środa, 18 lutego 2015

W górach Sanocko-Turczańskich ...

Brzmi to bardzo odlegle od nas, a tak naprawdę to oddziela nas, pogórzan, tylko rzeka Wiar, bo na południe od niego to już wymienione wyżej góry. Granica zresztą umowna wśród geografów, a ja tak naprawdę to nigdy nie myślę, przejeżdżając most w Makowej, że znajduję się już na terenie innej jednostki geograficznej. Dla mnie to ukochane widoki, góry, wzgórza, lasy przepastne i małe połoninki, a wyjazd do Arłamowa, to, ot! tak sobie mówisz i masz! i jesteś w sercu tych właśnie gór.


Zjeździliśmy mnóstwo terenów, kiedy nam się zamarzyła własna ziemia i domek, zaczęliśmy poszukiwania od Bieszczadu, czesaliśmy ziemie coraz bliżej, i bliżej, aż znaleźliśmy tutaj swoje miejsce. Jeszcze wtedy były realne plany na Turnicki Park Narodowy, wydawało się, że już, już, a powstanie, więc zaczęliśmy szukać w jego otulinie. Szybko poszło, bo kupiliśmy ziemię z prywatnych rąk, bez przetargów, ogłoszeń, nerwów, a od człowieka bardzo przyjaznego, który jest nam dobrym sąsiadem do dziś.


Pisywałam o Arłamowie często, bo to dziwny twór. Po dawnej wiosce została tylko nazwa, bo ośrodek rządowy powstał wcale nie na jej terenie, tylko na sąsiedniej górze. Paskudny, przygnębiający piętrowiec ... kiedy pierwszy raz przyjechaliśmy tam po zmianach ustrojowych, w latach 90-tych, uderzyła nas pustka tego miejsca ... nie spotkaliśmy na terenie ośrodka ani jednej osoby. Pewnie jacyś goście byli w hotelu, pracownicy, ale nikogo nie było widać, przytłaczająco, smutno ... wyjeżdżałam stamtąd z ulgą. Potem dolina Jamninki, ośrodek również rządowy w Trójcy, tereny dawnych wsi ... odkryliśmy lotnisko na Krajnej, na potrzeby ośrodka dla wybrańców, gdzie ścięto i wyrównano szczyt góry ... odkrywaliśmy ciągle nowe, sporo dowiadywaliśmy się od mieszkańców.
Potem powstał stok narciarski i od tej pory bywaliśmy tu często, najpierw z dziećmi, potem sami, a chatka stała się znakomitą bazą wypadową ... blisko, niezbyt stromo i z widokami ...


Po kilku latach zbudowali drugi stok, odrobinę dłuższy, a ostatnio rozbudowano i sam ośrodek ...


Powstał wielki moloch, nowoczesny i bardzo drogi ... ostatnio zrobiliśmy sobie małe rozpoznanie i pokręciliśmy się po terenie, spojrzeliśmy w dół, z tarasu, na baseny, obeszliśmy, co się dało ... a ponieważ były wtedy zawody ogólnopolskie PGNiG, plątaliśmy się wśród pęków kabli, skrzyń, kamer, statywów ...







... by po chwili, z wielką ulgą, uciec stamtąd do naszej chatki. To nie nasz świat. Zatrzymaliśmy się tylko na punkcie widokowym, by spojrzeć na ośnieżone połoniny bieszczadzkie, bielejące ponad ciemną granicą lasów ...


Myślę, że powolutku zaczyna się odwrót zimy, bo kiedy rano wypuszczam z chatki psy, słychać śpiew ptaków ... coś przyleciało, bo do tej pory to tylko sikorki dzwoniły ... słychać werbel dzięciołów o pień, ich chichotliwe nawoływanie, a gdzieś poniżej daje głos chyba dzięcioł czarny.
Z "widokowego" okna przyuważyłam na trawie ptaka, ciemnoczerwono ubarwionego ... nigdy takiego nie widziałam ...



