tam, nad Wartą, bo i o tym czytałam ... rozmnaża się w szybkim tempie, zwierzę chronione ... i jest problem, co z tym zrobić? paręnaście lat wstecz cieszyliśmy się, że bobry doskonale zaaklimatyzowały się na różnych terenach, a to znaczy, że środowisko nam się oczyściło ...
Gdzieś tam zaatakował bobra pies wilczur ... trzeba było psa odwieźć do weterynarza na zeszycie wielu ran ... jak daje sobie radę z twardym pniem drzewa, to nie da rady psiej skórze? ...


Zupełnie nie zagłębiam się w temat, to tylko moje pobieżne obserwacje i słucham, co ludzie opowiadają ... włócząc się po różnych terenach tylko patrzę, gdzie bieleją wśród krzaków białe, ogryzione drzewa ... oho! już i tu dotarły ... nawet przy drodze, na Koniuszy, gdzie kiedyś był tylko podmokły teren, czarny bocian tam brodził, a może i sączył się jakiś strumyczek, widzę teraz podniesione do poziomu drogi lustro wody i, oczywiście, białe, obżarte pnie ... czyli pojawiły się i tu, i coś sobie tam zastawiły ...


Pewnie są i dobre strony tego zjawiska ... poprzez zastawianie tam podnosi się nam poziom wód gruntowych ... ludzie ratują się przed zalewaniem pól przez niszczeniem bobrzych tam ... tego też nie wolno robić, potrzebna jest zgoda kogoś z odpowiedniego urzędu ...
Pierwszy raz zobaczyłam tamę bobrową na Potoku Niedźwiedzim w Bieszczadach, byliśmy w "worku bieszczadzkim", wędrowaliśmy do grobu hrabiny ... i do źródeł Sanu ... stałam i patrzyłam jak zaczarowana ... poziom rozlewiska wyższy niż drogi, doskonale utkana patykami tama, i byłam dumna, że mamy bobry w Bieszczadach ...
Ostatnio jechalismy wzdłuż Sanu, i tu nad brzegiem rzeki, bieleją tu i ówdzie zgryzione, białe pnie ... e, tam! - z powątpiewaniem spojrzeliśmy po sobie - chyba nie dadzą rady zbudować tamy w poprzek tak szerokiej rzeki ...
ale kto wie? kto wie?


Pozdrawiam Was serdecznie, z głośnym plaśnięciem szerokiego, bobrowego ogona o lustro wody, dziękuję za odwiedziny, bywajcie w zdrowiu, pa!
A tak, nawiasem mówiąc, chciałabym kiedyś zobaczyć to stworzenie w naturze ... ponoć płochliwe ...



18 komentarzy:

Katarzyna Ka pisze...

a to szkodliwce te bobry! :)

Kama pisze...

Marysiu, kiedyś pisałam, jak to wstałam rano, wyglądam przez okno a tam od strony jeziora do sadu maszeruje słodki zwierzak ;) mówię do męża: zobacz, jaki boski! A mąż: boski.. to bóbr! Trzeba go przegonić... oczywiście stanęłam w obronie stworzenia a rano... znowu wyglądam przez okno a tam nie ma bodajże 2 jabłonek... nie muszę pisać jaka była reakcja męża ;)
Teraz jest spokój, szaleją czasem tuż przy brzegu, ale większych szkód nie wyrządzają.
Pozdrowienia!!!

Krzysiek Pogórski pisze...

Ha! Taka anegdotę kiedyś słyszałem. Podobno kilkadziesiąt lat temu w Polsce była konferencja poświęcona problemom ochrony bobra. Wielu specjalistów płakało nad losem zagrożonego gatunku starając się wskazać sposoby jak najlepszej jego ochrony. Na konferencji był również obecny zaproszony zoolog z Kanady gdzie bóbr był i jest zwierzęciem powszechnie występującym i czyniącym szkody. Gość podobno siedział i przyglądał się i z jakichś względów nie korzystał z tłumacza. Widział gorący spór więc w pewnym momencie wstał i stwierdził "że wg ich doświadczeń jedynym dobrym sposobem w kwestii bobra jest strychnina".

Joanna pisze...

ode mnie jakieś 100 metrów... też bobry mają swoją siedzibę ... nawet konkretnej wody tam nie ma bo są to delikatne rowy melioracyjne

capra ibex pisze...

