piątek, 6 lutego 2015

Sezon na skórki ...

Przecież żal, żeby się zmarnowały ... tyle w nich aromatu, koloru, a jaki doskonały dodatek do wszelkich ciast czy deserów ...




W necie jest przemnóstwo przepisów, jak przygotować ten aromatyczny dodatek ...


Ja swoje skórki obrałam dokładnie z białej warstwy, pomoczyłam, ugotowałam, zmieniając 2 razy wodę, a potem skroiłam w cienkie paseczki, inaczej niż zwykle, bo przedtem szły w kostkę ...


W syropie smażyłam dwa dni, po godzinie i odstawiałam, żeby napiły się dokładnie syropu, jak konfitury ... potem wcisnęłam soku z 1 cytryny, ponoć nie będą się wtedy scukrzać ... tak wyczytałam w mądrych poradach ...


Resztkę syropu wylałam na wierzch tych smakowitości, nakrętka i do lodówki.
Jeden słoik otwieram już w przyszłym tygodniu, wyobrażacie sobie pączki z białym lukrem i zawijasikiem ze skórki pomarańczowej na wierzchu?
Znawcy w temacie powiadają, że gdyby taki specjał zalać alkoholem wysokoprocentowym, to po odstaniu byłaby doskonała pomarańczówka:-)



Jako, że stan ostrego zakochania nie mija i "babciuję" na całego, ślę Wam uśmiechy razem z Jaśkiem.
Do tego serdeczne pozdrowienia i podziękowania za odwiedziny, dobre słowa, do miłego, pa!


27 komentarzy:

ankaskakanka pisze...

Ciekawy pomysł na konfiturę ze skórek z pomarańczy. Wnusio jest uroczy. Wyściskaj go mocno.

Beata Bartoszewicz pisze...

Nie wiem co słodsze - skórki czy Jasiek :)))

Uściski, B

grazyna pisze...

Stan ostrego zakochania nie mija, wiem to po sobie, pierwsza wnuczka to bylo ciagle dziwienie sie, ze tak jest, taka milosc niewytlumaczalnie wielka i bezgraniczna, potrafilam leciec na leb na szyje z And do Caracas (700km), bo Paola byla chora.
A teraz trzecia wnuczka zawladnela moim sercem absolutnie...mam moje wnuczki jednak bardzo daleko i to nie jest dobre...
a te skorki wygladaja tak smacznie, ja sie boje chemikalii ktore sie je nasacza...robie podobne konfitury w Andach z pomarancz z mego osobistego drzewka ogrodowego ,
Przemily Twoj Jasko i nie dziwie sie,ze jestes zakochana babcia!
sciskam Cie serdecznie

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, skórek pomarańczowych wystarczy na długo, bo są tak intensywne w smaku i zapachu, że tylko niewielki dodatek potrzeba; Jaśko uściskany; pozdrawiam.

Beata, bez wątpienia Jasiek:-) skórki bardziej pachnące; serdeczności ślę.

Grażyna, zaznaję tej miłości też z niejakim zdziwieniem, inna niż do własnych dzieci, może cierpliwa bardziej, spokojna, a uśmiech przeznaczony tylko dla mnie rankiem rozświetla cały dzień; dlatego pomarańcze parzy się, szoruje, potem moczy i zmienia wodę po kilkukrotnym gotowaniu, może to pomaga na wypłukanie środków zabezpieczających; mam nadzieję, że nie przenikają do wnętrza skórki czy całego owocu; bo też skąd wziąć u nas niepryskane pomarańcze, chyba, że przywieźć sobie lub zamówić; a w Andach to drzewko owocuje na okrągło? pozdrawiam serdecznie.

Klarka Mrozek pisze...

jakie ma niebieskie oczy:)))

Rogata Owca pisze...

Co tam skórki. Jaśko to dopiero cukiereczek.

Barbara Wójcik pisze...

Jasiek jest uroczy, więc Twoja miłość jest jak najbardziej na miejscu...a pomarańczowe paski też fajne!

Grażyna-M pisze...