Nie umiem jakoś powiększyć tego zdjęcia, ale może uda Wam się zobaczyć, że ptaszydło ma zakrzywiony dziób, jak papuga ... co to u licha może być?
Po powrocie do domu zajrzałam do mądrych ksiąg i znalazłam jego podobiznę ... to krzyżodziób ...
tylko nie wiem, jaki, bo są różne rodzaje: sosnowy, modrzewiowy, świerkowy, któż zna ich subtelne różnice?
Nazwa zawiera człon "-dziób", podobnie jak grubodziób ... grubodzioby też już zmieniają swój "image", ich beżowy dotąd dziób przybiera barwę perłowoszarą, znaczy wchodzą w gody ...


W cieplejszych dniach pszczoły wchodzą w obloty ... zawsze myślałam, że one wtedy szukają jakiegoś pożytku, a wcale nie ... przez zimowy czas pobytu w ulu one jedzą, ale nie zanieczyszczają go ... te pierwsze obloty służą właśnie do oczyszczenia i wyrzucenia zawartości przewodu pokarmowego, a to ci mądrale ...
Mąż kupił sobie słuchawkę lekarską, czym wywołał u mnie niemałe zdziwienie, okazuje się, że ul trzeba osłuchiwać, czy pszczoły w zimującym kłębie brzęczą, jak brzęczą, grubo czy cienko, bo ten ton coś oznacza ...


Słońce zachodzi już na wprost okna "widokowego", coraz bardziej zbliża się do Kopystańki, a jego ostatnie promienie na miodowo zaglądają do chatki ...


Jeszcze długo na zachodzie jarzy się, a na niebie zaczyna świecić gwiazda wieczorna - Wenus ...


... i jeszcze trochę później ... zapada noc nad Horodżennem ...


A w akwarium awantura na 102.
Wiadomo, że rybki też kiedyś kończą życie, jedne szybciej, inne później ... i zdarzyło się, że pozostały dwa samce wielkopłetwa ...


Kiedyś każdy zajmował osobny, przeciwległy kąt akwarium, a teraz piorą się na potęgę ... przybrały
wojenne, intensywne barwy, rozkładają szeroko płetwę ogonową i błyskawiczny atak jeden na drugiego, pewnie trzeba im sprawić nowe żony, dla spokojności.


Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za odwiedziny, wszystkiego dobrego, pa!
Kasiku, dziękuję pięknie za nieoczekiwaną niespodziankę.


25 komentarzy:

Beata Bartoszewicz pisze...

Mario, o ile piękniej w Waszych zółto-szafirowych stronach. jak cudnie to wszytko wygląda. I ptaszyny nowe widać, z dziobkami krzywymi.

Żony dla spokojności zakupić powiadasz :))) Coś w tym jest...
Serdeczności ślę, B

ankaskakanka pisze...

Ja tez nie lubię wielkich kompleksów wypoczynkowych, tak jak skromne i rodzinne agroturystyki. Twoja chatka jest najfajniejszą z wszelakich noclegowni. Terenów niestety nie znam. Mogę to sobie jedynie wyobrazić.

claire pisze...

Koniecznie żony dla ryb-samców trzeba! Krzyżodziób bardzo piękny, to super że udało się go sfotografować :)
Jeśli ten dom na zdjęciu to sławny ośrodek to nawet nie jest najgorszy w porównaniu z domami wczasowymi jakie budowano kiedyś w Tatrach i np: w Krynicy Górskiej, to były po prostu bloki w górach :((

Ruda pisze...

U nas też wczoraj taka brzoskwiniowa łuna po słońcu została i utrzymywała się długo po zachodzie.... Wiosna idzie ;)

grazyna pisze...

Juz inaczej robi sie w przyrodzie, nadchodzi wiosna, ja tez wolalabym chatke! piekny krzyzodziob...pozdrawiam serdecznie

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Beata, o, tak! żony łagodzą obyczaje, przynajmniej w akwarium:-) pięknie zachodzi słońce przy przejrzystym niebie, a zorza wieczorna rozświetla noc, i dzień już długi; idzie do dobrego; pozdrawiam serdecznie.