A ja widziałam bobra w Warszawie, jak paradował nad kanałem żerańskim :) W ubiegłym roku te zwierzaki położyły całe szpalery drzew w tym miejscu. Przyznam, że widok, to dość smutny. Część drzew, nawet tych nadgryzionych została zabezpieczona siatką, ale szkody były znaczne. Odnośnie worka bieszczadzkiego, to znalazłam ciekawy film, może Panią zainteresuje: http://video.anyfiles.pl/videoblog/elru/24256 trzeba tylko odnależć na liście po prawej stronie folder: Tajemnice bieszczadzkie, w którym umieszczone są trzy części filmu. Film nadawany był w TVP Historia i poruszony jest w nim, między innymi, temat źródła Sanu, polecam.
Pozdrawiam serdecznie.

Pellegrina pisze...

Ja bywam tak blisko Tarlaki i widzę ślady i skutki ale bobra nigdy i do zeszłego roku mnie to nie dziwiło bo mówią, że to płochliwy stwór i tylko, czasem, około 4 tej, się uda. A moja przyjaciółka przyjeżdża rzadko i zobaczyła a nawet sfociła bobra lekkim popołudniem. https://picasaweb.google.com/cyrenejka2/DalekieSpotkanie

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

Jak byłam dzieckiem jeździłam na zielone szkoły do podobnego gospodarstwa, jak to w którym mieszkam (tylko oni wtedy już mieli wyremontowany, piękny dom) i tam chodziliśmy często o piątej rano na rajdy piesze. Kiedyś Pan Krzyś zaprowadził nas na bagna, gdzie po cichu obserwowaliśmy bobry. To nie było w sumie tak dawno temu bo może z 15 lat temu, a wtedy bobry nieczęstym widokiem i groziło im w Polsce wyginięcie. Zaskakujące, że teraz jest ich tak dużo. Mieszkają też kilkaset metrów od naszego siedliska.

Pełnoletnia ze Skarpy pisze...

Ja od bobrów nic nie mam... bo daleko są ode mnie i na nasza Skarpę raczej im się nie będzie chciało włazić... za to widziałam ich ślady nad Wisłą... i tak sobie myślę, Wisły mam nadzieje, nam nie zatrzymają??? :)
Pozdrawiam.

Nasza Polana pisze...

w sąsiedztwie Naszej Polany też mieszkają bobry i już nie mogę się doczekać gdy będziemy mogli obserwować ich życie. Co prawda trudno je zobaczyć ale nam już w Beskidach się udało. Wielcy tobudowniczowie. pozdrowienia

grazyna pisze...

MArysiu! moj brat ma dzialke pod Warszawa, gdzie sadzi, sadzi i sadzi...na dzialce jest stawek zasilany cieniutka rzeczka...wiec dwa lata temu moj maz Wenezuelczyk twierdzil,ze slyszal kilka razy jak jakis zwierz wskakiwal do wody i to z duzym hukiem...wniosek Wenezuelczyka byl nastepujacy...w stawie pomieszkuje jakis duzy zwierz...ale mielismy zabawe, wysmialismy jego latynoamerykanska wizje wielkiego zwierza...zartowalismy, ze dopatrzyl sie krokodyla w polskich wodach, i tak to trwalo przez jakis czas, zartow nie bylo konca, az pewnego dnia, pod wieczor zagadka sie wyjasnila, wielkie bobrzysko ..na nasz widok skakal do wody i ten plaski ogon taki halas robil. Dwa lata walki z nim i nie dal sie przechytrzyc..poscinal wszystkie jablonki i sliwy..brat sie pociesza,ze stare byly i ze nowe bedzie sadzil...kopie podziemne tunele, raz z bratem wpadlismy w taki podziemny korytarz, starcilismy rownowage i o malo nie polamalismy nog...zrobilam bobrowi zdjecia, obserwowalam go ale brat juz jest zmeczony ta sytuacja, ciagle cos wymysla ale zwierzak jest super inteligentny...na razie stawek zostal oblozony siatka i czekamy czy bobr pojawi sie na wiosne...oj, ciezka z nim sprawa...pozdrawiam serdecznie

mania pisze...