Kiedyś robiłyśmy skórki z mamą. Teraz już nam się nie chce. Kupujemy gotowe. Ale czasem mam ochotę zrobić takie domowe. Są bardziej pachnące. :) Tylko robiłyśmy duże kawałki, bo potem wycinało się z nich różne kształty do zdobienia np. mazurków.
No tak, babcie są do kochania i do rozpieszczania. :) Eeeech... zazdroszczę dzieciom, które mają takie fajne babcie...
Serdeczności :)

grazyna pisze...

Mario, tak praktycznie caly rok, jakkolwiek jest czas kiedy jest ich duzo, potem jakby mniej ,ale zawsze jakies pomaranczki sa, na drzewie rownoczesnie bywaja pomarancze dojrzale, mniej dojrzale, zielone i kwiatki....

Ruda pisze...

Ależ wnusiu uroczy. Mnie własnie przysłano zdjęcie bratanicy - trzylatki- i tak bardzo zatęskniłam...

Nasza Polana pisze...

Jasiek to moje ulubione imię! Cudo i słodycz sama. :-) A możesz Kochana Mario napisać więcej o tym syropie? Czy to tylko cukier czy jakieś inne tajemne składniki? Bo ja kiedyś robiłam i nie wyszło mi to tak pysznie. Ale przepis miałam inny bez tego moczenia i gotowania. A te wyglądają na mięsiste i intensywnie pachnące. z góry dzięki i pozdrowień mooooc

Zofijanna pisze...

Jasiek podobny do Babci, tak mi się zdaje.......
Czy te oczy mogą kłamać !!! Śliczne!!!

amelia10 pisze...

Nie robię skorek, ale uwielbiam je na pączku lub w ciescie!
Ależ pyszności będą u Ciebie Marysiu, na zakończenie karnawału!
Serdecznie ściskam Babcię i wnusia.

Stanisław Kucharzyk pisze...

Ale Ci pomocnik rośnie! Do zjadania pączków oczywiście;-)

Anthony Garden pisze...

Jaś przeuroczy, przesłodki, buziaki wysyłam :)) Pomysł na skórki świetny. Pozdrawiam :)

wkraj pisze...

Smakowity ten dzisiejszy post :)
Miłej niedzieli

Mażena pisze...

Usmiech Jasia - fantastyczny! pewnie mu smacznie pachniało!

Krystynka w podróży pisze...

Mało piekę bo nie przepadam za słodkim ale na Jasia mogłabym patrzeć i patrzeć. Stan ostrego zakochania nie mija bo to miłość czuła i bez kresu. Moje wnusie już duże i za daleko do porannych uśmiechów ale w sercu zawsze i na zawsze. I na zdjęciach którymi obwieszona kuchnia babcina.

mania pisze...

Oooo, jaki duży kawaler! Smaka mi Maryniu narobiłaś, serniczek z taką skórką - mmmm.... to by była poezja!
Serdeczności :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Klarka, jak dwa bławatki, ciekawe czy mu się zmienią potem? pozdrawiam.

Owieczko, no przecież; zrobił się teraz przytulaśny bardzo; pozdrawiam.

Grażyno-M, właściwie to nie kupuję, a właśnie robię; oglądałam Makłowicza, jak pokazywał skórki z ćwiartek owoców zdjęte, zwijane w rulonik i smażone w syropie, a potem sprzedawane na straganach turystom; ładnie to wyglądało; a tak, do rozpieszczania i kochania jak najbardziej; serdeczności ślę.

Basiu, Jasiek dał nam trochę popalić, jak był malutki, miał kolki, był płaczliwy, bał się kąpieli, a teraz taki fajny maluch z niego wyrósł; 12 zapachnie pomarańczą, i smażonymi pączkami, u Ciebie już róże karnawałowe; pozdrawiam.

Grażyno, wyobrażam sobie, że mają również inny, lepszy smak od tych importowanych; tak jak smakowały mi brzoskwinie z Czarnogóry, gdzie do nich tym marketowym; drzewko z kwiatami, małymi owockami i dojrzałymi, to musi być widok; pozdrawiam.