Aniu, nie nawykłam do takich nowoczesności, obiekt piękny, bez dwóch zdań, ale czasami zdaje się trochę obcy w sercu gór; a ceny przyprawiają o zawrót głowy, zwykłego śmiertelnika nie stać na nie; pozdrawiam.

Claire, pierwszy raz w życiu widziałam krzyżodzioba, już częściej gile z czerwonymi brzuszkami, więc jeszcze bardziej cieszę się, że udało się go sfotografować; ośrodek chyba w zeszłym roku oddany do użytku, bardzo nowoczesny, góruje nad okolicą, na zielonym boisku trenują sportowcy, ale to nie moje klimaty; pozdrawiam.

Ruda, u nas jeszcze mrozi, ale to już chyba ostatnie podrygi zimy; przejrzysta pogoda, a tym samym zachody słońca są teraz bardzo malownicze, u nas jeszcze idzie poblask od zamarzniętych na szkło połaci śnieżnych, są jak lustra; pozdrawiam.

Grażyna, my też wolimy:-) a że do Arłamowa odrobinę ponad 10 km, to korzystamy ze stoku do woli; mróz przytrzymuje gwałtowne topnienie śniegu, spływ wód powolny, prawidłowo; pozdrawiam.

Olga Jawor pisze...

Tak, najlepiej w swojej swojskiej dzikości, ciszy, w budowanym własnymi nawykami i upodobaniami raju.Jak to dobrze móc w spokoju obserwować ptaszki za oknem, podsłuchiwac ule, cieszyc sie widokiem niemzierzonych, dziewiczych połaci, zamarzniętych, pokrytych wciąz sniegiem gór. Ale wiosny sie już bardzo chce. Niech zlatują sie ptaszki, nich bazie się pokazują i niech panowie w telewizorni nie strasza, ze to jeszcze nie koniec zimy.Bardzo już potrzeba odmiany. Ciepła.
Pozdrawiam Cię serdecznie Marysiu, dziękując za piekne zdjęcia i podróż po okolicach, gdzie jeszcze nie byłam!:-))*

Talka w górach pisze...

Pięknie. Takie miejsce to moje marzenie na "za kilka lat". Pozdrawiam :)

Barbara Wójcik pisze...

Twoja kraina Mario jest przepiękna. A sąsiadem się cieszcie, dobry sąsiad to dziś rzadkość.

Stanisław Kucharzyk pisze...

Piękny ten samczyk krzyżodzióba, ale też Ci nie pomogę w dokładniejszej diagnozie.W grę wchodzi świerkowy lub sosnowy. Stawiałbym na pierwszego bo sosnowy bardzo rzadki.

Dorota pisze...

Biedni ludzie muszą płacic fortune, żeby pobyć w tych pieknych terenach, które Ty masz niemal na codzień. A że basen mają phi lepszy strumień albo wartki Wiar :) Cudnie udało Ci się 'złapać' słońce w ostatniej chwili!

Iza pisze...

Bardzo lubię Cię czytać :) Też wydaje mi się, że jakoś tak idzie ku wiośnie, w drodze do pracy słychać coraz więcej ptaków... Wszystkiego dobrego, pozdrawiam :)

wkraj pisze...

Ładna nazwa - Góry Turczańskie. Ciekawe, od czego się wzięła. Czyżby to pamiątka po Turkach?.
Marysiu, pięknie w Waszej okolicy, nie trzeba daleko podróżować, by przejść się po uroczych wzniesieniach i chłonąć dalekie panoramy. Mi też się wydaję, że zima długo nie potrzyma, widziałem już ptaki latające z gałązkami, a to znak, że budują gniazda.
Pozdrowienia z Zabrza :)

Stanisław Kucharzyk pisze...

Nazwa od Sanoka i Turki (miasteczko dziś na Ukrainie)

Grażyna-M pisze...