Będąc kiedyś w Bieszczadach słyszałam od przewodnika, że niestety bobrów jest tam teraz za dużo i więcej szkodzą przyrodzie - m.in. przyczyniły się do zatopienia torfowisk. Walka z nimi jest bardzo trudna, bo to inteligentne zwierzaki.
Miłego weekendu :)

Zofijanna pisze...

Są już chyba wszędzie, opanowują coraz nowe środowiska.
Dzisiaj nawet leśnicy żałują, że je wypuszczali tu i tam.
Ciekawa jestem jaka jest ich liczebność ?
Serdeczności

Anonimowy pisze...

Pozabijaj kijem te paskudne szczurowate szkodniki co niszczą naszą przyrodę.

Inkwizycja pisze...

Mnie one fascynują, ich inteligencja i umiejętności. No ale łatwo mi tak mówić, kiedy nie mam ich w pobliżu własnego ogródka... Jak zwykle człowiek wtrącił swoje trzy grosze i równowaga została zachwiana.
Ściskam ;)

Kalina pisze...

A ja właśnie piszę książkę o bobrach... :-)

wkraj pisze...

Przeczytałem tytuł i zaciekawieniem obejrzałem zdjęcia. Widzę, że i Tobie nie udało się sfotografować bobra. Kiedyś ponad godzinę czekałem przy ich żeremiu, ale nic z tego. Chyba wyczuwają obecność człowieka i są bardzo płochliwe. Ale przynajmniej masz blisko do ich siedliska. U mnie w okolicy ich nie ma.
Pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Katarzyno, takie one są, niestety; pozdrawiam.

Kama, czytałam mężowi komentarze, śmialiśmy się do rozpuku, a to ci historie; serdeczności.

Krzyśku, wiesz co, to można opowiadać jak dobry kawał; pozdrawiam.

Joanno, czyli znajdują miejsce dla siebie wszędzie, może kiedyś znajdę takiego w swoim oczku, w ogrodzie? serdeczności.

Capra ibex, specjalnie patrzyliśmy ostatnio za nimi w Bieszczadach, każdy ciek wodny mają opanowany; dzięki za linki, pooglądam w wolnej chwili, oglądam i czytam chętnie wszystko, co dotyczy historii naszego regionu; dzięki i pozdrawiam.

Krystyno, coś mi się wydaje, że ani obejrzysz się, jak zbudują tamę, Tarlaka wąziutka, dadzą radę; serdeczności ślę.

Natalio, zobacz, jak szybko odrodziły się; malownicze to widoki, powalone drzewa, tamy, ale i szkody niemałe; pozdrawiam.

Pełnoletnia, ja też nie, tylko obserwuję i słucham; też mam taką nadzieję, jeśli chodzi o San, bo Wiar już ujarzmiony; serdeczności ślę.

Polanko, oglądałam reportaż o ich życiu, to mądrale; fajnie, wyjście z domu o świcie na obserwcję bobrów; życzę, żeby jak najrychlej; pozdrowienia ślę.

Grażyno, uśmialiśmy się z mężem niemożebnie z tej historii, chociaż pewnie Twemu bratu wcale nie do śmiechu, kiedy niszczą jego pracę; pozdrawiam Cię.

Maniu, patrzyłam z drogi na te zniszczenia, chociaż to teren parku i wolno im; tereny coraz bardziej zalewane spiętrzoną wodą, rośliny rzeczywiście pod wodą; a jak tu walczyć z nimi, kiedy chronione? serdeczności ślę.

Zofijanno, nikt nad tym problemem nie panuje; leśniczy żałują, że wpuścili na swój teren, a ja mam wrażenie, że to bobry w tej chwili same decydują, gdzie iść; tam, gdzie jeszcze ich nie ma; myślisz, że sa policzalne? pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Inkwizycjo, pewnie, to bardzo mądre zwierzaki, ale żyj tu w zgodzie z nimi, jak one niszczą pracę ludzkich rąk; no właśnie, ingerencja człowieka psuje w naturze; serdeczności.

Kalino, o, to ciekawy temat; i co? wyruszasz w teren na obserwacje bobrów?
powodzenia w zbieraniu ciekawych materiałów; pozdrawiam.

Wkraju, myślę, że kiedyś uda mi się w końcu dojrzeć tego zwierza, bo mają siedliska po drodze na Pogórze, ale czy sfotografować? już chyba nie; pozdrawiam serdecznie.