Ruda, skąd się bierze tyle tkliwości w sercu dla tych słodkich, małych istot; pozdrawiam.

Polanko, syrop to 1 szklanka wody, 1 szklanka cukru, i nie martw się, że jest za rzadki, bo w trakcie smażenia wyparuje; to początkowe moczenie i gotowanie pozbawia skórkę goryczki, odbywa się oczywiście tylko w wodzie; a co da nam sok z cytryny, to dopiero się okaże, może rzeczywiście nie scukrzą się; powodzenia w przygotowaniu konfoturki, pozdrawiam Was.

Zofijanko, oj, chyba nie, ja mam oczy zielone i zołzowaty charakter, jak śmieje się mąż, więc Jasiek do mnie niepodobny:-) pozdrawiam.

Dorota pisze...

Ślinka cieknie na samą myśl. Przygotowanie wygląda na dosyć pracochłonne, ale na długie zimowe wieczory to dobre zajęcie, w końcu zapach pomarańczy jest poprawiaczem humour :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Amelio, właśnie przygotowałam je z myślą o pączkach, żeby były w miarę świeże; i nadziewane kremem też będą, oprócz marmolady z róży; dzięki i pozdrawiam.

Staszek, o! to pomocnik do wszystkiego; pozdrawiam serdecznie.

A.Garden, to mój pierwszy wnuk, inne uczucia, wrażenia niż przy własnych dzieciach; oprócz pączków skórki wykorzystam do wielu ciast, bo wyszły naprawdę dobre; pozdrawiam.

Wkraju, dopiero będzie smakowity, kiedy usmażę pączki; chociaż nie, Jaśko taki całuśny, że ani pączki go nie przebiją; pozdrawiam.

Mażena, uroku dodają mu te dwa pierwsze ząbki; no i widzisz! babka zakręcona na całego; pozdrowienia ślę.

Krystynka, mam to szczęście, że Jaśko tylko piętro wyżej mieszka, więc tup! tup! po schodach i już jest u nas, ale zdjęcie na komodzie stoi; zdaję sobie sprawę, że w rodzinach różnie bywa, młodzi się rozchodzą, zabraniają potem dziadkom kontaktów z dzieckiem, niepojęte to dla mnie rzeczy, i okrutne; serdeczności ślę.

Maniu, Jaśko rośnie, ma już DWA zęby; sernik też mam w planie, ale dawkuję słodkości, coby za bardzo nie "rozbyć" się, jak mawiali w "Konopielce; ślę pozdrowienia;

Zyfertowy Młyn pisze...

Ja też niedawno przerobiłem resztki po zjedzonych owocach - czekają w słoikach na dokładki do ciast. Nie znałem tylko patentu z sokiem cytrynowym :-)
Kordian

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Dorota, troszkę czasu zajmuje, najwięcej obieranie skórek z białych części, a potem krojenie, reszta robi się sama, ale warto; a zapach w domu taki przedświąteczny się robi; za to wystarczy tego specjału na rok; pozdrawiam.

Kordian, sama nie znałam, ale w necie jest rada na wszystko, a z czasem zobaczymy, czy skuteczna; być może sok z cytryny zadziała czarodziejsko i skórki nie scukrzą się; a jak się zbryla, to też damy im radę; pozdrawiam.

Nasza Polana pisze...

Dziękuję Mario... będziemy działać :-)

claire pisze...

Super wnuczek! Ja też lubię skórki pomarańczowe i cytrynowe albo limonkowe ale nie robię bo boję się pestycydów i wszelkich oprysków. Z drugiej strony jednak Twoja metoda z odmoczeniem i gotowaniem jest chyba przekonujaca. W każdym razie zastanowię się nad tym :))

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Powodzenia, Polanko.

Claire, też mi się tak wydaje, że odlewanie wody pozbawia skórki tej substancji, która je zabezpiecza na czas transportu; a oprysków nie wyeliminujemy z naszego życia, bo teraz chyba wszystko jest pryskane, bo nie urośnie; spróbuj, swoje zawsze lepsze od tych z pólki sklepowej; pozdrawiam.