Jedyne co mi się w tym ośrodku podobało, to basen. :)))
Krzyżodziób śliczności. :)
Wiosna coraz bliżej, leszczyna już się wyzłaca, przebiśniegi już kwitną, ptaszęta coraz głośniejsze. Ania pisała, że żurawie już wróciły. No i wreszcie słońca więcej, dzień dłuższy, cieplej. :)
Serdeczności :)

Tomasz pisze...

Witaj Mario
W końcu mogę zajrzeć po poligonie i od razu dostaję artykuł o moich ulubionych okolicach na Pogórzu Przemyskim. Przechodziłem ostatnio niedaleko miejsc o których wspominasz a których nie odwiedzałem od roku. Fakt dzisiejszy Arłamów to coś zupełnie innego niż dawna wieś leżąca w trochę innym miejscu. Urok pustej doliny pozostała a i Połoninnki Arłamowskie to wspaniały punkt widokowy na Bieszczady. Ja wciąż mam nadzieję że kiedyś park powstanie. Póki co warto dreptać po Naszym Pogórzu. Pozdrawiam serdecznie

Tomasz pisze...

Aha jeszcze jedno. Tym razem do p. Wkraja. Góry Sanocko Turczańskie rozciągają się jakby pomiędzy Sanokiem a miastem Turką na Ukrainie. Pozdrawiam i zapraszam na Pogórze i w Sanocko Turczańskie :)

Mażena pisze...

Jeśli rybki walczą to co powiedzieć o ludziach...
Wole góry bez basenów i spa ale takie trendy, takich oaz, skansenów...
Śnieg i słońce tego mi trzeba!

Nasza Polana pisze...

Mario Kochana, piękne to zdjęcie z miodowym światłem zachodzącego słońca. Dla mnie to kwintesencja domu, rodziny, ciepła, przytulności. Takie "molochowe" klimaty też nie są nasze i często zdumiewa mnie fakt, że ktoś kiedyś gdzieś podjął decyzję aby w pięknej przyrodzie wybudować takie straszyła. To samo jest na Dolnym Śląsku w Czarnej Górze koło Siennej i to samo w Wysowej Zdroju i pewnie w wielu innych miejscach w Polsce. Wiadomo... kasakasakasakasa... ale przecież można inaczej, skromniej, w zgodzie z krajobrazem. Ech... Konfitura ze skórek pomarańczy zrobiona. Wyszła bardzo smaczna. Dziękuję :-) Pozdrowienia i serdeczności

Krystynka w podróży pisze...

Byłam w Arłamowie jakieś 15 lat temu, wielki i zapyziały moloch. Teraz widzę, po modernizacji, wypiękniał ale nie wyszlachetniał. Ale widoków i fikołków w basenie pod błękitnym niebem by się chciało. A i gilgotki w jakuzzi z widokiem na śnieg mile widziane.
Ale w chatach najlepiej i najpiękniej. Uściski przesyłam

Marchev ka pisze...

Zdecydowanie wolę miejsca zaciszne, na uboczu, bez tłumów.
A Twój blog lubię za ciszę i spokój bijący ze zdjęć, przedstawiających tak odległe od mojego morza rejony :)

Anonimowy pisze...

Marysiu, Arłamów to inna bajka, ale po takim pobycie bardziej docenia się własne zaciszne gniazdko.
Piękne zdjęcia, podziwiam Twoją pracę w okresie "trawokosów".
Chyba masz pare ha do obkoszenia.
Pięknie pozdrawiam, Aneta.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Olu, coś mi się zdaje, że z lekka "zdziczałam" w tych krzaczorach, bardzo cenię spokój, a do wielkiego świata tylko czasami; wiosna tuż, tuż, wczoraj słyszałam żurawie; serdeczności ślę.

Talka, marzenia lubią się spełniać, tego Ci życzę i pozdrawiam.

Basiu, bardzo cenimy naszego Janka, jest bardzo słowny, nigdy nie odmówi pomocy; to działa w obie strony; pozdrowienia ślę.

Staszek, byłam z lekka zaskoczona tym ptakiem, powiększyłam zdjęcie, a tam zakrzywiony dziób; więc myślę sobie, znowu papuga przyleciała? tylko jakaś malutka; a któż rozpozna, czym różnią się te ptaki? to takie subtelne różnice; pozdrawiam.

Dorota, trzeba mieć sporo w kieszeni, żeby pozwolić sobie na pobyt w tym ośrodku, ale zauważyłam, że co niektórzy radzą sobie niezgorzej; nocleg mają w agroturystyce w miejscowościach nad Wiarem, a na stok jeżdżą tam, i wychodzi o wiele taniej; teraz słońce zachodzi na wprost okna, spektakle codzienne' pozdrawiam.

Iza, dzięki za dobre słowo; wczoraj słyszałam żurawie, wiosna idzie jak nic; pozdrawiam.

Wkraju, o! już Staszek poniżej świetnie wytłumaczył, skąd nazwa gór;
przyleciały jakieś ptaki, bo zaczynają się poranne koncerty, grubodzioby w zalotach, to samo dzięcioły i sikorki; boję się, żeby zima nie pokazała, co potrafi, żal zwierząt; pozdrawiam.

Staszek, dzięki:-)

Grażyno-M, tereny Arłamowa niedostępne dla zwykłych śmiertelników, dopiero od lat 90-tych można tam jeździć; nowy hotel zbudowany z rozmachem, sportowcy trenują na zielonym boisku, tylko miewam mieszane uczucia, taka osobliwość wśród gór; pozdrawiam.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Tomasz, i co? udało Ci się przejść na piechotę szlakiem z Przemyśla? często zatrzymujemy się na połoninkach i obserwujemy Bieszczady, kiedyś udało nam się wypatrzeć Pikuja; przyjemny czas, słońce zaczyna przygrzewać, a śnieg tylko w miejscach zacienionych, lecą żurawie, wiosna tużtuż! dzięki za wyjaśnienia dla Wkraja, dla nas to nazwy oczywiste, dla ludzi z Polski nie; pozdrawiam.

Mażena, jednak samiczki łagodziły męskie obyczaje, a teraz łoją się nawzajem, że hej! wielkopłetwy, jak obserwuję, z obyczajów podobne do bojowników; ostatnio jakiś kabaret przez ekran mi się przemknął, właśnie w nawiązaniu do modnych spa: Tu jest błąd, nie mówi się Giewont spa, tylko śpi:-) pozdrawiam.

Polanko, kiedyś tu było królestwo nie dla zwykłych ludzi, ogrodzone, osiatkowane, pilnowane przez żołnierzy; a kto wtedy patrzył na przyrodę i na to, co zastane; przecież spychaczami równali cmentarze, a cerkiewki wysadzali, bo przeszkadzały dygnitarzom; cieszę się, że konfitura udała się; pozdrowienia ślę.

Krystyno, miałam stracha, kiedy byłam tam pierwszym razem, przez to, że nikogo nie było widać; sam budynek niepiękny, tylko widoki wynagradzały niepokój; ten obiekt na zdjęciu to zupełnie nowy, ale mania wielkości króluje wszędzie; oj, cena za godzinę korzystania z basenu też jakaś niechrześcijańska, ale może warto raz spróbować? jednak chaty górą; pozdrawiam.

Marchevka, i ja też, zawsze po takich wyjazdach z ulgą wracam do siebie, do ciszy i spokoju, psów stęsknionych; pozdrawiam.

Aneta, kosą spalinową koszę ze 40 arów, kilka razy w ciągu lata; kiedy lato deszczowe i ciepłe, trawa rośnie jak zwariowana; kiedy skończę kosić całość, to już trzeba zaczynać od początku z drugiej strony; łąki kosi ciągnik; stanowczo bardziej wolę nasze ustronie od napuszonych ośrodków; pozdrawiam serdecznie.

Tomasz pisze...

Witaj
Oczywiście udało się przejść ten fragment. Pojeździłem też trochę na biegówkach w okolicach Trzciańca. Generalnie miło spędziłem poligon. Pozdrawiam